-Blair -mówi Harry łagodnie, niemal błagalnie
Jego palce oplatają mój nadgarstek. Jego dotyk powoduje tysiące iskierek na mojej skórze.Zwracam się do mojego ojca.
-Wiesz, że nigdy nie byłeś moim ojcem.Może i jesteś osobą, która mnie spłodziła, ale nigdy nie będziesz moim tatą.-mówię
Wyrywam rękę z uścisku Harry'ego, odwracam się i wychodzę z kuchni.Wycieram łzy z mojej twarzy wchodząc po schodach.Wchodzę do pokoju zatrzaskują drzwi, łzy znowu opuszczają moje oczy.Lottie patrzy na mnie znad jej telefonu, ale ja to ignoruję.Kładę się na łózko i patrzę tępo w sufit.Drzwi otwierają się,a potem słyszę ich zamknięcie.
-Cześć, Lottie -mówi cicho Harry
-Lepiej pójdę....
-Nie musisz...
-Nie, jest w porządku. -zapewnia dziewczyna i wychodzi
Czuję jak moje łóżko lekko się zapada kiedy Harry siada obok mnie.Chwyta mnie w ramiona. Ukrywam głowę na jego piersi i płaczę dopóki mam łzy w oczach.Przeczesuje delikatnie rękami moje włosy długie włosy uspokajając mnie.Ktoś puka do drzwi.Odsuwam się od Harry'ego pozwalając mu wstać jak mój ojciec otwiera drzwi.Też wstaję i krzyżuję ręce na piersi.Patrzę chłodno na ojca.
-Cześć, Harry -mówi
-Dzień dobry -odpowiada Harry
-Czy mogę porozmawiać z Blair na osobności? -ojciec pyta Harry'ego
Posyłam przyjacielowi spojrzenie nakazujące mnie nie opuszczać, ale Harry je ignoruje i kiwa głową.
-Będę tuż obok. -szepcze do mnie
Przygryzam wargę i kiwam głową.Siadam na łózko i patrzę jak Harry wychodzi z pokoju zamykając za sobą drzwi.Patrzę na nie długo zanim mój ojciec przerywa ciszę.
-Blair...-zaczyna
-Nie.Nie będę z tobą rozmawiać....
-Blair, teraz twoja kolej aby słuchać.- mówi mi
Wzdycham czekając aż będzie kontynuował.Bierze głęboki oddech i odzywa się ponownie.
-Chcę powiedzieć ci całą prawdę. Twoja matka by tego chciała.
Flashback -Connor's POV:
Jestem wkurzony, nie będę kłamać.Kim ona do diabła jest, aby dzwonić do mnie o trzeciej nad ranem? I tak byłem w pubie z przyjaciółmi, ale nie potrzebuję by Madeleine to sprawdzała.Kiedy dochodzę do domu jestem gotowy jej nawymyślać.Ona jest taka uciążliwa i gdy mówię ,że idę na imprezę ona od razu staje się wobec mnie zimna.Kocham ją ,ale do diabła nie musi wtrącać się w moje sprawy.Używam zapasowego klucza by dostać się do jej domu, zatrzaskuję za sobą drzwi wejściowe.Kiedy dochodzę do jej sypialni otwieram drzwi na oścież.Wpadam do pokoju jak burza i widzę jak Madeleine odsuwa się jak najdalej ode mnie.Wzdycham.To pewnie kolejny napad lęku.Dostaje je od kiedy byliśmy mali.Bierze na to leki,ale czasami one nie wystarczają.
-Madeleine! Dlaczego do cholery dzwonisz do mnie o trzeciej nad ranem!? -krzyczę na nią
Jej ciemne włosy opadają jej na twarz, ale jej to nie przeszkadza.Wygląda na chorą. Jej twarz jest biała, a ręce się trzęsą.Przechodzi przeze mnie niepokój.Siada na łóżku opierając się o zagłówek.
-Ja..uh...tęskniłam za tobą? -szepczenerwowo, ściskając mocno poduszkę.
Świetnie.Teraz wmawia mi pieprzone kłamstwa.Czy ona myśli, że jestem głupi?
-Oboje wiemy,że był inny powód dla tego gówna.. -mówię siadając obok niej
Patrzę na nią ,ale ona nie łapie ze mną kontaktu wzrokowego.Po prostu patrzy prosto ściskając białą poduszkę.
-Connor...-zaczyna płakać w poduszkę
Chwytam ja i przyciskam do siebie pozostawiając jej łzy na mojej koszuli.Wdrapujesię na moje kolana obejmując mnie mocno.
-Kochasz mnie,prawda Connor? -pyta nagle
-Madeleine, kocham cię tak bardzo jak własną siostrę. -mówię w jej włosy
Ona prostuje się, mrużąc oczy i popychając mnie.Odskakuje od łózka przeczesując energicznie włosy.
-Kurwa -ona krzyczy i zaczyna chodzić po pokoju -Mówisz cholera to co w tej chwili chcę najbardziej usłyszeć!
-W takim razie co mam powiedzieć Madeleine? Że jestem w tobie zakochany kiedy w rzeczywistości nie jestem? Jezu,Madeleine to ,że spaliśmy ze sobą raz nie oznacza,że będę cię kurwa kochał przez resztę mojego życia. -krzyczę na nią
Wiem,że to przykre,ale ona musiała to usłyszeć
-Cholera -ona mruczy i spuszcza oczy
-Jestem taką idiotką, Connor!
Ona znów zaczyna płakać.Bierze lampkę nocną stojącą na kredensie i rzuca nią o podłogę obok mnie.
-Madeleine!-krzyczę i chwytam ją za nadgarstki zanim zdąża robić coś innego.
-Idź do diabła Connor! -krzyczy i szarpie się w moim uścisku
Nagle spada bezwładnie na podłogę ciągnąc nas oboje.
-Po prostu powiedz mi kurwa o co chodzi?! -krzyczę na nią
-Jestem w ciąży -szepcze Madeleine
To wszystko ma teraz sens.Ktoś został biednym ojcem, bo ma do czynienia z dziewiętnastoletnią dziewczyną w ciąży.Madeleine znowu płacze,a ja nie mogę nic na to poradzić ,że patrzę na jej brzuch.Tam jest dziecko które rośnie i to mnie przeraża.
-Zawiozę cię tam -mówię
Jest to pewnie pierwszy miesiąc więc do się coś jeszcze zrobić
-Zawieziesz, gdzie? -pyta zdezorientowana
-Do kliniki aby przeprowadzić aborcję, chyba po to do mnie dzwoniłaś? Wpadłaś w kłopoty i musisz z nich wyjść. -mówię
Na jej twarzy pojawia się przerażenie.
-To nie dlatego zadzwoniłam Connor.To w ogóle nie o to chodzi! -mówi potrząsając głową
-Madeleine, chodź.Zawiozę cię.Możesz mi opowiedzieć wszystko o tym biednym ojcu.
-Czy ty sobie kurwa teraz żartujesz!? -pyta jadowicie
-O czym ty mówisz? Staram się być dobrym przyjacie...
-To twoje, Connor! -krzyczy
Zachowuję się jakbym tego nie dosłyszał .Stoję i milczę czekając aż ona się odezwie i powie,że to żart.Potem jej słowa uderzają we mnie z podwójną siłą.Będę ojcem.Będę miał dziecko.Zaczynają mną wstrząsać mdłości.
-Madeleine ,nadal możesz się poddać aborcji.Chodźmy i nie będzie już problemu. -mówię pilnie
Nie mogę mieć teraz dziecka.Jestem daleko od bycia ojcem.
-Nie! -krzyczy Madeleine
Robi krok w moją stronę.Jej oczy płoną złością.
-Masz dwie możliwości w tej sytuacji! -krzyczy -Zapominasz, że istnieję i sama zajmę się dzieckiem,albo możesz być cholernym,idealnym ojcem dla tego dziecka.To są twoje dwie alternatywy.Wybierz mądrze.
Patrzę na nią w szoku.Jest moją najlepszą przyjaciółką.Nie mogę wyobrazić sobie mojego życia bez niej.Co się z nami stało?
-Nie mogę po prostu odejść, Madeleine -mówię cicho
-Ależ tak,możesz! Odszedłbyś jeśli byś chciał! -mówi z goryczą wpatrując się w podłogę
Ona daje mi wyjście jak zawsze.Zawsze mam jakieś wyjście.Ale czas pogodzić się z konsekwencjami moich decyzji.
-Ale ja nie chcę. -mówię
Madeleine patrzy na mnie.Nie mogę rozszyfrować jej spojrzenia. Tak jakby smutek mieszał się z ulgą. Dziewczyna znowu patrzy na podłogę.Przeczesuję ręką włosy.
-Cholera,powinniśmy się pobrać? -pytam
-Jeśli rozumiesz to w ten sposób....-przewraca oczami
-Przepraszam, okej?-mówię
Patrzę na zegarek.Potrzebuję się napić.
-Muszę iść. Zabiorę cię jutro i pojedziemy do klinki.
-Nie mam zamiaru poddać się pieprzonej aborcji, Connor!
-Nie na aborcję.Aby uzyskać USG. Cześć Madeleine -mówię na odchodne, uśmiecham się do niej słabo i całuję ją w czoło
Patrzy na mnie jak wychodzę z sypialni, jej niebieskie oczy błyszczą jak ocean.
Blair's POV:
-Była w czwartym miesiącu z tobą jak się pobraliśmy -mówi mój ojciec
Wręcza mi ich ślubne zdjęcie .Wesele było na podwórku moich dziadków.Pod jej suknią widać zaokrąglony brzuch.
-Kiedy umarła bylem załamany.-kontynuuje -Popełniłem wiele błędów w moim życiu, Blair.Kiedy na ciebie patrzę widzę ją.Boże jesteś taka sama jak ona i to mnie przeraża. -kręci głową-Kiedy widzę ciebie z Harrym....widzę jak młoda jesteś. Po prostu nie chcę aby tobie i Harry'emu stało się to co mi i twojej matce.
Chowam twarz w dłoniach wchłaniając słowa mojego ojca.
-Blair, wiem,że to zajmie sporo czasu,ale naprawdę chcę być dla ciebie lepszym ojcem.Wiem też ,że to wygląda tak jakbym chciał zapomnieć o Madeleine ,ale myślę o niej każdego dnia. Obiecuję ci,że nigdy...nigdy o niej nie zapomnę. -odwraca wzrok ocierając oczy -Wiem,że łatwo mi nie wybaczysz, ale już się z tym pogodziłem.Chcę po prostu abyś wiedziała,że kocham cię i bez względu na wszystko jestem tu dla ciebie jeśli będziesz mnie potrzebować. -wstaje aby wyjść -Jesteś wystarczająco dorosła na to. -mówi wciskając mi coś w dłoń.Patrzę na niego jak opuszcza mój pokój.Otwieram moją rękę i widzę mały, biały, złozony kawałek papieru.Ostrożnie go rozkładam.Wstrzymuję oddech kiedy rozpoznaję pismo mojej matki.To jej list samobójczy.
*****
czytasz = komentujesz <3
czwartek, 3 lipca 2014
Chapter 16
Mój ojciec mnie nie zauważył.Harry patrzy na mnie i unosi brwi.Wiem,że nie pojedziemy dalej.Mój ojciec i tak wlepi mi mandat mimo,że jestem jego córką.Zaczyna brakować mi powietrza.Harry powoli daje prawojazdy mojemu ojcu.Oczy mojego ojca zwężają się kiedy rozpoznaje imię i nazwisko widniejące na licencji.Teraz patrzy na mnie, a jego oczy robią się jeszcze węższe.
-Chcesz mi wyjaśnić to co teraz zobaczyłem? -pyta wolno
-Ja...ja -nie patrzę na ojca
-Wysiadaj z auta. -rozkazuje mi
-Tato....
-Jestem policjantem i każę ci wysiąść z samochodu!
Trzęsąc się wysiadam z pojazdu.Mój ojciec patrzy na mnie cięzko.
-Wsiadaj do radiowozu kiedy będę rozmawiać z Harrym.-mówi
-Tato, nie. -błagam go -Jestem dorosła i ...
-Wsiadaj!
Rzucam mu gniewne spojrzenie i wsiadam do jego pojazdu na miejscu pasażera.Mam mdłości.Mój ojciec pochyla się nad moim samochodem rozmawiając z Harrym przez otwarte okno.Nie widzę ich twarzy ,ale wiem ,że to nie jest miłe doświadczenie.Szczególnie dla Harry'ego.Kilka minut później mój ojciec wraca do radiowozu.Uruchamia go i nagle przyspiesza.
-Nie zobaczysz już więcej Harry'ego.
-To mój najlepszy... -zaczynam
-Nie będę dłużej tego tolerować.Był.On był twoim najlepszym przyjacielem
-Jestem pełnoletnia....
-Co ja i twoja matka przeoczyliśmy w twoim wychowaniu?
-Tu nie chodzi o mamę! -krzyczę -Chociaż raz weź odpowiedzialność za siebie!
-Jesteś taka nierozsądna.Jestem twoim ojcem i tak długo jak mieszkasz pod moim dachem będziesz mnie słuchać!
-To się wyprowadzę!-krzyczę mu w twarz -I tak nigdy nie chciałam mieszkać z tobą pod jednym dachem.
-Nie masz na to pieniędzy, a ja i tak ci nie pozwolę.
-Dlaczego nie? Wydaje się,że nie możesz się doczekać aż w końcu zniknę z twojego perfekcyjnego życia z twoją idealną rodzinką!
-Co ty mówisz? -pyta
Szydzę z niego.Oczywiście nie wie co mam na mysli.
-Jestem wadą w twoim perfekcyjnym życiu!Jeśli mógłbyś sprawiłbyś,że ja i mama byśmy nie istniały!
-Mylisz się i dobrze o tym wiesz.
Wjeżdża na pojazd przed domem.
-Traktujesz mnie jak totalne gówno więc jeśli chcę być z Harry to mogę,a ty nie będziesz mnie kontrolował.-mówię wkurzona
Wychodzę z radiowozu i zatrzaskuję za sobą drzwi.Jęczę kiedy orientuję się,że Harry ma nadal mój samochód.Wparowuje do mojego pokoju i rzucam się na łóżku obejmując twarz dłońmi.
-Blair -słyszę wołanie mojego ojca
Zamykam drzwi na klucz.Harry jeszcze nie dzwonił ani nie sms-ował. Zastanawiam się co mu powiedział mój ojciec.Jedyne co mogę zrobić to zadzwonić do niego.Wybieram jego numer i czekam.
-Halo.
-Harry.To ja. -mówię
-Blair...nie mogę teraz rozmawiać
-Harry,proszę -błagam go -Przyjedź po mnie.
Wzdycha.
-Nie mogę...jestem zajęty.
-Co powiedział mój tata?
W telefonie następuje kilku sekundowa cisza.
-Nic -mówi chłopak
-Harry...
-On...on ma rację.Nie jestem dla ciebie dobry.
Moje serce pęka.
-Harry....potrzebuję cię.
-Żegnaj,Blair -mówi i się rozłącza
Gniew na mojego ojca przechodzi przez całe moje ciało.Odblokowuję drzwi i zbiegam po schodach ja burza gotowa powiedzieć mojemu ojcu wszystkie dręczące mnie myśli.
Natykam się na ojca w kuchni gdzie siedzi z Jay.Patrzą na mnie zdumieni moim gniewnym wejściem.
-Dlaczego ty zawsze wszystko psujesz! -krzyczę na mojego ojca
On odkłada kubek z herbatą i marszczy brwi.
-O czym ty mówisz,Blair?-pyta mnie
-Wiesz dokładanie o czy mówię! -nadal krzyczę -Nie będę trzymać się z daleka od Harry'ego.Nie obchodzi mnie co zrobiłeś ,albo co mu powiedziałeś! -krzyżuję moje ręce na piersi
-Będziesz się trzymać z dala od niego! On przynosi same kłopoty! -krzyczy mój ojciec
-Nie, wcale nie!On jest moim najlepszym przyjacielem!Kocham go! -odgryzam się
Jay prowadzi bliźniaki i Fizzy na górę.
-Zawsze to robisz! Zabierasz to co najlepsze w moim życiu i niszczysz to.Zabierasz mi światło z mojego życia i zamieniasz je w ciemność!
-Nie wiesz co to miłość, Blair.Jesteś za młoda.
-Wiem lepiej niż ty! Czy ty kiedykolwiek kochałeś mamę? Czy kochałeś? Czy była po prostu kolejną przeszkoda w twoim życiu?! -krzyczę
-Nie masz pojęcia jak bardzo ją kochałem.Gdybym mógł cofnąć czas....
-Ale nie możesz, prawda?! -mój ton głosu jest pełen jadu -Nie możesz, a to co się stało już się nie odstanie!Skrzywdziłeś ją, a była twoją żoną i najlepszą przyjaciółką!
-I Harry też jest twoim najlepszym przyjacielem, prawda? -ripostuje mój ojciec -Nie pozwolę, by to samo stało się z tobą i z Harrym, co zdarzyło się mnie i twojej matce.
-Różnica między mną,a mamą jest taka ,że mój najlepszy przyjaciel mnie kocha! -krzyczę -Czy Jay wie jak zginęła mama?Czy kiedykolwiek powiedziałeś żonie,że zabiłeś swoją najlepszą przyjaciółkę?!
Jay wzdycha zasłaniając usta ręką.
-Ty i ja wiemy ,że to nie prawda, Blair.... -mówi do mnie ojciec
-Praktycznie włożyłeś jej tą broń w ręce! -krzyczę
Mój ojciec się wzdryga,a ja patrzę na Jay, która płacze.
-Ona popełniła samobójstwo,a ja widziałam wszystko. -kontynuuję
Jay podtrzymuje się kuchenki żeby nie upaść.
-Wołałam mojego kochanego ojca ,ale on był zajęty jakimś gównem.Oh i czy wspomniałam,że zdradzał moją matkę?!Robił to przez pięć lat praktycznie na jej widoku! -lzy ciekną po mojej twarzy na przywrócone wspomnienia
-Byłem w złym miejscu.....-zaczyna ojciec
-Tak,cholera oczywiście,że byłeś!Tak samo jak mama.
-My wszyscy byliśmy....
-Założę się,że nawet nie obeszło cię to,że umarła! -warczę ocierając łzy z mojej twarzy
Ojciec ma zaskoczoną minę.
-Oczywiście,że tak kochałem ją...
-Gówno prawda i ty to wiesz!-krzyczę
Louis wpada do kuchni oszołomiony.
-Nawet nie chciałeś mi uwierzyć kiedy mówiłam co stało się tamtego wieczoru.Myślałeś ,że to wytwór mojej chorej wyobraźni, więc nie....nie mów mi kurwa, że kochałeś mamę tak jak ona sobie tego życzyła!
-Nadal niczego nie wiesz, Blair!Niczego nie wiesz! -mój ojciec czerwieni się na policzkach z gniewu
Louis wraca do kuchni po chwilowej nieobecności ,a drzwi wahadłowe zamykają się za nim.Patrzy z niepokojem na Jay.
-Racja,bo jestem po prostu błędem.Czymś co chciałbyś usunąć ,ale nie możesz!
-Blair, wiesz,że tonie prawda.....
-Tak, to prawda. Musi być jeśli odsuwasz ode mnie ludzi, na których mi zależy! -krzyczę -Najpierw mama, potem Harry.
Popycham go ,a on odsuwa się do tyłu zszokowany.Chwyta róg szafki.W całym moim życiu nie byłam taka zła.
-Blair..... -zaczyna ponownie
-Nie zasługujesz na Jay! Nie zasługujesz na tych pasierbów!Nie zasługujesz na nikogo! -krzyczę ponownie przysuwając się w jego stronę
Ktoś mnie chwyta i zatrzymuje.Odwracam się i widzę Harry'ego. Ból wypełnia każdy zakamarek jego twarzy. Jego oczy są ciemne jak wpatruję się uważnie we mnie.Musiał wejść z Louisem.Z jego wyrazu twarzy wiem,że słyszał wszystko co powiedziałam i od razu nienawidzę siebie za to.
*****
czytasz = komentujesz <3
-Chcesz mi wyjaśnić to co teraz zobaczyłem? -pyta wolno
-Ja...ja -nie patrzę na ojca
-Wysiadaj z auta. -rozkazuje mi
-Tato....
-Jestem policjantem i każę ci wysiąść z samochodu!
Trzęsąc się wysiadam z pojazdu.Mój ojciec patrzy na mnie cięzko.
-Wsiadaj do radiowozu kiedy będę rozmawiać z Harrym.-mówi
-Tato, nie. -błagam go -Jestem dorosła i ...
-Wsiadaj!
Rzucam mu gniewne spojrzenie i wsiadam do jego pojazdu na miejscu pasażera.Mam mdłości.Mój ojciec pochyla się nad moim samochodem rozmawiając z Harrym przez otwarte okno.Nie widzę ich twarzy ,ale wiem ,że to nie jest miłe doświadczenie.Szczególnie dla Harry'ego.Kilka minut później mój ojciec wraca do radiowozu.Uruchamia go i nagle przyspiesza.
-Nie zobaczysz już więcej Harry'ego.
-To mój najlepszy... -zaczynam
-Nie będę dłużej tego tolerować.Był.On był twoim najlepszym przyjacielem
-Jestem pełnoletnia....
-Co ja i twoja matka przeoczyliśmy w twoim wychowaniu?
-Tu nie chodzi o mamę! -krzyczę -Chociaż raz weź odpowiedzialność za siebie!
-Jesteś taka nierozsądna.Jestem twoim ojcem i tak długo jak mieszkasz pod moim dachem będziesz mnie słuchać!
-To się wyprowadzę!-krzyczę mu w twarz -I tak nigdy nie chciałam mieszkać z tobą pod jednym dachem.
-Nie masz na to pieniędzy, a ja i tak ci nie pozwolę.
-Dlaczego nie? Wydaje się,że nie możesz się doczekać aż w końcu zniknę z twojego perfekcyjnego życia z twoją idealną rodzinką!
-Co ty mówisz? -pyta
Szydzę z niego.Oczywiście nie wie co mam na mysli.
-Jestem wadą w twoim perfekcyjnym życiu!Jeśli mógłbyś sprawiłbyś,że ja i mama byśmy nie istniały!
-Mylisz się i dobrze o tym wiesz.
Wjeżdża na pojazd przed domem.
-Traktujesz mnie jak totalne gówno więc jeśli chcę być z Harry to mogę,a ty nie będziesz mnie kontrolował.-mówię wkurzona
Wychodzę z radiowozu i zatrzaskuję za sobą drzwi.Jęczę kiedy orientuję się,że Harry ma nadal mój samochód.Wparowuje do mojego pokoju i rzucam się na łóżku obejmując twarz dłońmi.
-Blair -słyszę wołanie mojego ojca
Zamykam drzwi na klucz.Harry jeszcze nie dzwonił ani nie sms-ował. Zastanawiam się co mu powiedział mój ojciec.Jedyne co mogę zrobić to zadzwonić do niego.Wybieram jego numer i czekam.
-Halo.
-Harry.To ja. -mówię
-Blair...nie mogę teraz rozmawiać
-Harry,proszę -błagam go -Przyjedź po mnie.
Wzdycha.
-Nie mogę...jestem zajęty.
-Co powiedział mój tata?
W telefonie następuje kilku sekundowa cisza.
-Nic -mówi chłopak
-Harry...
-On...on ma rację.Nie jestem dla ciebie dobry.
Moje serce pęka.
-Harry....potrzebuję cię.
-Żegnaj,Blair -mówi i się rozłącza
Gniew na mojego ojca przechodzi przez całe moje ciało.Odblokowuję drzwi i zbiegam po schodach ja burza gotowa powiedzieć mojemu ojcu wszystkie dręczące mnie myśli.
Natykam się na ojca w kuchni gdzie siedzi z Jay.Patrzą na mnie zdumieni moim gniewnym wejściem.
-Dlaczego ty zawsze wszystko psujesz! -krzyczę na mojego ojca
On odkłada kubek z herbatą i marszczy brwi.
-O czym ty mówisz,Blair?-pyta mnie
-Wiesz dokładanie o czy mówię! -nadal krzyczę -Nie będę trzymać się z daleka od Harry'ego.Nie obchodzi mnie co zrobiłeś ,albo co mu powiedziałeś! -krzyżuję moje ręce na piersi
-Będziesz się trzymać z dala od niego! On przynosi same kłopoty! -krzyczy mój ojciec
-Nie, wcale nie!On jest moim najlepszym przyjacielem!Kocham go! -odgryzam się
Jay prowadzi bliźniaki i Fizzy na górę.
-Zawsze to robisz! Zabierasz to co najlepsze w moim życiu i niszczysz to.Zabierasz mi światło z mojego życia i zamieniasz je w ciemność!
-Nie wiesz co to miłość, Blair.Jesteś za młoda.
-Wiem lepiej niż ty! Czy ty kiedykolwiek kochałeś mamę? Czy kochałeś? Czy była po prostu kolejną przeszkoda w twoim życiu?! -krzyczę
-Nie masz pojęcia jak bardzo ją kochałem.Gdybym mógł cofnąć czas....
-Ale nie możesz, prawda?! -mój ton głosu jest pełen jadu -Nie możesz, a to co się stało już się nie odstanie!Skrzywdziłeś ją, a była twoją żoną i najlepszą przyjaciółką!
-I Harry też jest twoim najlepszym przyjacielem, prawda? -ripostuje mój ojciec -Nie pozwolę, by to samo stało się z tobą i z Harrym, co zdarzyło się mnie i twojej matce.
-Różnica między mną,a mamą jest taka ,że mój najlepszy przyjaciel mnie kocha! -krzyczę -Czy Jay wie jak zginęła mama?Czy kiedykolwiek powiedziałeś żonie,że zabiłeś swoją najlepszą przyjaciółkę?!
Jay wzdycha zasłaniając usta ręką.
-Ty i ja wiemy ,że to nie prawda, Blair.... -mówi do mnie ojciec
-Praktycznie włożyłeś jej tą broń w ręce! -krzyczę
Mój ojciec się wzdryga,a ja patrzę na Jay, która płacze.
-Ona popełniła samobójstwo,a ja widziałam wszystko. -kontynuuję
Jay podtrzymuje się kuchenki żeby nie upaść.
-Wołałam mojego kochanego ojca ,ale on był zajęty jakimś gównem.Oh i czy wspomniałam,że zdradzał moją matkę?!Robił to przez pięć lat praktycznie na jej widoku! -lzy ciekną po mojej twarzy na przywrócone wspomnienia
-Byłem w złym miejscu.....-zaczyna ojciec
-Tak,cholera oczywiście,że byłeś!Tak samo jak mama.
-My wszyscy byliśmy....
-Założę się,że nawet nie obeszło cię to,że umarła! -warczę ocierając łzy z mojej twarzy
Ojciec ma zaskoczoną minę.
-Oczywiście,że tak kochałem ją...
-Gówno prawda i ty to wiesz!-krzyczę
Louis wpada do kuchni oszołomiony.
-Nawet nie chciałeś mi uwierzyć kiedy mówiłam co stało się tamtego wieczoru.Myślałeś ,że to wytwór mojej chorej wyobraźni, więc nie....nie mów mi kurwa, że kochałeś mamę tak jak ona sobie tego życzyła!
-Nadal niczego nie wiesz, Blair!Niczego nie wiesz! -mój ojciec czerwieni się na policzkach z gniewu
Louis wraca do kuchni po chwilowej nieobecności ,a drzwi wahadłowe zamykają się za nim.Patrzy z niepokojem na Jay.
-Racja,bo jestem po prostu błędem.Czymś co chciałbyś usunąć ,ale nie możesz!
-Blair, wiesz,że tonie prawda.....
-Tak, to prawda. Musi być jeśli odsuwasz ode mnie ludzi, na których mi zależy! -krzyczę -Najpierw mama, potem Harry.
Popycham go ,a on odsuwa się do tyłu zszokowany.Chwyta róg szafki.W całym moim życiu nie byłam taka zła.
-Blair..... -zaczyna ponownie
-Nie zasługujesz na Jay! Nie zasługujesz na tych pasierbów!Nie zasługujesz na nikogo! -krzyczę ponownie przysuwając się w jego stronę
Ktoś mnie chwyta i zatrzymuje.Odwracam się i widzę Harry'ego. Ból wypełnia każdy zakamarek jego twarzy. Jego oczy są ciemne jak wpatruję się uważnie we mnie.Musiał wejść z Louisem.Z jego wyrazu twarzy wiem,że słyszał wszystko co powiedziałam i od razu nienawidzę siebie za to.
*****
czytasz = komentujesz <3
środa, 2 lipca 2014
Chapter 15
-Jesteś zła? -pyta mnie Harry
Nie odpowiadam.Musi być kretynem żeby nie znać odpowiedzi na to pytanie.Krzyżuję ręce na mojej klatce piersiowej z uporem.
-Mówię do ciebie! -spluwa
-Czy wyglądam jakby mnie kurwa obchodziło co mówisz? -odgryzam się
Harry tak mocno ściska kierownicę ,że jego kłykcie są prawie białe.
-Nie mów kurwa tak do mnie-mówi
-Dlaczego? Ty zawsze tak do mnie mówisz.
-Cholera, Blair.Ty sprawiasz ,że to jest takie skomplikowane.
-Co ja niby komplikuję?
-Wszystko! -mówi Harry z irytacją przeczesując ręką włosy
Moje policzki płoną z gniewu i frustracji
-Więc mogłeś mnie nie odwozić -mówię z dziecięcym uporem
-Wpadłabyś w kłopoty.
-Nie nie wpadłabym. Umiem o siebie zadbać.
Harry śmieje się ,ale w tym nie ma ani krzty humoru.
-Zostałabyś obrabowana ,albo coś.Zaufaj mi, Blair. Znam ludzi, którzy się tutaj kręcą.-mówi Harry
-Ponieważ jesteś jednym z nich,tak?
Oczy Harry'ego się zwężają.
-Nie, nie jestem.
-Co cię to w ogóle obchodzi? Zostałabym napadnięta czy coś, co ci do tego?
-Oczywiście,że mnie to kurwa obchodzi. -mówi Harry unikając mojego wzroku
Śmieję się sucho.
-Proszę, zabawiaj mnie nada swoimi bajeczkami. -mówię
-Myślisz,że to pieprzony żart?!
-Ja to wiem, Harry,bo wszystko co jest z tobą związane jest jakąś pieprzoną grą!To tak jakbym cię w ogóle nie znała!
-Nawet nie zaczynaj! Przecież znasz mnie lepiej niż ktokolwiek inny.
-Może kiedyś...ale teraz bawisz się moimi uczuciami jakbym była twoją pieprzoną zabawką!
-Przesadziłaś!
-Może tego nie widzisz ,ale to prawda! Nie wiesz jakie spustoszenie wywołują we mnie twoje słowa!
-Ty też nie!
-Dobrze, więc kiedy cię tak skrzywdziłam jak ty mnie,co?
-Kiedy ty....kiedy powiedziałaś, że mnie nie kochasz. -mówi chłopak
Harry patrzy przed siebie.Tak mocno trzyma kierownicę,że boje się że naprawdę ją zmiażdży.
-Oh,proszę. Teraz przesadziłeś. Przecież ty się nie zakochujesz.-mówię i przewracam oczami
-To nie znaczy, że się nie staram,ale....-Harry próbuje dobrać odpowiednie słowa,jego oczy patrzą wszędzie oprócz na mnie
-Ale co, Harry? Co?-pytam złośliwie
-Ale ty sprawiasz,że tak trudno jest zostać wiernym -krzyczy patrząc w bok
-Co to oznacza?
Harry naciska na hamulce i zatrzymuje samochód. Nagle znowu odpala i zjeżdża na pobocze.
-To oznacza, że nie ważne co robię, nie ważne z kim jestem,albo jak kurwa jestem na ciebie wkurzony cały czas kocham to gówno, w które mnie wciągasz i nie ma na to rady.
Oddech zatrzymuję mi się w gardle.
-Ale co z....
-Jane jest pieprzoną dziwką ,która w ogóle mnie nie obchodzi, okej?!Nie wiem dlaczego pozwoliłem jej owinąć się w okół mnie,ale powstrzymam to dla ciebie!
Harry przeczesuje nerwowo ręką włosy i oddycha głęboko.
-Naprawdę? -patrzę na niego z niedowierzaniem
-Oczywiście- bierze głęboki oddech patrząc przed siebie -Oczywiście.
Nie mogę nic na to poradzić,że na mojej twarzy pojawia się głupi uśmieszek.Przyciąga mnie do siebie w ciasnym uścisku.Nasze uśmiechy się pokrywają.
-Dlaczego zawsze musimy walczyć? -mówi Harry do mojego ucha
-Ponieważ nie jesteśmy normalni.Tak jak powiedziałeś, jesteśmy zupełnie rożni. -odpowiadam
Jego usta muskają moje ucho,a ja wypuszczam z piersi drżący oddech.Prowadzi palcami po moim ramieniu, w końcu zatrzymując rękę na moich plecach.
-Ale czy nie mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają?-szepcze
Jego zielone oczy wpatrują się w moje.Patrzę się jak jego źrenica rozszerza w morzu zieleni i złota.Harry bierze moją rękę i przykłada ją do ust całując delikatnie moje palce.
-Przepraszam,że zawsze igram z twoimi uczuciami.-mówi, a jego oddech odbija się od mojej skóry.Jego ręka ląduje z tyłu mojej szyi.
-Obiecuję,że będę dla ciebie lepszy -mówi
Harry pochyla się i całuje mnie. On naprawdę mnie całuje otwierając usta i przyciągając mnie jeszcze bliżej.Jego usta smakują jak mięta i cola ,która za długo leżała na słońcu i jej pęcherzyki palą moje usta.Nie mogę myśleć o niczym innym, niczym słodszym niż całowanie Harry'ego.Czując jak jego usta poruszają się w okół moich zostawia mnie bez tchu,ale jakoś udaje mi się nabrać powietrza do płuc.
-Też, postaram się być lepsza. -szepczę w jego usta -Nie będę taką suką.
Czuję jak Harry się uśmiecha.Jego usta ponownie odnajdują moje,a on ciągnie mnie jak najbliżej siebie.Wspinam się na niego niezdarnie,ale on nie zwraca na to uwagi.Odchyla się do tyłu opierając o szybę. Mój łokieć uderza w kierownicę naciskając niechcąco klakson. Harry śmieje się w moje usta jak owija ręce w okół mojej tali.Moje ręce zaciskają się na jego lokach ciągnąc je delikatnie.
-Blair -oddycha w moje usta.Wyciągam nogi wzdłuż jego talii i siadam na nim okrakiem.Trzyma moją twarz w dłoniach kciukiem gładząc moją kość policzkową.Moje palce wymykają mi się i chwytają panel przy oknie.Naciskam niechcąco na guzik i otwieram szybę za Harry.Chłopak zadaje się tym nie przejmować.Pochyla się na przód więc mogę zasunąć okno.Opiera się z powrotem. Moje włosy spadają mi przez ramię. Oczy Harry'ego są jasne i tajemnicze.Otwieram usta aby coś powiedzieć,ale nagle ktoś puka ostro do okna.Harry i ja odskakujemy od siebie.Usadawiam się z powrotem na miejscu pasażera i poprawiam potargane włosy.Harry opuszcza spokojnie okno.
-W czy mogę pomóc panie władzo?-pyta
-Tak, czy mogę zobaczyć pańską licencję i prawojazdy ? -pyta mężczyzna
Moje oczy rozszerzają się gdy poznaję brązowe włosy i niechlujny zarost.Przy samochodzie stoi mój ojciec.
*****
czytasz = komentujesz <3
Nie odpowiadam.Musi być kretynem żeby nie znać odpowiedzi na to pytanie.Krzyżuję ręce na mojej klatce piersiowej z uporem.
-Mówię do ciebie! -spluwa
-Czy wyglądam jakby mnie kurwa obchodziło co mówisz? -odgryzam się
Harry tak mocno ściska kierownicę ,że jego kłykcie są prawie białe.
-Nie mów kurwa tak do mnie-mówi
-Dlaczego? Ty zawsze tak do mnie mówisz.
-Cholera, Blair.Ty sprawiasz ,że to jest takie skomplikowane.
-Co ja niby komplikuję?
-Wszystko! -mówi Harry z irytacją przeczesując ręką włosy
Moje policzki płoną z gniewu i frustracji
-Więc mogłeś mnie nie odwozić -mówię z dziecięcym uporem
-Wpadłabyś w kłopoty.
-Nie nie wpadłabym. Umiem o siebie zadbać.
Harry śmieje się ,ale w tym nie ma ani krzty humoru.
-Zostałabyś obrabowana ,albo coś.Zaufaj mi, Blair. Znam ludzi, którzy się tutaj kręcą.-mówi Harry
-Ponieważ jesteś jednym z nich,tak?
Oczy Harry'ego się zwężają.
-Nie, nie jestem.
-Co cię to w ogóle obchodzi? Zostałabym napadnięta czy coś, co ci do tego?
-Oczywiście,że mnie to kurwa obchodzi. -mówi Harry unikając mojego wzroku
Śmieję się sucho.
-Proszę, zabawiaj mnie nada swoimi bajeczkami. -mówię
-Myślisz,że to pieprzony żart?!
-Ja to wiem, Harry,bo wszystko co jest z tobą związane jest jakąś pieprzoną grą!To tak jakbym cię w ogóle nie znała!
-Nawet nie zaczynaj! Przecież znasz mnie lepiej niż ktokolwiek inny.
-Może kiedyś...ale teraz bawisz się moimi uczuciami jakbym była twoją pieprzoną zabawką!
-Przesadziłaś!
-Może tego nie widzisz ,ale to prawda! Nie wiesz jakie spustoszenie wywołują we mnie twoje słowa!
-Ty też nie!
-Dobrze, więc kiedy cię tak skrzywdziłam jak ty mnie,co?
-Kiedy ty....kiedy powiedziałaś, że mnie nie kochasz. -mówi chłopak
Harry patrzy przed siebie.Tak mocno trzyma kierownicę,że boje się że naprawdę ją zmiażdży.
-Oh,proszę. Teraz przesadziłeś. Przecież ty się nie zakochujesz.-mówię i przewracam oczami
-To nie znaczy, że się nie staram,ale....-Harry próbuje dobrać odpowiednie słowa,jego oczy patrzą wszędzie oprócz na mnie
-Ale co, Harry? Co?-pytam złośliwie
-Ale ty sprawiasz,że tak trudno jest zostać wiernym -krzyczy patrząc w bok
-Co to oznacza?
Harry naciska na hamulce i zatrzymuje samochód. Nagle znowu odpala i zjeżdża na pobocze.
-To oznacza, że nie ważne co robię, nie ważne z kim jestem,albo jak kurwa jestem na ciebie wkurzony cały czas kocham to gówno, w które mnie wciągasz i nie ma na to rady.
Oddech zatrzymuję mi się w gardle.
-Ale co z....
-Jane jest pieprzoną dziwką ,która w ogóle mnie nie obchodzi, okej?!Nie wiem dlaczego pozwoliłem jej owinąć się w okół mnie,ale powstrzymam to dla ciebie!
Harry przeczesuje nerwowo ręką włosy i oddycha głęboko.
-Naprawdę? -patrzę na niego z niedowierzaniem
-Oczywiście- bierze głęboki oddech patrząc przed siebie -Oczywiście.
Nie mogę nic na to poradzić,że na mojej twarzy pojawia się głupi uśmieszek.Przyciąga mnie do siebie w ciasnym uścisku.Nasze uśmiechy się pokrywają.
-Dlaczego zawsze musimy walczyć? -mówi Harry do mojego ucha
-Ponieważ nie jesteśmy normalni.Tak jak powiedziałeś, jesteśmy zupełnie rożni. -odpowiadam
Jego usta muskają moje ucho,a ja wypuszczam z piersi drżący oddech.Prowadzi palcami po moim ramieniu, w końcu zatrzymując rękę na moich plecach.
-Ale czy nie mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają?-szepcze
Jego zielone oczy wpatrują się w moje.Patrzę się jak jego źrenica rozszerza w morzu zieleni i złota.Harry bierze moją rękę i przykłada ją do ust całując delikatnie moje palce.
-Przepraszam,że zawsze igram z twoimi uczuciami.-mówi, a jego oddech odbija się od mojej skóry.Jego ręka ląduje z tyłu mojej szyi.
-Obiecuję,że będę dla ciebie lepszy -mówi
Harry pochyla się i całuje mnie. On naprawdę mnie całuje otwierając usta i przyciągając mnie jeszcze bliżej.Jego usta smakują jak mięta i cola ,która za długo leżała na słońcu i jej pęcherzyki palą moje usta.Nie mogę myśleć o niczym innym, niczym słodszym niż całowanie Harry'ego.Czując jak jego usta poruszają się w okół moich zostawia mnie bez tchu,ale jakoś udaje mi się nabrać powietrza do płuc.
-Też, postaram się być lepsza. -szepczę w jego usta -Nie będę taką suką.
Czuję jak Harry się uśmiecha.Jego usta ponownie odnajdują moje,a on ciągnie mnie jak najbliżej siebie.Wspinam się na niego niezdarnie,ale on nie zwraca na to uwagi.Odchyla się do tyłu opierając o szybę. Mój łokieć uderza w kierownicę naciskając niechcąco klakson. Harry śmieje się w moje usta jak owija ręce w okół mojej tali.Moje ręce zaciskają się na jego lokach ciągnąc je delikatnie.
-Blair -oddycha w moje usta.Wyciągam nogi wzdłuż jego talii i siadam na nim okrakiem.Trzyma moją twarz w dłoniach kciukiem gładząc moją kość policzkową.Moje palce wymykają mi się i chwytają panel przy oknie.Naciskam niechcąco na guzik i otwieram szybę za Harry.Chłopak zadaje się tym nie przejmować.Pochyla się na przód więc mogę zasunąć okno.Opiera się z powrotem. Moje włosy spadają mi przez ramię. Oczy Harry'ego są jasne i tajemnicze.Otwieram usta aby coś powiedzieć,ale nagle ktoś puka ostro do okna.Harry i ja odskakujemy od siebie.Usadawiam się z powrotem na miejscu pasażera i poprawiam potargane włosy.Harry opuszcza spokojnie okno.
-W czy mogę pomóc panie władzo?-pyta
-Tak, czy mogę zobaczyć pańską licencję i prawojazdy ? -pyta mężczyzna
Moje oczy rozszerzają się gdy poznaję brązowe włosy i niechlujny zarost.Przy samochodzie stoi mój ojciec.
*****
czytasz = komentujesz <3
wtorek, 1 lipca 2014
Chapter 14
Siadam obok potoku krzyżując nogi.
-Szkoda ,że nie możemy zostać tu na zawsze?-mówię
Harry siedzi obok mnie, a nasze ramiona prawie się stykają.
-Moglibyśmy-mówi -Rozbilibyśmy namiot i żyli jak hipisi.
Śmieję się.
-Nie, dziękuję
Siedzimy chwilę w ciszy po prostu patrząc na zatoczkę.Ptaki ćwierkają w oddali, słońce rzuca promienie światła przez korony drzew. Natura jest tu spokojna.Chciałabym wiedzieć o czym myśli Harry.Wyrzucam wszystkie trapiące mnie myśli z mojego umysłu i obserwuje potok obija się o brzeg.
-Myślisz dużo o przyszłości? -pyta mnie nagle Harry
-Co masz na myśli?
-Czy...będziesz miała dzieci, karierę...
Wzruszam ramionami.
-Chcę mieć dzieci i chcę też karierę.
-Ale czy kiedykolwiek myślałaś ,żeby to zrealizować?
-Jestem za młoda,aby mieć rodzinę i dopiero zacznę naukę na uniwersytecie na jesieni. -patrzę na Harry'ego -Dlaczego?
Wzrusza ramionami.
-Po prostu myślałem.
Kiwam głową.Nagle dzwoni telefon Harry'ego strasząc nas oboje.
-Halo -mówi Harry,siadając prosto -Co? Dlaczego?
Patrzę na niego z zaciekawieniem.Strzela mi spojrzenie.
-Nie nie przyjdę...ponieważ jestem cholernie zajęty,a co myślałeś?Nie....dlaczego to ma takie kurwa znaczenie z kim jestem? -Harry wzdycha -Dobrze -rozłącza się
-Muszę iść- mówi do mnie
Harry podnosi się i chwyta moją rękę pomagając mi wstać.Łapię jego rękę i staję na wprost niego.
-Dlaczego? -pytam
-Luke -odpowiada prosto
-Więc....nie mogę iść z tobą?
-Nie -spluwa
Jestem zszokowana jego chamstwem.Przewracam na niego oczami i udaję się w stronę mojego samochodu wyciągając kluczyki z kieszeni.
-Blair- Harry mówi zza mnie
Okręcam się w jego stronę i patrzę wyczekująco.
-Przepraszam.Nie chciałem być taki bezpośredni -mówi i mnie zaskakuje bo nie spodziewałam się od niego przeprosin
Wzdycham.
-W porządku -mówię
-Możesz pójść ze mną jeśli chcesz.-mówi Harry -Ja po prostu....oni nie są idealnym towarzystwem.Luke i reszta.Nie lubię jak jesteś w ich pobliżu.
-Nie za bardzo darzę ich pieprzonym zainteresowaniem więc jesteśmy kwita -mówię szczerząc zęby w uśmiechu
Harry również się śmieje.Pochyla się do mnie i całuje mnie słodko biorąc mnie z zaskoczenia .Nie zdążam zarejestrować pocałunku, a chłopak już ciągnie mnie za rękę w stronę auta.Mój puls przyspiesza wraz z oddechem. Harry patrzy mi w oczy.
-Po prostu podążaj za mną. -mówi
Przytakuję.
Wsiadamy do naszych samochodów.Kiedy śledzę samochód Harry'ego z parkingu do głównej ulicy myślę jak inny staje się Harry w otoczeniu jego przyjaciół.Jeśli któryś nich pojawi się gdzieś niedaleko niego lub zadzwoni oczy chłopaka natychmiast ciemnieją,a on zachowuje się jak zupełnie inna osoba.Nienawidzę tego.Jak Harry wjeżdża w różne dróżki orientuję się ,że nie znam tych ulic.Wreszcie parkuje przy jakimś pubie.Ja parkuję obok jego auta.Marszczę brwi.
-Co to za miejsce? -pytam jak wysiadamy z samochodów
Harry wzrusza ramionami.
-Czasami się tu spotykamy.-odpowiada i patrzy na mnie -Trzymaj się blisko.
Czekam, aż złapie moją dłoń lub cokolwiek, ale nic takiego nie następuje.
Przechodzimy przez ciężkie wejściowe drzwi do budynku.Od razu uderza we mnie woń alkoholu i papierosów.Grupa ludzi leniwie pali przy stołach ,inni grają w bilarda i rzutki w kącie.Barman czyści swoje okulary szmatką, żując niedbale gumę.Harry nagle zatrzymuje się przy stoliku usytuowanym przy oknie.Siedzą przy nim Luke, Zayn, Perrie i Jane.Perrie uśmiecha się przyjacielsko do mnie i klepie miejsce obok niej ,które szybko zajmuję.Harry przesuwa się w stronę Jane.
-Blair -mówi Luke,jego oczy tańczą z rozbawienia -Co cię sprowadza do naszego małego kawałka piekła?
Przełykam gulę, która uformowała mi się w gardle.Moje oczy na ułamek sekundy patrzą na bliznę Luke'a. Wyobrażam sobie Harry'ego uderzającego w niego szklaną butelką.
-Była ze mną. -odpowiada za mnie Harry odrywając mnie od moich myśli
-Gdzie do cholery jest Penny? -pyta Luke na szczęście porzucając mój temat
-Napisała do mnie i powiedziała,że nie da rady przyjść.-mówi Perrie
-Pewnie jest zajęta z jakimś facetem -parsknęła Jane
Owinęła rękę w okół ramienia Harry'ego. Staram się wyłapać jego wzrok ,ale chłopak na mnie nie patrzy.
-Co się stało z tą śliczną sukienką,ktorą miałaś na imprezie? -pyta mnie Luke
Nie pamiętam abym widziała go na niej ,ale wiem,że tam był.I oczywiście mnie widział.
-Oh...nie wiem.Nie była w moim guście.-mówię
Jane prycha.
-Szczerze mówiąc jeden raz kiedy wyglądałaś gorąco i kiedy mogłaś mieć każdego na imprezie ty usprawiedliwiasz.
Czerwienię się i spuszczam wzrok.
-Serio -mówi Luke -Chciałbym....-patrzy na Harry'ego i natychmiast się zatrzymuje -Każdy wziąłby cię w tej sukience. -poprawia się
-Wystarczy, chłopaki- mówi Perrie, aja jestem jej wdzięczna
Z wszystkich przyjaciół Harry'ego, Perrie lubię najbardziej. Posyłam jej wdzięczny uśmiech, a ona go odwzajemnia.
-Harry,idziesz z nami we wtorek? -pyta Zayn
-Jasne -odpowiada chłopak
-Co jest we wtorek? -pytam zdezorientowana
-Zawody w bilardzie -mówi Zayn -Właściwie to potrzebujemy czwartej osoby do drużyny....czy chcesz do nas dołączyć, Blair?
-Nie -Harry odpowiada za mnie -Ona nie chce.
-Skąd wiesz? -pytam -Z przyjemnością -mówię do Zayna -O której?
-Dwudziesta będzie okej -mówi Perrie
Oczy Harry'ego pałają złością.
-Dobrze-mówię -Będę.
Nie mam pojęcia dlaczego zgodziłam się na zagranie tutaj w bilard z Harrym, Zaynem i Perrie, ale Zayn i Perrie są mili więc może nie będzie tak źle.
-Więc,czy wy dwoje...jesteście razem? -Perrie pyta Harry'ego i Jane
Patrzę na chłopaka ,ale ten nadal unika mojego wzroku.
-Tak myślę- mówi Jane uśmiechając się zalotnie do Harry'ego.
Czuję jak do gardła podchodzi mi żółć.
-Przepraszam na moment -mówię wstając od stolika
Nie mam pojęcia gdzie są łazienki więc po prostu przechodzę przez całą długość baru kierując się w stronę wyjścia.Docieram do samochodu i opieram się o niego.Dlaczego Harry jej nie skorygował? Czy chciał to zrobić? Więc dlaczego pocałował mnie i powiedział,że mnie kocha kiedy nadal chce być z Jane?Biorę głęboki wdech i przeczesuję ręką włosy.
-Blair, co to kurwa miało być? -nie odwracam się ,ale wiem ,że to Harry.
Przewracam oczami i przekręcam się w stronę chłopka krzyżując ręce na piersi.
-Dlaczego zgodziłaś się na bilard we wtorek? -pyta- Nie sądzisz,że jest wystarczający powód by odmówić?
-Nie będziesz mnie więcej kontrolował jak Louis. -mówię
-Nie kontroluję tobą.Chcę cię chronić i jeśli wiedziałabyś co jest dla ciebie dobre kurwa posłuchałabyś mnie
-Nie potrzebuję twojej pieprzonej ochrony! -krzyczę na niego używając jego własnych słów przeciwko niemu
Jego twarz wypełnia się gniewem.
-Tak potrzebujesz, Blair, bo nie chcę widzieć jak znowu cierpisz!
-Oh, naprawdę? Więc co do cholery to było? Z Jane?
-Co z Jane?
-Ona cały czas się do ciebie kleiła ,a ty nic z tm nie robiłeś!
-Dlaczego miałbym coś robić? -pyta
Jego słowa wywierają na mnie takie wrażenie jakby ktoś dał mi z liścia w twarz.Patrzę na niego z niedowierzaniem.
-Bo w nocy powiedziałeś,że mnie kochasz i mnie pocałowałeś.Czy to miało być twoim małym sekrecikiem? A ja twoją dziewczyną, która nigdy nie ujrzy światła dziennego?
-Dziewczyną? Myślałaś, że jesteś moją dziewczyną? -Harry omal się śmieje
Czerwienię się i patrzę gdzie indziej.
-Powiem ci coś Blair.Nie mam dziewczyn.Nie zakochuję się.Wiesz dlaczego? Bo to sprawia ,że wszystko jest cholernie łatwiejsze , co właśnie teraz się właśnie potwierdziło.
Patrzę na Harry'ego.
-Dobrze,zrozumiałam. -wyciągam kluczyki z kieszeni i otwieram mój samochód
-Zrozumiałaś co?
-Wiem,że to ja robię robię coś źle,okej? Wyraziłeś dosyć jasno jak stoisz z Jane, więc będę się od ciebie trzymaćz daleka. -wsiadam do samochdu i włączam zapłon
-Dokąd jedziesz? Nie znasz tej części miasta -mówi Harry
-W takim razie się zgubię -mówię przez zaciśnięte zęby
-Pozwol mi cię odwieźć.
-Po moim trupie -mówię
-Okej,wporządku. Kiedy zostaniesz zabita szukając drogi,aby wydostać się z tej części miasta zawiozę twoje martwe ciało do pieprzonej kostnicy!
-Dobrze.To nie będziesz mieć więcej doczynienia ze mną i moimi cholernymi problemami.
-Cofnij to -nakazuje Harry
-Nie -zaczynam wyjeżdżaćmoim autem
-Cofnij to kurwa, Blair! -krzyczy Harry
-Dlaczego?Więc może powiesz mi ,że się o mnie troszczysz,a potem sprawisz,że będę czuła się jak pieprzona idiotka kiedy Jane owija cię w okół palca.
-Jesteś zazdrosna? O to chodzi?
-Dobrze, Harry jestem zazdrosna. To chciałeś usłyszeć?
-Zachowujesz się jak.....
-Suka? Dzięki, nie wiedziałam -staram się włączyć bieg ponownie, ale Harry mnie zatrzymuje
-Nie odjedziesz beze mnie.
-Kto mnie zatrzyma?
-Ja.
-Nia dasz samemu rady.
-A Louis?
Patrzę się na niego.
-Nie zrobisz tego.
-Czy zrobię? A może powinienem wezwać twojego nadopiekunczego tatusia?
-Zamknij się Harry! Po prostu się zamknij!-patrzę w dal, oddychając ciężko
Harry milczy. On wie,że posunął się za daleko.
-Pozwól mi cię odwieźć. -Harry mówi ciszej
Wiem, że nie ma szansy,żeby mi odpóścił.Niechętnie ześlizguję się na miejsce pasażera i patrzę przez okno.Słyszę jak Harry wsiada do samochodu i zmienia bieg. Wycofuje się z parkingu i odjeżdża spod baru.
*****
czytasz = komentujesz <3
-Szkoda ,że nie możemy zostać tu na zawsze?-mówię
Harry siedzi obok mnie, a nasze ramiona prawie się stykają.
-Moglibyśmy-mówi -Rozbilibyśmy namiot i żyli jak hipisi.
Śmieję się.
-Nie, dziękuję
Siedzimy chwilę w ciszy po prostu patrząc na zatoczkę.Ptaki ćwierkają w oddali, słońce rzuca promienie światła przez korony drzew. Natura jest tu spokojna.Chciałabym wiedzieć o czym myśli Harry.Wyrzucam wszystkie trapiące mnie myśli z mojego umysłu i obserwuje potok obija się o brzeg.
-Myślisz dużo o przyszłości? -pyta mnie nagle Harry
-Co masz na myśli?
-Czy...będziesz miała dzieci, karierę...
Wzruszam ramionami.
-Chcę mieć dzieci i chcę też karierę.
-Ale czy kiedykolwiek myślałaś ,żeby to zrealizować?
-Jestem za młoda,aby mieć rodzinę i dopiero zacznę naukę na uniwersytecie na jesieni. -patrzę na Harry'ego -Dlaczego?
Wzrusza ramionami.
-Po prostu myślałem.
Kiwam głową.Nagle dzwoni telefon Harry'ego strasząc nas oboje.
-Halo -mówi Harry,siadając prosto -Co? Dlaczego?
Patrzę na niego z zaciekawieniem.Strzela mi spojrzenie.
-Nie nie przyjdę...ponieważ jestem cholernie zajęty,a co myślałeś?Nie....dlaczego to ma takie kurwa znaczenie z kim jestem? -Harry wzdycha -Dobrze -rozłącza się
-Muszę iść- mówi do mnie
Harry podnosi się i chwyta moją rękę pomagając mi wstać.Łapię jego rękę i staję na wprost niego.
-Dlaczego? -pytam
-Luke -odpowiada prosto
-Więc....nie mogę iść z tobą?
-Nie -spluwa
Jestem zszokowana jego chamstwem.Przewracam na niego oczami i udaję się w stronę mojego samochodu wyciągając kluczyki z kieszeni.
-Blair- Harry mówi zza mnie
Okręcam się w jego stronę i patrzę wyczekująco.
-Przepraszam.Nie chciałem być taki bezpośredni -mówi i mnie zaskakuje bo nie spodziewałam się od niego przeprosin
Wzdycham.
-W porządku -mówię
-Możesz pójść ze mną jeśli chcesz.-mówi Harry -Ja po prostu....oni nie są idealnym towarzystwem.Luke i reszta.Nie lubię jak jesteś w ich pobliżu.
-Nie za bardzo darzę ich pieprzonym zainteresowaniem więc jesteśmy kwita -mówię szczerząc zęby w uśmiechu
Harry również się śmieje.Pochyla się do mnie i całuje mnie słodko biorąc mnie z zaskoczenia .Nie zdążam zarejestrować pocałunku, a chłopak już ciągnie mnie za rękę w stronę auta.Mój puls przyspiesza wraz z oddechem. Harry patrzy mi w oczy.
-Po prostu podążaj za mną. -mówi
Przytakuję.
Wsiadamy do naszych samochodów.Kiedy śledzę samochód Harry'ego z parkingu do głównej ulicy myślę jak inny staje się Harry w otoczeniu jego przyjaciół.Jeśli któryś nich pojawi się gdzieś niedaleko niego lub zadzwoni oczy chłopaka natychmiast ciemnieją,a on zachowuje się jak zupełnie inna osoba.Nienawidzę tego.Jak Harry wjeżdża w różne dróżki orientuję się ,że nie znam tych ulic.Wreszcie parkuje przy jakimś pubie.Ja parkuję obok jego auta.Marszczę brwi.
-Co to za miejsce? -pytam jak wysiadamy z samochodów
Harry wzrusza ramionami.
-Czasami się tu spotykamy.-odpowiada i patrzy na mnie -Trzymaj się blisko.
Czekam, aż złapie moją dłoń lub cokolwiek, ale nic takiego nie następuje.
Przechodzimy przez ciężkie wejściowe drzwi do budynku.Od razu uderza we mnie woń alkoholu i papierosów.Grupa ludzi leniwie pali przy stołach ,inni grają w bilarda i rzutki w kącie.Barman czyści swoje okulary szmatką, żując niedbale gumę.Harry nagle zatrzymuje się przy stoliku usytuowanym przy oknie.Siedzą przy nim Luke, Zayn, Perrie i Jane.Perrie uśmiecha się przyjacielsko do mnie i klepie miejsce obok niej ,które szybko zajmuję.Harry przesuwa się w stronę Jane.
-Blair -mówi Luke,jego oczy tańczą z rozbawienia -Co cię sprowadza do naszego małego kawałka piekła?
Przełykam gulę, która uformowała mi się w gardle.Moje oczy na ułamek sekundy patrzą na bliznę Luke'a. Wyobrażam sobie Harry'ego uderzającego w niego szklaną butelką.
-Była ze mną. -odpowiada za mnie Harry odrywając mnie od moich myśli
-Gdzie do cholery jest Penny? -pyta Luke na szczęście porzucając mój temat
-Napisała do mnie i powiedziała,że nie da rady przyjść.-mówi Perrie
-Pewnie jest zajęta z jakimś facetem -parsknęła Jane
Owinęła rękę w okół ramienia Harry'ego. Staram się wyłapać jego wzrok ,ale chłopak na mnie nie patrzy.
-Co się stało z tą śliczną sukienką,ktorą miałaś na imprezie? -pyta mnie Luke
Nie pamiętam abym widziała go na niej ,ale wiem,że tam był.I oczywiście mnie widział.
-Oh...nie wiem.Nie była w moim guście.-mówię
Jane prycha.
-Szczerze mówiąc jeden raz kiedy wyglądałaś gorąco i kiedy mogłaś mieć każdego na imprezie ty usprawiedliwiasz.
Czerwienię się i spuszczam wzrok.
-Serio -mówi Luke -Chciałbym....-patrzy na Harry'ego i natychmiast się zatrzymuje -Każdy wziąłby cię w tej sukience. -poprawia się
-Wystarczy, chłopaki- mówi Perrie, aja jestem jej wdzięczna
Z wszystkich przyjaciół Harry'ego, Perrie lubię najbardziej. Posyłam jej wdzięczny uśmiech, a ona go odwzajemnia.
-Harry,idziesz z nami we wtorek? -pyta Zayn
-Jasne -odpowiada chłopak
-Co jest we wtorek? -pytam zdezorientowana
-Zawody w bilardzie -mówi Zayn -Właściwie to potrzebujemy czwartej osoby do drużyny....czy chcesz do nas dołączyć, Blair?
-Nie -Harry odpowiada za mnie -Ona nie chce.
-Skąd wiesz? -pytam -Z przyjemnością -mówię do Zayna -O której?
-Dwudziesta będzie okej -mówi Perrie
Oczy Harry'ego pałają złością.
-Dobrze-mówię -Będę.
Nie mam pojęcia dlaczego zgodziłam się na zagranie tutaj w bilard z Harrym, Zaynem i Perrie, ale Zayn i Perrie są mili więc może nie będzie tak źle.
-Więc,czy wy dwoje...jesteście razem? -Perrie pyta Harry'ego i Jane
Patrzę na chłopaka ,ale ten nadal unika mojego wzroku.
-Tak myślę- mówi Jane uśmiechając się zalotnie do Harry'ego.
Czuję jak do gardła podchodzi mi żółć.
-Przepraszam na moment -mówię wstając od stolika
Nie mam pojęcia gdzie są łazienki więc po prostu przechodzę przez całą długość baru kierując się w stronę wyjścia.Docieram do samochodu i opieram się o niego.Dlaczego Harry jej nie skorygował? Czy chciał to zrobić? Więc dlaczego pocałował mnie i powiedział,że mnie kocha kiedy nadal chce być z Jane?Biorę głęboki wdech i przeczesuję ręką włosy.
-Blair, co to kurwa miało być? -nie odwracam się ,ale wiem ,że to Harry.
Przewracam oczami i przekręcam się w stronę chłopka krzyżując ręce na piersi.
-Dlaczego zgodziłaś się na bilard we wtorek? -pyta- Nie sądzisz,że jest wystarczający powód by odmówić?
-Nie będziesz mnie więcej kontrolował jak Louis. -mówię
-Nie kontroluję tobą.Chcę cię chronić i jeśli wiedziałabyś co jest dla ciebie dobre kurwa posłuchałabyś mnie
-Nie potrzebuję twojej pieprzonej ochrony! -krzyczę na niego używając jego własnych słów przeciwko niemu
Jego twarz wypełnia się gniewem.
-Tak potrzebujesz, Blair, bo nie chcę widzieć jak znowu cierpisz!
-Oh, naprawdę? Więc co do cholery to było? Z Jane?
-Co z Jane?
-Ona cały czas się do ciebie kleiła ,a ty nic z tm nie robiłeś!
-Dlaczego miałbym coś robić? -pyta
Jego słowa wywierają na mnie takie wrażenie jakby ktoś dał mi z liścia w twarz.Patrzę na niego z niedowierzaniem.
-Bo w nocy powiedziałeś,że mnie kochasz i mnie pocałowałeś.Czy to miało być twoim małym sekrecikiem? A ja twoją dziewczyną, która nigdy nie ujrzy światła dziennego?
-Dziewczyną? Myślałaś, że jesteś moją dziewczyną? -Harry omal się śmieje
Czerwienię się i patrzę gdzie indziej.
-Powiem ci coś Blair.Nie mam dziewczyn.Nie zakochuję się.Wiesz dlaczego? Bo to sprawia ,że wszystko jest cholernie łatwiejsze , co właśnie teraz się właśnie potwierdziło.
Patrzę na Harry'ego.
-Dobrze,zrozumiałam. -wyciągam kluczyki z kieszeni i otwieram mój samochód
-Zrozumiałaś co?
-Wiem,że to ja robię robię coś źle,okej? Wyraziłeś dosyć jasno jak stoisz z Jane, więc będę się od ciebie trzymaćz daleka. -wsiadam do samochdu i włączam zapłon
-Dokąd jedziesz? Nie znasz tej części miasta -mówi Harry
-W takim razie się zgubię -mówię przez zaciśnięte zęby
-Pozwol mi cię odwieźć.
-Po moim trupie -mówię
-Okej,wporządku. Kiedy zostaniesz zabita szukając drogi,aby wydostać się z tej części miasta zawiozę twoje martwe ciało do pieprzonej kostnicy!
-Dobrze.To nie będziesz mieć więcej doczynienia ze mną i moimi cholernymi problemami.
-Cofnij to -nakazuje Harry
-Nie -zaczynam wyjeżdżaćmoim autem
-Cofnij to kurwa, Blair! -krzyczy Harry
-Dlaczego?Więc może powiesz mi ,że się o mnie troszczysz,a potem sprawisz,że będę czuła się jak pieprzona idiotka kiedy Jane owija cię w okół palca.
-Jesteś zazdrosna? O to chodzi?
-Dobrze, Harry jestem zazdrosna. To chciałeś usłyszeć?
-Zachowujesz się jak.....
-Suka? Dzięki, nie wiedziałam -staram się włączyć bieg ponownie, ale Harry mnie zatrzymuje
-Nie odjedziesz beze mnie.
-Kto mnie zatrzyma?
-Ja.
-Nia dasz samemu rady.
-A Louis?
Patrzę się na niego.
-Nie zrobisz tego.
-Czy zrobię? A może powinienem wezwać twojego nadopiekunczego tatusia?
-Zamknij się Harry! Po prostu się zamknij!-patrzę w dal, oddychając ciężko
Harry milczy. On wie,że posunął się za daleko.
-Pozwól mi cię odwieźć. -Harry mówi ciszej
Wiem, że nie ma szansy,żeby mi odpóścił.Niechętnie ześlizguję się na miejsce pasażera i patrzę przez okno.Słyszę jak Harry wsiada do samochodu i zmienia bieg. Wycofuje się z parkingu i odjeżdża spod baru.
*****
czytasz = komentujesz <3
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Chapter 13
Łapię wzrok Harry'ego jak drzwi się zatrzaskują.
-Nigdy nie słyszałem,żebyś mówiła tak do kogoś.-mówi chłopak
-Musiał to usłyszeć.Nie mógł kontrolować moim życiem- mówię
Harry przechodzi przez pokój by zbliżyć się do mnie.Patrzy na mnie ,ale nie mogęodczytać wyrazu jego twarzy.
-Dlaczego nie mielibyśmy cofnąć się i pozwolić ci zostać tutaj na noc?
-Co masz na myśli cofnąć się? -pytam zdezorientowana
-I tak przyjdziesz tutaj rano.Wiesz możemy cofnąć się do dzieciństwa.Pamiętasz jak spaliśmy razem i czekaliśmy kto pierwszy się obudzi?-chłopak uśmiecha się i chowa niesforny kosmyk włosów za moje ucho.
-Ale nie mam piżamy.I szczoteczki. I pasty do zębów.-mówię
-Możesz użyć mojej szczoteczki. -mówi Harry
-Ew, używać twojej szczoteczki? Paskudztwo -mówię
-Przed chwilą wymieniałaś się ze mną śliną.Sądzę,że użycie mojej szczoteczki do zębów i i tak wyjdzie bardziej higienicznie. -uśmiecha się głupawo do mnie,a ja cała się rumienię
Marszczę nos i popycham Harry'ego.
-Jesteś obrzydliwy.
Harry łapie mój nadgarstek i przybliża mnie do siebie.
-Oczywiście możesz zawsze wybrać opcję mniej higieniczną. -oddycha
Jego oczy patrzą łobuzersko na mnie.
-W porządku,dziękuję. -uśmiecham się i przechodząc obok niego i kierując się w stronę łazienki
Myję zęby jego szczoteczką ku mojej odrazie i rozbawieniu Harry'ego. Chłopak znajduje spodnie dresowe i t-shirt. Szybko przebieram się w te ubrania.Wiążę moje włosy w kucyk i wślizguję się do łóżka Harry'ego.
-Nie wiem jak dam radę zasnąć? -mówię kiedy Harry zamyka drzwi na klucz -Słyszę trwającą imprezę.
Czuję jak łóżko lekko opada kiedy Harry kładzie się na nim.Jego ciało promieniuje ciepłem.
-Pomogę ci zasnąć -mówi
Oplata mnie ramionami i przysuwa bliżej siebie.Rumienię się.
-Przepraszam za to co powiedziałam wcześniej -mówię
Harry patrzy na mnie i podnosi rękę ,którą przykłada do mojego policzka.
-Ja też -mówi - Czasami...po prostu...nie potrafię kontrolować tego co mówię.
-Zawsze można kontrolować to co się mówi.
-Nie ja -mówi -Nie kiedy jestem z tobą.
-Co masz na myśli?
-Jeśli mówię te rzeczy to do kogokolwiek innego nie mam z tym problemu,ale ty...ty sprawiasz,że czuję się okropnie winny. -uśmiecha się
-To jest co robię. -uśmiecham się blado
Harry śmieje się. Jet to najpiękniejszy dźwięk jaki kiedykolwiek słyszałam.
-Harry ,ty nigdy nie powiedziałeś mi tego z powrotem.-mówię nagle
-Czego?
-Wiesz czego.
Harry marszczy brwi.Odwraca się na plecy usuwając rękę z mojej twarzy. Chłopak unika mojego wzroku.Podpieram się na łokciu.
-Harry nie chcę być kolejną z twoich dziewczyn. -mówię cicho -Jeśli to jest to co tu robię to.....
-Nie -mówi -Nigdy nie potraktowałbym cię tak przedmiotowo.
-Robiłeś tak z innymi dziewczynami....
-Inne dziewczyny nie są tobą! -mówi prawie ze złością
Nie mówię nic.Patrzę w dal.
-Jeśli mnie nie kochasz w ten sposób ,zrozumiem -mówię spokojnie -Po prostu nie chcę żebyś udawał,że tak jak jest przeciwnie.
Harry patrzy na mnie.
-To jest to co myślisz? Że udaję?
Wzruszam ramionami.
-Nie wiem co myślę. Szczerze mówiąc i tak za dużo się zastanawiam nad tym wszystkim.-śmieję się sucho
-Blair- mówi Harry -Ty i ja jesteśmy jesteśmy zupełnie inni...wiesz? -kiwam powoli głową nie wiedząc do czego zmierza
-Nawet jeśli dorastaliśmy razem...jesteśmy bardzo różnymi ludźmi.
-Co...co masz na myśli?
-To będzie trudne dla ciebie aby mnie kochać.-mówi -Ty jedyna pochodzisz z rozbitej rodziny. Ja....dorastałem w doskonałej rodzinie.Nie mam prawa narzekać na cokolwiek.
-Myślisz....myślisz,że na ciebie nie zasługuję? -pytam cicho Harry'ego
-Ja tak nie myślę...ja wiem,że na mnie nie zasługujesz -patrzy na mnie -I przepraszam.
-Więc...więc dlatego ,że sądzisz,że na ciebie nie zasługuję nie będziesz mnie kochać? -mrugam kilka razy
-Nie,nie....zawszę będę cię kochać -Harry zatrzymuje ,a ja przestaję oddychać -Po prostu chcę być dla ciebie tym kim chcesz abym był.
Przygryzam wargę leżąc na klatce piersiowej Harry'ego.
-Ty zawsze będziesz tym kogo potrzebuję -mówię do jego ucha
Słyszę jak jego oddech powoli wraca.Przyciąga mnie jeszcze bliżej.
-Dobrze- mówi i zanurza lekko rękę w moich włosach ,a mnie przebiega dreszcz -To dobrze.
Budzę się w ramionach Harry'ego owiniętych ciasno w okół mojego tułowia.Jego oddech delikatnie muska moją szyję,a loki łaskoczą moją skórę.W jego objęciach jestem cudownie zrelaksowana.Tłumię ziewnięcie.Wyswobadzam się z jego objęć i wślizguję się po cichu do łazienki cicho zamykając za sobą drzwi.Przemywam twarz wodą przypominając sobie wydarzenia z poprzedniej nocy. Harry powiedział ,że mnie kocha! Patrzę na moje odbicie w lustrze i przygryzam wargę z niedowierzania.Dwadzieścia cztery godziny temu nie przypuszczałabym,że stanie się coś takiego.
-Blair? -słyszę wołanie Harry'ego z pokoju
-Tu jestem -odpowiadam i wiążę moje włosy w koński ogon.
Znowu przebieram się w sukienkę z imprezy ,bo nie mam nic innego co mogłabym założyć.Nie mam zamiaru zostać w ponadgabarytowych ubraniach Harry'ego mimo,że są bardzo wygodne.Chłopak pojawia się w drzwiach łazienki i wzdycha z ulgą kiedy jego oczy mnie odnajdują.
-Myślałem ,że poszłaś. -mówi
-Dlaczego?
Harry wzrusza ramionami.
-Większość dziewczyn ,z którymi spędzam noc tak robi.
Moje policzki oblewają się rumieńcem.Odwracam się w stronę lustra.
-Nie jestem dziwką jak one. -mówię
-Wiem,że nie jesteś, Blair.- mówi
Owija ręką moją talię i całuje mnie w skroń. Biorę jego szczoteczkę do zębów z kubka stojącego obok umywalki i wyciskam na nią pastę do zębów.
-To jest naprawdę obrzydliwe -mówię i zaczynam myć zęby
Harry posyła mi głupawy uśmieszek, wraca do pokoju i przebiera się w czyste ubrania.Szybko odwracam oczy od jego ciała rumieniąc się wściekle.
-Wyglądasz świetnie w tej sukience -komentuje Harry kiedy ja wypluwam pastę do zlewu -Wygląda trochę na taką ,w której się ciężko oddycha.
-Taka jest -mówię -Muszę pójść do domu się przebrać.
Harry wzrusza ramionami.
-Jasne -mówi
Wzdycham na swoje odbicie w łazienkowym lustrze.
-Zacznijmy więc. -mówię
-Co?
-To miejsce wygląda jak gówno. -mówię jak wychodzę na korytarz i zbieram kilka czerwonych kubków
Sukienka ciasno opina moje ciało i boję się ,że szwy pękną kiedy schylam się by wyrzucić kubki do kosza.
-Możemy zrobić to później.-mówi Harry kiedy zauważa moje skrępowane ruchy w sukience
-Dzięki Bogu -mówię -Uduszę się w tej sukience.
-Jestem zaskoczony,że nie chcesz teraz sprzątać.-mówi Harry jak zmierzamy do samochodu - Zwykle twoje OCD* bierze górę.
-To nie przez ten cholerny nałóg -mówię wskazując palcem na sukienkę jak przesuwam się na skórzanym fotelu
Harry śmieje się i przygryza wewnętrzną wargę.
-Wszystko w porządku? -pytam Harry'ego jak dojeżdżamy do mojego domu
-Tak, jest okej. -odpowiada
-Czy to....czy to przez Louisa? -pytam kładąc moje dłonie na jego ręce
-Nie chcę tam iść i pozwolić by mnie uderzył ,bo wiem, że mu oddam ,a nie chcę abyś była na mnie wkurzona.
-On cię nie uderzy. -mówię -Jest w porządku.Ale wolałabym....
-Nie chcesz mnie tam?
-Nie miałabym nic przeciwko.
-I tak powinienem już iść.Muszę posprzątać dom -mówi
Kiwam głową.
-W porządku- mówę
Wysyła do mnie mały uśmiech.
-Do zobaczenia później .-mówi Harry
Czekam jeszcze chwilę w samochodzie jakby chciał mnie pocałować ,czy coś,ale nic takiego nie nadchodzi więc wysiadam z samochodu.Odjeżdża z podjazdu sekundę po tym jak zamykam drzwi od auta.Czy jest na mnie zły? Dlaczego miałby być? Powiedziałam coś nie tak?
Westchnęłam i weszłam do domu zamykając za sobą drzwi.Jest sobota więc wszystkie bliźniaki powinny być na lekcji tańca.Fizzy jest na praktyce piłki nożnej ,a Lottie i Louis są gdzieś pewnie z przyjaciółmi.Biorę szpilki w moje dłonie jak wchodzę po schodach.
-Gdzie byłaś przez całoą noc? -słyszę głos ojca
Odwracam się i widzę go stojącego na dole schodów ze skrzyżowanymi rękami.
-Byłam....byłam z Harrym -mówię
-W tym? -pyta mnie patrząc na moją sukienkę
Widzę zdegustowanie na jego twarzy.
-To nie moje -mówię
-Więc dlaczego to nosisz?
-Ja..ja...byłam na imprezie.
Dlaczego tak nagle się o mnie troszczy.
-Z Harrym? -pyta ponownie
-Tak.
-Przez całą noc?
-Nic się nie wydarzyło jeśli o to się martwisz. -mówię
-Nie martwię się,po prostu nie podoba mi się ,że byłaś poza domem całą noc i wracasz dopiero o dziewiątej nad ranem.
-Od kiedy?
-Od zawsze,Blair.Jesteś moją córką.
Zaśmiałam się drwiąco.
-Byłam z Harrym -tłumaczę mu
-Harry....Harry nie jest tym samym dzieciakiem jakim był kilkanaście lat temu.
-O co ci chodzi? Uważasz,że jest niewiarygodny?
-Cóż....
-Cholera! Nie interesujesz się mną od kiedy ożeniłeś się z Jay i nagle obchodzi cię to, że byłam z najlepszym przyjacielem! -moja krew wrze
-Uważaj na język, Blair.
-Zacznę uważać na język jak ty zaczniesz być lepszym ojcem -krzyczę na niego zanim wbiegam po schodach na piętro i wchodzę do mojego pokoju zatrzaskując za mną drzwi.Wygramoliłam się z sukni i weszłam pod prysznic.Wymyłam każdy ślad pozostały z imprezy tej nocy.Pozwoliłam moim włosom wyschnąć na powietrzu bez konieczności używania suszarki. Przebrałam się w dżinsy, t-shirt i Keds'y*. Złapałam klucze,które były moim źródłem dostępu do samochodu i mieszkania.Włożyłam kluczyki w stacyjkę w samochodzie i jak najszybciej oddaliłam się od domu mojego ojca.Złapałam moją komórkę i szybko wybrałam numer Harry'ego. Podniósł za drugim sygnałem.
-Hej -mówi
-Gdzie jesteś? -pytam
-W domu.Wszystko w porządku?
-Nie. Czy możemy się gdzieś spotkać?
-Jasne.
Odłożyłam słuchawkę i wyjechałam na autostradę zmierzając w stronę małego parku ,który odkryliśmy ja i Harry lata temu. Wysiadłam z samochodu i zaczęłam iść szybkim krokiem w stronę niewielkiego strumienia ,który biegnie przez cały park.Trzymam ręce w kieszeni ,a moje włosy są rozwiewane lekkimi podmuchami wiatru.
-Cześć -Harry podchodzi do mnie
-Hej -mówię
-Co się stało? -pyta
-Znowu mój ojciec.
Harry kiwa głową.
-Co tym razem powiedział?
Nie patrzę na niego.
-Nieważne -nie chcę skrzywdzić Harry'ego przez słowa ,które powiedział mój ojciec
-Powiedz mi.
-On...on mnie przesłuchiwał jak pieprzony policjant o tym gdzie byłam tej nocy.
-Wiedział,że byłaś ze mną,prawda?
-Tak, powiedziałam mu,ale on....on myśli ,że nie jesteś już taki wiarygodny.
-Dlaczego?
-Cholera wie...on jest taki...ugh! -patrzę na wolno płynącąwodę w strumyku w nadzieji ,że ona ukoji moje nerwy.
-Przykro mi, Blair -mówi Harry
-On jest...on jest takim gównianym ojcem i tak łatwo potrafi mnie zdenerwować.Nienawidzę jak jest taki nietolerancyjny, i gdy patrzę na niego to widzę broń w rękach mojej matki.-mówię
Patrzę w dół. To jest pierwszy raz kiedy zwierzam się z tego komukolwiek. Harry patrzy na mnie uważnie.
-Blair -mówi i sięga swoją ręką po moją i splata nasze palce kojąc mnie
Chłopak przyciąga mnie bliżej do siebie tak,że chowam głowę w jego piersi.Nie będę płakać.Nie będę użalać się nad moim ojcem.
-To była jego broń -mówię ,mój głos jest lekko tłumiony przez ciało Harry'ego. Harry delikatnie wkłada swoją dłoń w moje włosy.
-On jest nieważny -mówi
Odsuwam się od Harry'ego i chwytam sprawnie kamyk z ziemi i uderzam nim o wodę.Najpierw odbija się raz ,a potem drugi.
-Nieźle -mówi sięgajc po swój własny kamień -Ale nie świetnie. -mówi i uśmiecha się do mnie jak jego kamyk odbija się od wody trzy razy
-Szczęściarz- mówię słysząc jeszcze czwarte odbicie
-Nie myśl ,że nie mogę tego pobić -mówi do mnie w pół uśmiechu
-Nie zdołasz -mówię
Wzrusza ramionami.Jego oczy lśnią w promieniach słońca.
-Przepraszam ,że przyszłam do ciebie z moimi problemami -mówię -Czuję się jak pieprzony kretyn.
-Nie martw się- mówi -Nie mam nic przeciwko wysłuchaniu ciebie.
-Dzięki -mówię
-Zawsze.-odpowiada Harry
Keed's* -popularne buty w Wielkiej Brytanii
OCD* -nerwica natręctw
*****
czytasz = komentujesz <3
-Nigdy nie słyszałem,żebyś mówiła tak do kogoś.-mówi chłopak
-Musiał to usłyszeć.Nie mógł kontrolować moim życiem- mówię
Harry przechodzi przez pokój by zbliżyć się do mnie.Patrzy na mnie ,ale nie mogęodczytać wyrazu jego twarzy.
-Dlaczego nie mielibyśmy cofnąć się i pozwolić ci zostać tutaj na noc?
-Co masz na myśli cofnąć się? -pytam zdezorientowana
-I tak przyjdziesz tutaj rano.Wiesz możemy cofnąć się do dzieciństwa.Pamiętasz jak spaliśmy razem i czekaliśmy kto pierwszy się obudzi?-chłopak uśmiecha się i chowa niesforny kosmyk włosów za moje ucho.
-Ale nie mam piżamy.I szczoteczki. I pasty do zębów.-mówię
-Możesz użyć mojej szczoteczki. -mówi Harry
-Ew, używać twojej szczoteczki? Paskudztwo -mówię
-Przed chwilą wymieniałaś się ze mną śliną.Sądzę,że użycie mojej szczoteczki do zębów i i tak wyjdzie bardziej higienicznie. -uśmiecha się głupawo do mnie,a ja cała się rumienię
Marszczę nos i popycham Harry'ego.
-Jesteś obrzydliwy.
Harry łapie mój nadgarstek i przybliża mnie do siebie.
-Oczywiście możesz zawsze wybrać opcję mniej higieniczną. -oddycha
Jego oczy patrzą łobuzersko na mnie.
-W porządku,dziękuję. -uśmiecham się i przechodząc obok niego i kierując się w stronę łazienki
Myję zęby jego szczoteczką ku mojej odrazie i rozbawieniu Harry'ego. Chłopak znajduje spodnie dresowe i t-shirt. Szybko przebieram się w te ubrania.Wiążę moje włosy w kucyk i wślizguję się do łóżka Harry'ego.
-Nie wiem jak dam radę zasnąć? -mówię kiedy Harry zamyka drzwi na klucz -Słyszę trwającą imprezę.
Czuję jak łóżko lekko opada kiedy Harry kładzie się na nim.Jego ciało promieniuje ciepłem.
-Pomogę ci zasnąć -mówi
Oplata mnie ramionami i przysuwa bliżej siebie.Rumienię się.
-Przepraszam za to co powiedziałam wcześniej -mówię
Harry patrzy na mnie i podnosi rękę ,którą przykłada do mojego policzka.
-Ja też -mówi - Czasami...po prostu...nie potrafię kontrolować tego co mówię.
-Zawsze można kontrolować to co się mówi.
-Nie ja -mówi -Nie kiedy jestem z tobą.
-Co masz na myśli?
-Jeśli mówię te rzeczy to do kogokolwiek innego nie mam z tym problemu,ale ty...ty sprawiasz,że czuję się okropnie winny. -uśmiecha się
-To jest co robię. -uśmiecham się blado
Harry śmieje się. Jet to najpiękniejszy dźwięk jaki kiedykolwiek słyszałam.
-Harry ,ty nigdy nie powiedziałeś mi tego z powrotem.-mówię nagle
-Czego?
-Wiesz czego.
Harry marszczy brwi.Odwraca się na plecy usuwając rękę z mojej twarzy. Chłopak unika mojego wzroku.Podpieram się na łokciu.
-Harry nie chcę być kolejną z twoich dziewczyn. -mówię cicho -Jeśli to jest to co tu robię to.....
-Nie -mówi -Nigdy nie potraktowałbym cię tak przedmiotowo.
-Robiłeś tak z innymi dziewczynami....
-Inne dziewczyny nie są tobą! -mówi prawie ze złością
Nie mówię nic.Patrzę w dal.
-Jeśli mnie nie kochasz w ten sposób ,zrozumiem -mówię spokojnie -Po prostu nie chcę żebyś udawał,że tak jak jest przeciwnie.
Harry patrzy na mnie.
-To jest to co myślisz? Że udaję?
Wzruszam ramionami.
-Nie wiem co myślę. Szczerze mówiąc i tak za dużo się zastanawiam nad tym wszystkim.-śmieję się sucho
-Blair- mówi Harry -Ty i ja jesteśmy jesteśmy zupełnie inni...wiesz? -kiwam powoli głową nie wiedząc do czego zmierza
-Nawet jeśli dorastaliśmy razem...jesteśmy bardzo różnymi ludźmi.
-Co...co masz na myśli?
-To będzie trudne dla ciebie aby mnie kochać.-mówi -Ty jedyna pochodzisz z rozbitej rodziny. Ja....dorastałem w doskonałej rodzinie.Nie mam prawa narzekać na cokolwiek.
-Myślisz....myślisz,że na ciebie nie zasługuję? -pytam cicho Harry'ego
-Ja tak nie myślę...ja wiem,że na mnie nie zasługujesz -patrzy na mnie -I przepraszam.
-Więc...więc dlatego ,że sądzisz,że na ciebie nie zasługuję nie będziesz mnie kochać? -mrugam kilka razy
-Nie,nie....zawszę będę cię kochać -Harry zatrzymuje ,a ja przestaję oddychać -Po prostu chcę być dla ciebie tym kim chcesz abym był.
Przygryzam wargę leżąc na klatce piersiowej Harry'ego.
-Ty zawsze będziesz tym kogo potrzebuję -mówię do jego ucha
Słyszę jak jego oddech powoli wraca.Przyciąga mnie jeszcze bliżej.
-Dobrze- mówi i zanurza lekko rękę w moich włosach ,a mnie przebiega dreszcz -To dobrze.
Budzę się w ramionach Harry'ego owiniętych ciasno w okół mojego tułowia.Jego oddech delikatnie muska moją szyję,a loki łaskoczą moją skórę.W jego objęciach jestem cudownie zrelaksowana.Tłumię ziewnięcie.Wyswobadzam się z jego objęć i wślizguję się po cichu do łazienki cicho zamykając za sobą drzwi.Przemywam twarz wodą przypominając sobie wydarzenia z poprzedniej nocy. Harry powiedział ,że mnie kocha! Patrzę na moje odbicie w lustrze i przygryzam wargę z niedowierzania.Dwadzieścia cztery godziny temu nie przypuszczałabym,że stanie się coś takiego.
-Blair? -słyszę wołanie Harry'ego z pokoju
-Tu jestem -odpowiadam i wiążę moje włosy w koński ogon.
Znowu przebieram się w sukienkę z imprezy ,bo nie mam nic innego co mogłabym założyć.Nie mam zamiaru zostać w ponadgabarytowych ubraniach Harry'ego mimo,że są bardzo wygodne.Chłopak pojawia się w drzwiach łazienki i wzdycha z ulgą kiedy jego oczy mnie odnajdują.
-Myślałem ,że poszłaś. -mówi
-Dlaczego?
Harry wzrusza ramionami.
-Większość dziewczyn ,z którymi spędzam noc tak robi.
Moje policzki oblewają się rumieńcem.Odwracam się w stronę lustra.
-Nie jestem dziwką jak one. -mówię
-Wiem,że nie jesteś, Blair.- mówi
Owija ręką moją talię i całuje mnie w skroń. Biorę jego szczoteczkę do zębów z kubka stojącego obok umywalki i wyciskam na nią pastę do zębów.
-To jest naprawdę obrzydliwe -mówię i zaczynam myć zęby
Harry posyła mi głupawy uśmieszek, wraca do pokoju i przebiera się w czyste ubrania.Szybko odwracam oczy od jego ciała rumieniąc się wściekle.
-Wyglądasz świetnie w tej sukience -komentuje Harry kiedy ja wypluwam pastę do zlewu -Wygląda trochę na taką ,w której się ciężko oddycha.
-Taka jest -mówię -Muszę pójść do domu się przebrać.
Harry wzrusza ramionami.
-Jasne -mówi
Wzdycham na swoje odbicie w łazienkowym lustrze.
-Zacznijmy więc. -mówię
-Co?
-To miejsce wygląda jak gówno. -mówię jak wychodzę na korytarz i zbieram kilka czerwonych kubków
Sukienka ciasno opina moje ciało i boję się ,że szwy pękną kiedy schylam się by wyrzucić kubki do kosza.
-Możemy zrobić to później.-mówi Harry kiedy zauważa moje skrępowane ruchy w sukience
-Dzięki Bogu -mówię -Uduszę się w tej sukience.
-Jestem zaskoczony,że nie chcesz teraz sprzątać.-mówi Harry jak zmierzamy do samochodu - Zwykle twoje OCD* bierze górę.
-To nie przez ten cholerny nałóg -mówię wskazując palcem na sukienkę jak przesuwam się na skórzanym fotelu
Harry śmieje się i przygryza wewnętrzną wargę.
-Wszystko w porządku? -pytam Harry'ego jak dojeżdżamy do mojego domu
-Tak, jest okej. -odpowiada
-Czy to....czy to przez Louisa? -pytam kładąc moje dłonie na jego ręce
-Nie chcę tam iść i pozwolić by mnie uderzył ,bo wiem, że mu oddam ,a nie chcę abyś była na mnie wkurzona.
-On cię nie uderzy. -mówię -Jest w porządku.Ale wolałabym....
-Nie chcesz mnie tam?
-Nie miałabym nic przeciwko.
-I tak powinienem już iść.Muszę posprzątać dom -mówi
Kiwam głową.
-W porządku- mówę
Wysyła do mnie mały uśmiech.
-Do zobaczenia później .-mówi Harry
Czekam jeszcze chwilę w samochodzie jakby chciał mnie pocałować ,czy coś,ale nic takiego nie nadchodzi więc wysiadam z samochodu.Odjeżdża z podjazdu sekundę po tym jak zamykam drzwi od auta.Czy jest na mnie zły? Dlaczego miałby być? Powiedziałam coś nie tak?
Westchnęłam i weszłam do domu zamykając za sobą drzwi.Jest sobota więc wszystkie bliźniaki powinny być na lekcji tańca.Fizzy jest na praktyce piłki nożnej ,a Lottie i Louis są gdzieś pewnie z przyjaciółmi.Biorę szpilki w moje dłonie jak wchodzę po schodach.
-Gdzie byłaś przez całoą noc? -słyszę głos ojca
Odwracam się i widzę go stojącego na dole schodów ze skrzyżowanymi rękami.
-Byłam....byłam z Harrym -mówię
-W tym? -pyta mnie patrząc na moją sukienkę
Widzę zdegustowanie na jego twarzy.
-To nie moje -mówię
-Więc dlaczego to nosisz?
-Ja..ja...byłam na imprezie.
Dlaczego tak nagle się o mnie troszczy.
-Z Harrym? -pyta ponownie
-Tak.
-Przez całą noc?
-Nic się nie wydarzyło jeśli o to się martwisz. -mówię
-Nie martwię się,po prostu nie podoba mi się ,że byłaś poza domem całą noc i wracasz dopiero o dziewiątej nad ranem.
-Od kiedy?
-Od zawsze,Blair.Jesteś moją córką.
Zaśmiałam się drwiąco.
-Byłam z Harrym -tłumaczę mu
-Harry....Harry nie jest tym samym dzieciakiem jakim był kilkanaście lat temu.
-O co ci chodzi? Uważasz,że jest niewiarygodny?
-Cóż....
-Cholera! Nie interesujesz się mną od kiedy ożeniłeś się z Jay i nagle obchodzi cię to, że byłam z najlepszym przyjacielem! -moja krew wrze
-Uważaj na język, Blair.
-Zacznę uważać na język jak ty zaczniesz być lepszym ojcem -krzyczę na niego zanim wbiegam po schodach na piętro i wchodzę do mojego pokoju zatrzaskując za mną drzwi.Wygramoliłam się z sukni i weszłam pod prysznic.Wymyłam każdy ślad pozostały z imprezy tej nocy.Pozwoliłam moim włosom wyschnąć na powietrzu bez konieczności używania suszarki. Przebrałam się w dżinsy, t-shirt i Keds'y*. Złapałam klucze,które były moim źródłem dostępu do samochodu i mieszkania.Włożyłam kluczyki w stacyjkę w samochodzie i jak najszybciej oddaliłam się od domu mojego ojca.Złapałam moją komórkę i szybko wybrałam numer Harry'ego. Podniósł za drugim sygnałem.
-Hej -mówi
-Gdzie jesteś? -pytam
-W domu.Wszystko w porządku?
-Nie. Czy możemy się gdzieś spotkać?
-Jasne.
Odłożyłam słuchawkę i wyjechałam na autostradę zmierzając w stronę małego parku ,który odkryliśmy ja i Harry lata temu. Wysiadłam z samochodu i zaczęłam iść szybkim krokiem w stronę niewielkiego strumienia ,który biegnie przez cały park.Trzymam ręce w kieszeni ,a moje włosy są rozwiewane lekkimi podmuchami wiatru.
-Cześć -Harry podchodzi do mnie
-Hej -mówię
-Co się stało? -pyta
-Znowu mój ojciec.
Harry kiwa głową.
-Co tym razem powiedział?
Nie patrzę na niego.
-Nieważne -nie chcę skrzywdzić Harry'ego przez słowa ,które powiedział mój ojciec
-Powiedz mi.
-On...on mnie przesłuchiwał jak pieprzony policjant o tym gdzie byłam tej nocy.
-Wiedział,że byłaś ze mną,prawda?
-Tak, powiedziałam mu,ale on....on myśli ,że nie jesteś już taki wiarygodny.
-Dlaczego?
-Cholera wie...on jest taki...ugh! -patrzę na wolno płynącąwodę w strumyku w nadzieji ,że ona ukoji moje nerwy.
-Przykro mi, Blair -mówi Harry
-On jest...on jest takim gównianym ojcem i tak łatwo potrafi mnie zdenerwować.Nienawidzę jak jest taki nietolerancyjny, i gdy patrzę na niego to widzę broń w rękach mojej matki.-mówię
Patrzę w dół. To jest pierwszy raz kiedy zwierzam się z tego komukolwiek. Harry patrzy na mnie uważnie.
-Blair -mówi i sięga swoją ręką po moją i splata nasze palce kojąc mnie
Chłopak przyciąga mnie bliżej do siebie tak,że chowam głowę w jego piersi.Nie będę płakać.Nie będę użalać się nad moim ojcem.
-To była jego broń -mówię ,mój głos jest lekko tłumiony przez ciało Harry'ego. Harry delikatnie wkłada swoją dłoń w moje włosy.
-On jest nieważny -mówi
Odsuwam się od Harry'ego i chwytam sprawnie kamyk z ziemi i uderzam nim o wodę.Najpierw odbija się raz ,a potem drugi.
-Nieźle -mówi sięgajc po swój własny kamień -Ale nie świetnie. -mówi i uśmiecha się do mnie jak jego kamyk odbija się od wody trzy razy
-Szczęściarz- mówię słysząc jeszcze czwarte odbicie
-Nie myśl ,że nie mogę tego pobić -mówi do mnie w pół uśmiechu
-Nie zdołasz -mówię
Wzrusza ramionami.Jego oczy lśnią w promieniach słońca.
-Przepraszam ,że przyszłam do ciebie z moimi problemami -mówię -Czuję się jak pieprzony kretyn.
-Nie martw się- mówi -Nie mam nic przeciwko wysłuchaniu ciebie.
-Dzięki -mówię
-Zawsze.-odpowiada Harry
Keed's* -popularne buty w Wielkiej Brytanii
OCD* -nerwica natręctw
*****
czytasz = komentujesz <3
niedziela, 29 czerwca 2014
Chapter 12
Oczy Harry'ego się zwężają.
-Co?!
-Nic -mówię do niego i odwracam się w kierunku Perrie ,ale Harry chwyta mnie za ramię
-Kto ci powiedział? -pyta
-Powiedział mi co?
-Wiesz co.
-Puść mnie Harry -mówię starając się wyrwać moją rękę z jego uścisku ,ale nie daję rady.
-Chodź ze mną -warczy i praktycznie ciągnie mnie w stronę schodów. Kiedy zmierzamy do pokoju na piętrze kilkoro imprezowiczów rzuca nam ciekawskie spojrzenia ,ale większość ludzi nie zwraca na to większej uwagi. Widocznie to normalny widok dla nich jak Harry ciągnie dziewczynę do pokoju. Przełykam ślinę i odpycham te myśli.Gdy jesteśmy w pokoju chłopak zatrzaskuje za sobą drzwi i odwraca się w moją stronę.
-Kto, ci to kurwa powiedział? -pyta mnie
-Perrie....Perrie mi powiedziała
-Kurwa -przeczesuje dłonią swoje loki
-Nie mów jej ,że ci powiedziałam,Harry. Nie skrzywdź nikogo. -gdy ostatnie zdanie opuszcza moje usta od razu tego żałuję
-Skrzywdzić kogoś? Co ona ci powiedziała? Ile ci powiedziała? -jego oczy pilnie się we mnie wpatrują
-Wszystko....powiedziała mi wszystko -unikam jego wzroku
-Kurwa, kurwa, kurwa -słyszę Harry'ego przeklinającego pod nosem
-Co, myślałeś,że nigdy się nie dowiem? Że jestem głupia? -pytam go
-To było dwa lata temu, myślałem....
-Źle myślałeś.-mówię
Harry piorunuje mnie spojrzeniem i nagle popycha mnie przyciskając mnie do ściany.
-Nie,mów kurwa,że źle myślałem.-warczy niskim głosem
Jego twarz jest tak blisko mojej ,że czuję jego oddech.
-Louis uderzył mnie pięścią za to ,że cię broniłem więc lepiej zamknij się i pomyśl za każdym razem jak będziesz chciała go obronić.
Odwracam głowę i patrzę przez okno.Już widzę kubki i śmieci na trawniku,które prawdopodobnie będę Harry'emu rano pomagała zbierać.Wzdycham.
-Nie musiałeś uderzyć Luke'a butelką piwa. -mówię
-Naprawdę? Gdybym tego nie zrobił on próbowałby oczarować cię pieprzonym sobą -Harry spluwa
-Wiesz jak to mnie wkurza? Musiałem go uderzyć, wtedy trzymałby się kurwa od ciebie z daleka.
-Jakie to ma dla ciebie znaczenie? Nie jesteś moim ojcem? -mówię
-Cóż twój ojciec również też się tobą kurwa nie obchodzi więc mogę nim być! -krzyczy Harry
Rozszerzam oczy w szoku.Odpycham Harry'ego ode mnie i przeczesuję ręką włosy.
-Nie...nie mieszaj w to mojej rodziny! -krzyczę
-Blair....
-Nie próbuj teraz kurwa przepraszać ,jak robisz to za każdym razem.Nie potrzebuję cholernego przypomnienia,że ojcu na mnie nie zależy!
Harry patrzy na mnie.Widać ,że jest nadal zły.
-Muszę mówić ci te rzeczy ,abyś mnie kurwa posłuchała.
-Chciałabym słuchać każdego dnia, nie wiesz tego? Wiesz ,że masz nade mną kontrolę.
-Nie,nie mam.Nigdy mnie nie słuchasz i nigdy nie będziesz.Jesteś taka cholernie uparta.
-Posłuchałam cię niestety tego dnia kiedy kazałeś mi szpiegować moją matkę! -krzyczę
Twarz Harry'ego wypełnia ból.Nic nie mówi.Robi krok do tyłu jakbym zaatakowała go fizycznie.Czuję w sobie winę za wypomnienie mu tego ,ale staram zachować gniewny wyraz twarzy.
-Ja...ja...nie mogłem wiedzieć -mówi powoli -Ty....nie mogłaś....
-Stop! -krzyczę -Stop!
-Nie można po prostu kurwa mówić czegoś takiego! -złość powraca do jego głosu -Mogę powiedzieć jakieś głupie gówno ,ale ty nie jesteś lepsza!
-Nie odwracaj tego przeciwko mnie. Uderzyłeś Luke'a szklaną butelką.Mogłeś pójść do więzienia!- mówię
-Myślisz,że mnie to obchodzi? Tak długo jak trzyma się z daleka....
-Przestań! -krzyczę -Jeśli będę chciała umówić się z nim to to zrobię!
Wiem,że to nie stanie się z nawet milion lat, ale nie mogę pozwolić Harry'emu by mówił co mogę ,a czego nie mogę robić.
Oczy Harry'ego zwężają się.
-Nie,nie możesz.-odkrzykuje -Jeśli chciałabyś to przestań być taka uparta.
-Cóż przykro mi ,Harry.Przykro mi,że jestem zbyt uparta by słuchać tych cholernych rzeczy ,które do mnie mówisz.Bo powiem ci coś Harry.Może kiedyś byłam w tobie zakochana,ale teraz już na pewno kurwa cię nie kocham!- krzyczę
Łzy płyną po mojej twarzy.Nie minął nawet dzień od kiedy pogodziliśmy się z Harrym i zostaliśmy ponownie najlepszymi przyjaciółmi ,a już stoimy krzycząc na siebie. Idealny makijaż wykonany przez Jane i Penny rozmazał się na mojej twarzy i spłynął po niej wraz z łzami.
-Dobrze, bo też cię nie kocham -krzyczy Harry
Czuję się jakbym została wypatroszona.Wiem ,że powiedziałam to samo do Harry'ego ,ale słowa wychodzące z jego ust zabolały mnie jeszcze bardziej.
Siadam na łóżku i przykładam dłonie do twarzy.
-Dobrze -mówię -Nie chciałabym ,aby ktoś taki jak ty mnie kochał. -chcę żeby moje słowa go zabolały, chcę aby one zraniły go tak jak on ranił mnie
-Co masz na myśli, ktoś taki jak ja ? -pyta
-Ktoś kogo nie obchodzi nikt inny oprócz siebie .Ktoś kto nieustannie rani ludzi wokół niego nie troszcząc się o nich.Ktoś ,kogo powinnam wyrzucić z mojego życia lata temu.
Wstaję i podchodzę do drzwi.
-Gdzie idziesz? -pyta mnie
-Tak daleko od ciebie jak tylko mogę. -mówię mu
Otwieram drzwi ,ale za nim wychodzę Harry łapie mnie za nadgarstek i odwraca do siebie.Zamyka drzwi i popycha mnie na nie przyciskając mnie swoim ciałem.Wstrzymuję oddech.
-Nie miałaś tego na myśli,prawda ? -pyta
Jego głos jest miękki i zmartwiony.To mnie dziwi jak jego ton głosu może się zmienić w ciągu kilku sekund.
-Oczywiście ,że to miałam na myśli.Teraz naprawdę zawaliłeś sprawę Harry.
Patrzy w dół ,a jego wyraz twarzy łagodnieje.
-Nie wiem dlaczego tak bardzo cię krzywdzę.-oddycha patrząc ponownie w moje oczy -Po prostu taki jestem.
-Nie byłeś taki, Harry.-mówię -Zanim zacząłeś spotykać się z Lukiem i wszystkimi innym. -szukam jego oczu -Zmieniłeś się Harry,a ja wolałam dawnego ciebie.
Jego oczy rozszerzają się przy moich słowach. -Mogę znów taki być -mówi cicho -Mogę być taki dla ciebie.
Boli mnie klatka piersiowa i walczę z pragnieniem ponownego rozpłakania się.
-Nie chcę abyś był kimś kogo dawno zostawiłeś daleko za sobą -mówię
Harry patrzy na mnie.
-Czy miałaś to na myśli? -pyta szeptem
Wiem o co mu chodzi. Pyta mnie o moment kiedy powiedziałam, że go nie kocham.
Nie patrzę na niego.
-Oczywiście,że nie. -mówię -Zawszę będę cię kochać.
Harry podnosi rękę do mojej twarzy aby obrócić ją ku sobie. Patrzę mu prosto w oczy.On pociera czubkiem palca mój policzek .
-Naprawdę? -szepcze Harry -Mimo,że tak wiele razy cię zraniłem?
-Wolałabym ,abyś ranił mnie tysiąc razy niż miałabym cię na zawsze opuścić.-mówię łamiącym się głosem
-Nigdy nie zapomnę. -mówi chłopak
-Nie zapomniesz czego? -pytam
-Pocałunku- mówi -Nigdy go nie zapomnę.
Harry bierze kosmyk moich włosów przyklejonych do twarzy i zakłada je za ucho.I nagle pochyla się i mnie całuje.Moje serce eksploduje jak owijam ręce na jego szyi i przyciągam go tak blisko jak tylko mogę.Wiem,że nigdy nie znudzi mi się smak jego ust.Jego słowa mogą mnie nawet zabić ,ale nie ma niczego takiego,żadnego wypowiedzianego przez niego słowa przez które mogłabym go przestać kochać.Kiedy przejeżdża językiem po mojej dolnej wardze wyobrażam sobie moją matkę uśmiechającą się na nas z góry i mówiącą, że wiedziała, że to tak się skończy. Łza spływa po moim poliku ,ale nie ze smutku . Wiem,że mimo tego iż mojej mamy nie ma już na Ziemi to zawsze będzie blisko mnie i Harry'ego.
Nagle drzwi do pokoju otwierają się z hukiem.Harry i ja podskakujemy i odsuwamy się od siebie ,a ja dotykam palcami moich ust.W drzwiach stoi Louis. Jęczę wewnętrznie.Czy to nigdy się nie skończy?
-Co jest kurwa!? -Harry krzyczy na niego
-Wypierdalaj z dala od mojej małej siostry -Louis warczy na Harry'ego popychając go o ścianę.Ciało Harry'ego uderza o ścianę ,a jego oczy wypełniają się gniewem.Robię krok i staję przed Louisem wiedząc,że Harry z łatwością oddałby mu i zrujnował wszystko.Louis cofa się i patrzy na mnie z wściekłością.
-Nie jestem twoją siostrą! Nie jestem twoim małym niczym! -krzyczę na niego -Tylko dlatego,że nasi rodzice są razem nie znaczy ,że posiadasz kontrolę nad moim życiem!
-Blair! -Lou krzyczy na mnie -Myślałem,że zrozumiałaś kiedy powiedziałem ci ,żebyś się trzymała z dala od niego!
-Nie będziesz mną kontrolował -krzyczę -Jestem dorosła....
-Nie wiesz do czego jest zdolny.Nie wiesz....
-Znam go przez pieprzone piętnaście lat, Louis więc dlaczego kurwa mi nie odpuścisz i nie pozwolisz wziąć mojego życia we własne ręce! -odkrzykuję
Nigdy nie rozmawiałam z nikim o Harry'm w ten sposób.A tym bardziej nie z Louisem.
Louis i Harry patrzą na mnie w szoku.Oczy Harry'ego tańczą z radości,a Louisowi opadła szczęka.
-Myślę,że powinieneśjuż iść. -Harry mówi do Louisa
-Blair,on cię znowu skrzywdzi -mówi mój przyrodni brat patrząc na mnie pilnie
-Dzięki za ostrzeżenie Lou ,ale mu ufam -mówię stanowczo
-T...tak?- pyta Harry,a ja zdaję sobie sprawę ,że nie wiedział tego wcześniej
-Zawsze ci ufałam.- mówię
-Dlaczego? -pyta
-Ponieważ....ponieważ -nie chcę tego mówić przy Louisie
-Ponieważ? -prosi Harry
Oboje patrzą na mnie wyczekująco.
Przełykam ślinę i patrzę prosto w zielone oczy Harry'ego.
-Bo cię kocham.
Louis dławi się i głośno kaszle.Harry uśmiecha się szeroko tak,że w jego policzkach pojawiają się dołeczki.
-Blair -zaczyna Louis -Chciałem jak najlepiej....
-Wiem, Louis -mówię nie spuszczając oczu z Harry'ego -Wiem.
Louis patrzy na mnie ,a potem na Harry'ego ,a potem odwraca się i wychodzi z pokoju trzaskając drzwiami wygadując ciąg przekleństw pod nosem.
*****
czytasz = komentujesz <3
-Co?!
-Nic -mówię do niego i odwracam się w kierunku Perrie ,ale Harry chwyta mnie za ramię
-Kto ci powiedział? -pyta
-Powiedział mi co?
-Wiesz co.
-Puść mnie Harry -mówię starając się wyrwać moją rękę z jego uścisku ,ale nie daję rady.
-Chodź ze mną -warczy i praktycznie ciągnie mnie w stronę schodów. Kiedy zmierzamy do pokoju na piętrze kilkoro imprezowiczów rzuca nam ciekawskie spojrzenia ,ale większość ludzi nie zwraca na to większej uwagi. Widocznie to normalny widok dla nich jak Harry ciągnie dziewczynę do pokoju. Przełykam ślinę i odpycham te myśli.Gdy jesteśmy w pokoju chłopak zatrzaskuje za sobą drzwi i odwraca się w moją stronę.
-Kto, ci to kurwa powiedział? -pyta mnie
-Perrie....Perrie mi powiedziała
-Kurwa -przeczesuje dłonią swoje loki
-Nie mów jej ,że ci powiedziałam,Harry. Nie skrzywdź nikogo. -gdy ostatnie zdanie opuszcza moje usta od razu tego żałuję
-Skrzywdzić kogoś? Co ona ci powiedziała? Ile ci powiedziała? -jego oczy pilnie się we mnie wpatrują
-Wszystko....powiedziała mi wszystko -unikam jego wzroku
-Kurwa, kurwa, kurwa -słyszę Harry'ego przeklinającego pod nosem
-Co, myślałeś,że nigdy się nie dowiem? Że jestem głupia? -pytam go
-To było dwa lata temu, myślałem....
-Źle myślałeś.-mówię
Harry piorunuje mnie spojrzeniem i nagle popycha mnie przyciskając mnie do ściany.
-Nie,mów kurwa,że źle myślałem.-warczy niskim głosem
Jego twarz jest tak blisko mojej ,że czuję jego oddech.
-Louis uderzył mnie pięścią za to ,że cię broniłem więc lepiej zamknij się i pomyśl za każdym razem jak będziesz chciała go obronić.
Odwracam głowę i patrzę przez okno.Już widzę kubki i śmieci na trawniku,które prawdopodobnie będę Harry'emu rano pomagała zbierać.Wzdycham.
-Nie musiałeś uderzyć Luke'a butelką piwa. -mówię
-Naprawdę? Gdybym tego nie zrobił on próbowałby oczarować cię pieprzonym sobą -Harry spluwa
-Wiesz jak to mnie wkurza? Musiałem go uderzyć, wtedy trzymałby się kurwa od ciebie z daleka.
-Jakie to ma dla ciebie znaczenie? Nie jesteś moim ojcem? -mówię
-Cóż twój ojciec również też się tobą kurwa nie obchodzi więc mogę nim być! -krzyczy Harry
Rozszerzam oczy w szoku.Odpycham Harry'ego ode mnie i przeczesuję ręką włosy.
-Nie...nie mieszaj w to mojej rodziny! -krzyczę
-Blair....
-Nie próbuj teraz kurwa przepraszać ,jak robisz to za każdym razem.Nie potrzebuję cholernego przypomnienia,że ojcu na mnie nie zależy!
Harry patrzy na mnie.Widać ,że jest nadal zły.
-Muszę mówić ci te rzeczy ,abyś mnie kurwa posłuchała.
-Chciałabym słuchać każdego dnia, nie wiesz tego? Wiesz ,że masz nade mną kontrolę.
-Nie,nie mam.Nigdy mnie nie słuchasz i nigdy nie będziesz.Jesteś taka cholernie uparta.
-Posłuchałam cię niestety tego dnia kiedy kazałeś mi szpiegować moją matkę! -krzyczę
Twarz Harry'ego wypełnia ból.Nic nie mówi.Robi krok do tyłu jakbym zaatakowała go fizycznie.Czuję w sobie winę za wypomnienie mu tego ,ale staram zachować gniewny wyraz twarzy.
-Ja...ja...nie mogłem wiedzieć -mówi powoli -Ty....nie mogłaś....
-Stop! -krzyczę -Stop!
-Nie można po prostu kurwa mówić czegoś takiego! -złość powraca do jego głosu -Mogę powiedzieć jakieś głupie gówno ,ale ty nie jesteś lepsza!
-Nie odwracaj tego przeciwko mnie. Uderzyłeś Luke'a szklaną butelką.Mogłeś pójść do więzienia!- mówię
-Myślisz,że mnie to obchodzi? Tak długo jak trzyma się z daleka....
-Przestań! -krzyczę -Jeśli będę chciała umówić się z nim to to zrobię!
Wiem,że to nie stanie się z nawet milion lat, ale nie mogę pozwolić Harry'emu by mówił co mogę ,a czego nie mogę robić.
Oczy Harry'ego zwężają się.
-Nie,nie możesz.-odkrzykuje -Jeśli chciałabyś to przestań być taka uparta.
-Cóż przykro mi ,Harry.Przykro mi,że jestem zbyt uparta by słuchać tych cholernych rzeczy ,które do mnie mówisz.Bo powiem ci coś Harry.Może kiedyś byłam w tobie zakochana,ale teraz już na pewno kurwa cię nie kocham!- krzyczę
Łzy płyną po mojej twarzy.Nie minął nawet dzień od kiedy pogodziliśmy się z Harrym i zostaliśmy ponownie najlepszymi przyjaciółmi ,a już stoimy krzycząc na siebie. Idealny makijaż wykonany przez Jane i Penny rozmazał się na mojej twarzy i spłynął po niej wraz z łzami.
-Dobrze, bo też cię nie kocham -krzyczy Harry
Czuję się jakbym została wypatroszona.Wiem ,że powiedziałam to samo do Harry'ego ,ale słowa wychodzące z jego ust zabolały mnie jeszcze bardziej.
Siadam na łóżku i przykładam dłonie do twarzy.
-Dobrze -mówię -Nie chciałabym ,aby ktoś taki jak ty mnie kochał. -chcę żeby moje słowa go zabolały, chcę aby one zraniły go tak jak on ranił mnie
-Co masz na myśli, ktoś taki jak ja ? -pyta
-Ktoś kogo nie obchodzi nikt inny oprócz siebie .Ktoś kto nieustannie rani ludzi wokół niego nie troszcząc się o nich.Ktoś ,kogo powinnam wyrzucić z mojego życia lata temu.
Wstaję i podchodzę do drzwi.
-Gdzie idziesz? -pyta mnie
-Tak daleko od ciebie jak tylko mogę. -mówię mu
Otwieram drzwi ,ale za nim wychodzę Harry łapie mnie za nadgarstek i odwraca do siebie.Zamyka drzwi i popycha mnie na nie przyciskając mnie swoim ciałem.Wstrzymuję oddech.
-Nie miałaś tego na myśli,prawda ? -pyta
Jego głos jest miękki i zmartwiony.To mnie dziwi jak jego ton głosu może się zmienić w ciągu kilku sekund.
-Oczywiście ,że to miałam na myśli.Teraz naprawdę zawaliłeś sprawę Harry.
Patrzy w dół ,a jego wyraz twarzy łagodnieje.
-Nie wiem dlaczego tak bardzo cię krzywdzę.-oddycha patrząc ponownie w moje oczy -Po prostu taki jestem.
-Nie byłeś taki, Harry.-mówię -Zanim zacząłeś spotykać się z Lukiem i wszystkimi innym. -szukam jego oczu -Zmieniłeś się Harry,a ja wolałam dawnego ciebie.
Jego oczy rozszerzają się przy moich słowach. -Mogę znów taki być -mówi cicho -Mogę być taki dla ciebie.
Boli mnie klatka piersiowa i walczę z pragnieniem ponownego rozpłakania się.
-Nie chcę abyś był kimś kogo dawno zostawiłeś daleko za sobą -mówię
Harry patrzy na mnie.
-Czy miałaś to na myśli? -pyta szeptem
Wiem o co mu chodzi. Pyta mnie o moment kiedy powiedziałam, że go nie kocham.
Nie patrzę na niego.
-Oczywiście,że nie. -mówię -Zawszę będę cię kochać.
Harry podnosi rękę do mojej twarzy aby obrócić ją ku sobie. Patrzę mu prosto w oczy.On pociera czubkiem palca mój policzek .
-Naprawdę? -szepcze Harry -Mimo,że tak wiele razy cię zraniłem?
-Wolałabym ,abyś ranił mnie tysiąc razy niż miałabym cię na zawsze opuścić.-mówię łamiącym się głosem
-Nigdy nie zapomnę. -mówi chłopak
-Nie zapomniesz czego? -pytam
-Pocałunku- mówi -Nigdy go nie zapomnę.
Harry bierze kosmyk moich włosów przyklejonych do twarzy i zakłada je za ucho.I nagle pochyla się i mnie całuje.Moje serce eksploduje jak owijam ręce na jego szyi i przyciągam go tak blisko jak tylko mogę.Wiem,że nigdy nie znudzi mi się smak jego ust.Jego słowa mogą mnie nawet zabić ,ale nie ma niczego takiego,żadnego wypowiedzianego przez niego słowa przez które mogłabym go przestać kochać.Kiedy przejeżdża językiem po mojej dolnej wardze wyobrażam sobie moją matkę uśmiechającą się na nas z góry i mówiącą, że wiedziała, że to tak się skończy. Łza spływa po moim poliku ,ale nie ze smutku . Wiem,że mimo tego iż mojej mamy nie ma już na Ziemi to zawsze będzie blisko mnie i Harry'ego.
Nagle drzwi do pokoju otwierają się z hukiem.Harry i ja podskakujemy i odsuwamy się od siebie ,a ja dotykam palcami moich ust.W drzwiach stoi Louis. Jęczę wewnętrznie.Czy to nigdy się nie skończy?
-Co jest kurwa!? -Harry krzyczy na niego
-Wypierdalaj z dala od mojej małej siostry -Louis warczy na Harry'ego popychając go o ścianę.Ciało Harry'ego uderza o ścianę ,a jego oczy wypełniają się gniewem.Robię krok i staję przed Louisem wiedząc,że Harry z łatwością oddałby mu i zrujnował wszystko.Louis cofa się i patrzy na mnie z wściekłością.
-Nie jestem twoją siostrą! Nie jestem twoim małym niczym! -krzyczę na niego -Tylko dlatego,że nasi rodzice są razem nie znaczy ,że posiadasz kontrolę nad moim życiem!
-Blair! -Lou krzyczy na mnie -Myślałem,że zrozumiałaś kiedy powiedziałem ci ,żebyś się trzymała z dala od niego!
-Nie będziesz mną kontrolował -krzyczę -Jestem dorosła....
-Nie wiesz do czego jest zdolny.Nie wiesz....
-Znam go przez pieprzone piętnaście lat, Louis więc dlaczego kurwa mi nie odpuścisz i nie pozwolisz wziąć mojego życia we własne ręce! -odkrzykuję
Nigdy nie rozmawiałam z nikim o Harry'm w ten sposób.A tym bardziej nie z Louisem.
Louis i Harry patrzą na mnie w szoku.Oczy Harry'ego tańczą z radości,a Louisowi opadła szczęka.
-Myślę,że powinieneśjuż iść. -Harry mówi do Louisa
-Blair,on cię znowu skrzywdzi -mówi mój przyrodni brat patrząc na mnie pilnie
-Dzięki za ostrzeżenie Lou ,ale mu ufam -mówię stanowczo
-T...tak?- pyta Harry,a ja zdaję sobie sprawę ,że nie wiedział tego wcześniej
-Zawsze ci ufałam.- mówię
-Dlaczego? -pyta
-Ponieważ....ponieważ -nie chcę tego mówić przy Louisie
-Ponieważ? -prosi Harry
Oboje patrzą na mnie wyczekująco.
Przełykam ślinę i patrzę prosto w zielone oczy Harry'ego.
-Bo cię kocham.
Louis dławi się i głośno kaszle.Harry uśmiecha się szeroko tak,że w jego policzkach pojawiają się dołeczki.
-Blair -zaczyna Louis -Chciałem jak najlepiej....
-Wiem, Louis -mówię nie spuszczając oczu z Harry'ego -Wiem.
Louis patrzy na mnie ,a potem na Harry'ego ,a potem odwraca się i wychodzi z pokoju trzaskając drzwiami wygadując ciąg przekleństw pod nosem.
*****
czytasz = komentujesz <3
sobota, 28 czerwca 2014
Chapter 11
Flashback -Perrie's POV:
Zayn szarpie mnie za rękę jak schodzi po schodach do salonu gdzie impreza się rozkręca.Słyszę głośną muzykę na parterze.
-Gotowa do zmieszania kilku napojów? -pyta mnie
-Wszystko co mi przyniesiesz -drwię
-Nie wszystko -mówi do mojego ucha ,a ja się śmieję
W okół barku robi się tłoczno.Kiedy idziemy w tamtą stronę ludzie kiwają głowami i krzyczą do nas pozdrowienia.
-Poproszę wódkę z tonikiem -mówi Luke
-Już się robi -uśmiecham się
-Ja następny -mówi Louis
-Nie stary ,ona jest moją dziewczyną -mówi Zayn
Wszyscy się śmiejemy.
Pracuję szybko wydając mnóstwo drinków.Wreszcie przesuwam trzecie piwo w stronę Harry'ego.On zahacza kapslem o blat i otwiera piwo. Luke robi to samo. Powiedziałabym ,że obydwoje są nieźle pijani.Ktoś mnie woła i odwracam się do Penny z uśmiechem podając jej kieliszek tequili i wlewając sobie alkoholu do kubka.Wypijamy alkohol jednocześnie i śmiejemy się odczuwając piekący ból w gardle.Rozmawiam z Penny ,ale i tak nic nie poradzę na to ,że słyszę rozmowę Luke'a i Harry'ego.
-Więc co o niej myślisz? -Harry pyta Luke'a
-Jest gorąca. -mówi Luke
Harry się spina.
-Co masz na myśli,że jest gorąca? -pyta
-Kto? -pyta Luke
-Nikt.
-Naprawdę stary? Ona jest wolna? Mogę ją brać każdego dnia. -mówi Luke oblizując usta
-Brać ja? -pyta Harry z zaciśniętymi zębami
-Tak,każdego dnia o każdej porze.-Luke się śmieje odchylając głowę do tyłu
-Pierdol się! -krzyczy Harry
Zrzuca szklane butelki z piwem z blatu na podłogę.Odłamki szkła rozsypują się na podłogę.Harry bierze z podłogi połowę ,która została z butelki i roztrzaskuje ją o policzek Luke'a. Natychmiast z otwartej ranny zaczyna sączyć się krew. Luke wstaje i łapie się za policzek.Harry podnosi rękę jeszcze raz ,ale Louis zatrzymuję ją. Niall i Zayn spieszą Luke'owi z pomocą.
-Niech ktoś zadzwoni po karetkę! -Niall krzyczy
Jak najszybciej wyciągam komórkę z kieszeni i dzwonię do szpitala.
-Tak,witam potrzebna karetka -mówię pośpiesznie do telefonu -Mój przyjaciel ma otwartą ranę...
-Co to do cholery było, stary! -Louis krzyczy na Harry'ego
-On był...on -oczy Harry'ego wyglądały jakby płonęły żywym ogniem
-O kim ty mówisz!?
Harry otworzył usta by powiedzieć imię ,ale nie usłyszałam ,bo słyszę jak Zayn krzyczy do mnie.
-Rzuć mi ścierkę!
Rozglądam się gorączkowo i łapię pierwszą lepszą szmatkę i rzucam Zayn'owi.
-Zabraniam ci nawet koło niej przechodzić! -krzyczy Louis
Harry otwiera usta ,żeby coś powiedzieć ,ale Louis mu przerywa.
-Trzymaj się od niej z dala ty brudny kutasie!
-Ale ja...
-Co, kurwa co?!
- Kocham ją.Kurwa! -mówi Harry
Gniew rozświetla twarz Louisa. Chłopak uderza z wielką siłą Harry'ego w szczękę.Ten upada na ziemię,a ktoś krzyczy.Harry podnosi się z podłogi i staje na nogach w pełnej okazałości.Oczy płoną mu nienawiścią.Oddaje Louisowi uderzając go prosto w twarz.Louis podnosi rękę do twarzy ocierając krew.Posyła Harry'emu mordercze spojrzenie i unosi rękę z powrotem i znowu uderza Harry'ego. Niall podskakuje do Louisa i przytrzymuje jego rękę.
-Kurwa, stary nie myślisz,że mieliśmy już dzisiaj wystarczająco dużo bójek jak na jedną noc ?!
Louis wycofuje się.
-Trzymaj się z dala od niej! -warczy na Harry'ego zanim wychodzi z domu
Karetka przyjeżdża i wszyscy zbierają się w okół. Harry zakrywa twarz rękoma.Wszyscy patrzą jak sanitariusze wynoszą Luke'a na noszach z domu.
Zayn podchodzi do mnie i łapie mnie za rękę.
-Stracił dużo krwi -mówi
-Czy wyjdzie z tego? -pytam mojego chłopaka
-Miejmy nadzieję .-odpowiada
-Harry ,co to było do cholery?! -Niall krzyczy do Harry'ego
-Zamknij się kurwa .-Harry warczy i chwyta ścierkę z blatu
Wysyła wszystkim piorunujące spojrzenie zanim znika w tłumie.
Koniec Flashback'u
Blair's POV:
Patrzę na Perrie w przerażeniu.
-O Boże- mówię
-To była intensywna noc -mówi Perrie
Czy....czy wiesz o jakiej dziewczynie mówili?- pytam bojąc usłyszeć się odpowiedzi ,już wiem o kogo chodziło
-Hmm....myślę,że przyrodnia siostra Louisa -wzrusza ramionami -Nie pamiętam zbyt dobrze.To było dwa lata temu. -mówi Perrie
Dwa lata temu.....to było zaraz przed tym jak mama Louisa brała ślub z moim tata.Prawda uderza we mnie jak autobus.Perrie przysuwa mi kolejne martini ,a ja upuszczam je na ziemię.
-Ale to już przeszłość nie powinnyśmy się na tym skupiać -mówi ,a słoneczny uśmiech rozświetla jaj twarz.Kiwam głową nadal przetwarzając to co przed chwilą powiedziała mi Perrie.Ktoś ją woła i dziewczyna się odwraca.
-Blair -odwracam się na dźwięk mojego imienia i widzę jak Harry do mnie podchodzi
Wymuszam uśmiech.On jest powodem postrzępionej blizny na twarzy Luke'a.Uderzył mojego przyrodniego brata.Właściwie to Louis w tedy nie był nim jeszcze ,ale jednak.Czy znam go tak dobrze jak myślałam? Harry powiedział mi,że nie jak odbyliśmy kłótnię w jego domu.Czy mówił poważnie?
-Wyglądasz trochę blado, nic ci nie jest? -pyta mnie Harry
-W porządku .-odpowiadam
To przez tą metamorfozę Penny i Jane? -Harry się uśmiecha
-Tak -mówię unikając jego wzroku
On patrzy na mnie.
-Nie,coś jest zdecydowanie nie tak. -mówi ,a jego oczy ciemnieją
-Nic się nie stało -próbuję go przekonać
-Piłaś -pyta mnie
-Trochę -odpowiadam
-Czy masz....skutki uboczne? -zniża głos
-Nie- mówię
Nagle mnie olśniewa. Harry myśli ,że muzyka jest źródłem mojej irytacji.
-Powiedz mi co jest nie tak. -nalega
-Czy ty naprawdę wyrządziłeś Luke'owi tą bliznę? -pytam zanim zdążę pomyśleć
Cholera.
*****
czytasz = komentujesz :))
Zayn szarpie mnie za rękę jak schodzi po schodach do salonu gdzie impreza się rozkręca.Słyszę głośną muzykę na parterze.
-Gotowa do zmieszania kilku napojów? -pyta mnie
-Wszystko co mi przyniesiesz -drwię
-Nie wszystko -mówi do mojego ucha ,a ja się śmieję
W okół barku robi się tłoczno.Kiedy idziemy w tamtą stronę ludzie kiwają głowami i krzyczą do nas pozdrowienia.
-Poproszę wódkę z tonikiem -mówi Luke
-Już się robi -uśmiecham się
-Ja następny -mówi Louis
-Nie stary ,ona jest moją dziewczyną -mówi Zayn
Wszyscy się śmiejemy.
Pracuję szybko wydając mnóstwo drinków.Wreszcie przesuwam trzecie piwo w stronę Harry'ego.On zahacza kapslem o blat i otwiera piwo. Luke robi to samo. Powiedziałabym ,że obydwoje są nieźle pijani.Ktoś mnie woła i odwracam się do Penny z uśmiechem podając jej kieliszek tequili i wlewając sobie alkoholu do kubka.Wypijamy alkohol jednocześnie i śmiejemy się odczuwając piekący ból w gardle.Rozmawiam z Penny ,ale i tak nic nie poradzę na to ,że słyszę rozmowę Luke'a i Harry'ego.
-Więc co o niej myślisz? -Harry pyta Luke'a
-Jest gorąca. -mówi Luke
Harry się spina.
-Co masz na myśli,że jest gorąca? -pyta
-Kto? -pyta Luke
-Nikt.
-Naprawdę stary? Ona jest wolna? Mogę ją brać każdego dnia. -mówi Luke oblizując usta
-Brać ja? -pyta Harry z zaciśniętymi zębami
-Tak,każdego dnia o każdej porze.-Luke się śmieje odchylając głowę do tyłu
-Pierdol się! -krzyczy Harry
Zrzuca szklane butelki z piwem z blatu na podłogę.Odłamki szkła rozsypują się na podłogę.Harry bierze z podłogi połowę ,która została z butelki i roztrzaskuje ją o policzek Luke'a. Natychmiast z otwartej ranny zaczyna sączyć się krew. Luke wstaje i łapie się za policzek.Harry podnosi rękę jeszcze raz ,ale Louis zatrzymuję ją. Niall i Zayn spieszą Luke'owi z pomocą.
-Niech ktoś zadzwoni po karetkę! -Niall krzyczy
Jak najszybciej wyciągam komórkę z kieszeni i dzwonię do szpitala.
-Tak,witam potrzebna karetka -mówię pośpiesznie do telefonu -Mój przyjaciel ma otwartą ranę...
-Co to do cholery było, stary! -Louis krzyczy na Harry'ego
-On był...on -oczy Harry'ego wyglądały jakby płonęły żywym ogniem
-O kim ty mówisz!?
Harry otworzył usta by powiedzieć imię ,ale nie usłyszałam ,bo słyszę jak Zayn krzyczy do mnie.
-Rzuć mi ścierkę!
Rozglądam się gorączkowo i łapię pierwszą lepszą szmatkę i rzucam Zayn'owi.
-Zabraniam ci nawet koło niej przechodzić! -krzyczy Louis
Harry otwiera usta ,żeby coś powiedzieć ,ale Louis mu przerywa.
-Trzymaj się od niej z dala ty brudny kutasie!
-Ale ja...
-Co, kurwa co?!
- Kocham ją.Kurwa! -mówi Harry
Gniew rozświetla twarz Louisa. Chłopak uderza z wielką siłą Harry'ego w szczękę.Ten upada na ziemię,a ktoś krzyczy.Harry podnosi się z podłogi i staje na nogach w pełnej okazałości.Oczy płoną mu nienawiścią.Oddaje Louisowi uderzając go prosto w twarz.Louis podnosi rękę do twarzy ocierając krew.Posyła Harry'emu mordercze spojrzenie i unosi rękę z powrotem i znowu uderza Harry'ego. Niall podskakuje do Louisa i przytrzymuje jego rękę.
-Kurwa, stary nie myślisz,że mieliśmy już dzisiaj wystarczająco dużo bójek jak na jedną noc ?!
Louis wycofuje się.
-Trzymaj się z dala od niej! -warczy na Harry'ego zanim wychodzi z domu
Karetka przyjeżdża i wszyscy zbierają się w okół. Harry zakrywa twarz rękoma.Wszyscy patrzą jak sanitariusze wynoszą Luke'a na noszach z domu.
Zayn podchodzi do mnie i łapie mnie za rękę.
-Stracił dużo krwi -mówi
-Czy wyjdzie z tego? -pytam mojego chłopaka
-Miejmy nadzieję .-odpowiada
-Harry ,co to było do cholery?! -Niall krzyczy do Harry'ego
-Zamknij się kurwa .-Harry warczy i chwyta ścierkę z blatu
Wysyła wszystkim piorunujące spojrzenie zanim znika w tłumie.
Koniec Flashback'u
Blair's POV:
Patrzę na Perrie w przerażeniu.
-O Boże- mówię
-To była intensywna noc -mówi Perrie
Czy....czy wiesz o jakiej dziewczynie mówili?- pytam bojąc usłyszeć się odpowiedzi ,już wiem o kogo chodziło
-Hmm....myślę,że przyrodnia siostra Louisa -wzrusza ramionami -Nie pamiętam zbyt dobrze.To było dwa lata temu. -mówi Perrie
Dwa lata temu.....to było zaraz przed tym jak mama Louisa brała ślub z moim tata.Prawda uderza we mnie jak autobus.Perrie przysuwa mi kolejne martini ,a ja upuszczam je na ziemię.
-Ale to już przeszłość nie powinnyśmy się na tym skupiać -mówi ,a słoneczny uśmiech rozświetla jaj twarz.Kiwam głową nadal przetwarzając to co przed chwilą powiedziała mi Perrie.Ktoś ją woła i dziewczyna się odwraca.
-Blair -odwracam się na dźwięk mojego imienia i widzę jak Harry do mnie podchodzi
Wymuszam uśmiech.On jest powodem postrzępionej blizny na twarzy Luke'a.Uderzył mojego przyrodniego brata.Właściwie to Louis w tedy nie był nim jeszcze ,ale jednak.Czy znam go tak dobrze jak myślałam? Harry powiedział mi,że nie jak odbyliśmy kłótnię w jego domu.Czy mówił poważnie?
-Wyglądasz trochę blado, nic ci nie jest? -pyta mnie Harry
-W porządku .-odpowiadam
To przez tą metamorfozę Penny i Jane? -Harry się uśmiecha
-Tak -mówię unikając jego wzroku
On patrzy na mnie.
-Nie,coś jest zdecydowanie nie tak. -mówi ,a jego oczy ciemnieją
-Nic się nie stało -próbuję go przekonać
-Piłaś -pyta mnie
-Trochę -odpowiadam
-Czy masz....skutki uboczne? -zniża głos
-Nie- mówię
Nagle mnie olśniewa. Harry myśli ,że muzyka jest źródłem mojej irytacji.
-Powiedz mi co jest nie tak. -nalega
-Czy ty naprawdę wyrządziłeś Luke'owi tą bliznę? -pytam zanim zdążę pomyśleć
Cholera.
*****
czytasz = komentujesz :))
Subskrybuj:
Posty (Atom)