Czuję się okropnie. Zeszła noc nie należała do tych spokojnych.
Wzięłam prysznic, ubrałam się i uczesałam włosy pozostawiając je w moich naturalnych falach. Nałożyłam eyeliner i tusz do rzęs na powieki i byłam gotowa do wyjścia.
Zbiegłam szybko po schodach, chwyciłam jabłko i już byłam w drodze do pracy.
Osuwam się na moim krześle za ladą. Dzisiaj jest tłoczono. Wiele osób podąża wzdłuż półek szukając odpowiednich dla nich książek.
Widzę kątem oka przyglądającego mi się Liama.
-Wszystko w porządku? -w końcu pyta
Wzruszam ramionami.
-Nie wiem. Nie spałam dobrze w nocy.
-Widzę- kiwa głową
Patrzę na niego.
-Masz dziewczynę, Liam? -pytam
Potrząsa przecząco głową.
-Miałem, ale ostro się pokłóciliśmy kilka miesięcy temu i zerwaliśmy.
-Przykro mi -mówię
Wzrusza ramionami.
-Nie ma po co.
Kiwam głową.
-Co się stało, że zerwaliście? Jeśli...mogę wiedzieć. -pytam niepewnie
-Często walczyliśmy ze sobą i żadne z nas po jakimś czasie nie chciało być ze sobą.
-Kochałeś ją?
-Cóż...kiedy chodziliśmy ze sobą, myślałem, że tak jest, ale patrząc na to z perspektywy czasu....myślę, że to co czułem, to nie była miłość.
-Naprawdę? -pytam
-Tak. Myślę, że to było wyłącznie zauroczenie.
-Oh -patrzę na moje paznokcie -Skąd wiedziałeś ,że to zauroczenie,a nie miłość?
Liam wzrusza ramionami.
-To jest coś co spostrzegasz po jakimś czasie-mówi
Kiwam głową.
-Dlaczego to musi być takie skomplikowane. - wzdycham
Liam potrząsa głową.
-Nie wiem. Na wydaje się, że to jest aż tak zagmatwane.
-Zgadzam się...Dzisiaj zaczynam moją zmianę -mówię
-Chcesz żebym z tobą został? -pyta Liam
-Nie musisz, jest w porządku.
-Naprawdę, nie mam nic przeciwko.
-Liam, jest pewna ,że masz lepsze rzeczy do roboty. Możesz zostać innym razem. -uśmiecham się do niego
Chłopak odwzajemnia uśmich.
-Dobrze, ale daj mi znać, jakbyś potrzebowała towarzystwa.
-Dziękuję, Liam.
-Nie ma sprawy.
Reszta dnia mija strasznie powoli. Wyłączyłam swój telefon, wiedząc, że Shawn zrobi się zły jeśli znowu zacznę rozmawiać przez komórkę w trakcie pracy. Liam wychodzi o piątej po południu,a ja opieram się na moim krześle i czekam, aż zegar wskaże dziewiątą wieczorem i będę mogła wyjść.
Otwieram książkę i zaczynam czytać, tracąc kompletnie poczucie czasu. Nie spostrzegam kiedy ktoś wchodzi do sklepu. Książka ląduje na ladzie na przeciwko mnie. Odkładam moją i biorę tą z lady wpisując ją w komputer. Zerkam na tytuł książki ,,Szeptem"
-Dobry wybór -mówię nie podnosząc wzroku, zabieram pieniądze z lady - Kocham tą serię. -wkładam pieniądze do kasy sklepowej
- Czyżby?
Podnoszę głowę i moje oczy spotykają zielone tęczówki Harry'ego.
Przełykam gulę w gardle i przesuwam w jego stronę kupione przez niego książki razem z należącąmu się za nie resztą pieniędzy.
Czy powinnam być na niego zła? Wiem ,że on jest na pewno po tym co powiedziałam mu zeszłego wieczoru.
-Widzę, że skończyłeś Kosogłosa -mówię
-Nie -odpowiada prosto
-Oh -patrzę na dół -Czy...możemy porozmawiać? -patrzę na niego, a jego oczy wyraźnie łagodnieją
-Dobrze -przebiega ręką po ciemnych lokach i bierze książkę
-Kończę o dziewiątej -mówię
-Jest dziewiąta piętnaście.
Moje oczy spoczywają na zegarze na ścianie i widzę, że ma rację. Wstaję i biorę swoje rzeczy unikając przy tym wzroku Harry'ego. Zamykam sklep i wychodzę na parking. Krzyzuję ręce na piersi nie pewna co mam powiedzieć.
-Ja...-zaczynamy oboje w tym samym momencie
-Przepraszam -mówię -Mów pierwszy.
Kręci głową.
-Ty pierwsza.
Biorę głęboki wdech.
-Przepraszam za to co powiedziałam. -mówię powoli -To było nie na miejscu...wiem, że byś tego nie zrobił...z nią...Jane...przepraszam -mówię ponownie
Ku mojemu zaskoczeniu twarz Harry'ego łagodnieje. Chłopak patrzy na dół unikając mojego wzroku.
-Co się stało? -pytam go
-Nie powinienem na ciebie krzyczeć. -mówię -Powiedziałem sobie, że nie będę cały czas na ciebie krzyczał...
Uciszam go pocałunkiem. Oplatam ciasno ręce w okół jego szyi. Harry przyciąga mnie blisko siebie i wiem, że oboje wybaczamy sobie rzeczy powiedziane poprzedniego wieczoru.
-Dlaczego nie...dlaczego nie odpowiadałeś na moje telefony? -pytam cicho
Harry spuszcza wzrok.
-Nie mam zamiaru cię okłamywać, Blair. Poszedłem na imprezę, upiłem się i... -patrzy z dala ode mnie
-Co? I co?
Harry odchrząkuje.
-Nic. Spędzasz noc?
Kiwam powoli, przecząco głową.
-Nie sądzę, aby to był dobry pomysł.
-Dlaczego? -jego oczy poszukują moich
-Ja po prostu...boję się, że znowu się pokłócimy...
-Nie będziemy walczyć -Harry mówi dość głośno i stanowczo
-Słuchaj, już tutaj jesteśmy na pograniczu kłótni -mówię
-Gówno prawda. To nie jest kłótnia.To zwykły spór.
-Naprawdę chcesz mnie zdenerwować? Tutaj?
-Dlaczego tak myślisz?-pyta
Wzdycham,ale nie odpowiadam. Czemu on musi być taki denerwujący?!
Odwracam się i zaczynam iść w kierunku mojego samochodu. Harry łapie mnie za ramię.
-Co? -pytam oschle
-Nie spałaś ostatniej nocy, prawda? -pyta
Odwracam się patrząc na niego z zaciekawieniem.
-N-nie. Skąd wiesz?
-Widzę to w twoich oczach. -moich cicho
Przenoszę ciężar z nogi na nogę.
-Tak?
Harry odwraca wzrok.
-Po prostu zostań u mnie na noc, Blair. -mówi -Proszę -dodaje szeptem
Wzdycham.
-Dobrze -mówię -Ale tylko dlatego, że cierpisz na bezsenność.
Kilka minut później jestem już w domu Harry'ego. Jego samochód jest już na podjeździe. Znowu mnie przegonił. Wchodzę do jego mieszkania i rzucam moje rzeczy na blat kuchenny. Otwieram lodówkę, by znaleźć coś dojedzenia. Marszczę nos na widok pustego kartonu po mleku. Wygiągam go i umieszczam go w koszu do recyklingu.
-Przepraszam, zapomniałem o tym -mówi Harry opierając się o framugę drzwi
-Oczywiście.
-Blair, dlaczego jesteś zła?
-Harry, wiesz dlaczego.
-Blair, przepraszam -mówi chyba po raz setny
-Jestem zmęczona. Idę do łóżka. -przechodzę obok niego i idę po schodach na górę
-Nie wchodź tam -ostrzega mnie Harry
-Dlaczego?
-Tam jest straszny bałagan -mówi szybko unikając mojego wzroku -Daj mi lekko go ogarnąć.
Wzdycham.
-W porządku.
-Idź znaleźć coś do jedzenia. Kupiłem orzechowe batoniki. Są w spiżarni.
Przewracam oczami i idę do kuchni. Nic nie poradzę na to ,że się uśmiecham jak zaspokajam mój głód. Harry wie, że bardzo lubię te batoniki.
Kilka minut później Harry pojawia się na szczycie schodów.
-Dobrze. Jest czysto.
Wchodzę po schodach na piętro, a potem do sypialni Harry'ego. Staję na środku pokoju,a na mojej twarzy pojawia się grymas.
-To nazywasz czystością?
T-shirty i skarpetki leżą pogniecione w otwartej szafie. Natychmiast zabieram się z ich składanie.
-Czysto jak na mnie.
-Jesteś leniem.
Harry pomija moją uwagę. Zdejmuje koszulkę i kładzie się do łóżka. Patrzę jak łapie bierze Kosogłosa z szafki nocnej, otwiera i zaczyna czytać.
Uśmiech pojawia się na mojej twarzy, ale zaraz znika, bo przypomina mi się, że miałam być na niego zła.
-Co? -pyta kiedy zauważa, że się na niego patrzę
-Nic- odwracam się od niego
Podnoszę czarna koszulkę z podłogi.
-Czy to jest czyste, czy brudne? -pytam
-Podaj mi ją -mówi Harry
Wręczam mu ubranie, a on je wącha.
-Nadaje się jeszcze na kilka wyjść.
Marszczę nos.
-Ohyda.
Składam ją i chowam do szafy. Biorę czystą koszulkę Harry'ego i idę do łazienki się przebrać i wymyć zęby. Wracam do pokoju i kładę się na łóżku, obok chłopaka.
Patrzę na jego twarz kiedy czyta.
Jego czoło jest zmarszczone,a usta są ułożone w prostą linię. Przewija delikatnie strony książki.
Odwracam się i postanawiam iść spać.
-Co dzieje się z Peetą?
Słowa Harry'ego wyrywają mnie z zamyślenia.
-Nie mogę ci powiedzieć.
-Dlaczego nie?
-To zrujnuje historię.
-Kurwa. -mówi
Słyszę jak Harry zamyka książkę. Chwilę później gasi światło.
-Masz zamiar gniewać się na mnie przez całą noc?
-Najprawdopodobniej.
-Co mam zrobić żebyś mi wybaczyła?
-Staraj się być mniej kłótliwy.
Harry chichocze. Czuję jak przesuwa się w moją stronę i sekundy później czuje jego ręce owijające się w okół mojego pasa.
-Przestań
-Przestać co? -docieka
-Trzymać mnie.
-Dlaczego?
-To sprawia, że chcę ci wybaczyć -słowa wydostają się z moich ust zanim mogę je powstrzymać
Harry nic nie mówi tylko zacieśnia swój uścisk.
-Kocham cię -szepcze mi do ucha
Dreszcze przebiegają wzdłuż mojego kręgosłupa, a serce podchodzi mi do gardła.
-Powiedz to -szepcze mi ponownie do ucha -Odpowiedz mi.
Z uporem trzymam zamknięte usta.
-Odpowiedz mi kurwa -mówi i zaczyna mnie łaskotać
-Harry -piszczę odpychając jego ręce i odradzając się do niego plecami
-Powiedz to...
-Kocham cię -krzyczę bez tchu -Kocham cię
Uśmiech pojawia się na jego twarzy.
-Dobrze- mówi ciągnąc mnie do siebie -Czyto było aż tak trudne?
-Tak -mówię cicho
Harry odsuwa się ode mnie, aby spojrzeć mi w oczy. Chłopak kładzie dłonie na moich policzkach.
-Kocham cię -mówi poważnie
-Kocham cię -powtarzam
Harry przyciąga mnie do uścisku. Całuje moje czoło i głaszcze moje włosy.
Niedługo potem oboje zapadamy w głęboki sen.
Następnego
ranka budzę się i nie otwierając oczu wyciągam rękę na drugą stronę
łóżka. Harry'ego nie ma w łóżku. Słyszę głośnie, stłumione głosy
pochodzące z dołu. Wyciągam moje ubrania i szybko się w nie ubieram.
Wychodzę z sypialni i kieruję się w stronę schodów.
-O co ci do cholery chodzi?!-słyszę krzyk
O nie! Co Jane tu robi? Przełykam gulę w gardle.
Przylegam plecami do ściany tak, że mogę słyszeć całą rozmowę, bez obawy, że zostanę spostrzeżona.
-Chodzi mi o to, że ją kocham!Czy ci się to kurwa podoba, czy nie! -krzyczy Harry
Wstrzymuję oddech.
-Nie kochasz jej! -Jane prawie się śmieje -Ty nie potrafisz kochać!
-Wynoś się -syczy Harry -Wynoś się zanim się obudzi.
-Dlaczego? Jaki masz problem? Boisz się, że cię zniszczy?!
-Zabieraj swoją kurewską dupę z mojego mieszkania!
Jane rechocze.
-Kurewską dupę? -mówi -A żebyś wiedział.
Słyszę trzask drzwi frontowych. Oddycham z ulgą.
Przygryzam wargę w zamyśleniu, ale zaraz ruszam z powrotem do sypialni. Harry nie może wiedzieć, że wszystko słyszałam.
Boi się, że go zniszczę?
Co to do jasnej cholery ma znaczyć? Przemywam twarz chłodną wodę i myję zęby. Gdy jestem już gotowa schodzę cicho na dół.
Harry siedzi na kuchennym blacie z głową w dłoniach.
-Harry? -pytam cicho
Podnosi szybko głowę.
-Dzień dobry -mówi nie patrząc mi w oczy
-Dobrze spałeś? -pytam nie zwracając uwagi na jego zmieszanie
Sięgam do lodówki po mleko i nalewam sobie szklankę.
-Tak, spałem jak zabity -mówi
Biorę łyk mleka i opieram się łokciami na stole, patrząc na Harry'ego.
-Wszystko w porządku? -pytam
Kiwa głową.
-Czuję się dobrze. -mówi
Mrużę oczy widząc jego udawany uśmiech. Harry staje naprzeciwko mnie.
Oplata ręce w okół mojego pasa i całuje mnie w czoło, potem w policzek, a na końcu w usta.
-Kocham cię -mówi desperacko -Tak bardzo cię kocham.
Owijam
ramiona w okół jego szyi zastanawiając się, czy ta nagła fala uczuć
jest spowodowana wcześniejszą wizytą Jane. Nie kwestionuje tego w tym
momencie. Oddaję pocałunek.
-Co dzisiaj robisz? -pyta
Wzruszam ramionami.
-Dzisiaj znowu mam wieczorną zmianę w pracy. -mówię
-Zostanę z tobą. -mówi
Śmieję się.
-Nie chcę abyś mi tam marudził, czy nabałaganił.
-Jestem światowej klasy bałaganiarzem -mówi z uśmiechem
Całuję go ponownie.
-Dobrze -zgadzam się -Możemy rozmawiać o książkach.
Harry przewraca oczami.
-Świetnie -mówi, ale wiem ,że jest tak samo podekscytowany jak ja
-A ty? -pytam -Co robisz do południa?
-Mam pracę -mówi patrząc na mnie -Chciałabyś ze mną pójść?
Kręcę głową.
-Jest w porządku -mówię
-Oh, no dalej .Możesz spędzić czas z Edem i z Niall'em
-Nie, naprawdę Harry. I tak powinnam spędzić trochę czasu w domu.
-Robiąc co?
Wzruszam ramionami.
Harry przewraca oczami.
-Dobrze. -mówi -Ale potem przyjadę i zabiorę cię do pracy.
Kiwam głową.
-Jasne.
Po
niecałej godzinie jestem już w domu. Rzucam moje rzeczy na kanapę i
siadam na nią biorąc książkę, decydując, że poczytam dla zabicia czasu,
dopóki nie zobaczę ponownie Harry'ego.
Wiem,że muszę być w pracy o piątej po południu, ale teraz jest dopiero jedenasta, więc mam jeszcze mnóstwo czasu.
Czytałam
książkę przez dobre kilka godzin. Zjadłam obiad i znudzona włączyłam
telewizor. Zanim się orientuje jest już trzecia po południu.
-Blair! -mówi zaskoczony Louis jak wchodzi do pomieszczenia
-Hej, Lou. Jak się masz?
-Dobrze -mówi -Naprawdę dobrze.
Chłopak
siada naprzeciwko mnie na sofie. Bandaż, który miał na ramieniu zniknął
i teraz jego nowy tatuaż jest widoczny. Przedstawia on zwykły zegar,
ale ten nie ma wskazówek. Nie jest duży, ale wystarczający abym widziała
go z mojej pozycji.
-Co znaczy ten tatuaż? -pytam
Louis patrzy na niego.
-To jest zegar.
-Wiem, ale dlaczego nie ma wskazówek?
Louis uśmiecha się.
-Ponieważ czas płynie swoim tempem i nigdy się nie zatrzymuje.
Przechylam głowę.
-To jest naprawdę...mądre. -mówię
Louis wzrusza ramionami.
-Mam
ten tatuaż aby przypominał mi o tym, abym dobrze korzystał z każdej
sekundy w życiu, bo czas ucieka bardzo szybko i nie wiadomo gdzie.
Kręcę głową.
-Łał. Louis. Jestem pod wrażeniem.-mówię
Lou uśmiecha się przyjaźnie.
-A co myślałaś? Że tatuaże to tylko smoki i demony?
Śmieję się.
-Tak, rzeczywiście. Nigdy nie myślałam o ty, że tatuaże mogą mieć jakieś znaczenie.
-Cóż,
jeśli mam zamiar mieć na ciele coś, co zostanie mi do końca życia, to
wole aby tatuaż coś oznaczał. -Louis patrzy na jego nowy tatuaż i się
uśmiecha
Robię podświadomie notatkę, aby zapytać kiedyś Harry'ego o znaczenie jego tatuaży. Wyciągam rękę i dotykam tatuażu Louis.
-Czy to coś boli? -pytam
Louis prycha.
-Oh, jak cholera.
-Więc dlaczego masz ich tak dużo?
-To
sprawa osobista.Jeśli zamierzasz zrobić sobie tatuaż i chciałabyś żeby
miał dla ciebie jakiś znaczenie, to ból nie jest ważny.
Drżę.
-Nigdy nie zrobię sobie tatuażu. -mówię
-Mam
nadzieję, że będzie inaczej. Nie chciałabyś mieć czegoś, co
przypominałoby ci o czymś ważnym w życiu, bez względu na wszystko?
-Co bym mogła chcieć? Nie mam głowy do takich rzeczy.
Louis się śmieje.
-Wymyślisz coś, Blair -przekonuje mnie
-Oby nie. -wzdycham
Louis ponownie się śmieje.
-Więc... ty i Styles to tak na poważnie, huh? -pyta zmieniając temat
Wzruszam ramionami.
-Nie chcę zaprzeczać, ale nie chcę też mówić tak.
Louis wzdycha.
-Tak bardzo jak go nienawidzę, jestem szczęśliwy.
Patrzę na niego ze zdziwieniem.
-Naprawdę?
-Tak -kiwa głową -Zasługujesz na kogoś, kto sprawi, że będziesz szczęśliwa. Nawet jeśli jest on pieprzonym kutasem.
Uśmiecham się.
-Wiem co stało się między wami -mówię mimochodem
Louis przewraca oczami.
-Oczywiście, że ci powiedział
-Nie, nie zrobił tego. Ktoś inny mi powiedział.
-Oh. Cóż, to stara historia.
-Więc dlaczego się nie pogodzicie? -pytam
-To dużo zabawy nienawidzić go. Przepraszam.
Śmieję się.
-A co z tobą? -pytam -Żadnych dziewczyn, które lubisz?
Louis potrząsa głową.
-Żadnych. Od sprawy z Jane, żadnych. Jest z niej prawdziwa dziwka, wiesz o tym?
Kiwam głową.
-Zaufaj mi, wiem -mówię
Louis uśmiecha się pod nosem.
-Chciałbym
kogoś mieć -mówi Louis spuszczając głowę - Kogoś takiego z kim mógłbym
być dłużej niż jedną noc. Kogoś takiego jak Perrie i Zayn, albo ty
i...Harry.
-Dlaczego wspomniałeś mnie i Harry'ego?
-Widzę
jak na niego patrzysz, Blair. Kochasz go i tak bardzo jak nie chcę tego
przyznać, to muszę powiedzieć, że on też cię kurwa kocha. -mówi
Moje policzki oblewają się różem.
-I ja chcę tego. -kontynuuje -Chcę, należeć do kogoś.
-Na pewno kogoś znajdziesz. -mówię -Jest tam gdzieś ktoś, kto czeka na ciebie.
-Naprawdę tak myślisz?-pyta patrząc na mnie łagodnie
-Ja to wiem! No może nie zakochasz się już jutro, czy pojutrze, ale w końcu znajdziesz kogoś.
Louis uśmiecha się do mnie.
-Dzięki, Blair. Jesteś najlepsza. -mówi i przytula mnie
Odwzajemniam uścisk. Jestem szczęśliwa na temat tego, co myśli o mnie i o Harrym.
Oglądamy przez jakiś czas telewizję aż wreszcie słyszę dzwonek do drzwi.
Wstaję z kanapy i idę otworzyć drzwi.
-Cześć, Harry -mówię -Pozwól, że wezmę tylko swoje rzeczy...
Harry
kiwa głową patrzy przez moje ramię na Louisa. Idę do kuchni gdzie
zostawiłam swoje rzeczy, ale zatrzymuję się, kiedy słyszę ściszone głosy
Harry'ego i Louisa.
-Mam wszelkie powody, aby jej powiedzieć -słyszę Louisa
-Powiem jej -mówi Harry -W końcu.
-Mam nadzieję, bo ja to zrobię.
-Słuchaj, zrób mi kurwa chociaż raz przysługę i trzymaj gębę na kłódkę. -syczy Harry
-Dobrze, ale jeśli szybko tego nie załatwisz....ja to zrobię.
Przełykam ślinę i wracam do salonu. Dwie pary oczu zwracają się w moim kierunku.
Uśmiecham się udając, że nic nie słyszałam.
-Przegapiłam coś? -pytam widząc ich wpatrujących się w siebie
-Nie -mówi chłodno Harry -Chodźmy.
Żegnam się z Louisem i wychodzę z domu kierując się do samochodu Harry'ego.
*****
czytasz = komentujesz <3
środa, 28 stycznia 2015
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Chapter 41
-Halo?
-Blair, gdzie jesteś?
-Jestem w pracy, Harry. Czegoś potrzebujesz?
-Niczego nie potrzebuje.
Czemu on musi był taki denerwujący
-W porządku, więc czego chcesz?
-Nie wiem -wzdycha
-To po co dzwonisz?
-Ja...nie wiem.
-Okej- robię pauzę -Zachowujesz się trochę dziwnie, Harry, wszystko w porządku?- pytam
-Czy możesz przyjść po pracy? -pyta chłopak
-Tak jasne. Jestem wolna od osiemnastej.
-To dobrze.
Przygryzam wargę.
-Harry...czy aby na pewno wszystko gra?
-Uh...-odchrząkuje -Ja..uh..czułem się źle po naszej sprzeczce kilka dni temu i...ja...uh...tęsknięzatobą. - mówi pośpiesznie ostatnie słowa
-Co to było?
-Ja...tęsknięzatobą.
-Harry, nie rozumiem co mówisz...
-Tęsknię za tobą! -w końcu mówi wyraźnie
-Harry -śmieję się
-Przestań się śmiać.
-Przepraszam. -mówię nadal się uśmiechając
Słyszę jak ktoś chrząka, odwracam się na krześle i dostrzegam Shawna , który gestem wskazuje mi abym wyłączyła telefon.Wzdycham.
-Harry muszę kończyć. Zobaczymy się po pracy, okej?
-Dobrze.
Odkładam telefon do torebki i patrzę na Shawna.
-Przepraszam, ale Harry zadzwonił i ....
-W porządku -mówi przesuwając stos książek w moją stronę -Ale nie ma rozmawiania w pracy, tak
na przyszłość.
-Bez...rozmów.
-Yep.
-Więc nie mogę...mówić? -Liam stara się ukryć swój uśmiech siedząc obok mnie
-Nie.
-W ogóle?
-Blair, jak długo muszę ci to wyjaśniać? -pyta zirytowany
-Więc muszę być cicho przez cały czas...-mówię powoli unosząc moje brwi
Shawn wreszcie orientuje się o czym mówię i przewraca oczami.
-Zero rozmów przez telefon.-wyjaśnia - Posortujcie je alfabetycznie -mówi wskazując na stos książek- mówi do mnie i do Liama
Dzielimy się książkami i idziemy ułożyć je na półkach.
-To było zabawne -mówi Liam
-Shawn jest świetnym szefem, ale czasami jest taki niemądry.
-Słyszę was dzieci! -Shawn krzyczy ze swojego biura
Znowu się śmiejemy.
-Więc Blair -mówi Liam -Zaczyna się miesiąc twojej zmiany.
Jęczę przeciągle.
-Świętnie. Nie mogę się doczekać siedzenia do późnego wieczora w pustej księgarni.
Liam chichocze.
-To naprawdę nie jest takie złe jak się wydaje. A jeśli być chciała to mogę zostać z tobą. Zawsze jest lepiej kiedy masz kogoś z kim możesz porozmawiać.
Uśmiecham się do chłopaka.
-Dzięki. -mówię -Będę ci winna.
Odkładam kolejną książkę na półkę na przeciwko okna. Zawsze przez nie wyglądam aby zobaczyć co dzieje się na zewnątrz. Moje oczy zatrzymują się na znajomym czarnym samochodzie.
-Nie ma kurwa mowy -uśmiecham się do siebie
-Co miało znaczyć Blair! -mówi Liam
-Nic -odpowiadam szybko -Nieważne.
Okno jest uchylone więc dokładne widzę wnętrze samochodu. Harry osunął się w fotelu kierowcy i czyta ,,Igrzyska Śmierci:W Pierścieniu Ognia". Zaśmiałam się pod nosem.
Patrzę na zegar. Jest siedemnasta trzydzieści. Przyjechał pół godziny wcześniej.Staram się nie zwracać uwagi na szybko bijące serce kiedy odkładam kilka ostatnich książek na półkę. Klaszczę w dłonie na znak że skończyłam.
Podchodzę do lady przy wejściu.
-Skończyłam, do czegoś ci jeszcze jestem potrzebna? -pytam mojego szefa
Shawn wzrusza ramionami.
-Nie.
-Więc mogę iść?
-Nie.
-Shawn -skomle
-To za bycie taką mądrą Blairpoo.
-Czy ty właśnie...nazwałeś mnie...-nie mogę powstrzymać się od śmiechu
Shawn się czerwieni.
-Spadaj dzieciaku. -Shawn przewraca oczami
Śmieję się.
-Blairpoo, -mówię przy napadzie chichotów -Nigdy nie słyszałam tego przezwiska od ciebie...
-Idź już, ale nie wspominaj nikomu, że nawałem cię...
-Blairpoo?
-Tak. No idź już. Cześć.
Ciągle się śmieje kiedy zabieram swoje rzeczy i udaje się w stronę drzwi.Macham Liam'owi na pożegnanie. Idę na parking i wchodzę do auta Harry'ego unosząc brwi. Harry podnosi się na fotelu i rzuca książkę na tylne siedzenie. Ma na sobie czarne dżinsy, szarą, luźną koszulę i czarne okulary.
-Harold -karce go -Tak nie postępuje się z książką. -mówię krzyżując ręce na piersi
-Ciebie też miło widzieć.-mówi
-Podnieś książkę.
-To jest tylko pieprzona...
-Podnieś ją i przeproś.
-Ty sobie chyba kurwa...
-Harold
Na jego twarzy pojawia się grymas słysząc jego pełne imię. Sięga ręką na tylne siedzenie i chwyta książkę kładąc ją na desce rozdzielczej.
-Już -mówi
-Przeproś
Przewraca oczami
-Przepraszam.
-Za co? -pytam z uśmieszkiem na twarzy
-Za rzucenie książki -mówi
-Nie przepraszaj mnie, przeproś książkę.-mówię
Harry spostrzega, że się z nim droczę i uśmiecha się.
-Ha ha bardzo śmieszne.
Zaczynam śmiać się jeszcze bardziej.
-Tylko nie mów, że chciałeś....-zaczyna brakować mi powietrza
-Dosyć tego gówna, Blair. -jego ton jest surowy ale na twarzy nadal widnieje uśmiech
Odzyskuję panowanie nad moim śmiechem i wyciągam klucze do mojego auta z torby.
-Dlaczego przyjechałeś tutaj pół godziny wcześniej? -pytam
-Ja nie...
-Harry, cały przód sklepu pokryty jest oknami.Widziałam samochód. -uśmiecham się
-Dobrze, dobrze.Wcześniej kończyłem pracę i pomyślałem, że cię zaskoczę.
Uśmiecham się, a moje serce przyjemnie się ogrzewa.
-To miłe, Harold.
-Kurwa nazwij mnie jeszcze raz Harold...
-Oh, spokojnie. Wiem, że potajemnie to kochasz.
Otwieram drzwi, aby wyjść z auta Harry'ego i dostać się do mojego.
-Wcale kurwa nie!
-Będę jechać za tobą -mówię
-Gdzie?
-Do twojego domu ciemniaku.
Wsiadam do swojego samochodu i odpalam silnik. Chichocze całą drogę do domu Harry'ego.
Prowadzę jak wariat śledząc Harry'ego samochód, który ciągle robi jakieś zakręty. Nie zatrzymuję się na pasach w ślad po Harrym. Ucieka mi z oczu kiedy staje na czerwonym świetle.Przewracam włosy na ramię i słyszę obok mnie dźwięk klaksonu. Odwracam głowę i widzę jak Harry opuszcza szybę w aucie. Na jego ustach maluje się dziki uśmiech.
-Myślisz, że możesz mnie pokonać. -mówi -Ale ja zawsze wygram. -mówi i puszcza mi oczko.
Światło zmienia się na zielone. Harry przyspiesza i wyjeżdża przede mnie.Dojeżdżam do domu Harry'ego i dostrzegam go opierającego się dumnie o swój samochód, jego okulary są zawieszone na koszuli. Parkuje obok niego na podjeździe i wychodzę z auta.
-Miałeś nieuczciwą przewagę.
Chłopak unosi brwi.
-A co to było?
-Ten uśmieszek -wskazuję na jego usta
-Nie możesz winić mojej urody za twoja opłakaną przegraną. -mówi
Moja szczęka opada na jego słowa.
-Napawaj się czym chcesz- mówię obojętnie
Przechodzę obok niego i wyjmuje zapasowe klucze do jego mieszkania, otwieram drzwi i wchodzę do środka.
-Nadal nie przeprosiłeś książki. -odwracam się do niego z uśmiechem na ustach
Harry otwiera usta aby coś odpowiedzieć, ale kładę na nich mój palec.
-Nie możesz zaprzeczyć -mówię
Opuszczam rękę, ale Harry szybko ją łapie.
-I nie można zaprzeczyć,że przegrałaś wyścig, który zainicjowałem.-Harry podnosi swoje brwi.
-W porządku -oddycham kiedy Harry zbliża swoje usta do moich
Śmieję się w jego usta, a on odsuwa się ode mnie patrząc dziwnie.
-Co? -pyta
-Po prostu myślałam... co jeśli mój ojciec zobaczyłby nas przekraczających prędkość w promieniu trzech mil.
Harry również zaczyna się śmiać.
-Dałbym ci mandat -mówi znowu się do mnie przybliżając -A mi upomnienie.
Znowu się śmieję.
-To brzmi absurdalnie.
Harry śmieje się i mnie całuje.
-Jesteś głodna? -pyta
-Mogłabym coś zjeść -mówię wzruszając ramionami
-Poszedłem dzisiaj do sklepu spożywczego -mówi Harry podchodząc do lodówki -I wyrzuciłem puste kartony po mleku.
-Łał -mówię widząc zawartość lodówki -Kupiłeś...owoce. -udaję zszokowaną
Harry przewraca oczami.
-Jestem z ciebie dumna Har...
-Powiedz do mnie Harold,a moja lodówka będzie składowiskiem pustych butelek po mleku. -mówi Harry pochylając się w moją stronę -Będę w nich hodować kolonie bakterii i...
-Ew, ew przestań -zakrywam usta Harry'ego dłonią -Nie chcę sobie tego wyobrażać.
Harry śmieje się w moją dłoń. Chwilę potem czuje ciepły język chłopaka na mojej dłoni.
-EW! -krzyczę wycierając ośliniona rękę w spodnie -To jest obrzydliwe!
Harry zgina się ze śmiechu.
-Tak samo reagowałaś jak mieliśmy po osiem lat. O Boże, a to dobre.
-Jesteś dupkiem -macham na niego ręką
Harry kontynuuje nabijanie się ze mnie kiedy zamykam lodówkę.
-Wiesz, nagle straciłam apetyt. -mówię posyłając Harry'emu miażdżące spojrzenie
-No weź. Pozwól mi coś ci ugotować.
-Prawdopodobnie zrobisz coś obrzydliwego żeby mi dokuczyć. -krzyżuję ręce na piersi
-No dalej Blair.Możemy zrobić pizze.
-Naplujesz do niej, czy coś...
-Obiecuję, że na nią nie napluje -mówi Harry i robi znak "x" na piersi -Słowo honoru.
Wzdycham.
-W porządku.
Dziecięcy uśmiech pojawia się na jego twarzy.
-Dobrze.Sos pomidorowy jest w spiżarni.- kiedy nie poruszam się z miejsca, Harry patrzy na mnie -Idź i przynieś.
Przewracam oczami i idę do spiżarni. Wracam do kuchni i widzę jak Harry kładzie wyrobione ciasto na desce.
-Gdzie masz wałek?
-Gdzie mam co?
Patrzę na niego.
-No wiesz wałek...do...wałkowania różnych rzeczy.
-Aaa ta rzecz.- mówi i wskazuje na szufladę obok mnie
Po przekopaniu się przez zawartość szuflady w końcu znajduję to czego szukałam. Oddaje wałek do ciasta Harry'emu a on zaczyna je przygotowywać.
Patrzę jak jego mięśnie łatwo radzą sobie z rozwałkowaniem ciasta.
-Zrób z tego kółko -mówię
-To jest...
-Nie. To ma dziwny i owalny kształt.
Harry przewraca oczami
-Czy ty sobie kurwa żartujesz? -pyta chłopak
Patrzę się na niego z ukosa.
-Czy wyglądam jakbym żartowała?
Harry prycha i rozwałkowuje ciasto w lepiej wyglądający okrąg. Harry kładzie gotowe ciasto na blachę. Obydwoje wylewamy na nie sos pomidorowy, wierzch posypujemy serem i wreszcie wkładamy je do piekarnika.
-Patrz -mówi Harry patrząc na mnie po posprzątaniu kuchni -Nie starałem się robić niczego głupiego.
Rzucam w niego ścierką.
-Ośliniłeś moją rękę -przypominam mu
-Podobało ci się.
-Wręcz przeciwnie.-mówię
Harry szybko łapie mój nadgarstek i przyciąga mnie do siebie.
-Nie lubisz mojego języka na twojej ręce, ale z pewnością lubisz go w swoich ustach -mówi patrząc na mnie z błyskiem w oku
Moje policzki oblewają się różem. Próbuje wyrwać się z jego uścisku, ale jest za silny i trzyma mnie w miejscu. Harry uśmiecha się pod nosem.
-Jesteś obrzydliwy. -mówię
Harry wzrusza ramionami.
-Nie zaprzeczam, ze nie.
Kiedy jego usta są milimetry od moich słyszę pikanie piekarnika.
-O patrz pizza jest gotowa -mówię i wyrywam się z jego uścisku
Harry uśmiecha się i kręci głową kiedy ja otwieram piekarnik i ostrożnie wyjmuje z niego pizzę.
-Nóż do pizzy -mówię do Harry'ego
Chłopak podaje mi nóż. Kroję pizzę na kawałki i kiedy mam zamiar wziąć jeden orientuję się, że przywarł do blachy.
-Harry -mówię słodko
-Tak?
-Czy posypałeś blachę mąką kukurydzianą aby ciasto nie przywarło?
-Czym kurwa?
-Brawo panie "jestem idiotą" -przewracam oczami
-Przepraszam?! Jeśli nie byłabyś taka zajęta dramatyzowaniem tym ,że polizałem twoją dłoń...
-Dramatyzowaniem!
-Cóż...-zaczyna Harry
-Podaj mi pieprzoną łopatkę!
-Łopatkę?
-Jezu Chryste, Harry! Czy ty wiesz coś o gotowaniu?
-Hej, ja nie gotuję -mówi kiedy sięgam do szuflady obok niego aby wyjąć z niej łopatkę - Albo wychodzę zjeść coś na mieście, albo znajomi mi gotują. -dokańcza
-Świetny sposób na życie. -drwię z niego
-Oh, daj spokój. Chyba nie myślisz, że byłbym dobrym kucharzem? -pyta Harry
-uśmiecham się i przekładam nasze kawałki na talerze.
-Może powinnaś mnie nauczyć?
-A może lepiej wyszukaj sobie w internecie jakie istnieją naczynia do gotowania? -mówię unosząc brwi
-Nuda.
Śmieję się i wracam do jedzenia.
-Ta pizza to i tak nieźle jak na faceta, który nie wie co to jest mąka kukurydziana. -mówi Harry
-Jest w porządku- mówię
-No dalej, przyznaj, że to jest cholernie dobra pizza.
-Dobrze.
-Dobrze co? -pyta Harry
-Ta pizza jest dobra.
-Ona nie jest tylko dobra, ta pizza jest...
-Cholernie dobra -mówię
Harry śmieje się.
Po zjedzeniu zmywam nasze talerze, kiedy Harry wkłada resztę pizzy do lodówki.
-Dlaczego jesteś w takim dobrym humorze? -pytam go
-Dlaczego ty nie?
-Bo jesteś durny.
-Przepraszam- śmieje się Harry
-Poważnie! Byłeś w złym humorze, a teraz cały czas się uśmiechasz.
Harry przestaje się uśmiechać.
-Wcale nie.
Śmieję się.
-Oh, Harry. -mówię zakładając ręce za głowę chłopaka -Nie zaprzeczysz.
W policzkach Harry'ego ukazują się dołeczki,a ja znowu zaczynam się śmiać.
-Może jestem zadowolony, że spędzasz ze mną noc.
-Kto powiedział, że zostaję na noc? -unoszę brwi
-Oh -strach i rozczarowanie przemykają przez twarz Harry'ego
-Żartuję, Harry -śmieję się
-Wiedziałem -mówi przewracając oczami
-Powiedz to swojej twarzy.-mówię
-Kupiłem ci szczoteczkę do zębów -mówi
-Nie! -mówię zdziwiona
-A właśnie, że tak. Jest różowa.
Śmieję się.
-Pokarz mi.
Harry bierze mnie za rękę i prowadzi po schodach do łazienki.
-Patrz. -mówi -Tylko dla ciebie.
Uśmiecham się na ten miły gest.
-Dziękuję, Harry- mówię -Miło z twojej strony.
-Nieważne -mówi Harry przewracając oczami
-Mam też coś dla ciebie. -mówię -Ale to jest w moim samochodzie.
-W porządku -mówi
Wychodzę szybko z domu i idę do samochodu.Wyciągam z niego prezent i wracam do mieszkania. Idę do sypialni, gdzie Harry siedzi na łóżku, odchylony do tyłu na rekach. Wyciągam rękę zza moich pleców i wręczam prezent Harry'emu.
-Kosogłos -czyta tytuł książki
-Zabrałam ją dzisiaj z pracy -mówię siadając obok niego -Widziałam, że kończysz już ,,W Pierścieniu Ognia".
-To jest najbardziej gówniany prezent jaki kiedykolwiek dostałem -mówi, ale na jego twarzy pojawia się uśmiech
Prycham z pogardą.
-Mówi to chłopak,który dał mi szczotkę do zębów.
Harry śmieje się i oplata ręką moją talię.
-Niech ci będzie.
-Myślę,że,,Kosogłos" jest najlepszy -mówię do Harry'ego
Chłopak wzrusza ramionami.
-Myślę, że wszystkie są do dupy.
-Wiesz,że je kochasz.
Przewraca oczami i całuje mnie w policzek.
-Nie- szepcze mi do ucha -Bo kocham ciebie.
Drżę na jego oddech na mojej skórze i jego słodkie słowa.Harry obniża usta do mojej szyi i zostawia wzdłuż niej mokre pocałunki.
-Harry -mówię popychając go -Jest późno.
Harry spogląda na zegarek.
-Przecież jest dopiero dziesiąta.
-Spałeś w nocy? -pytam go
Uśmiech znika z jego twarzy.
-Nie -mówi odwracając głowę
-Więc lepiej idź do łózka -mówię mu
-Blair...-skomle
-Jesteś zmęczony?
-Tak, ale...
-Harry, po prostu mnie posłuchaj...proszę.
Chłopak wzdycha.
-W porządku. -mówi
Wstaje i ściąga koszulkę rzucając ją na podłogę. Patrzy na mnie przez ramię i wzdycha. Posyłam mu surowe spojrzenie, a on schyla się po bluzkę i składa ją chowając do szafy.
Podaje mi t-shirt i spodenki, w których będę mogła spać i a sam zakłada spodnie dresowe.Szybko się przebieram i po kilku minutach, po umyciu zębów leżymy już w łóżku, w ciemnym pokoju.
-Harry -mówię
-Mmmm.
-Mówiłeś, że twój umysł nie może przestać pracować w nocy.
-Tak
-O czy w tedy myślisz?-pytam
Milczy przez chwilę, ale zaraz odpowiada.
-O wielu różnych rzeczach.-mówi cicho -Czasami o pracy, czasami o rodzinie, ale głównie myślę o tobie. -przerywa - Myślę też, o powrocie do szkoły.
Siadam na łóżku, patrząc na Harry'ego ze zdziwieniem.
-Naprawdę? -pytam
Kiwa głową.
-Nie wiem.Nie rozmyślałem nad tym tak dużo.
Z powrotem się kładę i nakrywam pościelą.
-Jeśli...miałbyś wrócić. -mówię - Jak myślisz, co chciałbyś studiować?
Wzrusza ramionami.
-Może prawo, albo sztukę.
Śmieję się.
-Lubisz się kłócić...wyobrażam sobie ciebie jako prawnika.
-Nie ekscytuj się tak.Jeszcze nie podjąłem żadnej decyzji i nie zamierzam w najbliższym czasie.
-Wiem- mówię patrząc na niego
Harry całuje mnie w czubek głowy.
-Kocham cię, Blair- szepcze
-Też cię kocham, Harold.
Harry unosi brwi.
-Chyba się przesłyszałem. -mówi -Powtórz.
Chichoczę.
-Kocham cie, Harry.
-Lepiej.
Zasypiam w ramionach Harry'ego i mogę mieć tylko nadzieję, że on prześpi całą noc w mojej obecności.
-Blair, obudź się
Jęczę i przewracam się na brzuch, chowając twarz w poduszce.
-Starałem się być miły -Harry odchrząkuje -Blair, podnieś kurwa swój tyłek...-krzyczy
-Jezu -jęczę i siadam na łóżku
Moje oczy spoczywają na uśmiechniętym od ucha do ucha Harrym.
-Jak można przeklinać tak wcześnie rano?!
-Jest w pół do jedenastej.
-Jasna cholera...
Wstaję z łóżka i idę do łazienki. Wysypuję kilka tabletek na moją dłoń i szybko je połykam, następnie myję zęby szczoteczką, którą dostałam od Harry'ego.
Chłopak opiera się o framugę drzwi i patrzy na moje poczynania z uśmiechem na twarzy.
-Jakie masz palnie na dzisiaj? -pyta
-Nie mam. -mówię wycierając mokrą twarz w ręcznik
-Dobrze, więc pójdziesz ze mną do pracy.
-Co?! Nie ma mowy!
Prawię zakrztusiłam się powietrzem na jego słowa.
-Daj spokój. Pokażę ci, że tatuowanie naprawdę jest sztuką.
-Nie wiem, Harry. Nie czuję się komfortowo w takich miejscach...
-Będę tam przez cały czas, Blair. No dalej. Proszę?
-Dobrze -wzdycham
Harry się uśmiecha.
-Okej, więc idź się ubierz, bo muszę tam być za dziesięć minut.
-Dziesięć minut! Jezu Chryste! -zaczynam miotać się po pokoju
Harry znowu się śmieje i schodzi na dół, aby dać mi się przebrać w jego sypialni.
Kiedy przeczesuję włosy palcami dostrzegam na szafce nocnej otwartą książkę, którą dałam wczoraj Harry'emu. Widzę, że przeczytana jest już mniej więcej połowa. Wzdycham. Czy znowu nie spał w nocy?
-Harry -wołam go kiedy schodzę na dół
Wchodzę do kuchni i widzę jak Harry wsypuje do mleka płatki śniadaniowe. Chłopak podaje mi ją kiedy usadawiam się na kuchennym blacie.
-Spałeś w nocy/ -pytam biorąc łyżkę z płatkami do ust
-Bardo dobrze -kiwa głową
-Kłamiesz? -pytam
Wygląda na zdziwionego.
-Nie -odpowiada -Dlaczego pytasz?
-Widziałam książkę na szafce...była przeczytana prawie w połowie.
Harry spuszcza głowę, tak jakby był zawstydzony.
-Wstałem dzisiaj o ósmej. -mówi -I chciałem...móc o czymś z tobą porozmawiać kiedy będziemy w samochodzie. -unika mojego wzroku
-Naprawdę? -uśmiecham się
-Tak, choć nie zaszedłem zbyt daleko. Nie czytam tak szybko jak ty. -patrzy na zegarek -Cholera, nie chcę się spóźnić. Chodźmy.
Kieruję się za Harrym do jego samochodu cały czas myśląc co przed chwila mi powiedział. Moje serce znowu zaczyna szybciej bić.
-Więc -mówię jak jesteśmy już w drodze. -Jest coś co powinnam wiedzieć zanim przekroczę próg twojej siedziby artysty?
-Tak- mówi Harry ignorując mój złośliwy komentarz -Ed jest pojebany i ...
-Dobrze, wystarczy.
Podjeżdżamy do usytuowanego miedzy blokami studia z wiszącym nad drzwiami neonem z napisem ,,Tatuaże Eda". Wychodzimy z samochodu i Harry natychmiastowo sięga po moją dłoń.
Kiedy wchodzimy w pomieszczeni rozbrzmiewa dźwięk dzwonka. Chłopak z blada skórą i rudymi włosami podnosi głowę znad lady patrząc na nas. Jedna z jego rak pokryta jest kolorowymi tatuażami. Powstrzymuję się od zmarszczenia nosa.
-Spóźniłeś się, Styles- mówi
-Ugryź mnie -mówi Harry na odczepkę
-Z przyjemnością
Chłopak wystawia zęby, a Harry klepie go żartobliwie po plecach.
-Blair, to jest Ed -przedstawia mnie Harry kiwając do chłopaka -To jest Blair -mówi wskazując w moją stronę
-Ach -Ed chwyta moją dłoń i przyjaźnie się uśmiecha
Potrząsam nią niepewnie.
-To ty musisz być tą piękną dziewczyną, o której kiedy Harry opowiada ma wytrysk- mówi Ed
PRZEPRASZAM MUSIAŁAM
Harry posyła piorunujący wzrok Ed'owi
-To nie prawda -mówi
-Tak, jasne. A pamiętasz jak zapłaciłeś mi abym pozawieszał te pieprzone lampki na drzewach w lesie? -Ed mruga do mnie
- To było tylko jednorazowo. -warczy Harry
Ed przewraca oczami.
-Widzę, że nie masz żadnych tatuaży kochanie.
Kręce głową.
-Nie interesują mnie tatuaże. -mówię
Harry i Ed wymieniają między sobą spojrzenia i oboje wybuchają śmiechem.
-Powiedziałeś to -mówi Ed do Harry'ego wręczając mu banknot
-Co? -pytam
-Harry założył się ze mną ,że powiesz te słowa jak tu wejdziesz -tłumaczy mi Ed -Cholera, nie wiedziałem,że wygra. Dobra robota, Styles.
Krzyżuje ręce na piersi.
-Naprawdę, masz ładną skórę. Kilka tatuaży tu i tam, nie zrobiło by nic złego. -mówi Ed
Śmieję się.
-Nie, dziękuję.
-Boże, Ed odczep się od niej -mówi Harry -Powiedziała, że nie interesują jej tatuaże.
Znowu się śmieją.
-Stary, naprawdę, czuje to w duszy. -mówi Ed- Ona jest stworzona aby mieć jakiś tatuaż.
Harry opiera się o blat.
-Po pierwsze, wciskasz ten kit wszystkim, którzy tu wchodzą. -mówi Harry -Po drugie jesteś rudzielcem, Ed. Nie masz duszy.
Cała nasza trójka wybucha śmiechem.
-Wiem, ze kłamiesz -mówi Ed przejeżdżając ręką po włosach -Mam śliczną fryzurę.
-Przypomina mi ogień- mówi Harrry
-Wracaj do pracy -zbywa go Ed -Twoja zmiana już się zaczęła.
Harry kiwa głową i wchodzi do innego pomieszczenia.
-Więc, Blair - Ed odwraca się w moją stronę -Opowiedz mi coś o sobie.
-Cóż, Harry wkurza mnie już od piętnastu lat -mówię z uśmieszkiem
-Łał -mówi -Cokolwiek, co mogłabyś mi o nim powiedzieć?
-Nienawidzi jak nazywam go Harold.
Ed patrzy na mnie przez chwilę zanim odrzuca głowę do tyłu i wybucha śmiechem
-A to dobre -mówi -Harold...co za dupne imię. -śmieję się z nim
-Nie słyszałeś tego ode mnie -mówię
-Oczywiście, że nie -mówi Ed kiwając głową
-A co z tobą? -pytam -Teraz ty mi coś o sobie powiedz.
Ed opiera się o ladę, krzyżując swoje wytatuowane ręce na piersi.
-Cóż, mam dwadzieścia dwa lata i jedyne co mam i jest dla mnie ważne to ten gówniany salon tatuażu. Moja dziewczyna jest suką i cały czas muszę pilnować jej zdzirowatego, zachlanego tyłka. Sam z resztą piję o wiele za dużo niż powinienem...i jestem rudy. Czy ta odpowiedź cie zadowala?
-Wystarczająco dobra -śmieję się
Patrzę w kierunku pokoju, w którym zniknął Harry.
-Jak długo to zwykle zajmuje? -pytam kiwając głową w kierunku drzwi
-Zależy od tatuażu -odpowiada Ed -Ten zajmie sporo czasu. Jest na całe plecy.
Marszczę nos.
-Fuj
-Tak, ale Harry jest świetny w rysunkach. Będziesz zaskoczona.
Kiwam głową.
-Taa -mówię bez przekonania
Słysze głośny dzwonek i odwracam się w stronę drzwi wejściowych dostrzegając Nialla, przyjaciela Louisa.
-Ej, Sheeran -wita Eda -Mam ogromny, pieprzony ból głowy. O której zaczyna się maja zmiana? -mówi a jego oczy spoczywają na mnie -Oh, hej, Blair -uśmiecha się
-Cześć- mówię -Pracujesz tutaj?
-Tak -odpowiada -Cztery razy w tygodniu z płacą minimalną -mówi i patrzy na Eda
-Nie obwiniaj mnie, obwiniaj gospodarkę. -mówi Ed -Gospodarka to cholerna suka.
-Jakbym nie wiedział- mówi Niall i przejeżdża dłonią po blond włosach.
Nagle przypominam sobie jak ja ich dotykałam kiedy byłam pijana. Potrząsam głową aby pozbyć się wspomnienia.
-Masz klienta o jedenastej trzydzieści -mówi Niall'owi Ed
-Świetnie. Idę się zdrzemnąć w twoim gabinecie zanim przyjdzie.
-Tylko nie wypij mojej wódki -mówi Ed
-Dlaczego miałbym kurwa wypić twoją wódkę, jak mam pieprzony ból głowy? Jezu, Sheeran.
Ed posyła Niall'owi środkowy palec zanim chłopak odchodzi
-Jeśli ktoś chce zrobić sobie tatuaż musi się najpierw umówić, dobrze rozumiem? -pytam
-Yep -mówi Ed -To jest najlepsze studio tatuażu i piercingu w całym Londynie. -mówi z dumą -No cóż, może w jego zachodniej części.
Śmieję się.
-To jest naprawdę fajne miejsce.
-Dzięki, wynajmuje je.
Śmieje się ponownie.
-Masz dobre poczucie humoru -komplementuje go
-Nie -mówi Ed - Jestem po prostu brutalnie szczerym dupkiem, a ludzie myślą, że żartuję.
Parskam.
-Wygląda na to ,że ty i Harry macie wiele wspólnego. -mówię
-Oh, ale Blair, miałaś chyba na myśli mnie i Harolda ? -mruga do mnie
Uśmiecham się. -mówi ktoś za nami
Odwracamy się oboje i widzimy stojącego w drzwiach Harry'ego.
Wyskoki, łysy mężczyzna wychodzi zaraz za nim.
-Hej, Brent -wita go Ed - Wyglądasz ostro.
-Moje plecy tak bolą, jakby kurwa płonęły. -mówi głębokim głosem mężczyzna
-Cóż, wzór jaki zamówiłeś był w kształcie płomieni ognia -mówi Harry -Jak włosy Eda.
-Dobrze, koniec z żartami na temat mojej fryzury, Harold -mówi Ed
Harry zaciska szczękę.
-Jeszcze raz dzięki, stary -mówi Brent do Harry'ego klepiąc go w plecy -Myślę nad zrobieniem sobie czegoś wkrótce na łydce, więc będziemy w kontakcie.
-Przyślij mi swoje pomysły i zobaczę co da się zrobić.-mówi Harry
-Dzięki -mówi mężczyzna -Do zobaczenia.
Kiwa głową w moją stronę i wychodzi.
-Jezu, to był jeden, wielki i meczący projekt. mówi Harry
-Ogień, huh? -pytam unosząc brwi
-Artystyczny ogień. -odpowiada Harry opierając się o ladę
Zostaję jeszcze w studio i rozmawiam z Edem i Niallem, któremu spóźnia się klient.
Po jakimś czasie Ed informuje Harry'rgo, że jego zmiana dobiegła końca.
Żegnam się i wychodzę ze studia z Harrym, który już oplótł swoja rękę wokół mojego torsu. Zimne, wieczorne powietrze uderza we mnie jak opuszczamy budynek.
-Więc...-mówi Harry jak wsiadamy do jego samochodu -Co o tym wszystkim myślisz?
-Ed wydaje się miły
-Jest pieprzonym dupkiem -mówi
Jego ton głosu jest lekki,a na ustach widnieje uśmiech więc wiem, że żartuje.
-Widzę, że bardzo lubisz tu pracować -mówię łagodnie
-Tak?
-Tak...nawet jeśli to nie jest sztuka -uśmiecham się
-Oh, Blair- mówi Harry kręcąc głową - Co muszę jeszcze zrobić, aby cię przekonać, że to jest sztuka?
-Pozwól mi nazywać cię Harold przez rok. -mówię z uśmiechem
-W twoich snach -śmieje się Harry
Patrzę jak Harry opiera się krześle, prowadząc jedną ręką. Wygląda tak beztrosko, co sprawia,że się uśmiecham.
Harry odwraca się do mnie łapiąc mój wzrok.
-Co? -pyta
-Nic -mówię speszona odwracając wzrok
-Chcesz abym zawiózł cię do domu?
-Mój samochód jest u ciebie więc...nie. -odpowiadam
Harry uśmiecha się.
-Znowu zostajesz na noc?
Kręcę przecząco głową.
-Przepraszam -mówię
-Mogłabyś, jeślibyś chciała...
-Nie robisz żadnej imprezy? -pytam
Harry wzrusza ramionami.
-A chcesz iść?
-Nie. -mówię
-Więc nie robię.
-Harry, nie musisz planować swojego życia w okół mnie -chichoczę
-Nie robię tak -jego chłodny głos pozostawia ciarki na moim ciele
Odwracam wzrok.
-W porządku...przepraszam.
Resztę drogi do jego domu pokonujemy w milczeniu. Karcę się psychicznie za to ,że powiedziałam to Harry'emu. Kiedy dojeżdżamy na miejsce wychodzę z samochodu chłopaka i kieruję się w stronę mojego auta. Harry idzie za mną.
-Słuchaj Harry, przepraszam za to co powiedziałam -mówię odwracając się do niego
-Dlaczego? Masz rację. -jego oczy są ciemnozielone i ma zaciśnięte pięści
-Harry...
-Nie muszę układać swojego życia w okół ciebie -mówi - Nie powinienem planować tak życia!
-Nie rób tego! Zawsze to kurwa robisz! -krzyczę
-Co? Robię co? -Harry robi duży krok do przodu, a ja przywieram do zamkniętych drzwi samochodu
-Zachowujesz się jak pieprzony dupek!
-Oh, jestem dupkiem?!
-Tak! -krzyczę mu w twarz
-Cóż, jestem tylko dupkiem ,a ty jesteś cholernie upierdliwa.
-Dzięki! Powiedz mi coś czego nie wiem!
Odwracam się i chcę otworzyć drzwi do mojego auta, ale Harry łapie mój nadgarstek i trzyma mnie, tak mocno,że nie mogę się poruszyć.
-Nie mówi mi, że kurwa nie kochasz tego jak planuję swoje życie w okół ciebie. Nie mówi mi, że ta uwaga, którą tobie poświęcam nie jest dla ciebie na rękę, bo jesteśmy więcej niż przyjaciółmi.
Moja szczeka opada.
-Nie wierzę -spluwam -Mogę zostawić cię każdego pieprzonego dnia i jeśli dasz mi do tego powód to tak zrobię. -mówię
Nie zauważyłam nawet kiedy przemieściliśmy się w stronę jego domu, tak że Harry stał metr od betonowej ściany budynku.
Harry patrzy na mnie urażony, zanim jego wściekłość przejmuje nad nim kontrolę.
-To idzie w dwie strony. -mówi zniżając głos i ja już wiem ,że jego słowa mnie zranią -Mogę cię zostawić tak samo, jak ty możesz zostawić mnie. W rzeczywistości jeśli miałbym wziąć pod uwagę to co dzieje się teraz, to mogę zacząć się nad tym zastanawiać!
Czuję się jakby ktoś mnie spoliczkował. Gniew formuje się we mnie. Popycham mocno Harry'ego na betonową ścianę jego domu, tak że chłopak przywiera do niej plecami.
-Świetnie! -krzyczę -Świetnie, zostaw mnie! Śmiało, powiedz to! No powiedz!
-Blair...-chce złapać mój nadgarstek, ale ja nie daję za wygraną i ponownie, z dużą siłą popycham go na ścianę budynku. Mój gniew dodaje mi dużo siły w organizmie.
-Powiedz to! -krzyczę, łzy formują się w moich oczach - Powiedz, że mnie nie chcesz! Powiedz, że mnie nienawidzisz!
-Blair, wystarczy! -krzyczy Harry
Jego głos jest o wiele głośniejszy niż mój. Łapie mocno moje nadgarstki jedną dłoń, a drugą dłonią chwyta mój podbródek. Unosząc moją głowę zmusza mnie abym spojrzała w jego oczy.
-Przestań kurwa.Teraz.
Łzy strumieniem płyną po moich policzkach.Mam wrażenie ,że zaraz rozpadnę się na tysiące kawałków. Biorę drżący oddech.
-Dlaczego po prostu nie pójdziesz pieprzyć Jane, która z łatwością zaspokoi twoje potrzeby? Zostaw mnie i nie walcz ze mną. Idź do niej. -syczę
Harry robi krok w tył. Na jego twarzy widnieje złość. Odwraca się i zaczyna iść w kierunku drzwi wejściowych. Wchodząc do domu zamyka drzwi z przeraźliwym hukiem.
Panika rośnie we mnie kiedy zdaję sobie sprawę z tego co powiedziałam.
-Nie, Harry -błagam uderzając pięścią w zamknięte drzwi
-Harry, nie miałam tego na mysli, nie chciałam...
Słyszę odgłosy dochodzące z mieszkania i chwilę później Harry wychodzi z niego z kurtka na ramieniu. Przechodzi obok mnie bez żadnego słowa i kieruje się w stronę swojego samochodu.
-Gdzie jedziesz? -pytam
-Nie twój pieprzony interes. -odpowiada chłodno
Wzdycham z porażką i wycieram dłońmi mokrą od łez twarz, rozmazując przy tym makijaż.
Odwracam się i idę ścieżką do mojego auta.
Wina dosłownie pozera mnie żywcem jak jadę do domu.
Parkuję na podjeździe i wchodząc do budynku kieruje się prosto do mojego pokoju.
Rzucam się na łóżko i pozwalam moim myślom zająć całą moją głowę.
Zależy mi na Harrym, naprawdę. Ale on bawi się moimi uczuciami...choć wiem ,że nie robi tego celowo. Nie mogę uwierzyć w to co powiedziałam mu o Jane. Wiem, że to nie było na miejscu. Ale to była tylko zwykła kłótnia, jak zawsze. Jutro do niego zadzwonię i wszystko będzie dobrze.
Prawda?
Wzdycham i włączam telewizor w moim pokoju.Przełączam każdy kanał, nie znajdując nic ciekawego. Czuje się okropnie winna więc postanawiam do niego zadzwonić. Wybieram jego numer i czekam.
Pik...
Pik...
Pik...
Pik...
Gryzę z niecierpliwości wargę. Gdzie on mógł pójść?
Jęczę kiedy słyszę pocztę głosową.
-Cześć Harry -mówię -Tu...tu Blair. Przykro mi z powodu tego co stało się wcześniej...naprawdę. Zadzwoń do mnie, dobrze? Jeśli chcesz żebym przyszła, tak zrobię. Po prostu do mnie zadzwoń, proszę. -odkładam telefon wzdychając
-Blair? -słyszę głos Jay
-Co?
Jay otwiera drzwi od mojego pokoju trzymając kosz prania
-Mam czyste ubrania dla ciebie -informuje mnie
-Dziękuję -kiwam głową
Kobieta stawia kosz na podłodze.
-Wszystko w porządku?
Kiwam niepewnie głową, chcąc aby wyszła, ale Jay stoi na środku pokoju i widzę, ze chce mi pomóc.
-Nie -wzdycham
Siada na łóżku obok mnie.
-Chcesz o tym porozmawiać? -pyta przyjaźnie
Uważam ,że rozmowa z doktorem Stone jest bardziej pomocna, ale może nadszedł czas aby porozmawiać z Jay. Wiem,że stara się dla mnie jak najlepiej, a ja tego nie doceniam.
Przytakuję powoli.
-Myślę, że wszystko zawaliłam -mówię powoli
Jay przechyla głowę na bok
-Harry nie odpowiada na moje telefony -kontynuuję -Nie chcę być jedną z tych dziewczyn, które są wścibskie, irytujące i naprzykrzające się ,ale nie chcę aby Harry był na mnie zły. - marszczę brwi
-Powiedziałam do niego jakieś gówniane rzeczy.
-Tylko dlatego, że martwisz się ,że nie odbiera telefonu nie oznacza, że jesteś natarczywa. -mówi Jay -To znaczy, że ci zależy. Jestem pewna ,że Harry przyjedzie. Może po prostu ma wyłączony telefon.
Kiwam głową.
-Prawdopodobnie.
Jay uśmiecha się do mnie i zabiera swój kosz z praniem i opuszcza mój pokój.
Dzwonie jeszcze raz do Harry'ego.
Pik...
Pik...
Pik...
Pik...
-Cześć, Harry. To znowu ja. Przepraszam, jeśli ci przeszkadzam...umm...tak. Cześć -wyłączam się
Kładę się na łóżku i przejeżdżam rękoma po swojej twarzy. Dlaczego jesteś taka upierdliwa, Blair? Jezu.
Leżę w łóżku przy cicho działającym telewizorze. Wiem ,że powinnam przestać martwić się o Harry'ego. On wychodził w nocy cały czas, kiedy byliśmy najlepszymi przyjaciółmi i nie martwiłam się wtedy o niego. Dlaczego robię to teraz?
Bo jestem cholernie upierdliwą suką.
Wiercę się i przewracam z boku na bok całą noc. Mój umysł cały czas wraca do wydarzeń z poprzedniego wieczoru. Patrzę na zegar na ścianie. Czwarta w nocy. Patrzę na łóżko obok i dostrzegam w nim Lottie pogrążoną w głębokim śnie. Schodzę do kuchni i nalewam sobie szklankę wody. Wracam do pokoju i siadam na łóżku, biorąc pierwszą lepszą książkę z mojej szafki, starając się coś przeczytać.
Czy to jest to, co czuje Harry co noc? Czy tak czują się ludzie cierpiący na bezsenność?
Odkładam książkę i kładę się z powrotem do łóżka. Zamykam oczy i wyrównuje oddech.
W końcu zasypiam, licząc na to, aby następny dzień odbył się bez kłótni.
*****
Notka od autorki: Przepraszam za to, że rozdział nie pojawiał się przez ponad miesiąc. Był naprawdę długi i mnóstwo czasu zajęło mi tłumaczenie go. ALE W KOŃCU JEST! Miłego czytania <3
czytasz= komentujesz <3
-Blair, gdzie jesteś?
-Jestem w pracy, Harry. Czegoś potrzebujesz?
-Niczego nie potrzebuje.
Czemu on musi był taki denerwujący
-W porządku, więc czego chcesz?
-Nie wiem -wzdycha
-To po co dzwonisz?
-Ja...nie wiem.
-Okej- robię pauzę -Zachowujesz się trochę dziwnie, Harry, wszystko w porządku?- pytam
-Czy możesz przyjść po pracy? -pyta chłopak
-Tak jasne. Jestem wolna od osiemnastej.
-To dobrze.
Przygryzam wargę.
-Harry...czy aby na pewno wszystko gra?
-Uh...-odchrząkuje -Ja..uh..czułem się źle po naszej sprzeczce kilka dni temu i...ja...uh...tęsknięzatobą. - mówi pośpiesznie ostatnie słowa
-Co to było?
-Ja...tęsknięzatobą.
-Harry, nie rozumiem co mówisz...
-Tęsknię za tobą! -w końcu mówi wyraźnie
-Harry -śmieję się
-Przestań się śmiać.
-Przepraszam. -mówię nadal się uśmiechając
Słyszę jak ktoś chrząka, odwracam się na krześle i dostrzegam Shawna , który gestem wskazuje mi abym wyłączyła telefon.Wzdycham.
-Harry muszę kończyć. Zobaczymy się po pracy, okej?
-Dobrze.
Odkładam telefon do torebki i patrzę na Shawna.
-Przepraszam, ale Harry zadzwonił i ....
-W porządku -mówi przesuwając stos książek w moją stronę -Ale nie ma rozmawiania w pracy, tak
na przyszłość.
-Bez...rozmów.
-Yep.
-Więc nie mogę...mówić? -Liam stara się ukryć swój uśmiech siedząc obok mnie
-Nie.
-W ogóle?
-Blair, jak długo muszę ci to wyjaśniać? -pyta zirytowany
-Więc muszę być cicho przez cały czas...-mówię powoli unosząc moje brwi
Shawn wreszcie orientuje się o czym mówię i przewraca oczami.
-Zero rozmów przez telefon.-wyjaśnia - Posortujcie je alfabetycznie -mówi wskazując na stos książek- mówi do mnie i do Liama
Dzielimy się książkami i idziemy ułożyć je na półkach.
-To było zabawne -mówi Liam
-Shawn jest świetnym szefem, ale czasami jest taki niemądry.
-Słyszę was dzieci! -Shawn krzyczy ze swojego biura
Znowu się śmiejemy.
-Więc Blair -mówi Liam -Zaczyna się miesiąc twojej zmiany.
Jęczę przeciągle.
-Świętnie. Nie mogę się doczekać siedzenia do późnego wieczora w pustej księgarni.
Liam chichocze.
-To naprawdę nie jest takie złe jak się wydaje. A jeśli być chciała to mogę zostać z tobą. Zawsze jest lepiej kiedy masz kogoś z kim możesz porozmawiać.
Uśmiecham się do chłopaka.
-Dzięki. -mówię -Będę ci winna.
Odkładam kolejną książkę na półkę na przeciwko okna. Zawsze przez nie wyglądam aby zobaczyć co dzieje się na zewnątrz. Moje oczy zatrzymują się na znajomym czarnym samochodzie.
-Nie ma kurwa mowy -uśmiecham się do siebie
-Co miało znaczyć Blair! -mówi Liam
-Nic -odpowiadam szybko -Nieważne.
Okno jest uchylone więc dokładne widzę wnętrze samochodu. Harry osunął się w fotelu kierowcy i czyta ,,Igrzyska Śmierci:W Pierścieniu Ognia". Zaśmiałam się pod nosem.
Patrzę na zegar. Jest siedemnasta trzydzieści. Przyjechał pół godziny wcześniej.Staram się nie zwracać uwagi na szybko bijące serce kiedy odkładam kilka ostatnich książek na półkę. Klaszczę w dłonie na znak że skończyłam.
Podchodzę do lady przy wejściu.
-Skończyłam, do czegoś ci jeszcze jestem potrzebna? -pytam mojego szefa
Shawn wzrusza ramionami.
-Nie.
-Więc mogę iść?
-Nie.
-Shawn -skomle
-To za bycie taką mądrą Blairpoo.
-Czy ty właśnie...nazwałeś mnie...-nie mogę powstrzymać się od śmiechu
Shawn się czerwieni.
-Spadaj dzieciaku. -Shawn przewraca oczami
Śmieję się.
-Blairpoo, -mówię przy napadzie chichotów -Nigdy nie słyszałam tego przezwiska od ciebie...
-Idź już, ale nie wspominaj nikomu, że nawałem cię...
-Blairpoo?
-Tak. No idź już. Cześć.
Ciągle się śmieje kiedy zabieram swoje rzeczy i udaje się w stronę drzwi.Macham Liam'owi na pożegnanie. Idę na parking i wchodzę do auta Harry'ego unosząc brwi. Harry podnosi się na fotelu i rzuca książkę na tylne siedzenie. Ma na sobie czarne dżinsy, szarą, luźną koszulę i czarne okulary.
-Harold -karce go -Tak nie postępuje się z książką. -mówię krzyżując ręce na piersi
-Ciebie też miło widzieć.-mówi
-Podnieś książkę.
-To jest tylko pieprzona...
-Podnieś ją i przeproś.
-Ty sobie chyba kurwa...
-Harold
Na jego twarzy pojawia się grymas słysząc jego pełne imię. Sięga ręką na tylne siedzenie i chwyta książkę kładąc ją na desce rozdzielczej.
-Już -mówi
-Przeproś
Przewraca oczami
-Przepraszam.
-Za co? -pytam z uśmieszkiem na twarzy
-Za rzucenie książki -mówi
-Nie przepraszaj mnie, przeproś książkę.-mówię
Harry spostrzega, że się z nim droczę i uśmiecha się.
-Ha ha bardzo śmieszne.
Zaczynam śmiać się jeszcze bardziej.
-Tylko nie mów, że chciałeś....-zaczyna brakować mi powietrza
-Dosyć tego gówna, Blair. -jego ton jest surowy ale na twarzy nadal widnieje uśmiech
Odzyskuję panowanie nad moim śmiechem i wyciągam klucze do mojego auta z torby.
-Dlaczego przyjechałeś tutaj pół godziny wcześniej? -pytam
-Ja nie...
-Harry, cały przód sklepu pokryty jest oknami.Widziałam samochód. -uśmiecham się
-Dobrze, dobrze.Wcześniej kończyłem pracę i pomyślałem, że cię zaskoczę.
Uśmiecham się, a moje serce przyjemnie się ogrzewa.
-To miłe, Harold.
-Kurwa nazwij mnie jeszcze raz Harold...
-Oh, spokojnie. Wiem, że potajemnie to kochasz.
Otwieram drzwi, aby wyjść z auta Harry'ego i dostać się do mojego.
-Wcale kurwa nie!
-Będę jechać za tobą -mówię
-Gdzie?
-Do twojego domu ciemniaku.
Wsiadam do swojego samochodu i odpalam silnik. Chichocze całą drogę do domu Harry'ego.
Prowadzę jak wariat śledząc Harry'ego samochód, który ciągle robi jakieś zakręty. Nie zatrzymuję się na pasach w ślad po Harrym. Ucieka mi z oczu kiedy staje na czerwonym świetle.Przewracam włosy na ramię i słyszę obok mnie dźwięk klaksonu. Odwracam głowę i widzę jak Harry opuszcza szybę w aucie. Na jego ustach maluje się dziki uśmiech.
-Myślisz, że możesz mnie pokonać. -mówi -Ale ja zawsze wygram. -mówi i puszcza mi oczko.
Światło zmienia się na zielone. Harry przyspiesza i wyjeżdża przede mnie.Dojeżdżam do domu Harry'ego i dostrzegam go opierającego się dumnie o swój samochód, jego okulary są zawieszone na koszuli. Parkuje obok niego na podjeździe i wychodzę z auta.
-Miałeś nieuczciwą przewagę.
Chłopak unosi brwi.
-A co to było?
-Ten uśmieszek -wskazuję na jego usta
-Nie możesz winić mojej urody za twoja opłakaną przegraną. -mówi
Moja szczęka opada na jego słowa.
-Napawaj się czym chcesz- mówię obojętnie
Przechodzę obok niego i wyjmuje zapasowe klucze do jego mieszkania, otwieram drzwi i wchodzę do środka.
-Nadal nie przeprosiłeś książki. -odwracam się do niego z uśmiechem na ustach
Harry otwiera usta aby coś odpowiedzieć, ale kładę na nich mój palec.
-Nie możesz zaprzeczyć -mówię
Opuszczam rękę, ale Harry szybko ją łapie.
-I nie można zaprzeczyć,że przegrałaś wyścig, który zainicjowałem.-Harry podnosi swoje brwi.
-W porządku -oddycham kiedy Harry zbliża swoje usta do moich
Śmieję się w jego usta, a on odsuwa się ode mnie patrząc dziwnie.
-Co? -pyta
-Po prostu myślałam... co jeśli mój ojciec zobaczyłby nas przekraczających prędkość w promieniu trzech mil.
Harry również zaczyna się śmiać.
-Dałbym ci mandat -mówi znowu się do mnie przybliżając -A mi upomnienie.
Znowu się śmieję.
-To brzmi absurdalnie.
Harry śmieje się i mnie całuje.
-Jesteś głodna? -pyta
-Mogłabym coś zjeść -mówię wzruszając ramionami
-Poszedłem dzisiaj do sklepu spożywczego -mówi Harry podchodząc do lodówki -I wyrzuciłem puste kartony po mleku.
-Łał -mówię widząc zawartość lodówki -Kupiłeś...owoce. -udaję zszokowaną
Harry przewraca oczami.
-Jestem z ciebie dumna Har...
-Powiedz do mnie Harold,a moja lodówka będzie składowiskiem pustych butelek po mleku. -mówi Harry pochylając się w moją stronę -Będę w nich hodować kolonie bakterii i...
-Ew, ew przestań -zakrywam usta Harry'ego dłonią -Nie chcę sobie tego wyobrażać.
Harry śmieje się w moją dłoń. Chwilę potem czuje ciepły język chłopaka na mojej dłoni.
-EW! -krzyczę wycierając ośliniona rękę w spodnie -To jest obrzydliwe!
Harry zgina się ze śmiechu.
-Tak samo reagowałaś jak mieliśmy po osiem lat. O Boże, a to dobre.
-Jesteś dupkiem -macham na niego ręką
Harry kontynuuje nabijanie się ze mnie kiedy zamykam lodówkę.
-Wiesz, nagle straciłam apetyt. -mówię posyłając Harry'emu miażdżące spojrzenie
-No weź. Pozwól mi coś ci ugotować.
-Prawdopodobnie zrobisz coś obrzydliwego żeby mi dokuczyć. -krzyżuję ręce na piersi
-No dalej Blair.Możemy zrobić pizze.
-Naplujesz do niej, czy coś...
-Obiecuję, że na nią nie napluje -mówi Harry i robi znak "x" na piersi -Słowo honoru.
Wzdycham.
-W porządku.
Dziecięcy uśmiech pojawia się na jego twarzy.
-Dobrze.Sos pomidorowy jest w spiżarni.- kiedy nie poruszam się z miejsca, Harry patrzy na mnie -Idź i przynieś.
Przewracam oczami i idę do spiżarni. Wracam do kuchni i widzę jak Harry kładzie wyrobione ciasto na desce.
-Gdzie masz wałek?
-Gdzie mam co?
Patrzę na niego.
-No wiesz wałek...do...wałkowania różnych rzeczy.
-Aaa ta rzecz.- mówi i wskazuje na szufladę obok mnie
Po przekopaniu się przez zawartość szuflady w końcu znajduję to czego szukałam. Oddaje wałek do ciasta Harry'emu a on zaczyna je przygotowywać.
Patrzę jak jego mięśnie łatwo radzą sobie z rozwałkowaniem ciasta.
-Zrób z tego kółko -mówię
-To jest...
-Nie. To ma dziwny i owalny kształt.
Harry przewraca oczami
-Czy ty sobie kurwa żartujesz? -pyta chłopak
Patrzę się na niego z ukosa.
-Czy wyglądam jakbym żartowała?
Harry prycha i rozwałkowuje ciasto w lepiej wyglądający okrąg. Harry kładzie gotowe ciasto na blachę. Obydwoje wylewamy na nie sos pomidorowy, wierzch posypujemy serem i wreszcie wkładamy je do piekarnika.
-Patrz -mówi Harry patrząc na mnie po posprzątaniu kuchni -Nie starałem się robić niczego głupiego.
Rzucam w niego ścierką.
-Ośliniłeś moją rękę -przypominam mu
-Podobało ci się.
-Wręcz przeciwnie.-mówię
Harry szybko łapie mój nadgarstek i przyciąga mnie do siebie.
-Nie lubisz mojego języka na twojej ręce, ale z pewnością lubisz go w swoich ustach -mówi patrząc na mnie z błyskiem w oku
Moje policzki oblewają się różem. Próbuje wyrwać się z jego uścisku, ale jest za silny i trzyma mnie w miejscu. Harry uśmiecha się pod nosem.
-Jesteś obrzydliwy. -mówię
Harry wzrusza ramionami.
-Nie zaprzeczam, ze nie.
Kiedy jego usta są milimetry od moich słyszę pikanie piekarnika.
-O patrz pizza jest gotowa -mówię i wyrywam się z jego uścisku
Harry uśmiecha się i kręci głową kiedy ja otwieram piekarnik i ostrożnie wyjmuje z niego pizzę.
-Nóż do pizzy -mówię do Harry'ego
Chłopak podaje mi nóż. Kroję pizzę na kawałki i kiedy mam zamiar wziąć jeden orientuję się, że przywarł do blachy.
-Harry -mówię słodko
-Tak?
-Czy posypałeś blachę mąką kukurydzianą aby ciasto nie przywarło?
-Czym kurwa?
-Brawo panie "jestem idiotą" -przewracam oczami
-Przepraszam?! Jeśli nie byłabyś taka zajęta dramatyzowaniem tym ,że polizałem twoją dłoń...
-Dramatyzowaniem!
-Cóż...-zaczyna Harry
-Podaj mi pieprzoną łopatkę!
-Łopatkę?
-Jezu Chryste, Harry! Czy ty wiesz coś o gotowaniu?
-Hej, ja nie gotuję -mówi kiedy sięgam do szuflady obok niego aby wyjąć z niej łopatkę - Albo wychodzę zjeść coś na mieście, albo znajomi mi gotują. -dokańcza
-Świetny sposób na życie. -drwię z niego
-Oh, daj spokój. Chyba nie myślisz, że byłbym dobrym kucharzem? -pyta Harry
-uśmiecham się i przekładam nasze kawałki na talerze.
-Może powinnaś mnie nauczyć?
-A może lepiej wyszukaj sobie w internecie jakie istnieją naczynia do gotowania? -mówię unosząc brwi
-Nuda.
Śmieję się i wracam do jedzenia.
-Ta pizza to i tak nieźle jak na faceta, który nie wie co to jest mąka kukurydziana. -mówi Harry
-Jest w porządku- mówię
-No dalej, przyznaj, że to jest cholernie dobra pizza.
-Dobrze.
-Dobrze co? -pyta Harry
-Ta pizza jest dobra.
-Ona nie jest tylko dobra, ta pizza jest...
-Cholernie dobra -mówię
Harry śmieje się.
Po zjedzeniu zmywam nasze talerze, kiedy Harry wkłada resztę pizzy do lodówki.
-Dlaczego jesteś w takim dobrym humorze? -pytam go
-Dlaczego ty nie?
-Bo jesteś durny.
-Przepraszam- śmieje się Harry
-Poważnie! Byłeś w złym humorze, a teraz cały czas się uśmiechasz.
Harry przestaje się uśmiechać.
-Wcale nie.
Śmieję się.
-Oh, Harry. -mówię zakładając ręce za głowę chłopaka -Nie zaprzeczysz.
W policzkach Harry'ego ukazują się dołeczki,a ja znowu zaczynam się śmiać.
-Może jestem zadowolony, że spędzasz ze mną noc.
-Kto powiedział, że zostaję na noc? -unoszę brwi
-Oh -strach i rozczarowanie przemykają przez twarz Harry'ego
-Żartuję, Harry -śmieję się
-Wiedziałem -mówi przewracając oczami
-Powiedz to swojej twarzy.-mówię
-Kupiłem ci szczoteczkę do zębów -mówi
-Nie! -mówię zdziwiona
-A właśnie, że tak. Jest różowa.
Śmieję się.
-Pokarz mi.
Harry bierze mnie za rękę i prowadzi po schodach do łazienki.
-Patrz. -mówi -Tylko dla ciebie.
Uśmiecham się na ten miły gest.
-Dziękuję, Harry- mówię -Miło z twojej strony.
-Nieważne -mówi Harry przewracając oczami
-Mam też coś dla ciebie. -mówię -Ale to jest w moim samochodzie.
-W porządku -mówi
Wychodzę szybko z domu i idę do samochodu.Wyciągam z niego prezent i wracam do mieszkania. Idę do sypialni, gdzie Harry siedzi na łóżku, odchylony do tyłu na rekach. Wyciągam rękę zza moich pleców i wręczam prezent Harry'emu.
-Kosogłos -czyta tytuł książki
-Zabrałam ją dzisiaj z pracy -mówię siadając obok niego -Widziałam, że kończysz już ,,W Pierścieniu Ognia".
-To jest najbardziej gówniany prezent jaki kiedykolwiek dostałem -mówi, ale na jego twarzy pojawia się uśmiech
Prycham z pogardą.
-Mówi to chłopak,który dał mi szczotkę do zębów.
Harry śmieje się i oplata ręką moją talię.
-Niech ci będzie.
-Myślę,że,,Kosogłos" jest najlepszy -mówię do Harry'ego
Chłopak wzrusza ramionami.
-Myślę, że wszystkie są do dupy.
-Wiesz,że je kochasz.
Przewraca oczami i całuje mnie w policzek.
-Nie- szepcze mi do ucha -Bo kocham ciebie.
Drżę na jego oddech na mojej skórze i jego słodkie słowa.Harry obniża usta do mojej szyi i zostawia wzdłuż niej mokre pocałunki.
-Harry -mówię popychając go -Jest późno.
Harry spogląda na zegarek.
-Przecież jest dopiero dziesiąta.
-Spałeś w nocy? -pytam go
Uśmiech znika z jego twarzy.
-Nie -mówi odwracając głowę
-Więc lepiej idź do łózka -mówię mu
-Blair...-skomle
-Jesteś zmęczony?
-Tak, ale...
-Harry, po prostu mnie posłuchaj...proszę.
Chłopak wzdycha.
-W porządku. -mówi
Wstaje i ściąga koszulkę rzucając ją na podłogę. Patrzy na mnie przez ramię i wzdycha. Posyłam mu surowe spojrzenie, a on schyla się po bluzkę i składa ją chowając do szafy.
Podaje mi t-shirt i spodenki, w których będę mogła spać i a sam zakłada spodnie dresowe.Szybko się przebieram i po kilku minutach, po umyciu zębów leżymy już w łóżku, w ciemnym pokoju.
-Harry -mówię
-Mmmm.
-Mówiłeś, że twój umysł nie może przestać pracować w nocy.
-Tak
-O czy w tedy myślisz?-pytam
Milczy przez chwilę, ale zaraz odpowiada.
-O wielu różnych rzeczach.-mówi cicho -Czasami o pracy, czasami o rodzinie, ale głównie myślę o tobie. -przerywa - Myślę też, o powrocie do szkoły.
Siadam na łóżku, patrząc na Harry'ego ze zdziwieniem.
-Naprawdę? -pytam
Kiwa głową.
-Nie wiem.Nie rozmyślałem nad tym tak dużo.
Z powrotem się kładę i nakrywam pościelą.
-Jeśli...miałbyś wrócić. -mówię - Jak myślisz, co chciałbyś studiować?
Wzrusza ramionami.
-Może prawo, albo sztukę.
Śmieję się.
-Lubisz się kłócić...wyobrażam sobie ciebie jako prawnika.
-Nie ekscytuj się tak.Jeszcze nie podjąłem żadnej decyzji i nie zamierzam w najbliższym czasie.
-Wiem- mówię patrząc na niego
Harry całuje mnie w czubek głowy.
-Kocham cię, Blair- szepcze
-Też cię kocham, Harold.
Harry unosi brwi.
-Chyba się przesłyszałem. -mówi -Powtórz.
Chichoczę.
-Kocham cie, Harry.
-Lepiej.
Zasypiam w ramionach Harry'ego i mogę mieć tylko nadzieję, że on prześpi całą noc w mojej obecności.
-Blair, obudź się
Jęczę i przewracam się na brzuch, chowając twarz w poduszce.
-Starałem się być miły -Harry odchrząkuje -Blair, podnieś kurwa swój tyłek...-krzyczy
-Jezu -jęczę i siadam na łóżku
Moje oczy spoczywają na uśmiechniętym od ucha do ucha Harrym.
-Jak można przeklinać tak wcześnie rano?!
-Jest w pół do jedenastej.
-Jasna cholera...
Wstaję z łóżka i idę do łazienki. Wysypuję kilka tabletek na moją dłoń i szybko je połykam, następnie myję zęby szczoteczką, którą dostałam od Harry'ego.
Chłopak opiera się o framugę drzwi i patrzy na moje poczynania z uśmiechem na twarzy.
-Jakie masz palnie na dzisiaj? -pyta
-Nie mam. -mówię wycierając mokrą twarz w ręcznik
-Dobrze, więc pójdziesz ze mną do pracy.
-Co?! Nie ma mowy!
Prawię zakrztusiłam się powietrzem na jego słowa.
-Daj spokój. Pokażę ci, że tatuowanie naprawdę jest sztuką.
-Nie wiem, Harry. Nie czuję się komfortowo w takich miejscach...
-Będę tam przez cały czas, Blair. No dalej. Proszę?
-Dobrze -wzdycham
Harry się uśmiecha.
-Okej, więc idź się ubierz, bo muszę tam być za dziesięć minut.
-Dziesięć minut! Jezu Chryste! -zaczynam miotać się po pokoju
Harry znowu się śmieje i schodzi na dół, aby dać mi się przebrać w jego sypialni.
Kiedy przeczesuję włosy palcami dostrzegam na szafce nocnej otwartą książkę, którą dałam wczoraj Harry'emu. Widzę, że przeczytana jest już mniej więcej połowa. Wzdycham. Czy znowu nie spał w nocy?
-Harry -wołam go kiedy schodzę na dół
Wchodzę do kuchni i widzę jak Harry wsypuje do mleka płatki śniadaniowe. Chłopak podaje mi ją kiedy usadawiam się na kuchennym blacie.
-Spałeś w nocy/ -pytam biorąc łyżkę z płatkami do ust
-Bardo dobrze -kiwa głową
-Kłamiesz? -pytam
Wygląda na zdziwionego.
-Nie -odpowiada -Dlaczego pytasz?
-Widziałam książkę na szafce...była przeczytana prawie w połowie.
Harry spuszcza głowę, tak jakby był zawstydzony.
-Wstałem dzisiaj o ósmej. -mówi -I chciałem...móc o czymś z tobą porozmawiać kiedy będziemy w samochodzie. -unika mojego wzroku
-Naprawdę? -uśmiecham się
-Tak, choć nie zaszedłem zbyt daleko. Nie czytam tak szybko jak ty. -patrzy na zegarek -Cholera, nie chcę się spóźnić. Chodźmy.
Kieruję się za Harrym do jego samochodu cały czas myśląc co przed chwila mi powiedział. Moje serce znowu zaczyna szybciej bić.
-Więc -mówię jak jesteśmy już w drodze. -Jest coś co powinnam wiedzieć zanim przekroczę próg twojej siedziby artysty?
-Tak- mówi Harry ignorując mój złośliwy komentarz -Ed jest pojebany i ...
-Dobrze, wystarczy.
Podjeżdżamy do usytuowanego miedzy blokami studia z wiszącym nad drzwiami neonem z napisem ,,Tatuaże Eda". Wychodzimy z samochodu i Harry natychmiastowo sięga po moją dłoń.
Kiedy wchodzimy w pomieszczeni rozbrzmiewa dźwięk dzwonka. Chłopak z blada skórą i rudymi włosami podnosi głowę znad lady patrząc na nas. Jedna z jego rak pokryta jest kolorowymi tatuażami. Powstrzymuję się od zmarszczenia nosa.
-Spóźniłeś się, Styles- mówi
-Ugryź mnie -mówi Harry na odczepkę
-Z przyjemnością
Chłopak wystawia zęby, a Harry klepie go żartobliwie po plecach.
-Blair, to jest Ed -przedstawia mnie Harry kiwając do chłopaka -To jest Blair -mówi wskazując w moją stronę
-Ach -Ed chwyta moją dłoń i przyjaźnie się uśmiecha
Potrząsam nią niepewnie.
-To ty musisz być tą piękną dziewczyną, o której kiedy Harry opowiada ma wytrysk- mówi Ed
PRZEPRASZAM MUSIAŁAM
Harry posyła piorunujący wzrok Ed'owi
-To nie prawda -mówi
-Tak, jasne. A pamiętasz jak zapłaciłeś mi abym pozawieszał te pieprzone lampki na drzewach w lesie? -Ed mruga do mnie
- To było tylko jednorazowo. -warczy Harry
Ed przewraca oczami.
-Widzę, że nie masz żadnych tatuaży kochanie.
Kręce głową.
-Nie interesują mnie tatuaże. -mówię
Harry i Ed wymieniają między sobą spojrzenia i oboje wybuchają śmiechem.
-Powiedziałeś to -mówi Ed do Harry'ego wręczając mu banknot
-Co? -pytam
-Harry założył się ze mną ,że powiesz te słowa jak tu wejdziesz -tłumaczy mi Ed -Cholera, nie wiedziałem,że wygra. Dobra robota, Styles.
Krzyżuje ręce na piersi.
-Naprawdę, masz ładną skórę. Kilka tatuaży tu i tam, nie zrobiło by nic złego. -mówi Ed
Śmieję się.
-Nie, dziękuję.
-Boże, Ed odczep się od niej -mówi Harry -Powiedziała, że nie interesują jej tatuaże.
Znowu się śmieją.
-Stary, naprawdę, czuje to w duszy. -mówi Ed- Ona jest stworzona aby mieć jakiś tatuaż.
Harry opiera się o blat.
-Po pierwsze, wciskasz ten kit wszystkim, którzy tu wchodzą. -mówi Harry -Po drugie jesteś rudzielcem, Ed. Nie masz duszy.
Cała nasza trójka wybucha śmiechem.
-Wiem, ze kłamiesz -mówi Ed przejeżdżając ręką po włosach -Mam śliczną fryzurę.
-Przypomina mi ogień- mówi Harrry
-Wracaj do pracy -zbywa go Ed -Twoja zmiana już się zaczęła.
Harry kiwa głową i wchodzi do innego pomieszczenia.
-Więc, Blair - Ed odwraca się w moją stronę -Opowiedz mi coś o sobie.
-Cóż, Harry wkurza mnie już od piętnastu lat -mówię z uśmieszkiem
-Łał -mówi -Cokolwiek, co mogłabyś mi o nim powiedzieć?
-Nienawidzi jak nazywam go Harold.
Ed patrzy na mnie przez chwilę zanim odrzuca głowę do tyłu i wybucha śmiechem
-A to dobre -mówi -Harold...co za dupne imię. -śmieję się z nim
-Nie słyszałeś tego ode mnie -mówię
-Oczywiście, że nie -mówi Ed kiwając głową
-A co z tobą? -pytam -Teraz ty mi coś o sobie powiedz.
Ed opiera się o ladę, krzyżując swoje wytatuowane ręce na piersi.
-Cóż, mam dwadzieścia dwa lata i jedyne co mam i jest dla mnie ważne to ten gówniany salon tatuażu. Moja dziewczyna jest suką i cały czas muszę pilnować jej zdzirowatego, zachlanego tyłka. Sam z resztą piję o wiele za dużo niż powinienem...i jestem rudy. Czy ta odpowiedź cie zadowala?
-Wystarczająco dobra -śmieję się
Patrzę w kierunku pokoju, w którym zniknął Harry.
-Jak długo to zwykle zajmuje? -pytam kiwając głową w kierunku drzwi
-Zależy od tatuażu -odpowiada Ed -Ten zajmie sporo czasu. Jest na całe plecy.
Marszczę nos.
-Fuj
-Tak, ale Harry jest świetny w rysunkach. Będziesz zaskoczona.
Kiwam głową.
-Taa -mówię bez przekonania
Słysze głośny dzwonek i odwracam się w stronę drzwi wejściowych dostrzegając Nialla, przyjaciela Louisa.
-Ej, Sheeran -wita Eda -Mam ogromny, pieprzony ból głowy. O której zaczyna się maja zmiana? -mówi a jego oczy spoczywają na mnie -Oh, hej, Blair -uśmiecha się
-Cześć- mówię -Pracujesz tutaj?
-Tak -odpowiada -Cztery razy w tygodniu z płacą minimalną -mówi i patrzy na Eda
-Nie obwiniaj mnie, obwiniaj gospodarkę. -mówi Ed -Gospodarka to cholerna suka.
-Jakbym nie wiedział- mówi Niall i przejeżdża dłonią po blond włosach.
Nagle przypominam sobie jak ja ich dotykałam kiedy byłam pijana. Potrząsam głową aby pozbyć się wspomnienia.
-Masz klienta o jedenastej trzydzieści -mówi Niall'owi Ed
-Świetnie. Idę się zdrzemnąć w twoim gabinecie zanim przyjdzie.
-Tylko nie wypij mojej wódki -mówi Ed
-Dlaczego miałbym kurwa wypić twoją wódkę, jak mam pieprzony ból głowy? Jezu, Sheeran.
Ed posyła Niall'owi środkowy palec zanim chłopak odchodzi
-Jeśli ktoś chce zrobić sobie tatuaż musi się najpierw umówić, dobrze rozumiem? -pytam
-Yep -mówi Ed -To jest najlepsze studio tatuażu i piercingu w całym Londynie. -mówi z dumą -No cóż, może w jego zachodniej części.
Śmieję się.
-To jest naprawdę fajne miejsce.
-Dzięki, wynajmuje je.
Śmieje się ponownie.
-Masz dobre poczucie humoru -komplementuje go
-Nie -mówi Ed - Jestem po prostu brutalnie szczerym dupkiem, a ludzie myślą, że żartuję.
Parskam.
-Wygląda na to ,że ty i Harry macie wiele wspólnego. -mówię
-Oh, ale Blair, miałaś chyba na myśli mnie i Harolda ? -mruga do mnie
Uśmiecham się. -mówi ktoś za nami
Odwracamy się oboje i widzimy stojącego w drzwiach Harry'ego.
Wyskoki, łysy mężczyzna wychodzi zaraz za nim.
-Hej, Brent -wita go Ed - Wyglądasz ostro.
-Moje plecy tak bolą, jakby kurwa płonęły. -mówi głębokim głosem mężczyzna
-Cóż, wzór jaki zamówiłeś był w kształcie płomieni ognia -mówi Harry -Jak włosy Eda.
-Dobrze, koniec z żartami na temat mojej fryzury, Harold -mówi Ed
Harry zaciska szczękę.
-Jeszcze raz dzięki, stary -mówi Brent do Harry'ego klepiąc go w plecy -Myślę nad zrobieniem sobie czegoś wkrótce na łydce, więc będziemy w kontakcie.
-Przyślij mi swoje pomysły i zobaczę co da się zrobić.-mówi Harry
-Dzięki -mówi mężczyzna -Do zobaczenia.
Kiwa głową w moją stronę i wychodzi.
-Jezu, to był jeden, wielki i meczący projekt. mówi Harry
-Ogień, huh? -pytam unosząc brwi
-Artystyczny ogień. -odpowiada Harry opierając się o ladę
Zostaję jeszcze w studio i rozmawiam z Edem i Niallem, któremu spóźnia się klient.
Po jakimś czasie Ed informuje Harry'rgo, że jego zmiana dobiegła końca.
Żegnam się i wychodzę ze studia z Harrym, który już oplótł swoja rękę wokół mojego torsu. Zimne, wieczorne powietrze uderza we mnie jak opuszczamy budynek.
-Więc...-mówi Harry jak wsiadamy do jego samochodu -Co o tym wszystkim myślisz?
-Ed wydaje się miły
-Jest pieprzonym dupkiem -mówi
Jego ton głosu jest lekki,a na ustach widnieje uśmiech więc wiem, że żartuje.
-Widzę, że bardzo lubisz tu pracować -mówię łagodnie
-Tak?
-Tak...nawet jeśli to nie jest sztuka -uśmiecham się
-Oh, Blair- mówi Harry kręcąc głową - Co muszę jeszcze zrobić, aby cię przekonać, że to jest sztuka?
-Pozwól mi nazywać cię Harold przez rok. -mówię z uśmiechem
-W twoich snach -śmieje się Harry
Patrzę jak Harry opiera się krześle, prowadząc jedną ręką. Wygląda tak beztrosko, co sprawia,że się uśmiecham.
Harry odwraca się do mnie łapiąc mój wzrok.
-Co? -pyta
-Nic -mówię speszona odwracając wzrok
-Chcesz abym zawiózł cię do domu?
-Mój samochód jest u ciebie więc...nie. -odpowiadam
Harry uśmiecha się.
-Znowu zostajesz na noc?
Kręcę przecząco głową.
-Przepraszam -mówię
-Mogłabyś, jeślibyś chciała...
-Nie robisz żadnej imprezy? -pytam
Harry wzrusza ramionami.
-A chcesz iść?
-Nie. -mówię
-Więc nie robię.
-Harry, nie musisz planować swojego życia w okół mnie -chichoczę
-Nie robię tak -jego chłodny głos pozostawia ciarki na moim ciele
Odwracam wzrok.
-W porządku...przepraszam.
Resztę drogi do jego domu pokonujemy w milczeniu. Karcę się psychicznie za to ,że powiedziałam to Harry'emu. Kiedy dojeżdżamy na miejsce wychodzę z samochodu chłopaka i kieruję się w stronę mojego auta. Harry idzie za mną.
-Słuchaj Harry, przepraszam za to co powiedziałam -mówię odwracając się do niego
-Dlaczego? Masz rację. -jego oczy są ciemnozielone i ma zaciśnięte pięści
-Harry...
-Nie muszę układać swojego życia w okół ciebie -mówi - Nie powinienem planować tak życia!
-Nie rób tego! Zawsze to kurwa robisz! -krzyczę
-Co? Robię co? -Harry robi duży krok do przodu, a ja przywieram do zamkniętych drzwi samochodu
-Zachowujesz się jak pieprzony dupek!
-Oh, jestem dupkiem?!
-Tak! -krzyczę mu w twarz
-Cóż, jestem tylko dupkiem ,a ty jesteś cholernie upierdliwa.
-Dzięki! Powiedz mi coś czego nie wiem!
Odwracam się i chcę otworzyć drzwi do mojego auta, ale Harry łapie mój nadgarstek i trzyma mnie, tak mocno,że nie mogę się poruszyć.
-Nie mówi mi, że kurwa nie kochasz tego jak planuję swoje życie w okół ciebie. Nie mówi mi, że ta uwaga, którą tobie poświęcam nie jest dla ciebie na rękę, bo jesteśmy więcej niż przyjaciółmi.
Moja szczeka opada.
-Nie wierzę -spluwam -Mogę zostawić cię każdego pieprzonego dnia i jeśli dasz mi do tego powód to tak zrobię. -mówię
Nie zauważyłam nawet kiedy przemieściliśmy się w stronę jego domu, tak że Harry stał metr od betonowej ściany budynku.
Harry patrzy na mnie urażony, zanim jego wściekłość przejmuje nad nim kontrolę.
-To idzie w dwie strony. -mówi zniżając głos i ja już wiem ,że jego słowa mnie zranią -Mogę cię zostawić tak samo, jak ty możesz zostawić mnie. W rzeczywistości jeśli miałbym wziąć pod uwagę to co dzieje się teraz, to mogę zacząć się nad tym zastanawiać!
Czuję się jakby ktoś mnie spoliczkował. Gniew formuje się we mnie. Popycham mocno Harry'ego na betonową ścianę jego domu, tak że chłopak przywiera do niej plecami.
-Świetnie! -krzyczę -Świetnie, zostaw mnie! Śmiało, powiedz to! No powiedz!
-Blair...-chce złapać mój nadgarstek, ale ja nie daję za wygraną i ponownie, z dużą siłą popycham go na ścianę budynku. Mój gniew dodaje mi dużo siły w organizmie.
-Powiedz to! -krzyczę, łzy formują się w moich oczach - Powiedz, że mnie nie chcesz! Powiedz, że mnie nienawidzisz!
-Blair, wystarczy! -krzyczy Harry
Jego głos jest o wiele głośniejszy niż mój. Łapie mocno moje nadgarstki jedną dłoń, a drugą dłonią chwyta mój podbródek. Unosząc moją głowę zmusza mnie abym spojrzała w jego oczy.
-Przestań kurwa.Teraz.
Łzy strumieniem płyną po moich policzkach.Mam wrażenie ,że zaraz rozpadnę się na tysiące kawałków. Biorę drżący oddech.
-Dlaczego po prostu nie pójdziesz pieprzyć Jane, która z łatwością zaspokoi twoje potrzeby? Zostaw mnie i nie walcz ze mną. Idź do niej. -syczę
Harry robi krok w tył. Na jego twarzy widnieje złość. Odwraca się i zaczyna iść w kierunku drzwi wejściowych. Wchodząc do domu zamyka drzwi z przeraźliwym hukiem.
Panika rośnie we mnie kiedy zdaję sobie sprawę z tego co powiedziałam.
-Nie, Harry -błagam uderzając pięścią w zamknięte drzwi
-Harry, nie miałam tego na mysli, nie chciałam...
Słyszę odgłosy dochodzące z mieszkania i chwilę później Harry wychodzi z niego z kurtka na ramieniu. Przechodzi obok mnie bez żadnego słowa i kieruje się w stronę swojego samochodu.
-Gdzie jedziesz? -pytam
-Nie twój pieprzony interes. -odpowiada chłodno
Wzdycham z porażką i wycieram dłońmi mokrą od łez twarz, rozmazując przy tym makijaż.
Odwracam się i idę ścieżką do mojego auta.
Wina dosłownie pozera mnie żywcem jak jadę do domu.
Parkuję na podjeździe i wchodząc do budynku kieruje się prosto do mojego pokoju.
Rzucam się na łóżko i pozwalam moim myślom zająć całą moją głowę.
Zależy mi na Harrym, naprawdę. Ale on bawi się moimi uczuciami...choć wiem ,że nie robi tego celowo. Nie mogę uwierzyć w to co powiedziałam mu o Jane. Wiem, że to nie było na miejscu. Ale to była tylko zwykła kłótnia, jak zawsze. Jutro do niego zadzwonię i wszystko będzie dobrze.
Prawda?
Wzdycham i włączam telewizor w moim pokoju.Przełączam każdy kanał, nie znajdując nic ciekawego. Czuje się okropnie winna więc postanawiam do niego zadzwonić. Wybieram jego numer i czekam.
Pik...
Pik...
Pik...
Pik...
Gryzę z niecierpliwości wargę. Gdzie on mógł pójść?
Jęczę kiedy słyszę pocztę głosową.
-Cześć Harry -mówię -Tu...tu Blair. Przykro mi z powodu tego co stało się wcześniej...naprawdę. Zadzwoń do mnie, dobrze? Jeśli chcesz żebym przyszła, tak zrobię. Po prostu do mnie zadzwoń, proszę. -odkładam telefon wzdychając
-Blair? -słyszę głos Jay
-Co?
Jay otwiera drzwi od mojego pokoju trzymając kosz prania
-Mam czyste ubrania dla ciebie -informuje mnie
-Dziękuję -kiwam głową
Kobieta stawia kosz na podłodze.
-Wszystko w porządku?
Kiwam niepewnie głową, chcąc aby wyszła, ale Jay stoi na środku pokoju i widzę, ze chce mi pomóc.
-Nie -wzdycham
Siada na łóżku obok mnie.
-Chcesz o tym porozmawiać? -pyta przyjaźnie
Uważam ,że rozmowa z doktorem Stone jest bardziej pomocna, ale może nadszedł czas aby porozmawiać z Jay. Wiem,że stara się dla mnie jak najlepiej, a ja tego nie doceniam.
Przytakuję powoli.
-Myślę, że wszystko zawaliłam -mówię powoli
Jay przechyla głowę na bok
-Harry nie odpowiada na moje telefony -kontynuuję -Nie chcę być jedną z tych dziewczyn, które są wścibskie, irytujące i naprzykrzające się ,ale nie chcę aby Harry był na mnie zły. - marszczę brwi
-Powiedziałam do niego jakieś gówniane rzeczy.
-Tylko dlatego, że martwisz się ,że nie odbiera telefonu nie oznacza, że jesteś natarczywa. -mówi Jay -To znaczy, że ci zależy. Jestem pewna ,że Harry przyjedzie. Może po prostu ma wyłączony telefon.
Kiwam głową.
-Prawdopodobnie.
Jay uśmiecha się do mnie i zabiera swój kosz z praniem i opuszcza mój pokój.
Dzwonie jeszcze raz do Harry'ego.
Pik...
Pik...
Pik...
Pik...
-Cześć, Harry. To znowu ja. Przepraszam, jeśli ci przeszkadzam...umm...tak. Cześć -wyłączam się
Kładę się na łóżku i przejeżdżam rękoma po swojej twarzy. Dlaczego jesteś taka upierdliwa, Blair? Jezu.
Leżę w łóżku przy cicho działającym telewizorze. Wiem ,że powinnam przestać martwić się o Harry'ego. On wychodził w nocy cały czas, kiedy byliśmy najlepszymi przyjaciółmi i nie martwiłam się wtedy o niego. Dlaczego robię to teraz?
Bo jestem cholernie upierdliwą suką.
Wiercę się i przewracam z boku na bok całą noc. Mój umysł cały czas wraca do wydarzeń z poprzedniego wieczoru. Patrzę na zegar na ścianie. Czwarta w nocy. Patrzę na łóżko obok i dostrzegam w nim Lottie pogrążoną w głębokim śnie. Schodzę do kuchni i nalewam sobie szklankę wody. Wracam do pokoju i siadam na łóżku, biorąc pierwszą lepszą książkę z mojej szafki, starając się coś przeczytać.
Czy to jest to, co czuje Harry co noc? Czy tak czują się ludzie cierpiący na bezsenność?
Odkładam książkę i kładę się z powrotem do łóżka. Zamykam oczy i wyrównuje oddech.
W końcu zasypiam, licząc na to, aby następny dzień odbył się bez kłótni.
*****
Notka od autorki: Przepraszam za to, że rozdział nie pojawiał się przez ponad miesiąc. Był naprawdę długi i mnóstwo czasu zajęło mi tłumaczenie go. ALE W KOŃCU JEST! Miłego czytania <3
czytasz
poniedziałek, 1 grudnia 2014
Informacja
Przepraszam za brak nowych wpisów na blogu, ale przez dwa tygodnie nie miałam dostępu do przeglądarki internetowej i nie mogłam też tłumaczyć rozdziałów. Niestety rozdziały nie pojawią się w przeciągu następnych kilku dni, bo muszę przygotowywać się do próbnego egzaminu gimnazjalnego, jednak obiecuję, że zaraz po testach rozdziały znów zaczną pojawiać się regularnie tzn. w każdy poniedziałek tygodnia. Jeszcze raz przepraszam :(
poniedziałek, 10 listopada 2014
Chapter 40 cz.II
Jestem w drodze do domu. W samochodzie panuje cisza. Nic nie poradzę na to ,że zaczynam myśleć o dzisiejszym dniu, mimo, że nie za bardzo chcę go rozpamiętywać.Mam nadzieje, że ta napięta atmosfera pomiędzy mną , a Harrym szybko minie. Harry rzadko przyjmuje pomoc, a zwłaszcza od specjalisty. To był cud ,że mimo wszystko poszedł ze mną. On uważa, że jedna sesja była wystarczająca, ale ja wiem o tym więcej. Przez kilka lat, po śmierci mojej mamy chodziłam do tej kliniki. Doktor Stone bardzo mi pomógł. Był taką osobą, z którą mogłam swobodnie porozmawiać i której mogłam się wyżalić. Mogę mieć tylko nadzieję, że Harry otworzy się przed nim, i że to pomoże zwalczyć mu bezsenność.
Jadę do domu i obgryzam paznokcie ze zdenerwowania.Mam nadzieję, że mój ojciec nie jest na mnie zły za przenocowanie u Harry'ego.Wiem,że zakłada najgorszy dla niego powód zostania na noc z Harrym, ale przecież zostawiłam mu wiadomość głosową, której mogę użyć jako dowód jak będzie chciał mi udowodnić coś innego.
Wreszcie podjeżdżam pod dom. Zabieram moją torebkę z siedzenia i wychodzę z samochodu, kierując się w stronę frontowych drzwi. Widzę, że Louis jest w domu i uśmiecham się na ten fakt. Ostatnio i ja i on mało przebywamy w domu i muszę powiedzieć, że stęskniłam się za nim.
Wchodzę do salonu i zauważam go siedzącego na kanapie, przerzucającego kanały w telewizorze. Uśmiecham się do chłopaka.
-Hej, Lou -mówię i siadam obok niego na kanapie
-Cześć mówi posyłając mi przyjazny uśmiech
Dostrzegam bandaż na jego ramieniu.
-Nowy tatuaż? -pytam
-Tak -odpowiada -Chcesz zobaczyć?
-Nie zupełnie -mówię
Przypomina mi się jak kiedyś Harry pokazał mi swój świeżo zrobiony tatuaż. Nie był to miły widok.
-Co jest między tobą i z Harrym? -pyta nagle
Prawie dławię się powietrzem.
-Co masz na myśli?
- Jesteście razem, prawda?
-Co? To znaczy....nie wiem.-mówię
Tak, wiesz! krzyczy mój umysł.
Louis prycha.
-No dalej, Blair.Wszyscy widzieli ten pocałunek na imprezie w magazynie.
Tym razem naprawdę dławię się powietrzem.
-Co?! -mówię krztusząc się
-To prawda -mówi Louis uśmiechając się pod nosem -Kiedy przycisnęłaś go do ściany i ....
-Czy Jane też widziała? -pytam bez zastanowienia
-O tak. Wstała i wybiegła wkurwiona.-mówi Louis
-Oh -na mojej twarzy pojawia się mały uśmiech
-Nie lubisz jej, prawda?
-Nienawidzę tej suki. -słowa wychodzą z moich usta zanim zdążę je przemyśleć
Louis się śmieje.
-Nikt jej nie lubi. Jest pieprzoną dziwką.
-Przespałeś się z nią! -wypominam mu
-Ta, tylko raz. -mówi i wstaje z kanapy -Nie mam zamiaru znowu ostrzegać cię o Harrym.
Wzdycham.
-Wiem.
-Dokąd idziesz? -pytam idąc za nim do przedpokoju
-Do Niall'a.
-Oh.
-Możesz iść ze mną jeśli chcesz. Będziemy tylko oglądać mesz piłki nożnej.
-To jakiś kod znaczący, że idziecie się nachlać? -pytam z uśmiechem
Louis odwzajemnia uśmiech.
-Mniej więcej.
Śmieję się.
-W porządku. Idźcie sami.
Chłopak kiwa głową.
-Okej, do zobaczenia później Blair.
-Cześć, Lou -żegnam go i kiedy wychodzi, zamykam za nim drzwi
Zaraz po wyjściu Louisa, z kuchni wychodzi mój ojciec. Nie wygląda na zdenerwowanego, ale też ie wygląda też na spokojnego.
-Blair -mówi -Dostałem twoją wiadomość głosową.
Kiwam głową.
-Przepraszam.
Idziemy do salonu i mój ojciec siada na przeciwko mnie na kanapie.
-Blair, ja naprawdę na mam nic przeciwko twoim spędzaniu nocy z Harrym. Wiem,że jesteście na tyle inteligentni i dojrzali, aby podejmować dobre decyzje i być bezpiecznym.
Marszczę nos.Nie wierzę! Boże, nie wierzę ,że on o tym pomyślał!
-Jezu, tato! Ja nie....Harry i ja....nic między nami nie zaszło! -wściekle się rumienię -Harry naprawdę ma bezsenność. To nie było żadne gówniane alibi!
-Wiem i ufam ci. Po prostu trudne jest dla mnie widzieć jak szybko dorastasz, tak wydoroślałaś -uśmiecha się
-Dziękuję tato...-pauzuję -Więc...nie będziesz miał nic przeciwko jak będę u niego nocować parę razy w tygodniu?
Kręci głową.
-Nie, ale informuj mnie o tym, okej?
Kiwam głową. Cieszę się ,że nie skończyliśmy naszej rozmowy na krzyku.
-Jasne -mówię
Mój ojciec uśmiecha się, wstaje i idzie do kuchni.
-Jakbyś chciała to obiad jest już gotowy -woła ojciec
Idę do kuchni. Jay uśmiecha się do mnie przyjaźnie.
-Hej,Blair -wita mnie kiedy podaje Fizzy talerz z jedzeniem -Miło cię widzieć.
-Ciebie też -mówię -Wygląda smakowicie -wskazuję talerz z jedzeniem
-Dziękuję -mówi zachwycona moim komplementem -Nałóż sobie tyle ile chcesz.
Siadam przy stole, jedząc spokojnie i przysłuchując się rozmowie.Patrzę jak mój ojciec uśmiecha się na słowa Jay.Nie pamiętam go uśmiechającego się tak szczerze od śmieci mojej mamy. Nie ważne jak bardzo staram się temu zaprzeczyć, ona naprawdę kocha Jay. Próbowałam przekonać siebie, że to nie prawda, że jedyną kobietą,którą naprawdę kochał była moja matka, ale zdaję sobie sprawę, że po tak długim czasie znowu nauczył się kochać. Nie wiem, czy byłabym zdolna do tego na jego miejscu.
Po obiedzie pomagam Jay zmywać naczynia.
-Nie musisz tego robić, Blair -mówi jak podaje mi następny talerz do włożenia do zmywarki-Naprawdę.
Kręcę głową.
-Jest okej. -przekonuję ją
Jay bierze kolejny talerz.
-Co u ciebie? -pyta przyjaźnie
Wzruszam ramionami.
-Wszystko w porządku. -mówię
-Kiedy zaczynasz naukę na uniwersytecie?
-Za kilka tygodni.
-Cieszysz się?
-Bardzo. Nie mogę się już doczekać kiedy zacznę naukę.
-Masz zamiar przenieść się do akademika, bo wiesz...zawsze możesz tu mieszkać. Kochamy cię.
Przygryzam wargę,
-Nie wiem, jeszcze nie zdecydowałam.-mówię -Myślę, że chciałabym zostać w mieście, by być...-pauzuję
Chyba nie zamierzam tu zostać dla Harry'ego, prawda? Jasne, Zayn zrobił to dla Perrie, ale czy ja powinnam zrobić to samo?
-Bliżej Harry'ego -dokańcza za mnie Jay -Rozumiem -mruga do mnie -Chociaż wiesz, że on i Lou się nie znoszą, Bóg wie dlaczego! -mówi wręczając mi kolejny talerz. -Lou chwalił mi się o wygranej walce.
Przełykam głośno ślinę.
-Cieszę się, że masz się dobrze z Harrym. -mówi -Naprawdę. Nie widuję go u nas za często,ale to sprawka Louisa.- śmieje się Jay
Rumienię się lekko i wkładam ostatni talerz do zmywarki.
-Czy Harry też zamierza iść na uniwersytet?
Prycham na słowa Jay.
-Harry i uniwersytet? Tych dwóch wyrazów nie umieszcza się w jednym zdaniu. Chyba ,że dodasz impreza i alkohol.
Jay chichocze.
-Pamiętam, kiedy ja byłam w tym wieku. -mówi patrząc w dal rozpaczliwie - Młodzi i nieustraszeni.
-Dziękuje za pomoc. -mówi
Kobieta patrzy na mnie z wdzięcznością
-Nie ma za co. -mówię
Waham się przez chwilę ,ale przybliżam się do Jay i mocno ją przytulam. Kobieta jest zaskoczona moim gestem,ale zaraz odwzajemnia uścisk. Wiem, że ona nigdy nie myślała, że kiedykolwiek przytulę ją dobrowolnie, ale wiem, że bardzo to docenia.
Puszczam ją, lekko się uśmiecham i wychodzę z kuchni. Kieruję się do mojego pokoju, aby wziąć prysznic i przygotować się do spania.
*****
czytasz = komentujesz :D
Jadę do domu i obgryzam paznokcie ze zdenerwowania.Mam nadzieję, że mój ojciec nie jest na mnie zły za przenocowanie u Harry'ego.Wiem,że zakłada najgorszy dla niego powód zostania na noc z Harrym, ale przecież zostawiłam mu wiadomość głosową, której mogę użyć jako dowód jak będzie chciał mi udowodnić coś innego.
Wreszcie podjeżdżam pod dom. Zabieram moją torebkę z siedzenia i wychodzę z samochodu, kierując się w stronę frontowych drzwi. Widzę, że Louis jest w domu i uśmiecham się na ten fakt. Ostatnio i ja i on mało przebywamy w domu i muszę powiedzieć, że stęskniłam się za nim.
Wchodzę do salonu i zauważam go siedzącego na kanapie, przerzucającego kanały w telewizorze. Uśmiecham się do chłopaka.
-Hej, Lou -mówię i siadam obok niego na kanapie
-Cześć mówi posyłając mi przyjazny uśmiech
Dostrzegam bandaż na jego ramieniu.
-Nowy tatuaż? -pytam
-Tak -odpowiada -Chcesz zobaczyć?
-Nie zupełnie -mówię
Przypomina mi się jak kiedyś Harry pokazał mi swój świeżo zrobiony tatuaż. Nie był to miły widok.
-Co jest między tobą i z Harrym? -pyta nagle
Prawie dławię się powietrzem.
-Co masz na myśli?
- Jesteście razem, prawda?
-Co? To znaczy....nie wiem.-mówię
Tak, wiesz! krzyczy mój umysł.
Louis prycha.
-No dalej, Blair.Wszyscy widzieli ten pocałunek na imprezie w magazynie.
Tym razem naprawdę dławię się powietrzem.
-Co?! -mówię krztusząc się
-To prawda -mówi Louis uśmiechając się pod nosem -Kiedy przycisnęłaś go do ściany i ....
-Czy Jane też widziała? -pytam bez zastanowienia
-O tak. Wstała i wybiegła wkurwiona.-mówi Louis
-Oh -na mojej twarzy pojawia się mały uśmiech
-Nie lubisz jej, prawda?
-Nienawidzę tej suki. -słowa wychodzą z moich usta zanim zdążę je przemyśleć
Louis się śmieje.
-Nikt jej nie lubi. Jest pieprzoną dziwką.
-Przespałeś się z nią! -wypominam mu
-Ta, tylko raz. -mówi i wstaje z kanapy -Nie mam zamiaru znowu ostrzegać cię o Harrym.
Wzdycham.
-Wiem.
-Dokąd idziesz? -pytam idąc za nim do przedpokoju
-Do Niall'a.
-Oh.
-Możesz iść ze mną jeśli chcesz. Będziemy tylko oglądać mesz piłki nożnej.
-To jakiś kod znaczący, że idziecie się nachlać? -pytam z uśmiechem
Louis odwzajemnia uśmiech.
-Mniej więcej.
Śmieję się.
-W porządku. Idźcie sami.
Chłopak kiwa głową.
-Okej, do zobaczenia później Blair.
-Cześć, Lou -żegnam go i kiedy wychodzi, zamykam za nim drzwi
Zaraz po wyjściu Louisa, z kuchni wychodzi mój ojciec. Nie wygląda na zdenerwowanego, ale też ie wygląda też na spokojnego.
-Blair -mówi -Dostałem twoją wiadomość głosową.
Kiwam głową.
-Przepraszam.
Idziemy do salonu i mój ojciec siada na przeciwko mnie na kanapie.
-Blair, ja naprawdę na mam nic przeciwko twoim spędzaniu nocy z Harrym. Wiem,że jesteście na tyle inteligentni i dojrzali, aby podejmować dobre decyzje i być bezpiecznym.
Marszczę nos.Nie wierzę! Boże, nie wierzę ,że on o tym pomyślał!
-Jezu, tato! Ja nie....Harry i ja....nic między nami nie zaszło! -wściekle się rumienię -Harry naprawdę ma bezsenność. To nie było żadne gówniane alibi!
-Wiem i ufam ci. Po prostu trudne jest dla mnie widzieć jak szybko dorastasz, tak wydoroślałaś -uśmiecha się
-Dziękuję tato...-pauzuję -Więc...nie będziesz miał nic przeciwko jak będę u niego nocować parę razy w tygodniu?
Kręci głową.
-Nie, ale informuj mnie o tym, okej?
Kiwam głową. Cieszę się ,że nie skończyliśmy naszej rozmowy na krzyku.
-Jasne -mówię
Mój ojciec uśmiecha się, wstaje i idzie do kuchni.
-Jakbyś chciała to obiad jest już gotowy -woła ojciec
Idę do kuchni. Jay uśmiecha się do mnie przyjaźnie.
-Hej,Blair -wita mnie kiedy podaje Fizzy talerz z jedzeniem -Miło cię widzieć.
-Ciebie też -mówię -Wygląda smakowicie -wskazuję talerz z jedzeniem
-Dziękuję -mówi zachwycona moim komplementem -Nałóż sobie tyle ile chcesz.
Siadam przy stole, jedząc spokojnie i przysłuchując się rozmowie.Patrzę jak mój ojciec uśmiecha się na słowa Jay.Nie pamiętam go uśmiechającego się tak szczerze od śmieci mojej mamy. Nie ważne jak bardzo staram się temu zaprzeczyć, ona naprawdę kocha Jay. Próbowałam przekonać siebie, że to nie prawda, że jedyną kobietą,którą naprawdę kochał była moja matka, ale zdaję sobie sprawę, że po tak długim czasie znowu nauczył się kochać. Nie wiem, czy byłabym zdolna do tego na jego miejscu.
Po obiedzie pomagam Jay zmywać naczynia.
-Nie musisz tego robić, Blair -mówi jak podaje mi następny talerz do włożenia do zmywarki-Naprawdę.
Kręcę głową.
-Jest okej. -przekonuję ją
Jay bierze kolejny talerz.
-Co u ciebie? -pyta przyjaźnie
Wzruszam ramionami.
-Wszystko w porządku. -mówię
-Kiedy zaczynasz naukę na uniwersytecie?
-Za kilka tygodni.
-Cieszysz się?
-Bardzo. Nie mogę się już doczekać kiedy zacznę naukę.
-Masz zamiar przenieść się do akademika, bo wiesz...zawsze możesz tu mieszkać. Kochamy cię.
Przygryzam wargę,
-Nie wiem, jeszcze nie zdecydowałam.-mówię -Myślę, że chciałabym zostać w mieście, by być...-pauzuję
Chyba nie zamierzam tu zostać dla Harry'ego, prawda? Jasne, Zayn zrobił to dla Perrie, ale czy ja powinnam zrobić to samo?
-Bliżej Harry'ego -dokańcza za mnie Jay -Rozumiem -mruga do mnie -Chociaż wiesz, że on i Lou się nie znoszą, Bóg wie dlaczego! -mówi wręczając mi kolejny talerz. -Lou chwalił mi się o wygranej walce.
Przełykam głośno ślinę.
-Cieszę się, że masz się dobrze z Harrym. -mówi -Naprawdę. Nie widuję go u nas za często,ale to sprawka Louisa.- śmieje się Jay
Rumienię się lekko i wkładam ostatni talerz do zmywarki.
-Czy Harry też zamierza iść na uniwersytet?
Prycham na słowa Jay.
-Harry i uniwersytet? Tych dwóch wyrazów nie umieszcza się w jednym zdaniu. Chyba ,że dodasz impreza i alkohol.
Jay chichocze.
-Pamiętam, kiedy ja byłam w tym wieku. -mówi patrząc w dal rozpaczliwie - Młodzi i nieustraszeni.
-Dziękuje za pomoc. -mówi
Kobieta patrzy na mnie z wdzięcznością
-Nie ma za co. -mówię
Waham się przez chwilę ,ale przybliżam się do Jay i mocno ją przytulam. Kobieta jest zaskoczona moim gestem,ale zaraz odwzajemnia uścisk. Wiem, że ona nigdy nie myślała, że kiedykolwiek przytulę ją dobrowolnie, ale wiem, że bardzo to docenia.
Puszczam ją, lekko się uśmiecham i wychodzę z kuchni. Kieruję się do mojego pokoju, aby wziąć prysznic i przygotować się do spania.
*****
czytasz = komentujesz :D
niedziela, 2 listopada 2014
Chapter 40 cz.I
-Chodź Harry. Mamy duże szczęście, że w ogóle mają czas cię przyjąć.
Mówię szarpiąc Harry'ego za ramię, ale chłopak ani drgnie. Stoimy już przed wejściem do budynku gdzie znajduje się poradnia.
-Nie chcę tam iść -mówi Harry -To bezsensu.
-Harry -mówię surowo.
-Blair -wycedza przez zęby
-Harry,obiecałeś.Proszę zrób to. Dla mnie? -unoszę brwi
Chłopak wzdycha. Mamrocze ciąg przekleństw kiedy wchodzimy do poczekalni.
-Cześć Blair. -mówi recepcjonistka natychmiast mnie rozpoznając -Dawno się nie widziałyśmy!
-Cześć Sally -pozdrawiam ją- Minęło trochę czasu.
Sally jest kobietą około pięćdziesiątki, która pracuje tutaj jako recepcjonistka może z dziesięć lat. Ma brązowe włosy, które miejscami zaczęły delikatnie siwieć i duże, orzechowe oczy.
Jej oczy przesuwają się na Harry'ego.
-Witam, kochany. Jak mogę ci pomóc?
-Uh, on ma spotkanie z doktorem Stone -mówię -Na piętnastą.
-Oczywiście -mówi Sally sprawdzając komputer -Styles,tak?
Harry kiwa głową.
-Usiądź, doktor za chwile przyjdzie. -uśmiecha się Sally
Harry i jak siadamy na kanapie w poczekalni.
-Bądź grzeczny -mówię do Harry'ego
-Dlaczego?
-Bo tak powiedziałam.
-Blair, ja...ja naprawdę nie jestem pewien...
-Spokojnie- mówię ściskając jego dłoń -Jestem tutaj.
Chłopak patrzy na mnie z wdzięcznością i całuje mnie w skroń.
Kilka minut później przed nami staje mężczyzna z siwymi włosami i okularami na nosie.Doktor Stone.
-Blair Price -wita mnie -Nie sądziłem,że cię kiedykolwiek jeszcze tu zobaczę.
-Miło pana widzieć. -mówię uśmiechając się i spoglądam na Harry'ego -To jest...Harry Styles.
-Panie Styles- doktor Stone kiwa głową na Harry'ego w geście przywitania i wyciąga rękę.
Harry potrząsa nią niepewnie.
Mężczyzna zwraca się ponownie do mnie.
-To ten sam Harry, o którym zawsze mówiłaś na naszych sesjach? -pyta
Przełykam głośno ślinę, a Harry uśmiecha się pod nosem.
-Tak to ten sam Harry -mówię z piekącymi polikami i zwracam wzrok na podłogę
-Łał, jak widzę wszyscy dorastacie. Tworzycie cudowną parę. -Dr. Stone chichocze poprawiając okulary -Teraz, panie Styles jeśli pozwolisz przejdziemy do mojego gabinetu...
-Blair też idzie. -mówi automatycznie Harry
-Niestety panie Styles, pierwsza sesja jest jeden na jeden. Polityka prywatności.
-Nie możesz raz tej polityki złamać? -pyta Harry
Błagam go w myślach aby nie wszczynał kłótni.
-Niestety nie panie Styles. A teraz jeśli pozwolisz. -mówi wskazując gabinet
Kiwam zachęcająco do Harry'ego który zaraz odwraca się i podąża za doktorem do jego gabinetu. Przygryzam wargę mając nadzieję, że sesja coś pomoże.
Siadam z powrotem na kanapie i czekam na Harry'ego .Pacjenci opuszczają sale spotkań i w końcu zostaję sama.Leniwie przerzucam strony czasopisma i spoglądam na zegar na ścianie. Minęło dopiero pół godziny. Wzdycham.
-Blair -Sally wstaje zza lady
Unoszę głowę i widzę, że idzie w moim kierunku.Siada naprzeciwko mnie i krzyżuje nogi uśmiechając się.
-Jak się masz kochanie? Chyba minęły wieki odkąd się nie widziałyśmy.
Śmieję się.
-Tylko cztery lata, Sally.
-Boże, pamiętam jak przychodziłaś to co czwartek po szkole narzekając na ilość zadanych prac domowych! -chichocze kobieta
-O tak, pamiętam. Najwięcej zadawali z matematyki.
Sally się uśmiecha.
-Popatrz na siebie, jak wyrosłaś.
Rumienię się.
-Jak Michael i dzieci? -pytam
Kobieta spuszcza wzrok.
-Nie zbyt dobrze -mówi -Rozwiedliśmy się poprzedniej jesieni.
Pochylam głowę.
-Oh,przykro mi.
-Nie -mówi -Okazało się, że był totalnym gnojkiem.Teraz jest mi lepiej. -kobieta przeczesuje ręką włosy -Dzieci mają się dobrze.Moly zaczyna liceum w przyszłym roku, dasz wiarę? Jezu wydaje się, że dopiero była w pieluchach. Aha i powinnaś zobaczyć Braxtona, rośnie jak na drożdżach!
Przez paręnaście minut kobieta nawija o swoich dzieciach.Patrzę niecierpliwie na zegar i oddycham z ulg kiedy widzę,że zegar wskazuje szesnastą.
-No cóż -mówi Sally -Będę wracać do swojego biurka. -Jest czwarta więc Gary powinien za chwilę wyjść.Ups, miałam na myśli doktor Stone. -chichocze
Opada mi szczęka.
-Nie ma mowy -mówię -Ty i Dr.Stone?!
Wzrusza ramionami.
-Też rozwiódł się jakiś czas temu. Nigdy nic nie wiadomo. -mruga do mnie zanim wraca do biurka
-Blair.
Odwracam się i widzę Harry'ego stojącego przede mną wraz z doktorem.
-Jak poszło? -pytam
-Cóż -mówi Dr.Stone -Chciałbym cię Blair widzieć za chwilę w moim gabinecie.
Kiwam głową spoglądając na Harry'ego zanim podążam za doktorem.
Kiedy wchodzimy do gabinetu na mojej twarzy pojawia się mały uśmiech.
-Łał -mówię jak siadam na znajomej skórzanej kanapie -Ani trochę się tu nie zmieniło.
-Jestem mężczyzną i nie lubię nic zmieniać -chichocze -Nieprawdaż?
Śmieję się grzecznie krzyżując nogi.
-Blair- mówi Dr.Stone siadając naprzeciw mnie -Zanim przejdziemy do tego co chcę ci powiedzieć, porozmawiajmy o tobie.
Kiwam głową.
-Okej.
-Bierzesz swoje antydepresanty?
-Tak.
-Żadnych myśli samobójczych?
-Brak -odpowiadam przełykając głośno ślinę
Przynajmniej jeśli chodzi o pigułki.
-Dobrze,dobrze... -Gary odchyla się w fotelu -Co u ciebie? -pyta
-W porządku -Zaczynam wkrótce studiować na uniwersytecie.
-Łał. Wydaje się jakbyś dopiero wczoraj przyszła tu ze stertą książek,które chciałaś mi pokazać.
Śmieję się.
-To na pewno się nie zmieniło.
-Wciąż czytasz? -pyta doktor
-Cały czas.
-Dobrze. Zawsze wierzyłem, że czytanie jest dobre dla duszy.
Kiwam głową.
-Zgadzam się.
-Jak sytuacja w rodzinie?
-Mój ojciec i ja....zaczynamy naprawiać nasze relacje -mówię kładąc ręce na kolana
-Ach! To wspaniale!
-On....on nie jest takim dupkiem jak kiedyś myślałam.
Dr. Stone się śmieje.
-Ty...i Harry...jesteście bliska, jak widzę. -mówi z uśmiechem
Oblewam się rumieńcem
-T-tak.
-Czy możesz powiedzieć mi coś o Harrym.
Zastanawiam się przez chwilę.
-Nie cierpi długo na bezsenność. -mówię - Szybo się denerwuje.Jest nieco brutalny, ale nie powiedziałabym, że jest niebezpieczny.On jest....ekspresyjny.
Dr.Stone kiwa głową.
-Jest insomaniakiem*,co do tego nie ma wątpliwości. Występuję u niego wszystkie podstawowe objawy.
-Tak właśnie myślałam.
-Jednakże -kontynuuje mężczyzna -Podczas naszej rozmowy zaznaczył,że nie był w stanie spać, chyba, że cię trzymał. -Dr. Stone składa ręce - Jedyne co mogę o tym powiedzieć jest to, że....pragnął cię od dłuższego czasu.Latami, jak sądzę. A teraz, kiedy już ciebie ma, boi się, że cię straci.To walka psychologiczna.
Mrugam z niedowierzaniem.
-Boi się,że....że mnie straci. Chcesz powiedzieć, że to ja jestem przyczyną jego bezsenności?
-W niektórych aspektach tak...-Dr. Stone pauzuje - Sypia dobrze, kiedy jesteś z nim.Kiedy czuje ciebie obok niego coś przestawia się w jego mózgu,bo wie, że jesteś tuż obok. Jeśli nie jesteś przy nim jego psychika nie pozwala mu zasnąć.
-Cuż....co mogę zrobić?
-Nie wiele. -mówi doktor -On jest w tobie zakochany. Zakładam, że im dłużej będzie cię miał to tym lepiej zwalczy bezsenność, nawet jeśli nie będziesz obok. -Dr. Stone pochyla się w moją stronę. -Wydaje się być bardzo tajemniczym człowiekiem. Dobrym w kłamstwie. Masz jakieś z tym doświadczenia?
Przeszukuję mój umysł. Harry okłamywał mnie wcześniej, ale to nie były wielkie rzeczy.
-Nie, nie zbyt -mówię -Ale jest dobrym kłamcom.
Doktor Stone przytakuje.
-Tak też sądziłem. -mówi i wstaje z fotela aby mnie pożegnać -Nie bierz tego do siebie, Blair.Nie zrobiłaś nic złego.Po prostu jego umysł pragnie cię tak bardzo.
Ściskam mu dłoń na pożegnanie.
-Dziękuje- mówię- Za wszystko.
Kiwa głową.
-To moja praca.-mówi -Wspaniale było cię znowu widzieć.
-Ciebie też.
Idziemy do poczekalni, gdzie Harry jak nas dostrzega natychmiast wstaje z fotela wkładając ręce do kieszeni spodni.
-Jeśli wtorek wam pasuje to widzimy się w następnym tygodniu. -mówi Dr.Stone -Jeśli nie, porozmawiajcie z Sally i ustalcie termin.
-Chwilę, następny tydzień?-pyta Harry
-Tak.Będę cię widywać raz w tygodniu aż do odwołania. -mówi
Kiwa głową na pożegnanie i podchodzi do innego pacjenta ściskając dłoń jego matce.
Harry chwyta moją dłoń.Wychodzimy z budynku i kierujemy się w ciszy w stronę mojego samochodu.
Słowa doktora Stone'a chodzą mi po głowie.
"On wydaje się być bardzo tajemniczym człowiekiem.Dobrym w kłamstwie"
-Wszystko w porządku? -pyta Harry z sąsiedniego siedzenia po paru minutach jazdy
Natychmiast powracam do rzeczywistości.
-Oh...tak. -odpowiadam
-Dziękuję, że ze mną poszłaś -mamrocze.
-Nie ma sprawy -uśmiecham się -Czy...czy myślisz, że to pomogło?
-To była tylko jedna sesja.
-Zdaję sobie z tego sprawę ,ale wiem jak ja poczułam się lepiej po pierwszej sesji -mówię
Patrzę na Harry'ego z wahaniem.
-O co cie pytał?
Harry wzrusza ramionami.
-Podstawowe rzeczy.Prawie te same, które ty mnie pytałaś, ale bardziej się zagłębiał.
Kiwam głową.
-Dobrze było porozmawiać z kimś, prawda?
Harry patrzy na mnie.
-To nie tak, że mam jakiś poważny problem!-podnosi głos -To wszystko było bez sensu i nie potrzebne.Nie ma o czym mówić. -zbywa mnie chłopak
Odwracam oczy od Harry'ego i skupiam mój wzrok na drodze urażona jego słowami.Chciałam mu pomóc, a on mówi, że to było niepotrzebne!
-W porządku.Przepraszam -mówię
Harry wyczuwa mój lęk.
-Nie.Nie ja nie chciałem...
-Zapomnij.
Jedziemy w ciszy.Myślę o tym jak dobra atmosfera panowała pomiędzy mną, a Harrym przy potoku i żałuję,że teraz taka nie panuje. Nienawidzę kiedy jesteśmy oboje zdystansowani do siebie.
Harry też odwraca wzrok i wygląda przez okno.
-O czym on z tobą rozmawiał? -mamrocze Harry po długich minutach ciszy
Czy mam mu powiedzieć?Harry się wścieknie...nie lubi jak ktoś mówi o nim za jego plecami.Przełykam ślinę.
-Po prostu rozmawialiśmy -kłamię
-O czym? -naciska Harry
-Chciał się upewnić...czy wszystko ze mną w porządku. -praktycznie prawda
-Oh.
W końcu dojeżdżam samochodem pod dom Harry'ego
-Do zobaczenia -mówię do niego na pożegnanie
Wysiada z auta i zamyka drzwi, ale za chwile daje mi znak ręką abym opuściła szybę.
-Chcesz wejść do środka? -pyta z nadzieją
Kręcę głową.
-Mój ojciec oczekuje mnie w domu.
-Jesteś dorosła.Nie musisz go słuchać.
-Mam dość tej gównianej relacji z moim ojcem,Harry.Najlepiej będzie jak pójdę do domu.
Chłopak kiwa głową.
-W porządku.-mówi Harry
-To cześć -mówię zanim wyjeżdżam z podjazdu Harry'ego i kieruję się w stronę mojego domu
*****
*insomaniak- osoba cierpiąca na bezsenność
czytasz = komentujesz <3
Mówię szarpiąc Harry'ego za ramię, ale chłopak ani drgnie. Stoimy już przed wejściem do budynku gdzie znajduje się poradnia.
-Nie chcę tam iść -mówi Harry -To bezsensu.
-Harry -mówię surowo.
-Blair -wycedza przez zęby
-Harry,obiecałeś.Proszę zrób to. Dla mnie? -unoszę brwi
Chłopak wzdycha. Mamrocze ciąg przekleństw kiedy wchodzimy do poczekalni.
-Cześć Blair. -mówi recepcjonistka natychmiast mnie rozpoznając -Dawno się nie widziałyśmy!
-Cześć Sally -pozdrawiam ją- Minęło trochę czasu.
Sally jest kobietą około pięćdziesiątki, która pracuje tutaj jako recepcjonistka może z dziesięć lat. Ma brązowe włosy, które miejscami zaczęły delikatnie siwieć i duże, orzechowe oczy.
Jej oczy przesuwają się na Harry'ego.
-Witam, kochany. Jak mogę ci pomóc?
-Uh, on ma spotkanie z doktorem Stone -mówię -Na piętnastą.
-Oczywiście -mówi Sally sprawdzając komputer -Styles,tak?
Harry kiwa głową.
-Usiądź, doktor za chwile przyjdzie. -uśmiecha się Sally
Harry i jak siadamy na kanapie w poczekalni.
-Bądź grzeczny -mówię do Harry'ego
-Dlaczego?
-Bo tak powiedziałam.
-Blair, ja...ja naprawdę nie jestem pewien...
-Spokojnie- mówię ściskając jego dłoń -Jestem tutaj.
Chłopak patrzy na mnie z wdzięcznością i całuje mnie w skroń.
Kilka minut później przed nami staje mężczyzna z siwymi włosami i okularami na nosie.Doktor Stone.
-Blair Price -wita mnie -Nie sądziłem,że cię kiedykolwiek jeszcze tu zobaczę.
-Miło pana widzieć. -mówię uśmiechając się i spoglądam na Harry'ego -To jest...Harry Styles.
-Panie Styles- doktor Stone kiwa głową na Harry'ego w geście przywitania i wyciąga rękę.
Harry potrząsa nią niepewnie.
Mężczyzna zwraca się ponownie do mnie.
-To ten sam Harry, o którym zawsze mówiłaś na naszych sesjach? -pyta
Przełykam głośno ślinę, a Harry uśmiecha się pod nosem.
-Tak to ten sam Harry -mówię z piekącymi polikami i zwracam wzrok na podłogę
-Łał, jak widzę wszyscy dorastacie. Tworzycie cudowną parę. -Dr. Stone chichocze poprawiając okulary -Teraz, panie Styles jeśli pozwolisz przejdziemy do mojego gabinetu...
-Blair też idzie. -mówi automatycznie Harry
-Niestety panie Styles, pierwsza sesja jest jeden na jeden. Polityka prywatności.
-Nie możesz raz tej polityki złamać? -pyta Harry
Błagam go w myślach aby nie wszczynał kłótni.
-Niestety nie panie Styles. A teraz jeśli pozwolisz. -mówi wskazując gabinet
Kiwam zachęcająco do Harry'ego który zaraz odwraca się i podąża za doktorem do jego gabinetu. Przygryzam wargę mając nadzieję, że sesja coś pomoże.
Siadam z powrotem na kanapie i czekam na Harry'ego .Pacjenci opuszczają sale spotkań i w końcu zostaję sama.Leniwie przerzucam strony czasopisma i spoglądam na zegar na ścianie. Minęło dopiero pół godziny. Wzdycham.
-Blair -Sally wstaje zza lady
Unoszę głowę i widzę, że idzie w moim kierunku.Siada naprzeciwko mnie i krzyżuje nogi uśmiechając się.
-Jak się masz kochanie? Chyba minęły wieki odkąd się nie widziałyśmy.
Śmieję się.
-Tylko cztery lata, Sally.
-Boże, pamiętam jak przychodziłaś to co czwartek po szkole narzekając na ilość zadanych prac domowych! -chichocze kobieta
-O tak, pamiętam. Najwięcej zadawali z matematyki.
Sally się uśmiecha.
-Popatrz na siebie, jak wyrosłaś.
Rumienię się.
-Jak Michael i dzieci? -pytam
Kobieta spuszcza wzrok.
-Nie zbyt dobrze -mówi -Rozwiedliśmy się poprzedniej jesieni.
Pochylam głowę.
-Oh,przykro mi.
-Nie -mówi -Okazało się, że był totalnym gnojkiem.Teraz jest mi lepiej. -kobieta przeczesuje ręką włosy -Dzieci mają się dobrze.Moly zaczyna liceum w przyszłym roku, dasz wiarę? Jezu wydaje się, że dopiero była w pieluchach. Aha i powinnaś zobaczyć Braxtona, rośnie jak na drożdżach!
Przez paręnaście minut kobieta nawija o swoich dzieciach.Patrzę niecierpliwie na zegar i oddycham z ulg kiedy widzę,że zegar wskazuje szesnastą.
-No cóż -mówi Sally -Będę wracać do swojego biurka. -Jest czwarta więc Gary powinien za chwilę wyjść.Ups, miałam na myśli doktor Stone. -chichocze
Opada mi szczęka.
-Nie ma mowy -mówię -Ty i Dr.Stone?!
Wzrusza ramionami.
-Też rozwiódł się jakiś czas temu. Nigdy nic nie wiadomo. -mruga do mnie zanim wraca do biurka
-Blair.
Odwracam się i widzę Harry'ego stojącego przede mną wraz z doktorem.
-Jak poszło? -pytam
-Cóż -mówi Dr.Stone -Chciałbym cię Blair widzieć za chwilę w moim gabinecie.
Kiwam głową spoglądając na Harry'ego zanim podążam za doktorem.
Kiedy wchodzimy do gabinetu na mojej twarzy pojawia się mały uśmiech.
-Łał -mówię jak siadam na znajomej skórzanej kanapie -Ani trochę się tu nie zmieniło.
-Jestem mężczyzną i nie lubię nic zmieniać -chichocze -Nieprawdaż?
Śmieję się grzecznie krzyżując nogi.
-Blair- mówi Dr.Stone siadając naprzeciw mnie -Zanim przejdziemy do tego co chcę ci powiedzieć, porozmawiajmy o tobie.
Kiwam głową.
-Okej.
-Bierzesz swoje antydepresanty?
-Tak.
-Żadnych myśli samobójczych?
-Brak -odpowiadam przełykając głośno ślinę
Przynajmniej jeśli chodzi o pigułki.
-Dobrze,dobrze... -Gary odchyla się w fotelu -Co u ciebie? -pyta
-W porządku -Zaczynam wkrótce studiować na uniwersytecie.
-Łał. Wydaje się jakbyś dopiero wczoraj przyszła tu ze stertą książek,które chciałaś mi pokazać.
Śmieję się.
-To na pewno się nie zmieniło.
-Wciąż czytasz? -pyta doktor
-Cały czas.
-Dobrze. Zawsze wierzyłem, że czytanie jest dobre dla duszy.
Kiwam głową.
-Zgadzam się.
-Jak sytuacja w rodzinie?
-Mój ojciec i ja....zaczynamy naprawiać nasze relacje -mówię kładąc ręce na kolana
-Ach! To wspaniale!
-On....on nie jest takim dupkiem jak kiedyś myślałam.
Dr. Stone się śmieje.
-Ty...i Harry...jesteście bliska, jak widzę. -mówi z uśmiechem
Oblewam się rumieńcem
-T-tak.
-Czy możesz powiedzieć mi coś o Harrym.
Zastanawiam się przez chwilę.
-Nie cierpi długo na bezsenność. -mówię - Szybo się denerwuje.Jest nieco brutalny, ale nie powiedziałabym, że jest niebezpieczny.On jest....ekspresyjny.
Dr.Stone kiwa głową.
-Jest insomaniakiem*,co do tego nie ma wątpliwości. Występuję u niego wszystkie podstawowe objawy.
-Tak właśnie myślałam.
-Jednakże -kontynuuje mężczyzna -Podczas naszej rozmowy zaznaczył,że nie był w stanie spać, chyba, że cię trzymał. -Dr. Stone składa ręce - Jedyne co mogę o tym powiedzieć jest to, że....pragnął cię od dłuższego czasu.Latami, jak sądzę. A teraz, kiedy już ciebie ma, boi się, że cię straci.To walka psychologiczna.
Mrugam z niedowierzaniem.
-Boi się,że....że mnie straci. Chcesz powiedzieć, że to ja jestem przyczyną jego bezsenności?
-W niektórych aspektach tak...-Dr. Stone pauzuje - Sypia dobrze, kiedy jesteś z nim.Kiedy czuje ciebie obok niego coś przestawia się w jego mózgu,bo wie, że jesteś tuż obok. Jeśli nie jesteś przy nim jego psychika nie pozwala mu zasnąć.
-Cuż....co mogę zrobić?
-Nie wiele. -mówi doktor -On jest w tobie zakochany. Zakładam, że im dłużej będzie cię miał to tym lepiej zwalczy bezsenność, nawet jeśli nie będziesz obok. -Dr. Stone pochyla się w moją stronę. -Wydaje się być bardzo tajemniczym człowiekiem. Dobrym w kłamstwie. Masz jakieś z tym doświadczenia?
Przeszukuję mój umysł. Harry okłamywał mnie wcześniej, ale to nie były wielkie rzeczy.
-Nie, nie zbyt -mówię -Ale jest dobrym kłamcom.
Doktor Stone przytakuje.
-Tak też sądziłem. -mówi i wstaje z fotela aby mnie pożegnać -Nie bierz tego do siebie, Blair.Nie zrobiłaś nic złego.Po prostu jego umysł pragnie cię tak bardzo.
Ściskam mu dłoń na pożegnanie.
-Dziękuje- mówię- Za wszystko.
Kiwa głową.
-To moja praca.-mówi -Wspaniale było cię znowu widzieć.
-Ciebie też.
Idziemy do poczekalni, gdzie Harry jak nas dostrzega natychmiast wstaje z fotela wkładając ręce do kieszeni spodni.
-Jeśli wtorek wam pasuje to widzimy się w następnym tygodniu. -mówi Dr.Stone -Jeśli nie, porozmawiajcie z Sally i ustalcie termin.
-Chwilę, następny tydzień?-pyta Harry
-Tak.Będę cię widywać raz w tygodniu aż do odwołania. -mówi
Kiwa głową na pożegnanie i podchodzi do innego pacjenta ściskając dłoń jego matce.
Harry chwyta moją dłoń.Wychodzimy z budynku i kierujemy się w ciszy w stronę mojego samochodu.
Słowa doktora Stone'a chodzą mi po głowie.
"On wydaje się być bardzo tajemniczym człowiekiem.Dobrym w kłamstwie"
-Wszystko w porządku? -pyta Harry z sąsiedniego siedzenia po paru minutach jazdy
Natychmiast powracam do rzeczywistości.
-Oh...tak. -odpowiadam
-Dziękuję, że ze mną poszłaś -mamrocze.
-Nie ma sprawy -uśmiecham się -Czy...czy myślisz, że to pomogło?
-To była tylko jedna sesja.
-Zdaję sobie z tego sprawę ,ale wiem jak ja poczułam się lepiej po pierwszej sesji -mówię
Patrzę na Harry'ego z wahaniem.
-O co cie pytał?
Harry wzrusza ramionami.
-Podstawowe rzeczy.Prawie te same, które ty mnie pytałaś, ale bardziej się zagłębiał.
Kiwam głową.
-Dobrze było porozmawiać z kimś, prawda?
Harry patrzy na mnie.
-To nie tak, że mam jakiś poważny problem!-podnosi głos -To wszystko było bez sensu i nie potrzebne.Nie ma o czym mówić. -zbywa mnie chłopak
Odwracam oczy od Harry'ego i skupiam mój wzrok na drodze urażona jego słowami.Chciałam mu pomóc, a on mówi, że to było niepotrzebne!
-W porządku.Przepraszam -mówię
Harry wyczuwa mój lęk.
-Nie.Nie ja nie chciałem...
-Zapomnij.
Jedziemy w ciszy.Myślę o tym jak dobra atmosfera panowała pomiędzy mną, a Harrym przy potoku i żałuję,że teraz taka nie panuje. Nienawidzę kiedy jesteśmy oboje zdystansowani do siebie.
Harry też odwraca wzrok i wygląda przez okno.
-O czym on z tobą rozmawiał? -mamrocze Harry po długich minutach ciszy
Czy mam mu powiedzieć?Harry się wścieknie...nie lubi jak ktoś mówi o nim za jego plecami.Przełykam ślinę.
-Po prostu rozmawialiśmy -kłamię
-O czym? -naciska Harry
-Chciał się upewnić...czy wszystko ze mną w porządku. -praktycznie prawda
-Oh.
W końcu dojeżdżam samochodem pod dom Harry'ego
-Do zobaczenia -mówię do niego na pożegnanie
Wysiada z auta i zamyka drzwi, ale za chwile daje mi znak ręką abym opuściła szybę.
-Chcesz wejść do środka? -pyta z nadzieją
Kręcę głową.
-Mój ojciec oczekuje mnie w domu.
-Jesteś dorosła.Nie musisz go słuchać.
-Mam dość tej gównianej relacji z moim ojcem,Harry.Najlepiej będzie jak pójdę do domu.
Chłopak kiwa głową.
-W porządku.-mówi Harry
-To cześć -mówię zanim wyjeżdżam z podjazdu Harry'ego i kieruję się w stronę mojego domu
*****
*insomaniak- osoba cierpiąca na bezsenność
czytasz = komentujesz <3
poniedziałek, 27 października 2014
Chapter 39
Harry ma dobry humor kiedy jedziemy w stronę jego domu.
Kiedy dojeżdżamy chłopak idzie na górę wziąć prysznic, a ja postanawiam zadzwonić do mojego ojca. Włącza się jego poczta głosowa.
-Cześć tato -mówię po sygnale -Wiem,że oczekiwałeś, że wrócę dzisiaj na noc do domu, ale prześpię się u Harry'ego. Ostatnio nie sypia zbyt dobrze, więc pomyślałam, że zostanę u niego , aby mógł wreszcie odpocząć....w domu będę nad ranem.Cześć. - rozłączam się
Wiem, że mój ojciec nie będzie szczęśliwy z mojej decyzje, ale zaryzykuję.
Przebieram się w piżamę, którą przygotował dla mnie Harry i wiążę włosy w kucyk. Włączam telewizor i przeskakuję po kanałach, czekając aż Harry wyjdzie z łazienki. Chłopak po kilku minutach wchodzi do pokoju. Ma na sobie biały t-shirt i dresy.Posyła mi mały uśmiech i rzuca brudne ciuchy na podłogę. Posyłam mu miażdżące spojrzenie.
-Co? -pyta Harry
-Złóż swoje ubrania. -nakazuję mu
Chłopak prycha.
-Nie.
Krzyżuję ręce na piersi.
-Złóż je!
Harry przewraca oczami.
-Dobrze.
Kuca i podnosi ubrania z podłogi. Patrzę na niego jak niechlujnie je składa i rzuca na szafkę.
-Zadowolona? -pyta z sarkazmem w głosie
-Nie! -mówię wstając z łóżka i kładąc ręce na biodra -Czy ty w ogóle wiesz jak powinno się składać ciuchy?
On wzrusza ramionami.
Wzdycham i składam idealnie jego ubrania, łapiąc przy tym kątem oka jego mały uśmiech. Kiedy kończę uśmiecham się do siebie, a potem wślizguję się pod kołdrę.
-Jesteś szalona, wiesz? -mówi Harry kładąc się obok mnie
Wzruszam ramionami i odsuwam się od niego.Ona natomiast łapię mnie w swoje ramiona i wkłada rękę w moje włosy.
Patrzę mu w oczy i widzę jak bardzo jest zmęczony od tyle nieprzespanych nocy.Kładę dłoń na jego policzku, głaszcząc go lekko.
-Śpij, Harry. -szepczę
Chłopak wzdycha i odwraca się na plecy.
-Kocham cię- mówi
Uśmiecham się i posyłam mu całusa w policzek zanim odwracam się i zamykam oczy i zanurzam się w swój własny sen.
Kilka godzin później budzę się nagle na szelest przewracanej kartki. Otwieram oczy i dostrzegam zapaloną lampkę nocną na szafce. Przecieram oczy i widzę Harry'ego siedzącego na skraju łóżka. Ma skupiony wyraz twarzy. Czyta jakąś książkę i dopiero mrużąc oczy dostrzegam jej tytuł: Igrzyska Śmierci - W Pierścieniu Ognia".Spoglądam na zegar na ścianie i widzę, że wskazówki pokazują pierwszą w nocy.
-Harry- szepczę siadając na łóżku
Chłopak zamyka książkę i spogląda na mnie zmęczonym wzrokiem.
-Nie wiem co się dzieje. -mówi -Przecież tu jesteś. -jego oczy wyglądają na wykończone
-Jak długo nie śpisz? -pytam
-W ogóle nie zasnąłem. -odpowiada Harry odwracając wzrok
-Co? Dlaczego mnie nie obudziłeś?
-Pomyślałem,że chociaż jedno z nas powinno się wyspać.
-To...to tak dzieje się każdej nocy? -pytam
-Czasami nie czytam. -mówi
-Harry -mówię ze współczuciem i przybliżam się do niego wplatając dłonie w jego loki.Harry znowu na mnie spogląda.
-Cierpię na bezsenność -mówi wzruszając ramionami
Przytulam go i całuję jego czoło.
-Może dlatego, że mnie dzisiaj nie trzymałeś.-mówię aby go pocieszyć
Harry natychmiast się ożywia.
-To dlatego! -uśmiecha się lekko- Musze cię trzymać.
Nic nie poradzę na to,że też się uśmiecham. Harry odkłada książkę i gasi lampkę na nocnej szafce, a potem kładzie się do łóżka i przyciąga mnie blisko siebie oplatając ramionami.Zamyka oczy i po paru minutach czuję jak jego oddech się wyrównuje. Teraz to ja zamykam oczy i wdycham jego zapach mając nadzieję, że w końcu wyśpi się i nadrobi tyle nieprzespanych nocy.
Budzę się o godzinie dziewiątej. Harry jeszcze śpi, ale ja już nie zamierzam. Składam pocałunek na jego policzku i wychodzę z łóżka. Myję pośpiesznie zęby szczoteczką Harry'ego, a potem schodzę ze schodów do kuchni. Otwieram lodówkę i skanuję jej zawartość, ale jedyne co w niej dostrzegam to pusty karton po mleku. Muszę kupić nam coś na śniadanie. Chwytam moje buty, telefon i kluczyki do samochodu Harry'ego i jestem gotowa do wyjścia do sklepu.
-Naleśnikowy mix. Naleśnikowy mix. -mówię do siebie przechadzając się między półkami w sklepie
Po paru minutach poddaje się i podchodzę do wolnej kasy, aby poprosić kogoś o pomoc.
-Przepraszam, gdzie mogę znaleźć naleśnikowy mix...-urywam kiedy orientuję się ,że przede mną siedzi Zayn
-Cześć, Blair -wita mnie uprzejmie -Wcześnie wstałaś.
Wzruszam ramionami.
-Zapomniałam, ze tu pracujesz. -mówię
Śmieję się.
-Nie martw się. To tylko chwilowo.Pracuję tu tylko wtedy kiedy nie mam zajęć na uczelni.
-Jesteś na uczelni? Przecież ona jest daleko.-pytam zdumiona
Chłopak kiwa głową.
-Wiem. Chodzę tam ,ale nie chciałem mieszkać w akademiku i być z dla od Perrie. -wyjaśnia -Do długa droga, ale jest warto.
-To urocze. -mówię
Zastanawiam się, czy Harry zrobiłby coś takiego dla mnie.
-W każdym razie naleśnikowy mix jest na tamtej półce -mówi wskazując placem obiekt
-Oh dziękuję -uśmiecham się do niego -Byłam zaraz obok, nie wiem jak ją przeoczyła. -śmieję się z siebie
-Miłego dnia - mówi do mnie Zayn zanim odchodzę
Kupuję naleśnikowy mix i szybko wracam do Harry'ego.
Wchodzę po schodach do góry i otwieram cicho drzwi do sypialni. Harry jeszcze śpi. Na moich ustach pojawia się mały uśmiech jak widzę go rozłożonego w poprzek łóżka z lekko otwartymi ustami. Wzdycham z ulgą . Jest dziesiąta, ale on nadal śpi.
Wracam na dół, aby zrobić nam naleśniki. Nucę pod nosem piosenkę kiedy smażę je na patelni. Śmieję się kiedy podrzucam naleśnika, a on idealnie ląduje odwrócony na patelnię. Odwracam się aby nałożyć naleśniki na talerz, który stoi na kuchennym stole, gdy dostrzegam Harry'ego opartego o ścianę przy schodach z wymalowanym uśmieszkiem na twarzy. Krzyczę przestraszona i upuszczam patelnie. Naleśniki unoszą się w powierze, patelnia spada na podłogę.Harry śmieje się z mojej reakcji.
-Jak długo tam stoisz? -pytam go
-Pięć, może dziesięć minut. -mówi
Kątem oka patrze na zegar. Jest jedenasta.
-Dobrze spałeś? -pytam jak schylam się po patelnię i naleśniki
-Właściwie tak. -mówi -Dziękuję...potrzebowałem tego.
Uśmiecham się.
-Nie ma problemu, Harry. -podnoszę naleśnika i wystawiam do chłopaka -Śniadanie? -pytam
Oboje wybuchamy śmiechem. Po kilku minutach kładę nową partię naleśników na talerz.
-Nie przypominam sobie, żebym kupował kiedyś naleśnikowy mix.
-Oh...musiałam pobiec do sklepu.Przy okazji sortuj swoje kartony po mleku!
-Recykling? Żartujesz sobie?!
-Pomóż Ziemi!
Harry prycha.
-A także... jeśli będą leżeć za długo w lodówce może pojawić się jakaś pleśń, czy coś.
-Aleś dowaliła. -mówi sarkastycznie Harry -Teraz jestem skończony.
Szturcham jego ramię.
-Ale nie przychodź do mnie z płaczem jak złapiesz jakąś 'brudną' chorobę. -mówię
-Od pustych kartonów po mleku?
-Tak.
-Jesteś nienormalna, wiesz?
-Dzięki.Każdy wie, że uciekłam z lokalnego azylu i chowam tu bron- mówię przewracając oczami
Harry śmieje się ukazując swoje dołeczki w policzkach. Od razu widać, że jest bardziej wypoczęty i wygląda zdrowiej po dobrze przespanej nocy. Wkładam y nasze naczynia do zmywarki, jak opieram się o ścianę i patrzę jak Harry zamyka maszynę.
-Blair....-Harry odwraca się do mnie z poważnym wyrazem twarzy. -Proszę...nie mów nikomu o mojej...bezsenności.
Kiwam głową.
-Nie powiem.
-Dziękuję, -odpowiada
-Harry, nie złość się...-mówię idąc powoli w jego stronę - Ale...ale nie sądzisz, że powinieneś zobaczyć się ze specjalistą? Nie mogę być tu każdej nocy, wiesz to.
Harry spuszcza głowę.
-Mogłabyś, jeślibyś chciała. -mówi cicho
-Nie mogę. -mówię -Wiesz to.
On patrzy z dla ode mnie.
-Nie jestem....-zaczyna Harry
-Harry, tylko dlatego, że nie możesz spać nie znaczy,że jesteś szalony. -mówię i oplatam jego szyję ramionami -Ja biorę antydepresanty. Jestem tysiąc razy bardziej szalona od ciebie. -posyłam mu nieśmiały uśmiech
On patrzy mi w oczy.
-Czy...czy jeśli kiedykolwiek chciałbym się z kimś w tej sprawie zobaczyć...to obiecujesz, że pójdziesz ze mną?
-Oczywiście.
Oddycham głęboko z ulgą z to, że Harry nie nakrzyczał na mnie za tą sugestię.Całuję jego policzek.
-Wiesz....możemy pójść dzisiaj. -mówię niepewnie -Znam kogoś z kim widywałam się przez długi czas po tym jak moja mama...-urywam
Harry patrzy na mnie.
-Ja nie wiem, Blair. -mówi
Harry odsuwa się ode mnie i przeczesuje ręką włosy.
-Co się stało? -pytam
-Nie mam przecież problemu. -burczy pod nosem
-Masz -mówię - Jeśli nie możesz spać....
-Powiedziałem, nie mam problemu! -krzyczy z frustracją
-Czy uważasz, że łatwo było mi przyznać się ,że mam problem? -podnoszę głos -Harry, chyba wyszyłeś z proporcji. Depresja, czy bezsenność. Co jest gorsze?!
Harry odwraca się do mnie.
-Przepraszam -mówi już spokojnym głosem -Pójdę.
Uśmiecham się lekko.
-W porządku.-mówię -Zadzwonię do nich.
Harry wzdycha.
-Tylko jeśli jakiś facet będzie mnie 'leczył'...-mówi powoli -To nie znaczy nie zostaniesz i nie poczekasz, prawda?
Prawie się śmieję.
-Tym się martwisz? Że cię zostawię.
Harry wzrusza ramionami
-Oczywiście, że zostanę. -mówię schylając się ,aby pocałować go w usta
Harry odwzajemnia pocałunek, a ja czuję jak chłopak się rozluźnia.
Odsuwam się i wyjmuje telefon z kieszeni.
-Zadzwonię. -mówię
Harry zaciska szczękę.
-W porządku. -mówi kiwając glową
*****
czytasz = komentujesz
Kiedy dojeżdżamy chłopak idzie na górę wziąć prysznic, a ja postanawiam zadzwonić do mojego ojca. Włącza się jego poczta głosowa.
-Cześć tato -mówię po sygnale -Wiem,że oczekiwałeś, że wrócę dzisiaj na noc do domu, ale prześpię się u Harry'ego. Ostatnio nie sypia zbyt dobrze, więc pomyślałam, że zostanę u niego , aby mógł wreszcie odpocząć....w domu będę nad ranem.Cześć. - rozłączam się
Wiem, że mój ojciec nie będzie szczęśliwy z mojej decyzje, ale zaryzykuję.
Przebieram się w piżamę, którą przygotował dla mnie Harry i wiążę włosy w kucyk. Włączam telewizor i przeskakuję po kanałach, czekając aż Harry wyjdzie z łazienki. Chłopak po kilku minutach wchodzi do pokoju. Ma na sobie biały t-shirt i dresy.Posyła mi mały uśmiech i rzuca brudne ciuchy na podłogę. Posyłam mu miażdżące spojrzenie.
-Co? -pyta Harry
-Złóż swoje ubrania. -nakazuję mu
Chłopak prycha.
-Nie.
Krzyżuję ręce na piersi.
-Złóż je!
Harry przewraca oczami.
-Dobrze.
Kuca i podnosi ubrania z podłogi. Patrzę na niego jak niechlujnie je składa i rzuca na szafkę.
-Zadowolona? -pyta z sarkazmem w głosie
-Nie! -mówię wstając z łóżka i kładąc ręce na biodra -Czy ty w ogóle wiesz jak powinno się składać ciuchy?
On wzrusza ramionami.
Wzdycham i składam idealnie jego ubrania, łapiąc przy tym kątem oka jego mały uśmiech. Kiedy kończę uśmiecham się do siebie, a potem wślizguję się pod kołdrę.
-Jesteś szalona, wiesz? -mówi Harry kładąc się obok mnie
Wzruszam ramionami i odsuwam się od niego.Ona natomiast łapię mnie w swoje ramiona i wkłada rękę w moje włosy.
Patrzę mu w oczy i widzę jak bardzo jest zmęczony od tyle nieprzespanych nocy.Kładę dłoń na jego policzku, głaszcząc go lekko.
-Śpij, Harry. -szepczę
Chłopak wzdycha i odwraca się na plecy.
-Kocham cię- mówi
Uśmiecham się i posyłam mu całusa w policzek zanim odwracam się i zamykam oczy i zanurzam się w swój własny sen.
Kilka godzin później budzę się nagle na szelest przewracanej kartki. Otwieram oczy i dostrzegam zapaloną lampkę nocną na szafce. Przecieram oczy i widzę Harry'ego siedzącego na skraju łóżka. Ma skupiony wyraz twarzy. Czyta jakąś książkę i dopiero mrużąc oczy dostrzegam jej tytuł: Igrzyska Śmierci - W Pierścieniu Ognia".Spoglądam na zegar na ścianie i widzę, że wskazówki pokazują pierwszą w nocy.
-Harry- szepczę siadając na łóżku
Chłopak zamyka książkę i spogląda na mnie zmęczonym wzrokiem.
-Nie wiem co się dzieje. -mówi -Przecież tu jesteś. -jego oczy wyglądają na wykończone
-Jak długo nie śpisz? -pytam
-W ogóle nie zasnąłem. -odpowiada Harry odwracając wzrok
-Co? Dlaczego mnie nie obudziłeś?
-Pomyślałem,że chociaż jedno z nas powinno się wyspać.
-To...to tak dzieje się każdej nocy? -pytam
-Czasami nie czytam. -mówi
-Harry -mówię ze współczuciem i przybliżam się do niego wplatając dłonie w jego loki.Harry znowu na mnie spogląda.
-Cierpię na bezsenność -mówi wzruszając ramionami
Przytulam go i całuję jego czoło.
-Może dlatego, że mnie dzisiaj nie trzymałeś.-mówię aby go pocieszyć
Harry natychmiast się ożywia.
-To dlatego! -uśmiecha się lekko- Musze cię trzymać.
Nic nie poradzę na to,że też się uśmiecham. Harry odkłada książkę i gasi lampkę na nocnej szafce, a potem kładzie się do łóżka i przyciąga mnie blisko siebie oplatając ramionami.Zamyka oczy i po paru minutach czuję jak jego oddech się wyrównuje. Teraz to ja zamykam oczy i wdycham jego zapach mając nadzieję, że w końcu wyśpi się i nadrobi tyle nieprzespanych nocy.
Budzę się o godzinie dziewiątej. Harry jeszcze śpi, ale ja już nie zamierzam. Składam pocałunek na jego policzku i wychodzę z łóżka. Myję pośpiesznie zęby szczoteczką Harry'ego, a potem schodzę ze schodów do kuchni. Otwieram lodówkę i skanuję jej zawartość, ale jedyne co w niej dostrzegam to pusty karton po mleku. Muszę kupić nam coś na śniadanie. Chwytam moje buty, telefon i kluczyki do samochodu Harry'ego i jestem gotowa do wyjścia do sklepu.
-Naleśnikowy mix. Naleśnikowy mix. -mówię do siebie przechadzając się między półkami w sklepie
Po paru minutach poddaje się i podchodzę do wolnej kasy, aby poprosić kogoś o pomoc.
-Przepraszam, gdzie mogę znaleźć naleśnikowy mix...-urywam kiedy orientuję się ,że przede mną siedzi Zayn
-Cześć, Blair -wita mnie uprzejmie -Wcześnie wstałaś.
Wzruszam ramionami.
-Zapomniałam, ze tu pracujesz. -mówię
Śmieję się.
-Nie martw się. To tylko chwilowo.Pracuję tu tylko wtedy kiedy nie mam zajęć na uczelni.
-Jesteś na uczelni? Przecież ona jest daleko.-pytam zdumiona
Chłopak kiwa głową.
-Wiem. Chodzę tam ,ale nie chciałem mieszkać w akademiku i być z dla od Perrie. -wyjaśnia -Do długa droga, ale jest warto.
-To urocze. -mówię
Zastanawiam się, czy Harry zrobiłby coś takiego dla mnie.
-W każdym razie naleśnikowy mix jest na tamtej półce -mówi wskazując placem obiekt
-Oh dziękuję -uśmiecham się do niego -Byłam zaraz obok, nie wiem jak ją przeoczyła. -śmieję się z siebie
-Miłego dnia - mówi do mnie Zayn zanim odchodzę
Kupuję naleśnikowy mix i szybko wracam do Harry'ego.
Wchodzę po schodach do góry i otwieram cicho drzwi do sypialni. Harry jeszcze śpi. Na moich ustach pojawia się mały uśmiech jak widzę go rozłożonego w poprzek łóżka z lekko otwartymi ustami. Wzdycham z ulgą . Jest dziesiąta, ale on nadal śpi.
Wracam na dół, aby zrobić nam naleśniki. Nucę pod nosem piosenkę kiedy smażę je na patelni. Śmieję się kiedy podrzucam naleśnika, a on idealnie ląduje odwrócony na patelnię. Odwracam się aby nałożyć naleśniki na talerz, który stoi na kuchennym stole, gdy dostrzegam Harry'ego opartego o ścianę przy schodach z wymalowanym uśmieszkiem na twarzy. Krzyczę przestraszona i upuszczam patelnie. Naleśniki unoszą się w powierze, patelnia spada na podłogę.Harry śmieje się z mojej reakcji.
-Jak długo tam stoisz? -pytam go
-Pięć, może dziesięć minut. -mówi
Kątem oka patrze na zegar. Jest jedenasta.
-Dobrze spałeś? -pytam jak schylam się po patelnię i naleśniki
-Właściwie tak. -mówi -Dziękuję...potrzebowałem tego.
Uśmiecham się.
-Nie ma problemu, Harry. -podnoszę naleśnika i wystawiam do chłopaka -Śniadanie? -pytam
Oboje wybuchamy śmiechem. Po kilku minutach kładę nową partię naleśników na talerz.
-Nie przypominam sobie, żebym kupował kiedyś naleśnikowy mix.
-Oh...musiałam pobiec do sklepu.Przy okazji sortuj swoje kartony po mleku!
-Recykling? Żartujesz sobie?!
-Pomóż Ziemi!
Harry prycha.
-A także... jeśli będą leżeć za długo w lodówce może pojawić się jakaś pleśń, czy coś.
-Aleś dowaliła. -mówi sarkastycznie Harry -Teraz jestem skończony.
Szturcham jego ramię.
-Ale nie przychodź do mnie z płaczem jak złapiesz jakąś 'brudną' chorobę. -mówię
-Od pustych kartonów po mleku?
-Tak.
-Jesteś nienormalna, wiesz?
-Dzięki.Każdy wie, że uciekłam z lokalnego azylu i chowam tu bron- mówię przewracając oczami
Harry śmieje się ukazując swoje dołeczki w policzkach. Od razu widać, że jest bardziej wypoczęty i wygląda zdrowiej po dobrze przespanej nocy. Wkładam y nasze naczynia do zmywarki, jak opieram się o ścianę i patrzę jak Harry zamyka maszynę.
-Blair....-Harry odwraca się do mnie z poważnym wyrazem twarzy. -Proszę...nie mów nikomu o mojej...bezsenności.
Kiwam głową.
-Nie powiem.
-Dziękuję, -odpowiada
-Harry, nie złość się...-mówię idąc powoli w jego stronę - Ale...ale nie sądzisz, że powinieneś zobaczyć się ze specjalistą? Nie mogę być tu każdej nocy, wiesz to.
Harry spuszcza głowę.
-Mogłabyś, jeślibyś chciała. -mówi cicho
-Nie mogę. -mówię -Wiesz to.
On patrzy z dla ode mnie.
-Nie jestem....-zaczyna Harry
-Harry, tylko dlatego, że nie możesz spać nie znaczy,że jesteś szalony. -mówię i oplatam jego szyję ramionami -Ja biorę antydepresanty. Jestem tysiąc razy bardziej szalona od ciebie. -posyłam mu nieśmiały uśmiech
On patrzy mi w oczy.
-Czy...czy jeśli kiedykolwiek chciałbym się z kimś w tej sprawie zobaczyć...to obiecujesz, że pójdziesz ze mną?
-Oczywiście.
Oddycham głęboko z ulgą z to, że Harry nie nakrzyczał na mnie za tą sugestię.Całuję jego policzek.
-Wiesz....możemy pójść dzisiaj. -mówię niepewnie -Znam kogoś z kim widywałam się przez długi czas po tym jak moja mama...-urywam
Harry patrzy na mnie.
-Ja nie wiem, Blair. -mówi
Harry odsuwa się ode mnie i przeczesuje ręką włosy.
-Co się stało? -pytam
-Nie mam przecież problemu. -burczy pod nosem
-Masz -mówię - Jeśli nie możesz spać....
-Powiedziałem, nie mam problemu! -krzyczy z frustracją
-Czy uważasz, że łatwo było mi przyznać się ,że mam problem? -podnoszę głos -Harry, chyba wyszyłeś z proporcji. Depresja, czy bezsenność. Co jest gorsze?!
Harry odwraca się do mnie.
-Przepraszam -mówi już spokojnym głosem -Pójdę.
Uśmiecham się lekko.
-W porządku.-mówię -Zadzwonię do nich.
Harry wzdycha.
-Tylko jeśli jakiś facet będzie mnie 'leczył'...-mówi powoli -To nie znaczy nie zostaniesz i nie poczekasz, prawda?
Prawie się śmieję.
-Tym się martwisz? Że cię zostawię.
Harry wzrusza ramionami
-Oczywiście, że zostanę. -mówię schylając się ,aby pocałować go w usta
Harry odwzajemnia pocałunek, a ja czuję jak chłopak się rozluźnia.
Odsuwam się i wyjmuje telefon z kieszeni.
-Zadzwonię. -mówię
Harry zaciska szczękę.
-W porządku. -mówi kiwając glową
*****
czytasz = komentujesz
wtorek, 14 października 2014
Chapter 38
-Blair! Harry już jest! -krzyczy mój ojciec
Moje serce radośnie zabiło w piersi. Nakładam na usta błyszczyk,który nadaje im lekki,różowy kolor. Staję na środku pokoju i przeglądam się w lustrze. Harry prosił mnie abym się nie stroiła ,bo zabiera mnie tylko na wieczorny obiad. Oczywiście nie posłuchałam go.
Założyłam jak zwykle ciemne dżinsy, ale jako top wybrałam srebrny sweterek, który znalazłam na tyłach mojej szafy. Nie ma w nim nic szczególnego ,co by zwracało uwagę ,ale jest ładny na tyle, aby delikatnie wkurzyć Harry'ego.
Chwytam moją torebkę i zaczynam schodzić ze schodów na parter. Z ganku dobiegają strzępki rozmowy Harry'ego z moim ojcem. Choć wiem,że źle robię opieram się o drzwi przyciskając mocno do nich ucho, tak abym mogła usłyszeć o czym rozmawiają.
-Gdzie idziecie dzisiaj wieczorem? -pyta mój ojciec
-Tylko na obiad.-odpowiada Harry -Nic wielkiego.
-Ach...
Przez parę sekund nastaje cisza.
-Gdzie ona jest? Wołałem ją już. -słyszę mojego tatę
-Za chwilę przyjdzie. -mówi Harry
-Więc....ty i Blair, huh?
Harry chrząka niezręcznie. Wstrzymuję oddech, czekając na jego odpowiedź.
-Uh...tak. Tak.
-Ufam ci, Harry. Wiesz to.
Wyobrażam sobie jak Harry przenosi ciężar z nogi na nogę.
-Mam nadzieję.
-Blair też ci ufa.Od zawsze ci ufała....Wiesz, że zawsze się za tobą wstawia.
-Czasami zbyt brutalnie. -śmieje się nerwowo Harry
Jako jej ojciec muszę cię spytać- kontynuuje mój ojciec
Zamieram w bezruchu.
-Jakie są twoje intencje wobec mojej córki. - pyta bezpośrednio
Moje oczy się rozszerzają i ja natychmiast otwieram drzwi wpadając do ganku ze sztucznym uśmiechem na twarzy.
-Hej -mówię trochę za szybko do mojego ojca
Oczy Harry'ego zdają się dziękować mi kiedy zamykam drzwi za mną i kiwam do mojego ojca.
-Idziemy? -mówię do Harry'ego
Chłopak wyciąga rękę, a ja od razu ją łapię.Ciągle czuję moje serce gwałtownie bijące w piersi.
Żegnam się z tatą i kieruję się z Harrym do jego samochodu. Oglądam się przez ramię i widzę w oknie mojego ojca, który nadal patrzy się na nas z małym uśmiechem na twarzy.
Harry uruchamia silnik, a potem na mnie patrzy.
-Okej, jak długo podsłuchiwałaś? -pyta
Jak Boga kocham ten chłopak za dobrze mnie zna.
-Nie podsłuchiwałam! -kłamię przeczesując ręką włosy
Harry prycha.
-Widziałem jak schodzisz ze schodów w oknie. -mówi -Nie jestem taki głupi na jakiego wyglądam. -uśmiecha się wyjeżdżając z podjazdu na ulicę
-To nie tak, że wyglądasz głupio.-mówię -Tylko oblałeś cztery klasy w ostatnim roku nauki w szkole.
-Nie oblałem! -protestuje -Po prostu się nie wysilałem. -pociąga nosem
-Och,oczywiście. -mówię -To nie tak,że musiałam cię uczyć matmy ostatnie trzy lata z rzędu.
-Nienawidziłem matmy i ty dobrze o tym wiesz.-ripostuje -Nie jestem naturalnie inteligentny, tak jak ty.
Śmieję się na jego słowa.
-Jeśli nie liczyć sztuki. -uśmiecham się głupawo -Nie mogłabym robić sztuki w życiu. -patrzę na Harry'ego -Dlatego ty robisz tatuaże, a ja nie. -mówię
Wie,że się z niego nabijam dlatego przewraca oczami.
-To jest sztuka! -mówi Harry -Musisz rysować tatuaż!
-Na skórze ludzi!
-Właśnie! To sztuka,którą będą nosić do końca ich życia!
-Tak, ale co kiedy będą miały osiemdziesiąt lat. Będą stare....sflaczałe i wyblakłe?! -staram się ukryć mój uśmiech
-Sflaczałe? Co kurwa!? -mówi Harry
-Sflaczałe i wyblakłe na skórze....starego mężczyzny. -staram się nie wybuchnąć śmiechem
-Jezu, Blair chodźmy na obiad! -Harry mówi, kiedy w policzkach pojawiają się mu dołeczki
-To chyba zbyt wulgarny język, nie uważasz? -mówi Harry, a jak parskam śmiechem
-To ty jesteś tym ,który rzuca k-bomby przy każdym zdaniu. -ciężko oddycham , a w powietrzu unosi się jeszcze mój śmiech
-K-bomba? Masz na myśli kurwa? -uśmiecha się Harry
-Tak. -śmieję się
-Cóż, kurwa nie obchodzi mnie to, czy ty kurwa myślisz, że ten kurewski język jest kurwa wulgarny. -mówi Harry niczego nie tracąc
-Czy masz mi zamiar powiedzieć, gdzie jedziemy...
-Nie, nie mam kurwa zamiaru powiedzieć ci gdzie kurwa....
-Dosyć! -śmieję się uderzając jego ramię
-To jest kurwa twoja kara za te sflaczałe tatuaże.
-Wiesz, że to prawda, Harold. -mówię śpiewnym głosem i odchylam fotel do tyłu
-Harold? Od kiedy mówisz do mnie Harold?-pyta
-Myślę, że pasuje do ciebie. -drażnię się -Harold, Harold, Harold....
-Ugh -mówi Harry -To brzmi jak kurwa imię dla księcia, czy coś.
-Jesteś księciem sflaczałych tatuaży!
-Cofnij to!
Wciągam głośno powietrze.
-Książę Harold sflaczałych...
-Patrz, jesteśmy na miejscu. Wysiadaj z auta. -mówi Harry kiedy zwalnia aby się zatrzymać
Uśmiecham się głupawo i wychodzę z samochodu. Kiedy tylko moje oczy przyzwyczajają się do otaczającej nas ciemności otwieram szeroko oczy na widok rozciągający się przede mną.
Jesteśmy przy potoku, nad który przychodziliśmy kiedy byśmy mali. Ledwo poznałam to miejsce. Oprócz lampek choinkowych rozwieszonych na drzewach i gwiazd na niebie nic nie oświetla tego miejsca.
-Harold, ty to zrobiłeś? -pytam dokuczliwie
-Powiedz tak jeszcze raz i pójdziemy.
-Dobrze Har....-chłopak posyła mi spojrzenie -Har...ry. -śmieję się z mojego małego żartu
-Takie zabawne, Blair.- mówi Harry sięgając po moją rękę i przewracając oczami -Teraz usiądź i przestań drażnić.
Uśmiecham się do niego zajmując moje miejsce, wkładając nogi do strumyka i odchylając się do tyłu, opierając na łokciach.
-To jest piękne,Harry -mówię poważnie- Naprawdę.
Harry uśmiecha się do mnie. Lekki rumieniec pojawia się na jego twarzy. Lekko uderzam w jego ramię.
-Harold, ty się rumienisz? -wzdycham fałszywie
On patrzy na mnie.
-Harold? -mówi Harry przez zaciśnięte zęby
-Przykro mi, samo się wymsknęło -mówię podnosząc ręce do góry w geście poddania
-Mam kurwa taką nadzieję. -mówi żartobliwie kiedy sięga po kosz piknikowy z jedzeniem
-Sałatka dla ciebie -uśmiecha się -Bo po prostu wiem,że ubóstwiasz sałatki.
Przewracam oczami na jego słowa.
-A dla ciebie?
-Burger oczywiście. -jego oczy błyszczą
Śmieję się z niego.
Jemy w ciszy obserwując płynącą wodę. Harry i ja chodzimy ze sobą....od około dwóch dni? Straciłam poczucie czasu. Wydaje się dłużej. Może nie potrzebna była mi etykieta z nazwą 'dziewczyna Harry'ego' abym wiedziała,że on jest mój, a ja jego?
Kończę sałatkę i przechylam się do tyłu patrząc na rozgwieżdżone niebo i na lampki rozwieszone na drzewach.
-Jak zawiesiłeś tam te lampki? -pytam Harry'ego
-Tam gdzie?
-Na drzewach.
-Ed mi pomógł.
-Ed?
-Współpracownik.
-Oh, inny artysta? -pytam z przekąsem
-Boże, czy ty kiedykolwiek mi odpuścisz? -pyta mnie Harry
-Nie -sięgam ręką do jego włosów i okręcam sobie jedno ich pasmo w okół palca
Harry patrzy na mnie z błyszczącymi oczami. Chciałabym wiedzieć co on myśli, co siedzi w jego głowie.
-O czym myslisz? -pytam
-Twoje oczy przypominają mi ocean. -mówi, a potem odwraca wzrok jakby nie chciał wypowiedzieć tych słów na głos
Chichoczę i wyciągam rękę z jego włosów.
-Jak to?
-One są....niebieskie....-zaczyna
-Naprawdę? -pytam wydobywając śmiech z nas obu -Nie wiedziałam!
Harry uśmiecha się, a jego dołeczki są widoczne
-Ale one nie są zwykłe niebieskie...mają kolor błękitnego oceanu. Tak, że chciałbym w nich zanurkować. -mówi uśmiechając się delikatnie -Są piękne. -Sięga ręką do moich włosów i zakłada mi niesforny ich kosmyk za ucho. -Ty jesteś piękna.
Odwracam twarz od Harry'ego starając się ukryć mój uśmiech. Nikt nie powiedział mi nigdy czegoś takiego, a zwłaszcza Harry.Wiem,że on nigdy nie lubił prawić takich komplementów.
Pochylam się do niego, aby dać mu lekkiego całusa w policzek. Harry przyciąga mnie do siebie oplatając ręce w okół mojej talii. Kładę głowę na jego ramieniu i znowu spoglądam na strumyk.
-Pamiętasz jak odkryliśmy to miejsce? -pytam
Harry kiwa głową.
-Gemma przywiozła nas tutaj i powiedziała żebyśmy pozostali tu dopóki ona nie wróci z imprezy. -chłopak uśmiecha się na wspomnienia
-Ona była dosłownie imprezowym zwierzęciem.-wspominam
Harry prycha.
-Już nie -mówie
-To zabawne jak szybko ludzie się zmieniają...
Mój telefon zaczyna nagle wibrować mi w kieszeni. Odsuwam się od Harry'ego, aby odebrać połączenie.
-Halo?
-Cześć, Blair -natychmiast poznaje miły głos Liama
-Hej, Liam.
-Jesteś zajęta?
-Um...-patrzę na Harry'ego, który spogląda na mnie z ciekawością w oczach
-Tak.Czy wszystko w porządku? -pytam
-Jestem...hm -Liam chrząka -Opiekuję się dziećmi Shawna -mówi spokojnym głosem
Chichoczę.
-Pomogłabym ci, ale mam coś innego do załatwienia.
-Nie ma sprawy.Chciałem tylko sprawdzić.Do zobaczenia w pracy!
-Pogadamy później!-żegnam się i nas rozłączam
Kiedy odwracam się w stronę Harry'ego chłopak wpatruje się we mnie gniewnym wzrokiem.
-Co to kurwa było? -pyta przy moim zaskoczeniu
-To był Liam- mówię -Mój współpracownik...
-Jestem dla ciebie tylko czymś innym do załatwienia !?
-Nie oczywiście,że nie -mówię
-Powiedziałaś,że chcesz mu pomóc, ale stoję ci na drodze, czyż nie?
-Nie Harry...
-Wiesz co? To było głupie.Chodźmy. -Harry podnosi do jego pełnej postawy
-Harry! -krzyczę i po chwili stoję obok niego -Zachowujesz się głupio.
-Oh,naprawdę? Więc powinnaś iść, pomóc Liam'owi -mówi przez zaciśnięte zęby
Nie mogę powstrzymać uśmiechu, który pojawia się na mojej twarzy.
-Dlaczego się uśmiechasz? -pyta z jadem w głosie
-Jesteś zazdrosny. -prawie się śmieję
-Bzdura- Harry natychmiast protestuje -Nie jestem zazdrosny.
-Tak,jesteś. Zielony nie jest dla ciebie dobrym kolorem, Harold.
Jego oczy błyszczą.
-Mówiłem ci, przestań mnie tak nazywać.
-Harry, jeśli myślisz,że wolałabym być teraz z Liam'em i pomagać mu, niż być tu z tobą, no to dalej, zawieź mnie do pracy. -mówię krzyżując ręce na piersi
Harry otwiera usta ,ale zaraz je zamyka. Patrzy z dala na mnie, wyraźnie wściekły.
Patrzę na niego wyczekująco.
-Tak myślałam. -mówię w końcu
Podchodzę znowu do brzegu potoku. Zdejmuję buty i wkładam nogi do wody. Woda nie jest ani zimna ,ani ciepła. Słyszę za mną Harry'ego ,który nadal próbuje się uspokoić.Odwracam się twarzą do niego.
-Poczuj wodę, Harry -mówię zbyt wesoło -To miłe i fajne.
Wiem,że wkurza go to, jak optymistycznie teraz brzmię.
On patrzy na mnie jakby zobaczył mnie po raz pierwszy w życiu.
-Nie patrz tak na mnie. -mówię -Chodź. Woda cię uspokoi.
W końcu potrząsa głową i siada obok mnie,ale jego oczy nadal są ciemno zielone.
-Doprowadzasz mnie do szaleństwa -narzeka Harry kiedy zdejmuje swoje buty i zanurza kostki w wodzie
Wzruszam ramionami.
-Wiem -mówię i sięgam po jego dłoń splatając nasze palce i przyciągając go jeszcze bliżej
Uśmiecham się do niego, a chłopak przewraca oczami.
-Nie bądź w złym humorze. -mówię mu
-Nie jestem w złym humorze.
Parskam.
-Powiedz to swojej twarzy.
Patrzy na mnie i posyła mi najbardziej udawany uśmiech jaki kiedykolwiek widziałam.
-zadowolona? -pyta
Śmieję się.
-Tak -mówię zadowolona,że jesteśmy tylko kilka centymetrów od siebie. -Kocham cię.
Harry przewraca oczami,ale na jego ustach pojawia się uśmiech.
-No dalej. Powiedz to z powrotem. -mówię trącając go w ramię
-Dobrze -mówi powstrzymując uśmiech -Kocham cię.
-Proszę bardzo. -mówię przyciągając go jeszcze bliżej, tak że mogę go pocałować
Harry puszcza moją rękę i owija swoją w okół mojej talii. Wkładam ręce w jego loki szczęśliwa, że wygrałam nad jego złym humorem.
Odsuwamy się od siebie chwilę później, Harry łapie powietrze.
-Co? -pytam
-Myślę, że coś dotknęło mojej nogi -mówi patrząc w dół na nogi w wodzie
Natychmiast wyskakuję z wody i biegnę do miejsca gdzie zostawiliśmy nasze buty.
Patrzę na Harry'ego, który zwija się ze śmiechu.
-Żartowałem -mówi głośno się śmiejąc -Powinnaś widzieć swoją twarz....-mówi i wykrzywia sie w grymasie naśladując mnie
-Nie śmieszne -mówię
On wie co od małego czuję do ryb,czy innych obślizgłych zwierząt. Po prostu mnie obrzydzają i ich nie lubię.
-Musiałem to zrobić. -mówi
Przewracam oczami .
-Wracaj tu. -Harry wyciąga do mnie ręce
-Nie -krzyżuję ręce na piersi
-No dalej, Blair. Tylko żartowałem.
-Tak, cóż teraz doprowadziłeś mnie do paranoi.
-Nie pozwolę, by cokolwiek cię ugryzło, Blair. -Harry moi, a jego oczy błyszczą
-Nie obchodzi mnie to.
-Blair,proszę...
-Nie!
-Dobrze -mówi Harry
Wstaje i idzie w moją stronę.Patrzę na niego zdezorientowana. Kiedy do mnie podchodzi chwyta mnie w pasie i przerzuca przez ramię. Odwraca się i idzie w stronę potoku.
-Harold, postaw mnie na miejsce! -krzyczę
-Wrzucę cię do wody, jesli jeszcze raz nazwiesz mnie Harold.-ostrzega mnie
-Harry! -skomlę
-Oj, Blair nie bądź taką histeryczką.
-Nie jestem.
-Więc, przestań marudzić.
Moje ramiona oplatają szyję Harry'ego. Zerkam w dół na dość czystą wodę.
-To jest zbyt płytkie, aby coś tu pływało. -mówi Harry -Nie trzeba się bać.
-Nie boję się. -mówię
-Więc mogę cię wrzucić,tak?
-Nie! -piszczę i zaciskam uścisk
-Blair -mówi cicho Harry -Jeśli nie masz nic przeciwko....ja naprawdę nie mogę....oddychać.
-Oh -luzuję uścisk -Przepraszam.
Harry śmieje się, a jego głęboki głos wibruje w szyi. Opieram głowę na jego ramieniu i wdycham jego zapach.
-Blair, czy ty mnie wąchasz?-pyta Harry
Śmieję się.
-Nie. -mówię rumieniąc się -Po prostu.....ładnie pachniesz.
Teraz śmieje się Harry
-Chodź Blair. Postawię cię na dół i nie pozwolę aby coś ci się stało.
Wzdycham.
-Dobrze.
Harry stawie mnie na ziemi ,a jak siadam przy brzegu strumyka i ostrożnie zanurzam kostki w wodzie. Harry siada obok mnie i łapie mnie za rękę.
-Widzisz -mówi -Żadnych potworów.
Prycham.
-Widzisz co zrobiłeś.Przez ciebie dostałam paranoi.
Harry uśmiecha się.
-Przecież ty robisz paranoję o wszystko.
Przeczesuję ręką włosy.
-Cóż.
-Spójrz w górę. -mówi nagle Harry
Podnoszę głowę i to co widzę zapiera mi dech w piersi. Na początku zauważam tylko korony drzew ,ale kiedy porządnie się przyglądam dostrzegam setki gwiazd na nocnym niebie.
-Łał...-nie potrafię powiedzieć niczego więcej
-Wspaniałe,prawda? -mówi Harry
-Tak.
Patrzę na Harry'ego.Jego twarz jest zadarta ku gwiazdom,a na niej widnieje mały uśmiech.
-Harry -mówię,a chłopak odwraca się w moją stronę -Dzisiaj było cudownie. Naprawdę.
Chłopak uśmiecha się lekko.
-Dobrze -mówi -Mimo,że mnie wkurzyłaś.
-A ty uczyniłeś mnie paranoiczką. -przypominam mu
Harry się usmiecha.
-Jest już późno. -mówi
-Skąd wiesz? Nie masz nawet zegarka.- prycham
-Zamknij się -mówi i wstaje na równe nogi
Podążam za nim i też wyciągam nogi ze strumyka. Harry bierze swój telefon z koca i sprawdza czas.
-I miałem rację. -mówi -Jest późno.
Wkładam buty i podaję Harry'emu jego.
-Dobrze. -mówię i idę za Harrym do samochodu.
-Nie zamierzasz tego posprzątać? -pytam zdziwiona
-Nie.
-Dlaczego?
-Zapłaciłem Edowi dwadzieścia dolarów, aby pomógł mi z przygotowaniem tego wszystkiego, co obejmuje też sprzątanie.
-Chciałabym dzisiaj spać u ciebie -mówię -Ale obawiam , że mój ojciec skręcił by ci kark.
Harry uśmiecha się.
-Wcześniej nie miał nic przeciwko. -mówi chłopak
-Bo nie pytałam go o to.
Harry przewraca oczami.
-Przecież nie zamierzam próbować z tobą niczego nieprzyzwoitego. -mówi -Jeśli nie chcesz. -dodaje
-W twoich snach,Harold. -mówię
-Nie waż się kurwa...
-Wiem, wiem-mówię ,ale uśmiech i tak pojawia się na mojej twarzy
-Znowu nie spałem. -mówi cicho Harry -Czytanie nie pomaga.
Patrzę na niego.
-Może powinieneś zobaczyć kogoś....wiesz, jakiegoś specjalistę.
-Nie potrzebuję pieprzonego psychiatry. -syczy Harry
-W porządku. Ja tylko mówię, że....
-Mówisz co?! Że jestem szalony?!
-Uspokój się, Harry. Nic takiego nie mówię.
Chłopak bierze kilka głębokich oddechów patrząc przed siebie.
-Mój umysł...po prostu nie chce przestać myśleć. -mówi spokojnym i łagodnym głosem -Nie ważne co zrobię.
-Więc....nie śpisz...w ogóle? -pytam starając się utrzymać spokojny ton głosu
-Niektóre noce nie. Większość z nich po prostu leże do trzeciej, czwartej nad ranem, a potem wstaje i kręcę się po mieszkaniu.
-Kiedy....kiedy ostatni raz przespałeś całą noc? -pytam
-Gdy zostałaś u mnie na noc.-mówi ,a jego oczy napotykają moje na ułamek sekundy ,ale zaraz odwraca głowę
Kładę delikatnie rekę na jego ramieniu.
-Naprawdę? -pytam
Harry kiwa głową.
-Nie chcę cię winić to co ....
-Nie, Harry. W porządku.Mój ojciec zrozumie. -posyłam mu przyjazne spojrzenie
Uśmiech rozprzestrzenia się na jego twarzy.
-Naprawdę? -pyta
Kiwam głową.
-Oczywiście. -mówię
Całuje go w policzek i przechylam fotel samochodowy do tyłu rozkoszując się ciszą panującą w samochodzie pochłoniętym ciemnością
*****
czytasz = komentujesz
Moje serce radośnie zabiło w piersi. Nakładam na usta błyszczyk,który nadaje im lekki,różowy kolor. Staję na środku pokoju i przeglądam się w lustrze. Harry prosił mnie abym się nie stroiła ,bo zabiera mnie tylko na wieczorny obiad. Oczywiście nie posłuchałam go.
Założyłam jak zwykle ciemne dżinsy, ale jako top wybrałam srebrny sweterek, który znalazłam na tyłach mojej szafy. Nie ma w nim nic szczególnego ,co by zwracało uwagę ,ale jest ładny na tyle, aby delikatnie wkurzyć Harry'ego.
Chwytam moją torebkę i zaczynam schodzić ze schodów na parter. Z ganku dobiegają strzępki rozmowy Harry'ego z moim ojcem. Choć wiem,że źle robię opieram się o drzwi przyciskając mocno do nich ucho, tak abym mogła usłyszeć o czym rozmawiają.
-Gdzie idziecie dzisiaj wieczorem? -pyta mój ojciec
-Tylko na obiad.-odpowiada Harry -Nic wielkiego.
-Ach...
Przez parę sekund nastaje cisza.
-Gdzie ona jest? Wołałem ją już. -słyszę mojego tatę
-Za chwilę przyjdzie. -mówi Harry
-Więc....ty i Blair, huh?
Harry chrząka niezręcznie. Wstrzymuję oddech, czekając na jego odpowiedź.
-Uh...tak. Tak.
-Ufam ci, Harry. Wiesz to.
Wyobrażam sobie jak Harry przenosi ciężar z nogi na nogę.
-Mam nadzieję.
-Blair też ci ufa.Od zawsze ci ufała....Wiesz, że zawsze się za tobą wstawia.
-Czasami zbyt brutalnie. -śmieje się nerwowo Harry
Jako jej ojciec muszę cię spytać- kontynuuje mój ojciec
Zamieram w bezruchu.
-Jakie są twoje intencje wobec mojej córki. - pyta bezpośrednio
Moje oczy się rozszerzają i ja natychmiast otwieram drzwi wpadając do ganku ze sztucznym uśmiechem na twarzy.
-Hej -mówię trochę za szybko do mojego ojca
Oczy Harry'ego zdają się dziękować mi kiedy zamykam drzwi za mną i kiwam do mojego ojca.
-Idziemy? -mówię do Harry'ego
Chłopak wyciąga rękę, a ja od razu ją łapię.Ciągle czuję moje serce gwałtownie bijące w piersi.
Żegnam się z tatą i kieruję się z Harrym do jego samochodu. Oglądam się przez ramię i widzę w oknie mojego ojca, który nadal patrzy się na nas z małym uśmiechem na twarzy.
Harry uruchamia silnik, a potem na mnie patrzy.
-Okej, jak długo podsłuchiwałaś? -pyta
Jak Boga kocham ten chłopak za dobrze mnie zna.
-Nie podsłuchiwałam! -kłamię przeczesując ręką włosy
Harry prycha.
-Widziałem jak schodzisz ze schodów w oknie. -mówi -Nie jestem taki głupi na jakiego wyglądam. -uśmiecha się wyjeżdżając z podjazdu na ulicę
-To nie tak, że wyglądasz głupio.-mówię -Tylko oblałeś cztery klasy w ostatnim roku nauki w szkole.
-Nie oblałem! -protestuje -Po prostu się nie wysilałem. -pociąga nosem
-Och,oczywiście. -mówię -To nie tak,że musiałam cię uczyć matmy ostatnie trzy lata z rzędu.
-Nienawidziłem matmy i ty dobrze o tym wiesz.-ripostuje -Nie jestem naturalnie inteligentny, tak jak ty.
Śmieję się na jego słowa.
-Jeśli nie liczyć sztuki. -uśmiecham się głupawo -Nie mogłabym robić sztuki w życiu. -patrzę na Harry'ego -Dlatego ty robisz tatuaże, a ja nie. -mówię
Wie,że się z niego nabijam dlatego przewraca oczami.
-To jest sztuka! -mówi Harry -Musisz rysować tatuaż!
-Na skórze ludzi!
-Właśnie! To sztuka,którą będą nosić do końca ich życia!
-Tak, ale co kiedy będą miały osiemdziesiąt lat. Będą stare....sflaczałe i wyblakłe?! -staram się ukryć mój uśmiech
-Sflaczałe? Co kurwa!? -mówi Harry
-Sflaczałe i wyblakłe na skórze....starego mężczyzny. -staram się nie wybuchnąć śmiechem
-Jezu, Blair chodźmy na obiad! -Harry mówi, kiedy w policzkach pojawiają się mu dołeczki
-To chyba zbyt wulgarny język, nie uważasz? -mówi Harry, a jak parskam śmiechem
-To ty jesteś tym ,który rzuca k-bomby przy każdym zdaniu. -ciężko oddycham , a w powietrzu unosi się jeszcze mój śmiech
-K-bomba? Masz na myśli kurwa? -uśmiecha się Harry
-Tak. -śmieję się
-Cóż, kurwa nie obchodzi mnie to, czy ty kurwa myślisz, że ten kurewski język jest kurwa wulgarny. -mówi Harry niczego nie tracąc
-Czy masz mi zamiar powiedzieć, gdzie jedziemy...
-Nie, nie mam kurwa zamiaru powiedzieć ci gdzie kurwa....
-Dosyć! -śmieję się uderzając jego ramię
-To jest kurwa twoja kara za te sflaczałe tatuaże.
-Wiesz, że to prawda, Harold. -mówię śpiewnym głosem i odchylam fotel do tyłu
-Harold? Od kiedy mówisz do mnie Harold?-pyta
-Myślę, że pasuje do ciebie. -drażnię się -Harold, Harold, Harold....
-Ugh -mówi Harry -To brzmi jak kurwa imię dla księcia, czy coś.
-Jesteś księciem sflaczałych tatuaży!
-Cofnij to!
Wciągam głośno powietrze.
-Książę Harold sflaczałych...
-Patrz, jesteśmy na miejscu. Wysiadaj z auta. -mówi Harry kiedy zwalnia aby się zatrzymać
Uśmiecham się głupawo i wychodzę z samochodu. Kiedy tylko moje oczy przyzwyczajają się do otaczającej nas ciemności otwieram szeroko oczy na widok rozciągający się przede mną.
Jesteśmy przy potoku, nad który przychodziliśmy kiedy byśmy mali. Ledwo poznałam to miejsce. Oprócz lampek choinkowych rozwieszonych na drzewach i gwiazd na niebie nic nie oświetla tego miejsca.
-Harold, ty to zrobiłeś? -pytam dokuczliwie
-Powiedz tak jeszcze raz i pójdziemy.
-Dobrze Har....-chłopak posyła mi spojrzenie -Har...ry. -śmieję się z mojego małego żartu
-Takie zabawne, Blair.- mówi Harry sięgając po moją rękę i przewracając oczami -Teraz usiądź i przestań drażnić.
Uśmiecham się do niego zajmując moje miejsce, wkładając nogi do strumyka i odchylając się do tyłu, opierając na łokciach.
-To jest piękne,Harry -mówię poważnie- Naprawdę.
Harry uśmiecha się do mnie. Lekki rumieniec pojawia się na jego twarzy. Lekko uderzam w jego ramię.
-Harold, ty się rumienisz? -wzdycham fałszywie
On patrzy na mnie.
-Harold? -mówi Harry przez zaciśnięte zęby
-Przykro mi, samo się wymsknęło -mówię podnosząc ręce do góry w geście poddania
-Mam kurwa taką nadzieję. -mówi żartobliwie kiedy sięga po kosz piknikowy z jedzeniem
-Sałatka dla ciebie -uśmiecha się -Bo po prostu wiem,że ubóstwiasz sałatki.
Przewracam oczami na jego słowa.
-A dla ciebie?
-Burger oczywiście. -jego oczy błyszczą
Śmieję się z niego.
Jemy w ciszy obserwując płynącą wodę. Harry i ja chodzimy ze sobą....od około dwóch dni? Straciłam poczucie czasu. Wydaje się dłużej. Może nie potrzebna była mi etykieta z nazwą 'dziewczyna Harry'ego' abym wiedziała,że on jest mój, a ja jego?
Kończę sałatkę i przechylam się do tyłu patrząc na rozgwieżdżone niebo i na lampki rozwieszone na drzewach.
-Jak zawiesiłeś tam te lampki? -pytam Harry'ego
-Tam gdzie?
-Na drzewach.
-Ed mi pomógł.
-Ed?
-Współpracownik.
-Oh, inny artysta? -pytam z przekąsem
-Boże, czy ty kiedykolwiek mi odpuścisz? -pyta mnie Harry
-Nie -sięgam ręką do jego włosów i okręcam sobie jedno ich pasmo w okół palca
Harry patrzy na mnie z błyszczącymi oczami. Chciałabym wiedzieć co on myśli, co siedzi w jego głowie.
-O czym myslisz? -pytam
-Twoje oczy przypominają mi ocean. -mówi, a potem odwraca wzrok jakby nie chciał wypowiedzieć tych słów na głos
Chichoczę i wyciągam rękę z jego włosów.
-Jak to?
-One są....niebieskie....-zaczyna
-Naprawdę? -pytam wydobywając śmiech z nas obu -Nie wiedziałam!
Harry uśmiecha się, a jego dołeczki są widoczne
-Ale one nie są zwykłe niebieskie...mają kolor błękitnego oceanu. Tak, że chciałbym w nich zanurkować. -mówi uśmiechając się delikatnie -Są piękne. -Sięga ręką do moich włosów i zakłada mi niesforny ich kosmyk za ucho. -Ty jesteś piękna.
Odwracam twarz od Harry'ego starając się ukryć mój uśmiech. Nikt nie powiedział mi nigdy czegoś takiego, a zwłaszcza Harry.Wiem,że on nigdy nie lubił prawić takich komplementów.
Pochylam się do niego, aby dać mu lekkiego całusa w policzek. Harry przyciąga mnie do siebie oplatając ręce w okół mojej talii. Kładę głowę na jego ramieniu i znowu spoglądam na strumyk.
-Pamiętasz jak odkryliśmy to miejsce? -pytam
Harry kiwa głową.
-Gemma przywiozła nas tutaj i powiedziała żebyśmy pozostali tu dopóki ona nie wróci z imprezy. -chłopak uśmiecha się na wspomnienia
-Ona była dosłownie imprezowym zwierzęciem.-wspominam
Harry prycha.
-Już nie -mówie
-To zabawne jak szybko ludzie się zmieniają...
Mój telefon zaczyna nagle wibrować mi w kieszeni. Odsuwam się od Harry'ego, aby odebrać połączenie.
-Halo?
-Cześć, Blair -natychmiast poznaje miły głos Liama
-Hej, Liam.
-Jesteś zajęta?
-Um...-patrzę na Harry'ego, który spogląda na mnie z ciekawością w oczach
-Tak.Czy wszystko w porządku? -pytam
-Jestem...hm -Liam chrząka -Opiekuję się dziećmi Shawna -mówi spokojnym głosem
Chichoczę.
-Pomogłabym ci, ale mam coś innego do załatwienia.
-Nie ma sprawy.Chciałem tylko sprawdzić.Do zobaczenia w pracy!
-Pogadamy później!-żegnam się i nas rozłączam
Kiedy odwracam się w stronę Harry'ego chłopak wpatruje się we mnie gniewnym wzrokiem.
-Co to kurwa było? -pyta przy moim zaskoczeniu
-To był Liam- mówię -Mój współpracownik...
-Jestem dla ciebie tylko czymś innym do załatwienia !?
-Nie oczywiście,że nie -mówię
-Powiedziałaś,że chcesz mu pomóc, ale stoję ci na drodze, czyż nie?
-Nie Harry...
-Wiesz co? To było głupie.Chodźmy. -Harry podnosi do jego pełnej postawy
-Harry! -krzyczę i po chwili stoję obok niego -Zachowujesz się głupio.
-Oh,naprawdę? Więc powinnaś iść, pomóc Liam'owi -mówi przez zaciśnięte zęby
Nie mogę powstrzymać uśmiechu, który pojawia się na mojej twarzy.
-Dlaczego się uśmiechasz? -pyta z jadem w głosie
-Jesteś zazdrosny. -prawie się śmieję
-Bzdura- Harry natychmiast protestuje -Nie jestem zazdrosny.
-Tak,jesteś. Zielony nie jest dla ciebie dobrym kolorem, Harold.
Jego oczy błyszczą.
-Mówiłem ci, przestań mnie tak nazywać.
-Harry, jeśli myślisz,że wolałabym być teraz z Liam'em i pomagać mu, niż być tu z tobą, no to dalej, zawieź mnie do pracy. -mówię krzyżując ręce na piersi
Harry otwiera usta ,ale zaraz je zamyka. Patrzy z dala na mnie, wyraźnie wściekły.
Patrzę na niego wyczekująco.
-Tak myślałam. -mówię w końcu
Podchodzę znowu do brzegu potoku. Zdejmuję buty i wkładam nogi do wody. Woda nie jest ani zimna ,ani ciepła. Słyszę za mną Harry'ego ,który nadal próbuje się uspokoić.Odwracam się twarzą do niego.
-Poczuj wodę, Harry -mówię zbyt wesoło -To miłe i fajne.
Wiem,że wkurza go to, jak optymistycznie teraz brzmię.
On patrzy na mnie jakby zobaczył mnie po raz pierwszy w życiu.
-Nie patrz tak na mnie. -mówię -Chodź. Woda cię uspokoi.
W końcu potrząsa głową i siada obok mnie,ale jego oczy nadal są ciemno zielone.
-Doprowadzasz mnie do szaleństwa -narzeka Harry kiedy zdejmuje swoje buty i zanurza kostki w wodzie
Wzruszam ramionami.
-Wiem -mówię i sięgam po jego dłoń splatając nasze palce i przyciągając go jeszcze bliżej
Uśmiecham się do niego, a chłopak przewraca oczami.
-Nie bądź w złym humorze. -mówię mu
-Nie jestem w złym humorze.
Parskam.
-Powiedz to swojej twarzy.
Patrzy na mnie i posyła mi najbardziej udawany uśmiech jaki kiedykolwiek widziałam.
-zadowolona? -pyta
Śmieję się.
-Tak -mówię zadowolona,że jesteśmy tylko kilka centymetrów od siebie. -Kocham cię.
Harry przewraca oczami,ale na jego ustach pojawia się uśmiech.
-No dalej. Powiedz to z powrotem. -mówię trącając go w ramię
-Dobrze -mówi powstrzymując uśmiech -Kocham cię.
-Proszę bardzo. -mówię przyciągając go jeszcze bliżej, tak że mogę go pocałować
Harry puszcza moją rękę i owija swoją w okół mojej talii. Wkładam ręce w jego loki szczęśliwa, że wygrałam nad jego złym humorem.
Odsuwamy się od siebie chwilę później, Harry łapie powietrze.
-Co? -pytam
-Myślę, że coś dotknęło mojej nogi -mówi patrząc w dół na nogi w wodzie
Natychmiast wyskakuję z wody i biegnę do miejsca gdzie zostawiliśmy nasze buty.
Patrzę na Harry'ego, który zwija się ze śmiechu.
-Żartowałem -mówi głośno się śmiejąc -Powinnaś widzieć swoją twarz....-mówi i wykrzywia sie w grymasie naśladując mnie
-Nie śmieszne -mówię
On wie co od małego czuję do ryb,czy innych obślizgłych zwierząt. Po prostu mnie obrzydzają i ich nie lubię.
-Musiałem to zrobić. -mówi
Przewracam oczami .
-Wracaj tu. -Harry wyciąga do mnie ręce
-Nie -krzyżuję ręce na piersi
-No dalej, Blair. Tylko żartowałem.
-Tak, cóż teraz doprowadziłeś mnie do paranoi.
-Nie pozwolę, by cokolwiek cię ugryzło, Blair. -Harry moi, a jego oczy błyszczą
-Nie obchodzi mnie to.
-Blair,proszę...
-Nie!
-Dobrze -mówi Harry
Wstaje i idzie w moją stronę.Patrzę na niego zdezorientowana. Kiedy do mnie podchodzi chwyta mnie w pasie i przerzuca przez ramię. Odwraca się i idzie w stronę potoku.
-Harold, postaw mnie na miejsce! -krzyczę
-Wrzucę cię do wody, jesli jeszcze raz nazwiesz mnie Harold.-ostrzega mnie
-Harry! -skomlę
-Oj, Blair nie bądź taką histeryczką.
-Nie jestem.
-Więc, przestań marudzić.
Moje ramiona oplatają szyję Harry'ego. Zerkam w dół na dość czystą wodę.
-To jest zbyt płytkie, aby coś tu pływało. -mówi Harry -Nie trzeba się bać.
-Nie boję się. -mówię
-Więc mogę cię wrzucić,tak?
-Nie! -piszczę i zaciskam uścisk
-Blair -mówi cicho Harry -Jeśli nie masz nic przeciwko....ja naprawdę nie mogę....oddychać.
-Oh -luzuję uścisk -Przepraszam.
Harry śmieje się, a jego głęboki głos wibruje w szyi. Opieram głowę na jego ramieniu i wdycham jego zapach.
-Blair, czy ty mnie wąchasz?-pyta Harry
Śmieję się.
-Nie. -mówię rumieniąc się -Po prostu.....ładnie pachniesz.
Teraz śmieje się Harry
-Chodź Blair. Postawię cię na dół i nie pozwolę aby coś ci się stało.
Wzdycham.
-Dobrze.
Harry stawie mnie na ziemi ,a jak siadam przy brzegu strumyka i ostrożnie zanurzam kostki w wodzie. Harry siada obok mnie i łapie mnie za rękę.
-Widzisz -mówi -Żadnych potworów.
Prycham.
-Widzisz co zrobiłeś.Przez ciebie dostałam paranoi.
Harry uśmiecha się.
-Przecież ty robisz paranoję o wszystko.
Przeczesuję ręką włosy.
-Cóż.
-Spójrz w górę. -mówi nagle Harry
Podnoszę głowę i to co widzę zapiera mi dech w piersi. Na początku zauważam tylko korony drzew ,ale kiedy porządnie się przyglądam dostrzegam setki gwiazd na nocnym niebie.
-Łał...-nie potrafię powiedzieć niczego więcej
-Wspaniałe,prawda? -mówi Harry
-Tak.
Patrzę na Harry'ego.Jego twarz jest zadarta ku gwiazdom,a na niej widnieje mały uśmiech.
-Harry -mówię,a chłopak odwraca się w moją stronę -Dzisiaj było cudownie. Naprawdę.
Chłopak uśmiecha się lekko.
-Dobrze -mówi -Mimo,że mnie wkurzyłaś.
-A ty uczyniłeś mnie paranoiczką. -przypominam mu
Harry się usmiecha.
-Jest już późno. -mówi
-Skąd wiesz? Nie masz nawet zegarka.- prycham
-Zamknij się -mówi i wstaje na równe nogi
Podążam za nim i też wyciągam nogi ze strumyka. Harry bierze swój telefon z koca i sprawdza czas.
-I miałem rację. -mówi -Jest późno.
Wkładam buty i podaję Harry'emu jego.
-Dobrze. -mówię i idę za Harrym do samochodu.
-Nie zamierzasz tego posprzątać? -pytam zdziwiona
-Nie.
-Dlaczego?
-Zapłaciłem Edowi dwadzieścia dolarów, aby pomógł mi z przygotowaniem tego wszystkiego, co obejmuje też sprzątanie.
-Chciałabym dzisiaj spać u ciebie -mówię -Ale obawiam , że mój ojciec skręcił by ci kark.
Harry uśmiecha się.
-Wcześniej nie miał nic przeciwko. -mówi chłopak
-Bo nie pytałam go o to.
Harry przewraca oczami.
-Przecież nie zamierzam próbować z tobą niczego nieprzyzwoitego. -mówi -Jeśli nie chcesz. -dodaje
-W twoich snach,Harold. -mówię
-Nie waż się kurwa...
-Wiem, wiem-mówię ,ale uśmiech i tak pojawia się na mojej twarzy
-Znowu nie spałem. -mówi cicho Harry -Czytanie nie pomaga.
Patrzę na niego.
-Może powinieneś zobaczyć kogoś....wiesz, jakiegoś specjalistę.
-Nie potrzebuję pieprzonego psychiatry. -syczy Harry
-W porządku. Ja tylko mówię, że....
-Mówisz co?! Że jestem szalony?!
-Uspokój się, Harry. Nic takiego nie mówię.
Chłopak bierze kilka głębokich oddechów patrząc przed siebie.
-Mój umysł...po prostu nie chce przestać myśleć. -mówi spokojnym i łagodnym głosem -Nie ważne co zrobię.
-Więc....nie śpisz...w ogóle? -pytam starając się utrzymać spokojny ton głosu
-Niektóre noce nie. Większość z nich po prostu leże do trzeciej, czwartej nad ranem, a potem wstaje i kręcę się po mieszkaniu.
-Kiedy....kiedy ostatni raz przespałeś całą noc? -pytam
-Gdy zostałaś u mnie na noc.-mówi ,a jego oczy napotykają moje na ułamek sekundy ,ale zaraz odwraca głowę
Kładę delikatnie rekę na jego ramieniu.
-Naprawdę? -pytam
Harry kiwa głową.
-Nie chcę cię winić to co ....
-Nie, Harry. W porządku.Mój ojciec zrozumie. -posyłam mu przyjazne spojrzenie
Uśmiech rozprzestrzenia się na jego twarzy.
-Naprawdę? -pyta
Kiwam głową.
-Oczywiście. -mówię
Całuje go w policzek i przechylam fotel samochodowy do tyłu rozkoszując się ciszą panującą w samochodzie pochłoniętym ciemnością
*****
czytasz = komentujesz
Subskrybuj:
Posty (Atom)