-Chodź, Harry -jęczę do telefonu trzy dni później - Obiecałeś.
Harry przeklina pod nosem.
-Nie chcę iść na cywilizowaną kolację z pieprzonym Louisem...
-To tylko jeden obiad -kontynuuję -A poza tym ja tam będę...no i reszta rodziny. Nie będzie tak źle.
Harry wzdycha.
-Dobrze -mówi- Będę o szóstej.
Uśmiecham się.
-Hurra! -krzyczę do słuchawki
Rozłączam się i patrzę uradowana na Lottie.
-Mówiłam ci, że mnie posłucha.
Dziewczyna wzrusza ramionami. Rzuca swój telefon na łóżko i spogląda na mnie.
-No to teraz -mówi -W co się ubierzemy?
Przerzucam ciuchy w mojej szafie i w końcu wybieram granatową sukienkę z koronką na dekolcie. Lottie kiwa z aprobatą głową na mój wybór. Przebieram się. Wiążę włosy wstążką mamy, na powieki nakładam czarny eyeliner, rzęsy tuszuję,a na poliki nakładam lekki róż. Całość makijażu wykańczam różowym błyszczykiem. Lottie patrzy na mnie.
-Wyglądasz niesamowicie, Blair -komplementuje mnie
-Ty też -mówię
Dziewczyna ma na sobie jasno żłótą sukienkę i włosy uczesanie w warkocz.
Drwi z mojego komplementu na co się śmieję.
Idę na dół, do kuchni, aby zobaczyć, czy Jay nie potrzebuje pomocy przy kolacji.
Kobieta uśmiecha się do mnie kiedy wchodzę do pomieszczenia.
-Mogę ci jakoś pomóc? -pytam ją
-Cóż, mam kurczaka, który potrzebuje przyprawienia i ziemianki, z których trzeba zrobić puree. Wybieraj.
-Ziemniaki.
Jay podaje mi miskę i łopatkę. Kiedy tłucze ziemniaki , staram się robić to ostrożnie, aby nie zabrudzić mojej sukienki.
-Blair, wyglądasz naprawdę pięknie -mówi jak przyprawia kurczaka
-Dziękuję -rumienię się
-Myślę, że ta wstążka we włosach...to była twojej matki, prawda?
Kiwam głową.
Jay marszczy brwi.
-Nigdy jej nie spotkałam -mówi delikatnie -Ale widząc zdjęcia dostrzegam jak bardzo jesteś do niej podobna.
Przestaję zajmować się puree i kieruję moją uwagę na Jay.
-To wiele dla mnie znaczy -mówię -Dziękuję.
Wzrok Jay łagodnieje jeszcze bardziej.
-Ja wiem, że nigdy ci jej nie zastąpię. -mówi cicho -Ale mam nadzieję, że wiesz, że jeśli kiedykolwiek będziesz czegoś potrzebowała jestem tu dla ciebie.
Przygryzam nerwowo wargę.
-Dziękuję Jay -mówię -Ja...cieszę się, że tu jesteś.
Oczy Jay błyszczą ze wzruszenia. Kobieta podchodzi do mnie i mocno mnie przytula. Jej perfumy łaskoczą moje zmysły. Wiem, że ona nigdy nie będzie moją matką,a le teraz jest najbliższą mi osobą jaką mam i jest wdzięczna za wszystkie jej wysiłki wobec mnie.
Jay odsuwa się ode mnie wycierając mokre od łez i wraca do kurczaka.
-Nie chcemy przecież moich łez w obiedzie, prawda. -mówi
Chichoczę razem z nią i kontynuuję ugniatanie ziemniaków.
Wybija szósta i słyszę dźwięk dzwonka do drzwi. Nie wiem jak Harry będzie zachowywał się w czasie kolacji. Mam nadzieję, że pozostanie uprzejmym Harrym, takiego jakiego kocham i nie będzie wszczynał kłótni z Louisem.
Otwieram drzwi i na widok Harry'ego opada mi szczęka. Robię krok w tył, aby lepiej się mu przyjrzeć.Wygląda zupełnie inaczej. Nadal ma ciasne, czarne dżinsy,a le zamiast luźnego, bawełnianego t-shirtu ma na sobie elegancką, śnieżno białą koszulę. Kilka górnych guzików ma rozpiętych. Chłopak posyła mi uśmiech i wkłada ręce do kieszeni.
-Harry-szepczę -Wyglądasz świetnie.
Harry przewraca oczami.
-Ty też -mówi -Chodźmy, im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy.
Sięgam po rękę chłopaka i prowadzę go do jadalni. Wszyscy już siadają, więc ja i Harry też tak robimy. Harry spina się jak widzi Louisa naprzeciw mnie. Mój ojciec siada na brzegu, obok Harry'ego, Jay obok Louisa , bliźniaczki siadają z drugiej strony Lou,a Lottie obok mnie.
-Miło cię widzieć, Harry -mówi mój ojciec kiwając głową
-Ciebie też -mówi Harry
Jay klaszcze w ręce.
-Więc mamy kurczaka, ziemniaki i sałatkę. Częstujcie się.
Wszyscy nakładają sobie porcje na swoje telerze. Lottie zaczyna mówić o kimśz jej szkoły kiedy my jemy w milczeniu.
-Więc, Blair -zaczyna mój ojciec -Jedziesz w przyszłym tygodniu orientacyjnie do college'u, tak?
Kiwam głową.
-Po prostu będę zwiedzać kampus i akademik.
-Będziesz mieszkać w akademiku? -pyta Jay
Wzruszam ramionami.
-Nie wiem dokładnie -mówię -Nie jestem pewna, czy chcę się stąd wyprowadzać.
Jay kiwa głową.
- Zawsze jesteś tu mile widziana i możesz tu zostać tak długo jak chcesz -mówi
-Tak! -krzyczy Phoebe -Zostań!
Śmieję się i słyszę westchnięcie Harry'ego obok mnie.
-Harry, a ty? -pyta mój ojciec - Też idziesz do college'u?
Harry odchrząkuje.
-Jeszcze dokładnie nie zdecydowałem. -mówi
Louis parska, a jak kopię go pod stołem.
-Zawsze dobrze jest mieć wykształcenie.- mówi Jay
Harry kiwa głową.
-Tak właściwie to Harry zawozi mnie w następny weekend na uniwersytet. -mówię
-Ah -mówi mój ojciec -To miło z twojej strony, Harry.
Harry kiwa ponownie głową i uśmiecha się.
-Blair i tak nie może przebywać długo bez mojego towarzystwa. -szczerzy się chłopak
-Nie prawda -mówię uderzając Harry'ego w ramię
-Ow -mówi pocierając ramię -Nie znęcaj się nade mną przy obiedzie.
Bliźniaczki się śmieją.
-Znęcaniem bym tego nie nazwała - przewracam oczami
-Już się przyzwyczaiłem -mówi Harry -Cały czas to robisz.
-Wcale nie -protestuję
-Jasne, ktoś tu kłamie.
Wszyscy się śmieję (oprócz Louisa), a ja uderzam Harry'ego ponownie, mocniej. Uśmiecha się kiedy na jego twarzy pojawia się grymas.
-Uważaj na siebie,Styles- mówię
-Taka brutalna - mówi chłopak pocierając bolące miejsce
-Jeśli dziewczyna jest dla ciebie nie miła to znaczy, że cię lubi -mówi Daisy
Na moich policzkach pojawia się wściekły róż. Harry odchyla głowę ze śmiechu,a w jego policzkach pojawiają się dołeczki.
-Nie martw się, ja już to wiem -mówi do Daisy
Podnoszę rękę i znowu go uderzam, a Harry podnosi ręce w obronnym geście. Louis przewraca oczami wyraźnie zirytowany.
-Więc Harry, gdzie pracujesz? -pyta Jay
-W studiu tatuażu Ed'a w centrum miasta - odpowiada płynnie Harry na co parskam śmiechem
-Co? -pyta Harry odwracając się do mnie -Co jest w tym takiego śmiesznego?
-Nic -mówię potrząsając głową -Kontynuuj.
-Tatuażysta..to interesujące -mówi Jay
Wzrusza ramionami.
-Nazywaj to jak tylko chcesz i tak pałą mi minimalną stawkę.
Ponownie wszyscy się śmieją. Jestem wdzięczna, że Harry czuje sie coraz bardziej komfortowo wśród mojej rodziny.
-Jakie tatuaże robisz? -pyta go Fizzy
-Każde -odpowiada -Byłabyś zdziwiona jakie ludzie wymyślają wzory.
-Naprawdę -mówi mój ojciec
-O tak -mówi Harry -Kiedyś tatuowałem twarz klienta.
Lottie się śmieje.
-Nie ma mowy!
Chłopak kiwa głową.
-Jestem śmiertelnie poważny.
-Dlaczego ludzie chcą mieć tatuaże na twarzy? -pyta Jay i marszczy nos
-Niektórzy są walnięci i pojeba...głupi -Harry gryzie się w język
Uśmiecham się i kopię chłopaka pod stołem. Bliźniaczki chichoczą.
-To musi być bolesne -mówi Fizzy kręcąc głową
Harry wzrusza ramionami.
-Nie jest tak źle, ale zgaduję, że całkiem nieźle boli kiedy tatuuje się okolice oka, jak ja temu klientowi.
-O mój Boże -mówi Jay -Nawet sobie nie wyobrażam
No to świetnie, zeszliśmy na temat bólu.
-Masz dużo tatuaży -wtrąca się Lottie wskazując nadgarstek i ręce Harry'ego.
Harry kiwa głow.
-Tak -mówi -Tak myślę.
-Czy one bolały? -pyta Phoebe
-Trochę.
-Są ładne -mówi Daisy -Podoba mnie się kłódka.
Harry odwraca nadgarstek w swoją stronę.
-Tak -mówi -Mi też.
-Niech ci teraz nic nie przychodzi do głowy, Daisy -śmieje się Jay -Jesteś dużo za młoda na tatuaże.
Mój ojciec się śmieje.
Rozmawiamy jeszcze przez jakiś czas aż wybija dziewiąta. Jay każe bliźniaczkom, Lottie i Fizzy iść do na górę do łóżek, kiedy my jeszcze siedzimy przy stole.
Harry wzdycha i oplata mnie rękę w tali kiedy kończymy jedzenie.
-Chcecie trochę trochę wina? -pyta mnie Harry'ego i Louisa mój ojciec
Harry kiwa głową.
-Proszę -bardziej mówi niż pyta na co mój ojciec się śmieje
Nalewa nam po kieliszku czerwonego wina.
-Louis -mówię uświadamiając sobie, że chłopak nie odzywał się podczas naszej kolacji -Jak idą łowy na idealną dziewczynę? -pytam z uśmieszkiem
Louis wzrusza ramionami i upija łyk trunku.
-Nic niezwykłego.
Uśmiecham się ciepło do niego.
-Zajdziemy ci kogoś, nie martw się Lou.
Jay wraca do nas z kuchni i siada na krześle upijając łyk alkoholu.
Ja i Harry też pijemy.
Mój ojciec odstawia kieliszek na stół i opiera się o oparcie krzesła.
-Więc, Harry -zaczyna -Muszę cię o to spytać. Czy uprawiałeś seks z moją córką?
Krztuszę się winem i prawie wypluwam je na Louisa,a to co zostało w moim kieliszku w mały włos co nie wylewam na sukienkę. Harry kaszle i odchrząkuje nerwowo. Louis się szczerzy i stara się nie wybuchnąć śmiechem.
-Tato -mówię przerażona
-Wiem, Blair, ale muszę usłyszeć to od niego. -mówi i skupia swoja uwagę ponownie na Harrym
Harry znowu odchrząkuję i odkłada kieliszek na stół.
-Nie -mówi -Nie zrobiłem tego.
Moje policzki są całe czerwone. Kolacja układała się tak dobrze, a jedno niezręczne pytanie mojego ojca musiało ją zepsuć.
-Zdziwionko -mówi rozbawiony Louis kiedy Harry posyła mu mordercze spojrzenie
-Dlaczego? -pyta mój ojciec
Otwieram szeroko oczy. Jezu Chryste czy mój ojciec może skończyć z tymi pytaniami?!
Mam ochotę go za to uderzyć.
-Powiedźmy ,że Harry jest zapracowany pod tym względem.
Zamorduję Louisa.
-Byłem -mówi pośpiesznie Harry przez zaciśnięte zęby
-Też taki byłem w twoim wieku -mówi mój ojciec -To nie jest dobry sposób na życie.
Nie wierzę, to nie miała być rozmowa typu kiedy byłem w twoim wieku no błagam.
Powstrzymuję się od krzyknięcia nad mojego ojca aby się zamknął.
-Zgadzam się. -mówi Harry -Ja..ja nie potraktowałbym źle Blair.
Dlaczego oni muszą przeprowadzać tą rozmowę przy mnie.
-Dobrze to słyszeć -mój ojciec kiwa głową
Jay odchrząkuje nerwowo.
-Blair pomożesz mi posprzątać ze stołu.
Kiwam kłową i pośpiesznie wstaję od stołu. Zabieram talerze i idę do kuchni. Kiedy drzwi się za mną zamykają oddycham z ulgą.
-Przynajmniej teraz nie musisz ich słuchać. -mówi Jay
-Dziękuję ci bardzo.
-Wyglądałaś na zmieszaną.
-Nie mogłabym nie być, znaczy Jezu! -mówię unosząc w górę ręce
Jay chichocze i myje naczynia w milczeniu.
W końcu Harry wchodzi do kuchni.
-Blair odprowadzisz mnie do samochodu?
Kiwam głową i wychodzę z nim na zewnątrz.
Tak szybko jak zamykają się za nami drzwi Harry odwraca się do mnie.
-Jezu kurwa Chryste. -wypuszcza powietrze i przeczesuje nerwowo ręką włosy
Kiwam głową.
-To było...
-Kurewsko straszne -kończy za mnie
Patrzymy się na siebie przez moment zanim wybuchamy oboje niekontrolowanym śmiechem. Harry przytula mnie i czuję jak trzęsą mu się ramiona podczas śmiechu.
-O mój Boże -chichoczę
-On tak po prostu o to spytał, bez żadnego zawahania. Jezu.
-Wyrywanie moich rzęs jedna za drugą byłoby bardziej komfortowe od tamtej rozmowy. -śmieję się
Harry chichocze.
-Mój Boże. -mówi kręcąc głową - Mogę szczerze powiedzieć, że nigdy nie miałem bardziej niezręcznej rozmowy
-To znaczy ja już mu powiedziałam...że nie byliśmy...że my nie -odchrząkuje -Nie rozumien dlaczego on ponownie o to spytał i jeszcze przy Jay i Louisie.
Harry uśmiecha się i przyciąga mnie bliżej do siebie.
-Dopóki nie zechcesz tego zmienić. -szepcze do mojego ucha
Odpycham go i przewracam oczami.
-W twoich snach -mówię
Harry uśmiecha się i pochyla aby mnie pocałować. Zakładam mu ręce na szyję kiedy Harry delikatnie mnie całuje. Słyszę gwizd i odwracam się widząc stojące w oknie Lottie i Fizzy patrząca na nas zza okna na piętrze. Dziewczyny mrugają do mnie i pokazują uniesione kciuki.
-Użyj tego języka Blair -krzyczy Lottie i zaczyna wraz z Fizzy chichotać
-Do łóżek, ale już! -krzyczę do nich ostro się rumieniąc
Słyszę jak Harry śmieje się za moimi plecami więc odwracam się i uderzam go po raz setny tego wieczoru w ramię.
-Kurwa, mocno uderzasz -mówi pocierając ramię
Wzruszam ramionami.
-Odwdzięczam się.
Harry łapie mnie za nadgarstek i popycha na zimną ścianę domu. Jesteśmy teraz poza zasięgiem wścibskich oczu Fizzy i Lottie. Harry obniża usta do mojej szyi i gryząc lekko moją skórę. Ciężko oddycham na jego nachalność. Harry śmieje się przy mojej szyi wzbudzając deszcze na mojej skórze.
-Harry przestań -prawie jęczę
Harry odsuwa się ode mnie i uśmiecha.
-Odwdzięczam się -mówi to co ja przed momentem
Przewracam oczami.
-Idź do domu dupku. -mówię odpychając jego klatkę piersiową
Harry nadal się śmieje kiedy idzie do swojego samochodu.
-Dobranoc, Blair -mówi
-Dobranoc, Harold.
Chłopak odwraca się w moją stronę.
-Czy mam do ciebie wrócić?
Kręcę głową.
-Dobranoc, Harry -poprawiam się
Chłopak uśmiecha się do mnie i puszcza mi oczko.
Patrzę jak wsiada do samochodu i odjeżdża w ciemną noc.
-Masz wszystko? -pyta mnie Harry zamykając bagażnik
Kiwam głową.
-Tak myślę -mówię -Sprawdziłam trzy razy.
Harry uśmiecha się, a ja wsiadam na miejsce pasażera w jego aucie. Wyjeżdżamy dzisiaj aby zwiedzić college. Podróż nie zajmie nam długo, ale chcemy zatrzymać się jeszcze w Holmes Chapel u rodziny Harry'ego.
Mój ojciec i Jay machają do mnie kiedy wyjeżdżamy z podjazdu.
-Wygląda na to, że zostaliśmy sami -mówi puszczając mi oczko
-Sama radość -mówię monotonnie
Harry uśmiecha się. Wyciągam książkę z mojej torebki i kładę ją na kolanach. Harry włącza kasetę do radia i w samochodzie rozbrzmiewa głos Lany Del Ray. Patrzę na chłopaka zaskoczona.
-Lana? -pytam
Harry wzrusza ramionami.
-Jest gorąca. -odpowiada
-Myślałam, że...
-Co?
-Nie spodziewałam się że masz jej płytę.
-A czego oczekiwałaś?
-Szczerze mówiąc...rapu, czy czegoś w tym stylu.
Harry się śmieje.
-Jestem o wiele bardziej kulturalny niż myślisz.
Parskam.
-Jasne.
-Hej -mówi oburzony -Uważam to za obrazę.
Wzruszam ramionami.
-Okej -mówię
-Dla jasności, nie wiedziałem, że też ją lubisz.
-Lana jest świetna -mówię -Jej głos jest niesamowity.
-I jest gorąca. -dodaje Harry
-Harry -uderzam go w ramię
-Co? Nie zaprzeczysz.
-Nie gustuję w kobietach,Harry. -mówię z rozbawieniem
Harry śmieje się.
-Mam taką nadzieję.
Ponownie go uderzam.
-Jesteś okropny.
Harry nic nie mówi tylko podkręca głośność. Opieram się o fotel i otwieram książkę. Zaczynam czytać, ale i tak nie mogę powstrzymać się od zerkania na Harry'ego co jakiś czas.
Prowadzi z jedną ręką na kierownicy,a druga spoczywa na jego kolanie. Kiwa głową w rytm muzyki i co chwilę przygryza wargę. Ma na sobie koszulkę z nadrukiem Rolling Stones i czarne dżinsy. Jego włosy, mimo, że trochę dłuższe nadal są pięknie kasztanowe i kręcone. Na nosie ma czarne okulary. Od zawsze zdawałam sobie sprawę, że swoim wyglądem przyciąga do siebie wiele dziewczyn. Od kiedy byliśmy nastolatkami dziewczyny dosłownie lgnęły do niego. One nigdy nie zwracał na to uwagi. Zastanawiam się, czy w młodości też był we mnie zakochamy tak, jak ja w nim.
Mój wzrok ląduje na tatuażach prześwitujących przez jego koszulkę i na te na rękach.
-Harry -mówię zamykając moją książkę
-Hmm? -chłopak skupia na mnie swoją uwagę
-Co oznaczają twoje tatuaże? -pytam
Harry unosi brwi.
-Dlaczego pytasz?
Wzruszam ramionami.
-Po prostu się zastanawiam.
-Dobrze, który? -pyta
Przygryzam wargę skanują jego tatuaże na ramieniu. Moje wzrok spoczywa na misternie wytatuowanym statku na jego bicepsie.
-Statek -mówię
Harry odwraca głowę i patrzy na rysunek uśmiechając się lekko.
-Ah- mówi - Ten.
Harry przekręca się w fotelu kierowcy.
-Zrobiłem go kiedy byłem pijany. -mówi
Unoszę brwi ze zdziwienia.
-Naprawdę?
-Oh, tak. Byłem kurewsko wstawiony.
-Żałujesz, że go masz?
-Nie, w ogóle nie żałuje. Zrobiłem go rano, zaraz po imprezie, ale teraz wiele dla mnie znaczy.
-Czyli co? -dopytuję
-To, że zawsze mam możliwość odpłynąć, uciec. -mówi -Ale nawet jeśli nie mam takiej szansy, to nadal nie mogę pozwolić sobie tonąć. Muszę utrzymywać się na powierzchni i stąpać twardo po ziemi.
Patrzę na Harry'ego.
-To naprawdę interesujące.-mówię
Chłopak uśmiecha się.
-Myślałaś, że to oznacza coś głupiego, bez jakiegokolwiek sensu,prawda?
Wzruszam ramonami.
-Nie będę kłamać.
-Będę mieć te tatuaże do końca mojego życia i nie chciałbym mieć takiego, którego posiadanie bym żałował. -mówi
-Hmmm- uśmiecham się
-Co?
-To prawie to samo co powiedział Louis.
-Więc odwołuję. -mówi z głupim uśmieszkiem
-Dlaczego nie możecie być kolegami? Znaczy teraz, kiedy sekret się wydał...
-Sekret? -Harry chwyta mocniej kierownicę -Jaki sekret?
-Że jesteś we mnie zakochany -mówię powoli
Harry rozluźnia się.
-Oh.Ten sekret.
-Więc? Nie możecie zostać przyjaciółmi?
Harry parska.
-On jest dupkiem i nie chcę się z nim zaprzyjaźniać.
Przewracam oczami. Harry patrzy na mnie uważnie.
-Ale postaram się....ugh...być dla niego milszy, jeśli tak bardzo ci na tym zależy -mówi
Uśmiecham się szerko.
-Naprawdę?
Chłopak wzducha.
-Tak.
Uśmiecham się jeszcze szerze,jeśli to jest w ogóle możliwe.
-Dziękuję, Harry.
-Tak długo jak nie będziesz nazywać mnie Harold.
Jęczę.
-Ale to nie fair!
Harry uśmiecha się pod nosem.
-Życie nie jest fair.
Reszta podroży przebiega nam w ciszy, aż dojeżdżamy do wielkiego campusu. Harry parkuje samochód przy wysokich, zielonych drzewach.
Harry patrzy na mnie kiedy wysiadam z auta.
-Powodzenia -mówi -Będę tu na ciebie czekał.
-To zajmie mniej więcej godzinę.
Harry uśmiecha się do mnie i wyjmuje ze schowka wyciągając książkę " Dobrani"
-A jeśli skończę...
Harry wyciąga drugą książkę "Szeptem"
-Jakbym wierzyła, że uporasz się z jedną przez godzinę -mówię sarkastycznie
Harry marszczy brwi, a ja całuję go na pożegnanie. Wchodzę na teram campusu i zmierzam ścieżka do punktu informacyjnego. Dostrzegam tłum ludzi przy budynku głównym.
Kobieta z jasnymi blond włosami właśnie mówi coś do zebranych.
Wślizguje się prędko w ludzi stając obok dziewczyny z kasztanowymi, falowanymi włosami i brązowymi oczami,która odwzajemnia mój uśmiech.
-Przegapiłam coś? -pytam ją
-Oh, nie -mówi -Appleton po prostu lubi wcześnie zaczynać.
-Appleton? -pytam zdezorientowana
-Ta blondynka z za dużą ilością czerwonej szminki na ustach. -wyjaśnia na co kiwam głową
-Jesteś studentem pierwszego roku? -pytam ją
Dziewczyna prycha.
-Oh, nie. Jestem na college'u już dwa lata. Muszę tu być, na wypadek gdyby ktoś chciał o coś spytać. -mówi z uśmiechem -Jestem Eleanor.
-Blair -przedstawiam się -Więc podoba ci się tutaj?
-Jest świetnie -odpowiada -Program jest naprawdę ciekawy. Oprócz Appleton zachowującej się jak typowa suka wydział też jest niezły.
Kiwam głową.
-Dlaczego musisz jej towarzyszyć?
Eleanor wzdycha.
-W ubiegłym roku zakradłam się do jej biura i obrzuciłam jej surowymi jakami.Wtedy to wydawało się zabawne. Ale ona złapała mnie i to jest moja kara. -dziewczyna przewraca oczami -Ale myślę, że to lepsze niż wizyta u dziekana i możliwość wyrzucenia z uczelni.
Tłumię śmiech.
-Obrzuciłaś jej biuro surowymi jajkami?!
-Oh, tak. Żółtko było wszędzie. To było boskie.
-Przepraszam, ale czy nie przeszkadzam tym dwóm paniom z tyłu? Proszę, ciszej. -Appleton zwraca się do nas -Teraz zaczniemy zwiedzanie.
Eleanor przewraca oczami, a ja przytakuję. Podążam za dziewczyna i słucham wszystkiego co mówi o campusie. Wskazuje na łazienkę gdzie, jak mówi przebiła jakiejś dziewczynie uszy podczas nudnej lekcji. Kiedy wchodzimy do kafeterii, mówi, że ktoś kiedyś znalazł w swojej zupie połowę świerszcza. (lol)
-Druga połowa została znaleziona w tłuczonych ziemniakach. -szepcze do mnie -Tydzień później.
Marszczę nos i śmieję się jak wychodzimy z kawiarni.
-Co studiujesz? -pytam ją jak chodzimy między budynkami
-Politykę i socjologię. -informuje
-Wow -mowie -Brzmi ciekawie.
-Tak jest -mówi -A ty?
-Zamierzam pisanie i literaturę.
Eleanor kiwa głową.
-Cool.
Zwiedzanie campusu trwa trochę dłużej niż na początku przypuszczałam. Kończę na tym, że dowiaduje się o uczelni więcej od Eleanor niż od pani Appleton.
-Wiec będziesz mieszkać w akademiku? -pyta mnie kiedy grupa powoli się rozchodzi
Kręcę przecząco głową.
-Mieszkam ciągle z ojcem. W mieście.
-Ah -mówi -Cóż, ja nie miałam na początku mieszkać w akademiku, ale mój chłopak okazał się dupkiem i zerwał ze mną więc musiałam się przenieść. Dasz wiarę?! On do cholery wyrzucił mnie ze wspólnego mieszkania! Dzisiejsi mężczyźni.
Dziewczyna przewraca oczami.
Uśmiecham się współczująco.
-Przykro mi- mówię -Jeśli kiedykolwiek będziesz w mieście i będziesz potrzebowała miejsca na pobyt mamy pokój dla gości. -mówię jej
Dziewczyna uśmiecha się.
-Dzięki. Wiesz, jak na studenta pierwszego roku jesteś całkiem spoko. -mówi
-Dzięki...tak myślę -uśmiecham się
Eleanor śmieje się i podaje mi skrawek papieru z jej numerem telefonu.
-Jeśli będziesz mieć jeszcze jakieś pytania to dzwoń -mówi -Miło było cię spotkać, Blair
-Ciebie też -mówię zanim dziewczyna odchodzi
Wychodzę z terenu campusu i kieruje się w stronę samochodu Harry'ego. Kiedy zauważam jego auto zatrzymuje się. Harry opiera się o fotel i w skupieniu czyta książkę. Ma zmarszczone czoło i jak przewraca stronę książki przygryza wargę. Uśmiecham się.
Zanim mogę się powstrzymać chowam się za jedno z drzew okalających parking. Patrzę na auto widząc, że Harry nadal jest skoncentrowany. Kucam i podchodzę ostrożnie do samochodu od okna z mojej strony. Liczę do trzech i gwałtownie podskakuję pukając głośno w szybę.
-Jezu pieprzony Chryste! -krzyczy Harry rzucając książkę w górę w szoku
Ląduje ona na tylnym siedzeniu. Chłopak przykłada dłoń do klatki piersiowej aby ustabilizować oddech. Śmieję się tak, że po chwili brakuje mi powietrza. Oboje wyglądamy jak na skraju śmierci, tylko z innych przyczyn.
-Zapłacisz kurwa za to -warczy Harry
-Szkoda, że nie widziałeś swojej twarzy, o mój Boże. Byłeś taki przestraszony...
-Nie spodziewałem się tego, okej? Odczep się.- Harry odwraca się bokiem do mnie
-Co ci mówiłam o rzucaniu książek, Harold? -nie odpuszczam
Wskazuje na przedmiot leżący na tylnym siedzeniu.
-Nie będę kurwa przepraszał tej książki, zapomnij. -mówi jak odjeżdżamy z pod campusu
-Oh, czy wprawiłem cię w złe samopoczucie? -mówię z udawaną troską
Wyciągam rękę i wsadzam palec w policzek Harry'ego, tam gdzie zazwyczaj pojawia się dołeczek.
-Cholernie mnie wystraszyłaś.
-Krzyknąłeś jak dziewczynka.
-Nie sądzę, że małe dziewczynki krzyczą Jezu pieprzony Chryste.
-Krzyczą kiedy się wkurzą.
-Oh, takie zabawne. Ha, ha.-Harry przewraca oczami -Też byś tak zareagowała. -mówi
-Wcale nie.
-Oh, jasne, że tak. Tylko, że ty byś się jeszcze posikała ze strachu.
Uderzam go.
-Zamknij się.
-Zrobiłaś tak w Halloween któregoś roku. Kiedy Gemma wyskoczyła nagle z kolegami i cię przestraszyła.
Harry zaczyna się śmiać odrzucając głowę do tyłu na te wspomnienia.
Krzyżuję ręce na piersi.
-Tez byłeś nieźle przestraszony. -bełkoczę
-Oh, Blair po prostu się z tobą drażnię. Wiesz,uważam, że dziewczyny, które sikają w majtki są niesamowicie gorące. -uśmiecha się do mnie głupawo
Na jego słowa opada mi szczeka.
-Jesteś obrzydliwy. -mówię,a raczej stwierdzam fakt
Jego uśmieszek nie zmniejsza kiedy zaczynamy naszą trzygodzinną jadze do Holmes Chaple.
Wkładam płytę CD do odtwarzacza i uśmiecham się do siebie.
-Co puścisz? -pyta Harry podkręcając głośność urządzenia
-Zobaczysz -uśmiecham się do niego
Chwile później muzyka płynie z głośników.
-CZY CZUJESZ DZISIAJ MIŁOŚĆ....
Zaczynam się histerycznie śmiać.
-Jesteś kurwa poważna?! -krzyczy -Król Lew?!
Kiwam głową i nadal się śmieję. Harry potrząsa głową z rezygnacją i przycisza muzykę, która dosłownie ryczy z głośników w aucie. Kiedy to robi ja znowu ja podgłaszam. Harry patrzy na mnie.
-Oh, no dalej Harry, nie czujesz miłości? -pytam go przy grającej muzyce
-Nie -odpowiada
-CZY CZUJESZ DZISIAJ MIŁOŚĆ?! -przekrzykuję muzykę i znowu zaczynam się śmiać
Harry wzdycha.
-To będzie kurewsko długa jazda -mówi chłopak
-Nie bądź smutny Harry, poczuj miłość. -podgłaszam jeszcze muzykę, a Harry wzdycha z irytacją przyciszając ją
-Mógłbym z łatwością puścić album Skirillex -ostrzega mnie -Nienawidzisz ich muzyki.
-Ale każdy kocha Króla Lwa -protestuję kiedy lecą słowa piosenki: Nie mogę doczekać się aby zostać królem.
-Każdy sześciolatek.
-Oh, no dalej Harry. Połącz się ze swoim wnętrzem sześciolatka.
-Mój wewnętrzny sześciolatek wolałby napluć na włosy twojego wewnętrznego sześciolatka. -mówi Harry
-Ew, to obrzydliwe.
Harry śmieje się ze mną.
-NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ ABY ZOSTAĆ KRÓLEM -krzyczę tekst piosenki
Harry wzdycha.
-Myślę, że już nie będę nic mówił. Możesz tego słuchać, jak chcesz.
-Naprawdę? -pytam
-Tak- szczerzy się Harry
-Dlaczego?
-Bo Simba jest gorący.
Odrzucam głowę do tyłu i ponownie zaczynam się śmiać.
-Myślę, że mam spora konkurencję. -chichoczę -Pomiędzy Laną Del Ray, a Simbą.
-Tak,lepiej uważaj na siebie -mówi z błyskiem w oku
CD z Królem Lwem się kończy i Harry zastępuje puste miejsce płytą Lany.
-Widzisz, czy to nie jest o wile lepsze od Chcę Zostać Królem? -pyta
Wzruszam ramionami kiedy w samochodzie rozbrzmiewa Carmen.
Siedzimy w ciszy i słuchamy piosenki. Harry przerywa milczenie w połowie przesłuchanej piosenki.
-Carmen brzmi gorąco -mówi
Wybucham śmiechem i uderzam Harry'ego żartobliwie.
-Jesteś poza moją kontrolą. -chichoczę
Harry wzrusza ramionami i uśmiecha się do mnie.
-Więc -mówię -Twoja mama nie wie nic...o nas?
Harry potrząsa przecząco głową.
-Nie.
-Jak masz zamiar jej powiedzieć? -pytam
-Kto powiedział, że to ja ją o tym poinformuję?
-Ona jest twoją mamą. -mówię trochę wystraszona
-Żartuję,Blair. Powiem jej jak przyjedziemy.
Opieram się w fotelu. Co mama Harry'ego pomyśli o nas? Czy będzie zadowolona? A może zaskoczona?
*****
Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Ten jest wyjątkowo zabawny. Czy wy też kochacie relacje Blairry w tym rozdziale?
czytasz = komentujesz <3
poniedziałek, 9 marca 2015
poniedziałek, 23 lutego 2015
Chapter 45
Parkujemy przy przychodni doktora Stone'a. Wchodzę do poczekalni ciągnąc za sobą Harry'ego.
-Wróciliśmy -mówię do Sally,a kobieta uśmiecha się do mnie
-Świetnie, zawiadomię doktora Stone'a, że przyszliście.- mówi jak siadamy na kanapie
-A i Blair -zwraca się do mnie kobieta -Ślicznie dziś wyglądasz -mówi
-Dziękuję, Sally -mówię czerwieniąc się
Mruga do mnie i wychodzi z poczekalni. Harry tupie nogą w podłogę z niecierpliwości. Kładę rękę na jego udzie.
-Uspokój się- mówię -Jest w porządku.
Chłopak wzdycha.
-To całe gówno z terapią stresuje mnie. -mówi
-Wiem, też się stresowałam.
Harry patrzy na mnie.
-Naprawdę?
Kiwam głową.
-O tak, mój ojciec musiał dosłownie zaciągać mnie tu siłą.
Harry uśmiecha się.
-To sprawia, że czuję się trochę lepiej.
Śmieję się lekko.
-Dlaczego? -pytam
Wzrusza ramionami.
-Zwykle nic cię nie stresuje
-Oprócz ciebie. -mówię, a Harry się śmieje pochylając się w moją stronę i całując delikatnie moją skroń.
Po kilku minutach doktor Stone wychodzi se swojego gabinetu. Na jego twarzy pojawia się uśmiech na nasz widok.
-Mój ulubiony, dynamiczny duet -mówi
Śmieję się na jego dobór słów. Nawet nie domyśla się prawdziwości tego zdania.
-Miło pana widzieć, doktorze Stone -mówię
-Ciebie też, Blair.-mówi i odwraca się w stronę Harry'ego -Teraz Blair ma możliwość uczestniczenia z tobą w terapii. Czy chcesz żeby tak było?
Harry patrzy na mnie.
-Nie -odpowiada zaskakując nas oboje
-W porządku -mówi doktor klaskając w ręce -Więc zaczynajmy.
Siadam z powrotem na fotelu kiedy Harry znika za drzwiami pokoju dr.Stone'a. Ostatni raz kiedy tu byliśmy, Harry dosłownie błagał doktora abym mogła z nim wejść. Teraz wręcz przeciwnie. Potrząsam głową aby pozbyć się nurtujących mnie myśli. Biorę w rękę mój nowy telefon i postanawiam, że zadzwonię do Liam'a.
-Cześć, Blair -mówi kiedy odbiera moje połączenie -Jak się masz?
-Świetnie -odpowiadam -A ty?
-Jestem w pracy.
-Ugh, czy dzieci Shawna nadal tam są.
-Niestety. Wylatują dopiero pod koniec miesiąca.
-Zgaduję, ze Shawn poprosił cię, abyś miał na nie oko?
-Yep.
-To dziwnie, że każe nam ich pilnować...są przecież nastolatkami, co nie?
-Właśnie zastanawiałam się nad tym samym. Kiedy byłem w ich wieku rodzice nie wynajmowali mi opiekunki.
-Dokładnie! -śmieję się wraz z Liamem
-Co teraz robisz? -pyta
Powinnam mu powiedzieć gdzie jestem? Musiałabym się sporo tłumaczyć.
-Nic...jestem w domu -mówię
Harry z pewnością zabiłby mnie jeśli powiedziałabym komuś o jego problemach ze snem.
-Szczęściara.
Śmieję się.
-Tak myślę.
-Cóż będę kończył, bo wiesz, nie mogę rozmawiać w pracy.
Śmieję się cicho.
-Jak mogłam zapomnieć. Pogadamy później, Liam.
-Cholera -słyszę za sobą
Odwracam się na fotelu i patrzę na Sally. Wygląda na zupełnie załamaną.
Wstaję i podchodzę do kobiety.
-Wszystko w porządku? -pytam ją
-Właśnie dostałam telefon ze szkoły mojego syna -mówi -Ponoć wysypał szpilki na krzesło nauczyciela. Nie martwiłabym się tak w innym wypadku, ale jednak on chodzi do prywatniej szkoły i wymagana jest tam dyscyplina.
-Oh, to okropnie -mówię
-Wiem. Pracuję tu do osiemnastej i nie spędzam wiele czasu z synem, dlatego wynajęłam opiekunkę, ale ona czasami też nie daje sobie rady. Już nie wiem, co mam robić. -kobieta wyrzuca ręce w powietrze -Nauczyciel kazał mi przyjść do jego szkoły i porozmawiać z nim, ale niestety nie zrozumie,że jestem teraz w pracy.
Zastanawiam się, jak to jest być zajętym przez cały czas tak jak Sally.
-Chciałabym ci pomóc -mówię
Sally uśmiecha się do mnie.
-Jesteś taką dobrą dziewczyną, Blair -mówi poklepując mnie po ramieniu -Dziękuję za troskę.
-Nie ma sprawy -mówię -Jest coś w czym mogę ci pomóc?
-Masz jakąś aspirynę? -pyta
Obydwie się śmiejemy
-Przydałaby się -mówię -Czasami Harry przyprawia mnie o bóle głowy.
-Wyglądacie naprawdę dobrze razem -mówi
Wzruszam ramionami.
-Ciągle się kłócimy -mówię jej
-O co?
-O najgłupsze rzeczy na świecie.
-To nie jest takie złe -mówi a mnie zatyka z wrażenia
Jest coś gorszego od stałych kłótni z osobą, na której ci zależy?
-Nie rozumiem.
-Dopóki wszystko na końcu się wyjaśnia -mówi kobieta
Kiwam głową.
-Mozę coś w tym jest.-mówię
Wzdycham patrzę na zegar na ścianie. Jest za dziesięć czwarta.
-Czas naprawdę wolno tu mija.
Sally prycha
-Kochanie, a myślisz, ze co ja czuję siedząc tu codziennie?
Śmieję się lekko.
-Nawet sobie nie wyobrażam.
Sally i ja kontynuujemy naszą rozmowę dopóki nie zauważam jak Harry wychodzi z gabinetu doktora Stone'a. Uśmiecham się na widok chłopaka.
-Jak było? -pytam ich
Doktor Stone wzdycha.
-W porządku -mówi -Blair, mogę cię prosić na słowo.
Kiwam głową patrząc na Harry'ego, który unika mojego wzroku.
Wchodzę do biura doktora.
-Czy...czy wszystko w porządku? -pytam
-Harry okazuje się być odporny. -wzdycha mężczyzna -Teraz wiem, że może za bardzo się śpieszę z moimi pytaniami w stosunku do Harry'ego, terapia nie działa na wszystkich od razu. Myślałem, ze dzisiaj zrobimy jakiś krok do przodu, ale Harry przyszedł do mnie z kompletnie zamkniętym umysłem. Jest jeszcze gorzej niż za pierwszym razem.
Kładę ręcę na kolanach.
-Odporny? -pytam zdezorientowana
-To tak, jakby miał coś do ukrycia -mówi -Harry nie chce się przede mną otworzyć dać mi dostępu do jego myśli. Wszystkie oznaki są typowe, ale to nie jest już tylko i wyłącznie bezsenność i to mnie martwi.Wydaję się, że Harry'emu ciąży teraz na umyśle i sercu coś więcej niż tylko bezsenność.
-Jaki jest tego powód? -pytam
-Trudno mi powiedzieć. Nie dopuścił mnie do siebie. Jestem tylko w stanie przyjrzeć się jest zachowaniu i cechom zewnętrznym.
-Myślisz, ze to duży problem?
Doktor Stone przechyla głowę rozmyślając.
-Nie. Nie teraz. Ale słuchaj od teraz co mówi, słuchaj dokładnie. Harry obwinia się za coś. Nie wiem dlaczego.
Przełykam głośno ślinę.
-To trochę niepokojące -mówię szczerze
-Zdaję sobie z tego sprawę -mówi doktor Stone -Jednak, na twoim miejscu, nie martwił bym się za bardzo.Dałem Harry'emu kilka wskazówek jak oczyścić umysł z natrętnych myśli zanim zaśnie. Jeśli to nie pomoże, będę zmuszony przypisać mu odpowiednie leki.
Doktor Stone podchodzi do drzwi, a ja staję na przeciwko niego.
-Jego zachowanie jest specyficzne, nie ma wątpliwości. Ale nie martw się i miej otwarte oczy na to, co się z nim dzieje.
Kiwam głową i ściskam jego dłoń.
-Dziękuję -mówię -Dałeś mi wiele do myślenia.
Jazda do domu Harry'ego mija nam w zupełnej ciszy. Każdy z nas jest pochłonięty własnymi myślami. Harry nawet nie próbuje ze mną rozmawiać. Zresztą mój umysł cały czas przetwarza słowa doktora Stone'a. Harry najwidoczniej ma coś do ukrycia, ale on nie chce o tym mówić. (Blair geniusz)
Patrzę kątem oka na Harry'ego, ale on jest skupiony na prowadzeniu samochodu.
Dojeżdżamy do domu chłopaka. Wysiadam z auta i kieruje się prosto do kuchni.
Otwieram lodówkę i wyciągam pusty karton po mleku. Patrzę na Harry'ego.
-Przepraszam -wzrusza ramionami
Wyrzucam opakowanie i podchodzę do Harry'ego.
-Wszystko w porządku? -pytam go łagodnie
Patrzy na mnie.
-Dlaczego pytasz?
Zarzucam mu delikatnie ręce na szyję.
-Zastanawiam się. -mówię -Tak ogólnie.
Chłopak wzdycha.
-Czuję się dobrze. -mamrocze, jego dłonie muskają moje ramiona
-Jak...jak poszła sesja? -pytam -Tak naprawdę.
Harry odwraca wzrok.
-Naprawdę zaczynam nienawidzić tego lekarza sukinsyna.
Chichoczę na słowa Harry'ego.
-Nie dziwię się. -mówię- Też go przez długi czas nie znosiłam. Myślałam wtedy 'kim do cholery jest ten gość i dlaczego muszę opowiadać mu o mojej matce'.
Harry uśmiecha się szeroko.
-Harry, chcę żebyś wiedział, że możesz mówić mi o wszystkim. -informuję go -Zawsze cię wysłucham.
W policzkach Harry'ego pojawiają się dołeczki i chłopak przyciąga mnie do siebie w ciasnym uścisku.
-Kocham cię -szepcze całując mnie w czoło
Kiwam głową i nabieram nosem powietrza, wdychając zapach Haeey'ego.
-Chcesz zostać na noc? -pyta cicho
Kręcę głową.
-Dlaczego?
Milczę.
-Jesteś już tutaj. Możesz pożyczyć moje ubrania, szczoteczkę do zębów już masz...
-Czy doktor Stone nie powiedział ci, że masz się odprężyć i wyciszyć przed snem?
Harry unika mojego wzroku
-Tak, ale...
-Ale?
-Nadal lubię budzić się obok ciebie. -mamrocze, rumieniąc się
Nie mogę nic poradzić. Uśmiecham się całując Harry'ego lekko w usta.
-Też lubię budzić się obok ciebie.
-Więc zostaniesz? -pyta z nadzieją w głosie
Kiedy patrzę w górę na Harry'ego widzę tego małego chłopka, który dosłownie błagałby mnie na kolanach, abym została z mim do pierwszej w nocy oglądając horrory. Tego, który pozwoliłby mi cały dzień chodzić bez butów, ale i tak pożyczyłby mi swoje na koniec dnia. Tego Harry'ego, w którym się zakochałam.
-W porządku -mówię
Harry uśmiecha się szeroko biorąc mnie za rękę i prowadząc na górę. Śmieję się na to jak żwawo wchodzi po schodach.
Nagle czuję jakbyśmy znowu byli dziećmi. Które nie martwią się o to co dzieje się w okół nich. Uśmiecham się jak Harry rzuca mi swoją bluzkę i ciągnie mnie do łózka. Jego silne ręce owijają się w okół mojej talii.
-Zacząłeś czytać Szeptem? -pytam go jak gasimy światło w pokoju
Harry kręci głową.
-Jeszcze nie. Na razie czytam Dopasowanych -uśmiecha się -Cassie zachowuję się jak suka.
Na jego słowa opada mi szczeka.
-Nie zgadzam się, jest bardzo dobrze napisaną postacią. -mówię
-Tak, ale ona jest z tym dupkiem Xander'em. Co ona w nim widzi? Przepierz on jest pieprzonym nudziarzem!
Śmieję się.
-Oni byli najlepszymi przyjaciółmi przez całe swoje życie.-mówię cicho
Oczy Harry'ego rozszerzają się.
-Oni żyją w pieprzonym, doskonałym społeczeństwie. Jak można tak żyć?
-To jest haczyk.
-Haczyk?- Harry patrzy na mnie
-Dojdziesz do tego później. -mówię mu
Patrzymy się z Harrym na siebie przez parę chwil.
-Kocham kiedy tak rozmawiamy - szepczę
-Jak?
-O książkach....o tym jak czytasz książki, które ci wybrałam i jak ci się podobają. -uśmiecham się
-Nie podobają mi się -broni się Harry
-Sposób w jaki o nich o nich przeklinasz sprawia, że wydają się bardzo....
-Ja przeklinam na wszystko - Harry zwraca uwagę uśmiechając się
-Nie sprzeciwiam się -mówię przewracając oczami
Harry mocniej otula ramiona w okół mnie.
Wdycham zapach Harry'ego i wzdycham.
Harry przebiega palcami po odsłoniętej skórze na moim ramieniu, co wywołuje u mnie gęsią skórkę. Drżę, a Harry się uśmiecha.
-Powinniśmy kiedyś wybrać się do mojej matki -mówi Harry -Ona jeszcze o nas nie wie.
-Naprawdę? -pytam -Ona jeszcze nie wie, że my...
Harry kręci głową
-Myślałem, ze może w tym samym czasie możemy podjechać orientacyjnie na uniwersytet
Patrzę na niego zdziwiona.
-Naprawdę?
-Tak...pomyślałem, że mógłbym ci towarzyszyć...chyba, że nie chcesz.
Kręcę energicznie głową.
-Nie, nie. -mówię -Jestem po prostu trochę zdziwiona.
Harry uśmiecha się.
-Dlaczego? -pyta mnie
Wzruszam ramionami.
-Nie wiem.Myślałem, że ty jesteś raczej przeciwny każdej formie edukacji.
Harry śmieje się.
-Myślę, że minusem będzie to, że utknę z tobą w samochodzie na trzy godziny.
Jęczę.
-Utknąć ze mną? To ja utknęłam tu z tobą i z twoją stukniętą głową.
Harry uśmiecha się i całuję mój policzek.
-Tak kurwa, ty też jesteś....
-Nie kończ, nie kończ! -piszczę kładąc moją rękę na jego ustach, ale zaraz ją zabieram, przypominając sobie jak ostatnim razem Harry mnie potraktował
Oczy Harry'ego świecą jak on całuje mnie delikatnie. Ciągnie mnie tak, że nasze ciała się stykają.
-Kocham cię -mówi w moje usta
-Ja też cię kocham -odpowiadam -Ale idź już spać. Wiem, że tego potrzebujesz.
Harry wzdycha i obraca się tak, że jego klatka piersiowa styka się z moimi plecami.
Harry przerzuca moje włosy na bok i całuje mnie w odkryte ramię.
Biorę głęboki oddech i zamykam oczy.
*****
czytasz = komentujesz <3
-Wróciliśmy -mówię do Sally,a kobieta uśmiecha się do mnie
-Świetnie, zawiadomię doktora Stone'a, że przyszliście.- mówi jak siadamy na kanapie
-A i Blair -zwraca się do mnie kobieta -Ślicznie dziś wyglądasz -mówi
-Dziękuję, Sally -mówię czerwieniąc się
Mruga do mnie i wychodzi z poczekalni. Harry tupie nogą w podłogę z niecierpliwości. Kładę rękę na jego udzie.
-Uspokój się- mówię -Jest w porządku.
Chłopak wzdycha.
-To całe gówno z terapią stresuje mnie. -mówi
-Wiem, też się stresowałam.
Harry patrzy na mnie.
-Naprawdę?
Kiwam głową.
-O tak, mój ojciec musiał dosłownie zaciągać mnie tu siłą.
Harry uśmiecha się.
-To sprawia, że czuję się trochę lepiej.
Śmieję się lekko.
-Dlaczego? -pytam
Wzrusza ramionami.
-Zwykle nic cię nie stresuje
-Oprócz ciebie. -mówię, a Harry się śmieje pochylając się w moją stronę i całując delikatnie moją skroń.
Po kilku minutach doktor Stone wychodzi se swojego gabinetu. Na jego twarzy pojawia się uśmiech na nasz widok.
-Mój ulubiony, dynamiczny duet -mówi
Śmieję się na jego dobór słów. Nawet nie domyśla się prawdziwości tego zdania.
-Miło pana widzieć, doktorze Stone -mówię
-Ciebie też, Blair.-mówi i odwraca się w stronę Harry'ego -Teraz Blair ma możliwość uczestniczenia z tobą w terapii. Czy chcesz żeby tak było?
Harry patrzy na mnie.
-Nie -odpowiada zaskakując nas oboje
-W porządku -mówi doktor klaskając w ręce -Więc zaczynajmy.
Siadam z powrotem na fotelu kiedy Harry znika za drzwiami pokoju dr.Stone'a. Ostatni raz kiedy tu byliśmy, Harry dosłownie błagał doktora abym mogła z nim wejść. Teraz wręcz przeciwnie. Potrząsam głową aby pozbyć się nurtujących mnie myśli. Biorę w rękę mój nowy telefon i postanawiam, że zadzwonię do Liam'a.
-Cześć, Blair -mówi kiedy odbiera moje połączenie -Jak się masz?
-Świetnie -odpowiadam -A ty?
-Jestem w pracy.
-Ugh, czy dzieci Shawna nadal tam są.
-Niestety. Wylatują dopiero pod koniec miesiąca.
-Zgaduję, ze Shawn poprosił cię, abyś miał na nie oko?
-Yep.
-To dziwnie, że każe nam ich pilnować...są przecież nastolatkami, co nie?
-Właśnie zastanawiałam się nad tym samym. Kiedy byłem w ich wieku rodzice nie wynajmowali mi opiekunki.
-Dokładnie! -śmieję się wraz z Liamem
-Co teraz robisz? -pyta
Powinnam mu powiedzieć gdzie jestem? Musiałabym się sporo tłumaczyć.
-Nic...jestem w domu -mówię
Harry z pewnością zabiłby mnie jeśli powiedziałabym komuś o jego problemach ze snem.
-Szczęściara.
Śmieję się.
-Tak myślę.
-Cóż będę kończył, bo wiesz, nie mogę rozmawiać w pracy.
Śmieję się cicho.
-Jak mogłam zapomnieć. Pogadamy później, Liam.
-Cholera -słyszę za sobą
Odwracam się na fotelu i patrzę na Sally. Wygląda na zupełnie załamaną.
Wstaję i podchodzę do kobiety.
-Wszystko w porządku? -pytam ją
-Właśnie dostałam telefon ze szkoły mojego syna -mówi -Ponoć wysypał szpilki na krzesło nauczyciela. Nie martwiłabym się tak w innym wypadku, ale jednak on chodzi do prywatniej szkoły i wymagana jest tam dyscyplina.
-Oh, to okropnie -mówię
-Wiem. Pracuję tu do osiemnastej i nie spędzam wiele czasu z synem, dlatego wynajęłam opiekunkę, ale ona czasami też nie daje sobie rady. Już nie wiem, co mam robić. -kobieta wyrzuca ręce w powietrze -Nauczyciel kazał mi przyjść do jego szkoły i porozmawiać z nim, ale niestety nie zrozumie,że jestem teraz w pracy.
Zastanawiam się, jak to jest być zajętym przez cały czas tak jak Sally.
-Chciałabym ci pomóc -mówię
Sally uśmiecha się do mnie.
-Jesteś taką dobrą dziewczyną, Blair -mówi poklepując mnie po ramieniu -Dziękuję za troskę.
-Nie ma sprawy -mówię -Jest coś w czym mogę ci pomóc?
-Masz jakąś aspirynę? -pyta
Obydwie się śmiejemy
-Przydałaby się -mówię -Czasami Harry przyprawia mnie o bóle głowy.
-Wyglądacie naprawdę dobrze razem -mówi
Wzruszam ramionami.
-Ciągle się kłócimy -mówię jej
-O co?
-O najgłupsze rzeczy na świecie.
-To nie jest takie złe -mówi a mnie zatyka z wrażenia
Jest coś gorszego od stałych kłótni z osobą, na której ci zależy?
-Nie rozumiem.
-Dopóki wszystko na końcu się wyjaśnia -mówi kobieta
Kiwam głową.
-Mozę coś w tym jest.-mówię
Wzdycham patrzę na zegar na ścianie. Jest za dziesięć czwarta.
-Czas naprawdę wolno tu mija.
Sally prycha
-Kochanie, a myślisz, ze co ja czuję siedząc tu codziennie?
Śmieję się lekko.
-Nawet sobie nie wyobrażam.
Sally i ja kontynuujemy naszą rozmowę dopóki nie zauważam jak Harry wychodzi z gabinetu doktora Stone'a. Uśmiecham się na widok chłopaka.
-Jak było? -pytam ich
Doktor Stone wzdycha.
-W porządku -mówi -Blair, mogę cię prosić na słowo.
Kiwam głową patrząc na Harry'ego, który unika mojego wzroku.
Wchodzę do biura doktora.
-Czy...czy wszystko w porządku? -pytam
-Harry okazuje się być odporny. -wzdycha mężczyzna -Teraz wiem, że może za bardzo się śpieszę z moimi pytaniami w stosunku do Harry'ego, terapia nie działa na wszystkich od razu. Myślałem, ze dzisiaj zrobimy jakiś krok do przodu, ale Harry przyszedł do mnie z kompletnie zamkniętym umysłem. Jest jeszcze gorzej niż za pierwszym razem.
Kładę ręcę na kolanach.
-Odporny? -pytam zdezorientowana
-To tak, jakby miał coś do ukrycia -mówi -Harry nie chce się przede mną otworzyć dać mi dostępu do jego myśli. Wszystkie oznaki są typowe, ale to nie jest już tylko i wyłącznie bezsenność i to mnie martwi.Wydaję się, że Harry'emu ciąży teraz na umyśle i sercu coś więcej niż tylko bezsenność.
-Jaki jest tego powód? -pytam
-Trudno mi powiedzieć. Nie dopuścił mnie do siebie. Jestem tylko w stanie przyjrzeć się jest zachowaniu i cechom zewnętrznym.
-Myślisz, ze to duży problem?
Doktor Stone przechyla głowę rozmyślając.
-Nie. Nie teraz. Ale słuchaj od teraz co mówi, słuchaj dokładnie. Harry obwinia się za coś. Nie wiem dlaczego.
Przełykam głośno ślinę.
-To trochę niepokojące -mówię szczerze
-Zdaję sobie z tego sprawę -mówi doktor Stone -Jednak, na twoim miejscu, nie martwił bym się za bardzo.Dałem Harry'emu kilka wskazówek jak oczyścić umysł z natrętnych myśli zanim zaśnie. Jeśli to nie pomoże, będę zmuszony przypisać mu odpowiednie leki.
Doktor Stone podchodzi do drzwi, a ja staję na przeciwko niego.
-Jego zachowanie jest specyficzne, nie ma wątpliwości. Ale nie martw się i miej otwarte oczy na to, co się z nim dzieje.
Kiwam głową i ściskam jego dłoń.
-Dziękuję -mówię -Dałeś mi wiele do myślenia.
Jazda do domu Harry'ego mija nam w zupełnej ciszy. Każdy z nas jest pochłonięty własnymi myślami. Harry nawet nie próbuje ze mną rozmawiać. Zresztą mój umysł cały czas przetwarza słowa doktora Stone'a. Harry najwidoczniej ma coś do ukrycia, ale on nie chce o tym mówić. (Blair geniusz)
Patrzę kątem oka na Harry'ego, ale on jest skupiony na prowadzeniu samochodu.
Dojeżdżamy do domu chłopaka. Wysiadam z auta i kieruje się prosto do kuchni.
Otwieram lodówkę i wyciągam pusty karton po mleku. Patrzę na Harry'ego.
-Przepraszam -wzrusza ramionami
Wyrzucam opakowanie i podchodzę do Harry'ego.
-Wszystko w porządku? -pytam go łagodnie
Patrzy na mnie.
-Dlaczego pytasz?
Zarzucam mu delikatnie ręce na szyję.
-Zastanawiam się. -mówię -Tak ogólnie.
Chłopak wzdycha.
-Czuję się dobrze. -mamrocze, jego dłonie muskają moje ramiona
-Jak...jak poszła sesja? -pytam -Tak naprawdę.
Harry odwraca wzrok.
-Naprawdę zaczynam nienawidzić tego lekarza sukinsyna.
Chichoczę na słowa Harry'ego.
-Nie dziwię się. -mówię- Też go przez długi czas nie znosiłam. Myślałam wtedy 'kim do cholery jest ten gość i dlaczego muszę opowiadać mu o mojej matce'.
Harry uśmiecha się szeroko.
-Harry, chcę żebyś wiedział, że możesz mówić mi o wszystkim. -informuję go -Zawsze cię wysłucham.
W policzkach Harry'ego pojawiają się dołeczki i chłopak przyciąga mnie do siebie w ciasnym uścisku.
-Kocham cię -szepcze całując mnie w czoło
Kiwam głową i nabieram nosem powietrza, wdychając zapach Haeey'ego.
-Chcesz zostać na noc? -pyta cicho
Kręcę głową.
-Dlaczego?
Milczę.
-Jesteś już tutaj. Możesz pożyczyć moje ubrania, szczoteczkę do zębów już masz...
-Czy doktor Stone nie powiedział ci, że masz się odprężyć i wyciszyć przed snem?
Harry unika mojego wzroku
-Tak, ale...
-Ale?
-Nadal lubię budzić się obok ciebie. -mamrocze, rumieniąc się
Nie mogę nic poradzić. Uśmiecham się całując Harry'ego lekko w usta.
-Też lubię budzić się obok ciebie.
-Więc zostaniesz? -pyta z nadzieją w głosie
Kiedy patrzę w górę na Harry'ego widzę tego małego chłopka, który dosłownie błagałby mnie na kolanach, abym została z mim do pierwszej w nocy oglądając horrory. Tego, który pozwoliłby mi cały dzień chodzić bez butów, ale i tak pożyczyłby mi swoje na koniec dnia. Tego Harry'ego, w którym się zakochałam.
-W porządku -mówię
Harry uśmiecha się szeroko biorąc mnie za rękę i prowadząc na górę. Śmieję się na to jak żwawo wchodzi po schodach.
Nagle czuję jakbyśmy znowu byli dziećmi. Które nie martwią się o to co dzieje się w okół nich. Uśmiecham się jak Harry rzuca mi swoją bluzkę i ciągnie mnie do łózka. Jego silne ręce owijają się w okół mojej talii.
-Zacząłeś czytać Szeptem? -pytam go jak gasimy światło w pokoju
Harry kręci głową.
-Jeszcze nie. Na razie czytam Dopasowanych -uśmiecha się -Cassie zachowuję się jak suka.
Na jego słowa opada mi szczeka.
-Nie zgadzam się, jest bardzo dobrze napisaną postacią. -mówię
-Tak, ale ona jest z tym dupkiem Xander'em. Co ona w nim widzi? Przepierz on jest pieprzonym nudziarzem!
Śmieję się.
-Oni byli najlepszymi przyjaciółmi przez całe swoje życie.-mówię cicho
Oczy Harry'ego rozszerzają się.
-Oni żyją w pieprzonym, doskonałym społeczeństwie. Jak można tak żyć?
-To jest haczyk.
-Haczyk?- Harry patrzy na mnie
-Dojdziesz do tego później. -mówię mu
Patrzymy się z Harrym na siebie przez parę chwil.
-Kocham kiedy tak rozmawiamy - szepczę
-Jak?
-O książkach....o tym jak czytasz książki, które ci wybrałam i jak ci się podobają. -uśmiecham się
-Nie podobają mi się -broni się Harry
-Sposób w jaki o nich o nich przeklinasz sprawia, że wydają się bardzo....
-Ja przeklinam na wszystko - Harry zwraca uwagę uśmiechając się
-Nie sprzeciwiam się -mówię przewracając oczami
Harry mocniej otula ramiona w okół mnie.
Wdycham zapach Harry'ego i wzdycham.
Harry przebiega palcami po odsłoniętej skórze na moim ramieniu, co wywołuje u mnie gęsią skórkę. Drżę, a Harry się uśmiecha.
-Powinniśmy kiedyś wybrać się do mojej matki -mówi Harry -Ona jeszcze o nas nie wie.
-Naprawdę? -pytam -Ona jeszcze nie wie, że my...
Harry kręci głową
-Myślałem, ze może w tym samym czasie możemy podjechać orientacyjnie na uniwersytet
Patrzę na niego zdziwiona.
-Naprawdę?
-Tak...pomyślałem, że mógłbym ci towarzyszyć...chyba, że nie chcesz.
Kręcę energicznie głową.
-Nie, nie. -mówię -Jestem po prostu trochę zdziwiona.
Harry uśmiecha się.
-Dlaczego? -pyta mnie
Wzruszam ramionami.
-Nie wiem.Myślałem, że ty jesteś raczej przeciwny każdej formie edukacji.
Harry śmieje się.
-Myślę, że minusem będzie to, że utknę z tobą w samochodzie na trzy godziny.
Jęczę.
-Utknąć ze mną? To ja utknęłam tu z tobą i z twoją stukniętą głową.
Harry uśmiecha się i całuję mój policzek.
-Tak kurwa, ty też jesteś....
-Nie kończ, nie kończ! -piszczę kładąc moją rękę na jego ustach, ale zaraz ją zabieram, przypominając sobie jak ostatnim razem Harry mnie potraktował
Oczy Harry'ego świecą jak on całuje mnie delikatnie. Ciągnie mnie tak, że nasze ciała się stykają.
-Kocham cię -mówi w moje usta
-Ja też cię kocham -odpowiadam -Ale idź już spać. Wiem, że tego potrzebujesz.
Harry wzdycha i obraca się tak, że jego klatka piersiowa styka się z moimi plecami.
Harry przerzuca moje włosy na bok i całuje mnie w odkryte ramię.
Biorę głęboki oddech i zamykam oczy.
*****
czytasz = komentujesz <3
sobota, 14 lutego 2015
Chapter 44
Zakrywam twarz dłońmi. Dlaczego musiałam przeczytać tego smsa? Mogłam zostawić ten telefon w spokoju i nic by się nie stało. Powinnam kupić Harry'emu nowy telefon. Jutro tak zrobię.
Wzdycham i próbuję ponownie skoncentrować się na mojej książce. Wiadomość, którą przeczytałam kilka minut temu cały czas powraca mi do głowy. Czy Harry coś przede mną ukrywa? Rozmawiał z Louisem o czymś co musi mi powiedzieć. Co to jest?
Myślę, że dowiem się dopiero w tedy kiedy sam zdecyduje mnie o tym poinformować.
Powoli wybija godzina dziewiąta. Biorę swoje rzeczy z lady i książkę, którą dałam do przeczytania Harry'emu. Nadal nie mam zielonego pojęcia jak dotrę do domu. Myślę, że zadzwonię do Louisa, a w najgorszym przypadku do mojego taty.
Wzdycham. Moje serce przepełnia wina. Wiedziałam, że źle robię czytając tamtą wiadomość. Dlaczego nie posłuchałam się mojego instynktu?
Zamykam drzwi do księgarni. Odwracam się, a moje usta otwierają się w szoku kiedy zauważam Harry'ego opierającego się o maskę swojego samochodu. Jego usta układają się w prostą linię. Przełykam ślinę i powoli idę w jego kierunku. Nie chcę się z nim kłócić i nie che aby był na mnie zły. Kogo ja oszukuję? Oczywiście, że jest n mnie zły.
-Myślałam, że pojechałeś -mówię cicho
-Pojechałem -ton jego głosu zostawia ciarki na moim ciele -Zapomniałem książki. -mówi wyciągając rękę.
Wręczam mu ostrożnie książkę.
-Kupię ci nowy telefon -mówię
-Nie chodzi o jebany telefon, Blair! Chodzi o to, że ty kurwa przeczytałaś moją cholerną wiadomość tekstową, kiedy wyszedłem na pięć pieprzonych minut! -krzyczy Harry
Wzdrygam się.
-Popełniłam błąd, przepraszam. -mówię
Harry wzdycha i przeczesuje dłonią włosy.
-Czy to dlatego,że mi nie ufasz? Myślisz, że mam coś do ukrycia?
-Nie ja...
-Zachowaj sobie te pieprzone wyjaśnienia, Blair. Nie ma do tego kurwa cierpliwości.
-Nie mów, że jeśli nasz role odwróciłyby się nie zrobiłbyś tego samego! - podnoszę głos
Chłopak patrzy na mnie.
-Nie nie zrobiłbym, bo nie jestem taki cholernie wścibski jak ty!
-Wścibski? Myślisz, że jestem wścibska?!
-Przeczytałaś moją cholerną wiadomość!
-Słuchaj, Harry przepraszam za to, dobrze? Przepraszam - mówię
Wyciągam własną komórkę z torebki i odwracam się od Harry'ego. Przeglądam listę kontaktów i wybieram numer Louisa.
-Do kogo kurwa dzwonisz?
-Do Louisa, bo moja podwózka mnie zawiodła.
-Kurwa mać - Harry unosi ręce w górę w frustracji
Przykładam telefon do ucha,ale Harry wytrąca mi go z reki .Patrzę jak komórka upada na chodnik,a ekran roztrzaskuje się jeszcze gorzej od ekranu telefonu Harry'ego.
Przykładam rękę do czoła.
-Czy ty jesteś poważny!? -krzyczę na niego
Patrzę Harry'emu w oczy i widzę w nich czystą wściekłość.
-Świetnie, teraz oba nasz telefony są zniszczone. Zadowolony!?
-Zawiozę cię do domu -głos Harry'ego jest niższy i bardziej ochrypły niż zazwyczaj.
-W twoich pieprzonych snach! -syczę
-Naprawdę, do kogo masz zamiar zadzwonić. -mówi z ironią w głosie
-Wolałabym być zamordowana i wrzucona do rynsztoku niż jechać z tobą! -krzyczę
-Wsiadaj do samochodu! -krzyczy Harry
-Nie!
Łapie mocno mój nadgarstek.
-Wsiadaj zanim cię do niego zaciągnę!
-Jesteś najgorszy,Harry. Naprawdę najgorszy. -moją wolną ręką ocieram łzy płynące po moich policzkach. Uchwyt Harry'ego się rozluźnia.
-Naprawdę tak myślisz?
Kiwam głową wycieram dłonią mokre oczy, rozmazując mój makijaż.
-Proszę wejdź do samochodu. -mówi cicho Harry
Nie ruszam się z miejsca przez parę minut, ale po krótkich rozmyślaniach ustalam niestety, że nie mam innej możliwości dostania się do domu. Nabieram powietrza i wypuszczam drżący oddech decydując się wsiąść do auta. Harry siada obok mnie na fotelu kierowcy.
Patrzę przez szybę i nie odzywam się do Harry'ego podczas naszej jazdy. Nic nie mówi kiedy zatrzymujemy się na podjeździe przed moim domem. Wychodzę z samochodu bez jakiegokolwiek słowa pożegnania.
Kieruję się prosto do łazienki gdzie myję twarz i zęby. Wchodzę do mojego pokoju, przebieram się w top i krótkie spodenki i kładę do łóżka. Lottie śpi u koleżanki więc mam pokój dla siebie.
Nienawidzę tego jak Harry i ja ciągle ranimy siebie nawzajem. Nienawidzę tego, że nazwałam go najgorszym. Nienawidzę tego, jak niszczę wszystkie dobre rzeczy, które mi się przytrafiają.
Płaczę w poduszkę ,dopóki nie pozostaje żadnych łez w mich oczach. Zasypiam zmęczona, z mokrymi policzkami.
Letni wiatr budzi mnie ze snu. Nie pamiętam żebym zostawiała otwarte okno. Przewracam się na bok i próbuję znowu zasnąć. Moja poduszka jest mokra od łez, więc przewracam ją na drugą stronę. Ponownie się budzę,ale tym razem siadam na łóżku rozglądając się po pokoju. Okno jest nadal otwarte, a zasłony unoszą się na wietrze. Moje oczy spoczywają na łóżku Lottie, gdzie zauważam ciemną postać z rękoma opartymi na kolanach. Nawet w nocy widzę te zielone tenczówki wpatrujące się we mnie.
-Jak do cholery się tu dostałeś? -syczę
-Wspiąłem się.
-Jak?
-Nigdy nie zauważyłaś bluszczu po tej stronie domu?
-Jak długo tu jesteś?
-Piętnaście, dwadzieścia minut.
Przeczesuję ręką włosy.
-Wyjdź. -mówię
- Nie
-Nie możesz tu być.
-Nie mogłem spać.
-Widzisz się jutro z doktorem Stone. Teraz idź.
-Czy naprawdę chcesz abym poszedł? -szepcze
Boli mnie serce.
-Tak.
Harry wstaje.
-Jesteś pewna?Przygryzam nerwowo wargę.
-Chcę żebyś wyszedł i nigdy więcej nie wspinał się tak do mojego pokoju. -mówię
-Skończyłem Kosłogłosa.
-To świetnie -mówię ironicznie -Chciałabym iść spać.
-Nie sądzisz, że też bym chciał?
Kładę głowę w dłoniach.
-Czego ode mnie chcesz?
Harry wzdycha. Kiedy znowu na niego patrzę jego twarz jest zupełni inna. Wygląda na...zaniepokojonego.
-Nieważne -mówi niskim głosem -Wyjdę. -odwraca się w stronę okna
-Nie -mówię -Najpierw powiedz mi dlaczego tu przyszedłeś.
-Przepraszam, że na ciebie nakrzyczałem. Kocham cię bez względu na to ile razy mnie wkurzysz, zrozum to w końcu. -mówi w pośpiechu nadal odwrócony do mnie plecami -Nienawidzę tego jak płaczesz, bardziej niż czegokolwiek. -mówi cicho
-Spójrz na mnie- szepczę
Harry odwraca się. Jego oczy wydają się świecić w ciemności mojego pokoju. klepię ręką miejsce obok mnie na łóżku, które Harry zaraz zajmuje. Ani na moment nie spuszcza ze mnie wzroku.
Natychmiast zarzucam mu ręce za szyję i przyciągam mocno go całując. Harry odpowiada natychmiastowo owijając ramiona w okół mojej talii, ciągnąc mnie tak blisko do siebie jak tylko może. Nawet przy moim sennym umyśle dotyk Harry'ego wysyła dreszcze w dół mojego kręgosłupa i pobudza adrenalinę w moich żyłach. W końcu przerywamy pocałunek. Harry kładzie się obok mnie na łóżku i przyciąga mnie do siebie zostawiając pocałunek na moim czole. Wzdycham zamykając oczy.
-Spodziewałeś się zakończenia? -szepczę
-Czego?
-Kosogłosa.
-Tak
-Powiedz mi prawdę.
-To było oczywiste, że Peeta ją bardziej kocha. -mówi -Nawet w jego szalonym stanie.
Śmieję się cicho.
-'Szalone' to mocne słowo.
-Tak samo ja miłość.
Patrzę na Harry'ego.
-Kocham cię -szepczę -Nie maiłam tego na myśli tego co powiedziałam...że jesteś najgorszy.
-Czasami mnie straszysz, Blair. -mówi mi do ucha -Kiedy mówisz do mnie takie rzeczy
-Wiem, przepraszam.
Harry całuje mój policzek.
-Idź spać.
-Ty też.
Harry uśmiecha się.
-Właśnie zamierzam.
Kiedy się budzę Harry'ego już nie ma.Przewracam się na plecy i patrzę na ścienny zegar. Jest po dziesiątej.
-Cholera -mówię i wychodzę z łóżka
Kiedy się przebieram moje oczy napotykają małą karteczkę na moim biurku.
Blair,
Musiałem wyjść wcześnie rano, aby uniknąć Louisa.
Nie martw się,tym razem zamknąłem okno.
Jestem w moim domu jakbyś czegoś potrzebowała.
H,
PS Powinnaś naprawdę coś zrobić z twoim problemem z chrapaniem.
-Nie mam problemu z chrapaniem! -krzyczę w powietrze
Przewracam oczami i rzucam karteczką w róg pokoju. Idę do łazienki, myję zęby i połykam pośpiesznie moje pigułki. Włosy związuję różową wstążka, którą dała mi kiedyś mama. Kiedy byłam mała zawsze miałam ją przy sobie. Na włosach, na nadgarstku, albo zawiązaną na szlufce dżinsów. Pewnego dnia, w ósmej klasie zaczęły zdzierać się jej końcówki, dlatego od tamtej pory nosze ją tylko na specjalne okazje. Postanowiłam, że dziś będę bardzo ostrożna i założę ją. Zawsze znaczyła dla mnie dużo więcej niż dla innych. Ktoś może pomyśleć "zwykły kawałek materiału". Dla mnie jest to rzecz przypominająca mi o mojej mamie.
Chwytam moje rzeczy z krzesła (oprócz mojego telefonu) i wychodzę pośpiesznie z domu, wsiadając do samochodu i kierując się w stronę domu Harry'ego.
Dzwonię do drzwi i czekam, dostosowując pasek mojej torebki. Harry w któtce pojawia się w drzwiach z lekkim uśmiechem na ustach.
-Widzę, że przeczytałaś mój liścik. -mówi
-Nie chrapię.
Przechodzę obok Harry'ego i wchodzę do środka.
-A właśnie, że tak.
Zamyka drzwi i odwraca się w moją stronę.
-Chodźmy.
-Gdzie? -pytam zdziwiona
-Do centrum handlowego. Potrzebujemy nowych telefonów. -uśmiecha się
-Oh, racja.
Wychodzę z domu i wsiadam do samochodu Harry'ego.
-Przepraszam za zniszczenie twojej komórki -mówi Harry w czasie jazdy -To było nie na miejscu.
Wzruszam ramionami.
-I tak miałam go zmienić.
-Roztrzaskał się cały ekran, prawda?
-Cóż, tak. Użyłeś do tego siły.
-Nie będziesz teraz gadać o fizyce.
-Fizyce? A kto tu mówi o fizyce?
Harry się śmieje.
-Kocham cię, Blair -mówi niespodziewanie
Uśmiecham się na te nagłe wyznanie.
-Ja też cię kocham -mówię
Wkrótce dojeżdżamy do centrum Londynu. Zatrzymujemy się przed ogromną galerią. Kiedy przechodzimy obok "Hot Topic" przypomina mi się jak Jane i Penny mnie tam zabrały, aby kupić mi sukienkę na imprezę.
Harry kładzie rękę na dolnej części moich pleców kiedy podążamy alejkami. Wiem, że to mały gest, ale wywołuje u mnie motylki w brzuchu.
-Założyłaś wstążkę -szepcze Harry do mojego ucha
Kiwam głową.
-Nie widziałem cię w niej od czasu...ukończenia szkoły.
-Minęło tyle czasu.
Harry potakuje.
-Pamiętam. -mówi
Wzruszam ramionami.
-Stęskniłam się za jej noszeniem.
-Stęskniłem się za widokiem jej na tobie.
Zatrzymuję się przy fontannie na środku centrum handlowego.
-Masz jakieś monety? -pytam go
-Nie będę wrzucał pieniędzy do pieprzonej fontanny.
-No dalej, możemy pomyśleć życzenie. -staram się go przekonać
- Gówno prawda.
-Proszę, Harry.
Harry przewraca oczami i wsadza rękę do kieszeni czarnych dżinsów szukając drobnych. Wyciąga dla mnie jedną i upuszcza mi ją na dłoń.
Zamykam oczy i formułuję życzenie. Kiedy byłam młoda zawsze myślałam o tym, aby moja mama wróciła. Jak dorosłam zawsze moje życzenie poświęcone było Harry'emu. A teraz kiedy te życzenia się spełniły (no chociaż jedno z nich) muszę pomyśleć nad nowym. Otwieram oczy i wrzucam monetę do fontanny, obserwując jak uderza w wodę i tonie, upadając na dno.
Widzę, jak Harry również wrzuca swoją monetę do wody.
-Czego sobie życzyłeś? -pytam go jak odchodzimy od fontanny
-Jeśli ci powiem, to się nie spełni, prawda? -uśmiecha się głupawo
-Chyba masz rację.- wzdycham
Chodzimy wzdłuż alejek dopóki nie docieramy do sklepu firmy Apple.
Harry przytrzymuje dla mnie drzwi kiedy wchodzimy. Czytam tabele technologii i patrzę na wszystkie modele telefonów.
-Czy mogę ci w czymś pomóc?
Odwracam się i widzę blondynkę, trochę starszą od nas, z różowymi od szminki ustami i gorliwym uśmiechem. Z nazwy znacznika wyczytuję, że ma na imię Lillian.
-Tak -mówię -Potrzebujemy nowych telefonów.
Dziewczyna kiwa głową.
-W porządku, który model cię interesuje?
-Czarny -mówi Harry
Lillian patrzy na niego.
-Dobrze -mówi, a jej uśmiech nie maleje
-Pokarzę wam kilka.
Kiwam głową i szarpię Harry'ego aby za nami poszedł.
-To są nasze najnowsze modele -mówi dziewczyna stając przed gablotą -Są one z najnowszego projektu firmy. Te modele są inne od pozostałych, są cieńsze i lepiej wyposażone od innych. Mają więcej aplikacji no i znacznie większy ekran od pozostałych. - Lilian wyjmuje jeden aby nam pokazać
-Ten jest ładny -mówię wskazując palcem -Co myślisz Harry?
-One wszystkie wyglądają tak samo. -stwierdza
Przewracam oczami.
-Weźmiemy ten model -mówię -Poproszę dwa.
Lilian kiwa głową.
-Świetnie -mówi -Pójdę po wasze modele. Czekajcie na mnie przy kasie.
Ciągnę za mną Harry'ego na wyznaczone miejsce.
-Czarny? -wyśmiewam go - Naprawdę?
Harry wzrusza ramionami.
-Nie wiedziałem, że są inne modele. -naśladuje wysoki głos Lilian
Tłumię śmiech uderzając Harry'ego w ramię.
-Ona może cię usłyszeć -mówię
-Nawet jeśli, to nie obchodzi mnie to.
Wkrótce Lilian pojawia się przed nami z naszymi telefonami. Ma nadal przyklejony uśmiech do twarzy.
-Gotowe -mówi -Jak będziecie płacić?
-Kartą -mówię i sięgam do portfela
-Nie będziesz płacić -mówi Harry unosząc brwi
-Właśnie, że tak -protestuję
-Twój telefon był o wiele bardziej zniszczony od mojego.
-No i co?
-No i to, że masz to odłożyć -mówi wskazując na kartę kredytową w mojej dłoni
Harry przechodzi obok mnie i podaje Lilian swoją kartę.
Lilian patrzy to na mnie, to na Harry'ego, mrugając kilka razy. Bierze ostrożnie kartę od Harry'ego pomimo. Przeszywam wzrokiem dziewczynę jak kasuje kartę.
-Dziękuję -mówi zwracając kartę Harry'emu
Harry strzela do mnie głupi uśmieszek.
-Pomóc wam je ustawić? -pyta uprzejmie Lilian
-Jasne -kiwam głową
-Wiem jak działa telefon -mówi Harry
-Ale to jest inny model, Harold -szturcham go
-Ten telefon też ci zniszczyć.
-Ty za niego zapłaciłeś. -uśmiecham się i patrzę jak Lilian otwiera nasz pudełka i wręcza nam nasze telefony
Harry przewraca oczami jak Lilian zaczyna nam wyjaśniać jak działają nasze telefony. Kiwam głową i słucham wszystkiego co mówi, ale mam wrażenie, że Harry nie. Chłopak patrzy w sufit i wzdycha znudzony. Staję na nogę Harry'ego, a chłopak przygryza wargę, aby nie przeklnąć.
-I tu można wybrać dzwonek -kontynuuje Lilian wskazując na ekran
-Och -mówię patrząc na ekran -Marimba jest ładny
Harry patrzy na mnie.
-Nie waż się ustawić tego jako dzwonek. -mówi Harry
-Dlaczego?
-To jest cholernie irytujące.
Śmieję się.
-Tylko dlatego, ustawię Marimbę jako twój osobisty dzwonek.
Harry mierzy mnie wzrokiem. Klikam na ekran i Marimba zaczyna lecieć z głośnika telefonu. Śmieję się, a Harry zaciska zęby. Lilian wciąż patrzy na nas z uśmiechem.
Harry klika guzik blokady na moim telefonie i muzyka cichnie.
-Dużo lepiej -mówi
Odwracam się do Lilian.
-Dziękuję za pomoc. -mówię do niej
Kiwa głową,a jej niewiarygodnie szeroki uśmiech jeszcze się poszerza (jeśli jest to w ogóle możliwe)
Harry i ja wychodzimy po chwili ze sklepu. Sprawdzam godzinę.
-O cholera powinniśmy być u doktora Stone'a za pół godziny.
Harry kręci głową.
-Nie idę.
Patrzę na niego.
-Tak, idziesz. Musisz...
-Nie, Blair. Nie muszę. - mówi Harry kiedy wchodzimy na parking samochodowy przed galerią
-Dlaczego nie? Myślałam, że ci pomogło....
-Nie, kurwa nie pomogło mi. Nadal nie śpię kiedy nie zostajesz u mnie na nic więc nie mów, że to pomogło.
-W porządku- siadam w samochodzie Harry'ego na miejscu pasażera i wyciągam mój nowy telefon
-W porządku? -pyta Harry odpalając samochód
-Terapie nie jest dla wszystkich. Rozumiem.
-Nie jesteś zła?
-Dlaczego miałabym być zła?
Harry wzrusza ramionami.
-Myślałem, że będziesz wkurzona.
-Nadal uważam, że powinieneś jeszcze raz pójść do kliniki. Niewiele osób pozbywa się problemów po pierwszej sesji ,dlatego myślę, ze powinieneś pójść jeszcze raz, ale jeśli masz do tego taki stosunek to nie ma sensu cię do tego namawiać.
Harry wzdycha.
-Nie obwiniam cię.
Harry jęczy patrząc z powrotem na drogę.
-Dobrze- mówi -Chodźmy.
-Naprawdę?
-Tak. Miejmy to gówno za sobą.
Uśmiecham się.
-Dziękuję -mówię całując go w policzek
*****
czytasz = komentujesz <3
PS Happy Valentine's Day
Wzdycham i próbuję ponownie skoncentrować się na mojej książce. Wiadomość, którą przeczytałam kilka minut temu cały czas powraca mi do głowy. Czy Harry coś przede mną ukrywa? Rozmawiał z Louisem o czymś co musi mi powiedzieć. Co to jest?
Myślę, że dowiem się dopiero w tedy kiedy sam zdecyduje mnie o tym poinformować.
Powoli wybija godzina dziewiąta. Biorę swoje rzeczy z lady i książkę, którą dałam do przeczytania Harry'emu. Nadal nie mam zielonego pojęcia jak dotrę do domu. Myślę, że zadzwonię do Louisa, a w najgorszym przypadku do mojego taty.
Wzdycham. Moje serce przepełnia wina. Wiedziałam, że źle robię czytając tamtą wiadomość. Dlaczego nie posłuchałam się mojego instynktu?
Zamykam drzwi do księgarni. Odwracam się, a moje usta otwierają się w szoku kiedy zauważam Harry'ego opierającego się o maskę swojego samochodu. Jego usta układają się w prostą linię. Przełykam ślinę i powoli idę w jego kierunku. Nie chcę się z nim kłócić i nie che aby był na mnie zły. Kogo ja oszukuję? Oczywiście, że jest n mnie zły.
-Myślałam, że pojechałeś -mówię cicho
-Pojechałem -ton jego głosu zostawia ciarki na moim ciele -Zapomniałem książki. -mówi wyciągając rękę.
Wręczam mu ostrożnie książkę.
-Kupię ci nowy telefon -mówię
-Nie chodzi o jebany telefon, Blair! Chodzi o to, że ty kurwa przeczytałaś moją cholerną wiadomość tekstową, kiedy wyszedłem na pięć pieprzonych minut! -krzyczy Harry
Wzdrygam się.
-Popełniłam błąd, przepraszam. -mówię
Harry wzdycha i przeczesuje dłonią włosy.
-Czy to dlatego,że mi nie ufasz? Myślisz, że mam coś do ukrycia?
-Nie ja...
-Zachowaj sobie te pieprzone wyjaśnienia, Blair. Nie ma do tego kurwa cierpliwości.
-Nie mów, że jeśli nasz role odwróciłyby się nie zrobiłbyś tego samego! - podnoszę głos
Chłopak patrzy na mnie.
-Nie nie zrobiłbym, bo nie jestem taki cholernie wścibski jak ty!
-Wścibski? Myślisz, że jestem wścibska?!
-Przeczytałaś moją cholerną wiadomość!
-Słuchaj, Harry przepraszam za to, dobrze? Przepraszam - mówię
Wyciągam własną komórkę z torebki i odwracam się od Harry'ego. Przeglądam listę kontaktów i wybieram numer Louisa.
-Do kogo kurwa dzwonisz?
-Do Louisa, bo moja podwózka mnie zawiodła.
-Kurwa mać - Harry unosi ręce w górę w frustracji
Przykładam telefon do ucha,ale Harry wytrąca mi go z reki .Patrzę jak komórka upada na chodnik,a ekran roztrzaskuje się jeszcze gorzej od ekranu telefonu Harry'ego.
Przykładam rękę do czoła.
-Czy ty jesteś poważny!? -krzyczę na niego
Patrzę Harry'emu w oczy i widzę w nich czystą wściekłość.
-Świetnie, teraz oba nasz telefony są zniszczone. Zadowolony!?
-Zawiozę cię do domu -głos Harry'ego jest niższy i bardziej ochrypły niż zazwyczaj.
-W twoich pieprzonych snach! -syczę
-Naprawdę, do kogo masz zamiar zadzwonić. -mówi z ironią w głosie
-Wolałabym być zamordowana i wrzucona do rynsztoku niż jechać z tobą! -krzyczę
-Wsiadaj do samochodu! -krzyczy Harry
-Nie!
Łapie mocno mój nadgarstek.
-Wsiadaj zanim cię do niego zaciągnę!
-Jesteś najgorszy,Harry. Naprawdę najgorszy. -moją wolną ręką ocieram łzy płynące po moich policzkach. Uchwyt Harry'ego się rozluźnia.
-Naprawdę tak myślisz?
Kiwam głową wycieram dłonią mokre oczy, rozmazując mój makijaż.
-Proszę wejdź do samochodu. -mówi cicho Harry
Nie ruszam się z miejsca przez parę minut, ale po krótkich rozmyślaniach ustalam niestety, że nie mam innej możliwości dostania się do domu. Nabieram powietrza i wypuszczam drżący oddech decydując się wsiąść do auta. Harry siada obok mnie na fotelu kierowcy.
Patrzę przez szybę i nie odzywam się do Harry'ego podczas naszej jazdy. Nic nie mówi kiedy zatrzymujemy się na podjeździe przed moim domem. Wychodzę z samochodu bez jakiegokolwiek słowa pożegnania.
Kieruję się prosto do łazienki gdzie myję twarz i zęby. Wchodzę do mojego pokoju, przebieram się w top i krótkie spodenki i kładę do łóżka. Lottie śpi u koleżanki więc mam pokój dla siebie.
Nienawidzę tego jak Harry i ja ciągle ranimy siebie nawzajem. Nienawidzę tego, że nazwałam go najgorszym. Nienawidzę tego, jak niszczę wszystkie dobre rzeczy, które mi się przytrafiają.
Płaczę w poduszkę ,dopóki nie pozostaje żadnych łez w mich oczach. Zasypiam zmęczona, z mokrymi policzkami.
Letni wiatr budzi mnie ze snu. Nie pamiętam żebym zostawiała otwarte okno. Przewracam się na bok i próbuję znowu zasnąć. Moja poduszka jest mokra od łez, więc przewracam ją na drugą stronę. Ponownie się budzę,ale tym razem siadam na łóżku rozglądając się po pokoju. Okno jest nadal otwarte, a zasłony unoszą się na wietrze. Moje oczy spoczywają na łóżku Lottie, gdzie zauważam ciemną postać z rękoma opartymi na kolanach. Nawet w nocy widzę te zielone tenczówki wpatrujące się we mnie.
-Jak do cholery się tu dostałeś? -syczę
-Wspiąłem się.
-Jak?
-Nigdy nie zauważyłaś bluszczu po tej stronie domu?
-Jak długo tu jesteś?
-Piętnaście, dwadzieścia minut.
Przeczesuję ręką włosy.
-Wyjdź. -mówię
- Nie
-Nie możesz tu być.
-Nie mogłem spać.
-Widzisz się jutro z doktorem Stone. Teraz idź.
-Czy naprawdę chcesz abym poszedł? -szepcze
Boli mnie serce.
-Tak.
Harry wstaje.
-Jesteś pewna?Przygryzam nerwowo wargę.
-Chcę żebyś wyszedł i nigdy więcej nie wspinał się tak do mojego pokoju. -mówię
-Skończyłem Kosłogłosa.
-To świetnie -mówię ironicznie -Chciałabym iść spać.
-Nie sądzisz, że też bym chciał?
Kładę głowę w dłoniach.
-Czego ode mnie chcesz?
Harry wzdycha. Kiedy znowu na niego patrzę jego twarz jest zupełni inna. Wygląda na...zaniepokojonego.
-Nieważne -mówi niskim głosem -Wyjdę. -odwraca się w stronę okna
-Nie -mówię -Najpierw powiedz mi dlaczego tu przyszedłeś.
-Przepraszam, że na ciebie nakrzyczałem. Kocham cię bez względu na to ile razy mnie wkurzysz, zrozum to w końcu. -mówi w pośpiechu nadal odwrócony do mnie plecami -Nienawidzę tego jak płaczesz, bardziej niż czegokolwiek. -mówi cicho
-Spójrz na mnie- szepczę
Harry odwraca się. Jego oczy wydają się świecić w ciemności mojego pokoju. klepię ręką miejsce obok mnie na łóżku, które Harry zaraz zajmuje. Ani na moment nie spuszcza ze mnie wzroku.
Natychmiast zarzucam mu ręce za szyję i przyciągam mocno go całując. Harry odpowiada natychmiastowo owijając ramiona w okół mojej talii, ciągnąc mnie tak blisko do siebie jak tylko może. Nawet przy moim sennym umyśle dotyk Harry'ego wysyła dreszcze w dół mojego kręgosłupa i pobudza adrenalinę w moich żyłach. W końcu przerywamy pocałunek. Harry kładzie się obok mnie na łóżku i przyciąga mnie do siebie zostawiając pocałunek na moim czole. Wzdycham zamykając oczy.
-Spodziewałeś się zakończenia? -szepczę
-Czego?
-Kosogłosa.
-Tak
-Powiedz mi prawdę.
-To było oczywiste, że Peeta ją bardziej kocha. -mówi -Nawet w jego szalonym stanie.
Śmieję się cicho.
-'Szalone' to mocne słowo.
-Tak samo ja miłość.
Patrzę na Harry'ego.
-Kocham cię -szepczę -Nie maiłam tego na myśli tego co powiedziałam...że jesteś najgorszy.
-Czasami mnie straszysz, Blair. -mówi mi do ucha -Kiedy mówisz do mnie takie rzeczy
-Wiem, przepraszam.
Harry całuje mój policzek.
-Idź spać.
-Ty też.
Harry uśmiecha się.
-Właśnie zamierzam.
Kiedy się budzę Harry'ego już nie ma.Przewracam się na plecy i patrzę na ścienny zegar. Jest po dziesiątej.
-Cholera -mówię i wychodzę z łóżka
Kiedy się przebieram moje oczy napotykają małą karteczkę na moim biurku.
Blair,
Musiałem wyjść wcześnie rano, aby uniknąć Louisa.
Nie martw się,tym razem zamknąłem okno.
Jestem w moim domu jakbyś czegoś potrzebowała.
H,
PS Powinnaś naprawdę coś zrobić z twoim problemem z chrapaniem.
-Nie mam problemu z chrapaniem! -krzyczę w powietrze
Przewracam oczami i rzucam karteczką w róg pokoju. Idę do łazienki, myję zęby i połykam pośpiesznie moje pigułki. Włosy związuję różową wstążka, którą dała mi kiedyś mama. Kiedy byłam mała zawsze miałam ją przy sobie. Na włosach, na nadgarstku, albo zawiązaną na szlufce dżinsów. Pewnego dnia, w ósmej klasie zaczęły zdzierać się jej końcówki, dlatego od tamtej pory nosze ją tylko na specjalne okazje. Postanowiłam, że dziś będę bardzo ostrożna i założę ją. Zawsze znaczyła dla mnie dużo więcej niż dla innych. Ktoś może pomyśleć "zwykły kawałek materiału". Dla mnie jest to rzecz przypominająca mi o mojej mamie.
Chwytam moje rzeczy z krzesła (oprócz mojego telefonu) i wychodzę pośpiesznie z domu, wsiadając do samochodu i kierując się w stronę domu Harry'ego.
Dzwonię do drzwi i czekam, dostosowując pasek mojej torebki. Harry w któtce pojawia się w drzwiach z lekkim uśmiechem na ustach.
-Widzę, że przeczytałaś mój liścik. -mówi
-Nie chrapię.
Przechodzę obok Harry'ego i wchodzę do środka.
-A właśnie, że tak.
Zamyka drzwi i odwraca się w moją stronę.
-Chodźmy.
-Gdzie? -pytam zdziwiona
-Do centrum handlowego. Potrzebujemy nowych telefonów. -uśmiecha się
-Oh, racja.
Wychodzę z domu i wsiadam do samochodu Harry'ego.
-Przepraszam za zniszczenie twojej komórki -mówi Harry w czasie jazdy -To było nie na miejscu.
Wzruszam ramionami.
-I tak miałam go zmienić.
-Roztrzaskał się cały ekran, prawda?
-Cóż, tak. Użyłeś do tego siły.
-Nie będziesz teraz gadać o fizyce.
-Fizyce? A kto tu mówi o fizyce?
Harry się śmieje.
-Kocham cię, Blair -mówi niespodziewanie
Uśmiecham się na te nagłe wyznanie.
-Ja też cię kocham -mówię
Wkrótce dojeżdżamy do centrum Londynu. Zatrzymujemy się przed ogromną galerią. Kiedy przechodzimy obok "Hot Topic" przypomina mi się jak Jane i Penny mnie tam zabrały, aby kupić mi sukienkę na imprezę.
Harry kładzie rękę na dolnej części moich pleców kiedy podążamy alejkami. Wiem, że to mały gest, ale wywołuje u mnie motylki w brzuchu.
-Założyłaś wstążkę -szepcze Harry do mojego ucha
Kiwam głową.
-Nie widziałem cię w niej od czasu...ukończenia szkoły.
-Minęło tyle czasu.
Harry potakuje.
-Pamiętam. -mówi
Wzruszam ramionami.
-Stęskniłam się za jej noszeniem.
-Stęskniłem się za widokiem jej na tobie.
Zatrzymuję się przy fontannie na środku centrum handlowego.
-Masz jakieś monety? -pytam go
-Nie będę wrzucał pieniędzy do pieprzonej fontanny.
-No dalej, możemy pomyśleć życzenie. -staram się go przekonać
- Gówno prawda.
-Proszę, Harry.
Harry przewraca oczami i wsadza rękę do kieszeni czarnych dżinsów szukając drobnych. Wyciąga dla mnie jedną i upuszcza mi ją na dłoń.
Zamykam oczy i formułuję życzenie. Kiedy byłam młoda zawsze myślałam o tym, aby moja mama wróciła. Jak dorosłam zawsze moje życzenie poświęcone było Harry'emu. A teraz kiedy te życzenia się spełniły (no chociaż jedno z nich) muszę pomyśleć nad nowym. Otwieram oczy i wrzucam monetę do fontanny, obserwując jak uderza w wodę i tonie, upadając na dno.
Widzę, jak Harry również wrzuca swoją monetę do wody.
-Czego sobie życzyłeś? -pytam go jak odchodzimy od fontanny
-Jeśli ci powiem, to się nie spełni, prawda? -uśmiecha się głupawo
-Chyba masz rację.- wzdycham
Chodzimy wzdłuż alejek dopóki nie docieramy do sklepu firmy Apple.
Harry przytrzymuje dla mnie drzwi kiedy wchodzimy. Czytam tabele technologii i patrzę na wszystkie modele telefonów.
-Czy mogę ci w czymś pomóc?
Odwracam się i widzę blondynkę, trochę starszą od nas, z różowymi od szminki ustami i gorliwym uśmiechem. Z nazwy znacznika wyczytuję, że ma na imię Lillian.
-Tak -mówię -Potrzebujemy nowych telefonów.
Dziewczyna kiwa głową.
-W porządku, który model cię interesuje?
-Czarny -mówi Harry
Lillian patrzy na niego.
-Dobrze -mówi, a jej uśmiech nie maleje
-Pokarzę wam kilka.
Kiwam głową i szarpię Harry'ego aby za nami poszedł.
-To są nasze najnowsze modele -mówi dziewczyna stając przed gablotą -Są one z najnowszego projektu firmy. Te modele są inne od pozostałych, są cieńsze i lepiej wyposażone od innych. Mają więcej aplikacji no i znacznie większy ekran od pozostałych. - Lilian wyjmuje jeden aby nam pokazać
-Ten jest ładny -mówię wskazując palcem -Co myślisz Harry?
-One wszystkie wyglądają tak samo. -stwierdza
Przewracam oczami.
-Weźmiemy ten model -mówię -Poproszę dwa.
Lilian kiwa głową.
-Świetnie -mówi -Pójdę po wasze modele. Czekajcie na mnie przy kasie.
Ciągnę za mną Harry'ego na wyznaczone miejsce.
-Czarny? -wyśmiewam go - Naprawdę?
Harry wzrusza ramionami.
-Nie wiedziałem, że są inne modele. -naśladuje wysoki głos Lilian
Tłumię śmiech uderzając Harry'ego w ramię.
-Ona może cię usłyszeć -mówię
-Nawet jeśli, to nie obchodzi mnie to.
Wkrótce Lilian pojawia się przed nami z naszymi telefonami. Ma nadal przyklejony uśmiech do twarzy.
-Gotowe -mówi -Jak będziecie płacić?
-Kartą -mówię i sięgam do portfela
-Nie będziesz płacić -mówi Harry unosząc brwi
-Właśnie, że tak -protestuję
-Twój telefon był o wiele bardziej zniszczony od mojego.
-No i co?
-No i to, że masz to odłożyć -mówi wskazując na kartę kredytową w mojej dłoni
Harry przechodzi obok mnie i podaje Lilian swoją kartę.
Lilian patrzy to na mnie, to na Harry'ego, mrugając kilka razy. Bierze ostrożnie kartę od Harry'ego pomimo. Przeszywam wzrokiem dziewczynę jak kasuje kartę.
-Dziękuję -mówi zwracając kartę Harry'emu
Harry strzela do mnie głupi uśmieszek.
-Pomóc wam je ustawić? -pyta uprzejmie Lilian
-Jasne -kiwam głową
-Wiem jak działa telefon -mówi Harry
-Ale to jest inny model, Harold -szturcham go
-Ten telefon też ci zniszczyć.
-Ty za niego zapłaciłeś. -uśmiecham się i patrzę jak Lilian otwiera nasz pudełka i wręcza nam nasze telefony
Harry przewraca oczami jak Lilian zaczyna nam wyjaśniać jak działają nasze telefony. Kiwam głową i słucham wszystkiego co mówi, ale mam wrażenie, że Harry nie. Chłopak patrzy w sufit i wzdycha znudzony. Staję na nogę Harry'ego, a chłopak przygryza wargę, aby nie przeklnąć.
-I tu można wybrać dzwonek -kontynuuje Lilian wskazując na ekran
-Och -mówię patrząc na ekran -Marimba jest ładny
Harry patrzy na mnie.
-Nie waż się ustawić tego jako dzwonek. -mówi Harry
-Dlaczego?
-To jest cholernie irytujące.
Śmieję się.
-Tylko dlatego, ustawię Marimbę jako twój osobisty dzwonek.
Harry mierzy mnie wzrokiem. Klikam na ekran i Marimba zaczyna lecieć z głośnika telefonu. Śmieję się, a Harry zaciska zęby. Lilian wciąż patrzy na nas z uśmiechem.
Harry klika guzik blokady na moim telefonie i muzyka cichnie.
-Dużo lepiej -mówi
Odwracam się do Lilian.
-Dziękuję za pomoc. -mówię do niej
Kiwa głową,a jej niewiarygodnie szeroki uśmiech jeszcze się poszerza (jeśli jest to w ogóle możliwe)
Harry i ja wychodzimy po chwili ze sklepu. Sprawdzam godzinę.
-O cholera powinniśmy być u doktora Stone'a za pół godziny.
Harry kręci głową.
-Nie idę.
Patrzę na niego.
-Tak, idziesz. Musisz...
-Nie, Blair. Nie muszę. - mówi Harry kiedy wchodzimy na parking samochodowy przed galerią
-Dlaczego nie? Myślałam, że ci pomogło....
-Nie, kurwa nie pomogło mi. Nadal nie śpię kiedy nie zostajesz u mnie na nic więc nie mów, że to pomogło.
-W porządku- siadam w samochodzie Harry'ego na miejscu pasażera i wyciągam mój nowy telefon
-W porządku? -pyta Harry odpalając samochód
-Terapie nie jest dla wszystkich. Rozumiem.
-Nie jesteś zła?
-Dlaczego miałabym być zła?
Harry wzrusza ramionami.
-Myślałem, że będziesz wkurzona.
-Nadal uważam, że powinieneś jeszcze raz pójść do kliniki. Niewiele osób pozbywa się problemów po pierwszej sesji ,dlatego myślę, ze powinieneś pójść jeszcze raz, ale jeśli masz do tego taki stosunek to nie ma sensu cię do tego namawiać.
Harry wzdycha.
-Nie obwiniam cię.
Harry jęczy patrząc z powrotem na drogę.
-Dobrze- mówi -Chodźmy.
-Naprawdę?
-Tak. Miejmy to gówno za sobą.
Uśmiecham się.
-Dziękuję -mówię całując go w policzek
*****
czytasz = komentujesz <3
PS Happy Valentine's Day
poniedziałek, 2 lutego 2015
Chapter 43
Harry mamrocze przekleństwa pod nosem jak odpala samochód i wyjeżdża z podjazdu.
-Czy coś się stało? -pytam
-Louis to kutas -mówi
-Już mi to kiedyś wyjaśniłeś -mówię
Harry wzdycha.
-Przepraszam -mówi, a jego wzrok wyraźnie łagodnieje -Po prostu...nie rozmawiajmy o nim, dobrze?
-Okej.
Po kilkunastominutowej jeździe samochodem przyjeżdżamy w końcu do księgarni. Kiedy zmierzam w stronę drzwi wejściowych napotykam Liama, który właśnie wychodzi.
-Hej, Blair -mówi uśmiechając się do mnie i kiwając głową w stronę Harry'ego
-Widzę, że jesteś gotowa na wieczorną zmianę.
-Życz mi szczęścia -mówię
Liam śmieje się.
-Jeśli potrzebowałabyś towarzystwa, jestem przy telefonie -mówi i żegna się ze mną
Wchodzę do księgarni, Harry podąża za mną.
-Wygląda na to, że Shawn też już wyszedł -mówię sprawdzając jego biuro
-Więc jestem tylko ja i...
Zatrzymuję się kiedy odwracam się w stronę Harry'ego.
-Co?-pytam go widząc jego wyraz twarzy
-Towarzystwa? -syczy Harry -On chce ci tu towarzyszyć? -ostatnie słowo wymawia głośniej niż powinien
Przewracam oczami.
-Nie rób tego -mówię
Biorę stos książek z lady i układam je alfabetycznie, stawiając na odpowiednich regałach.
-Czego? -pyta Harry
-Nie bądź zazdrosny. Nie ma powodu.
-On jest w twoim typie. Mądry i pochłonięty cholerną literaturą.
-Harry, pracuję z nim od kilku miesięcy. Jeśli chciałabym z nim chodzić, już dawno bym to robiła. -mówię kładąc kolejną książkę na półce
-Gówno prawda.
-Oh, naprawdę?
-Tak, widzę jak za sobą flirtujecie -mówi
-Flirtujemy?
-Tak, zawsze śmiejecie się ze swoich gównianych żartów.
-Liam jest moi przyjacielem.
-Wygląda na to, że chce być twoim przyjacielem z korzyściami -mówi Harry
Szczęka dosłownie opada mi na ziemię.
-Zachowujesz się nienormalnie.
-Nie, wcale kurwa nie -mówi powoli, w jego głosie słychać złość
-Tak i dobrze o tym wiesz. Przestań zachowywać się jak dziecko. -mówię
Odwracam się , aby odłożyć kolejną książkę, ale Harry łapie mój nadgarstek co powoduje, że upuszczam książki na podłogę.
-Patrz co zrobiłeś! -podnoszę głos -Zaczynasz mnie wkurzać -wyrywam rękę z dłoni Harry'ego i schylam się aby podnieść książki, upewniając się, że nie są zniszczone.
Harry milczy, nawet nie starając się pomóc mi. Stoi ze skrzyżowanymi ramionami obserwując mnie. Podnoszę się i kontynuuję układanie książek na regały. Kiedy zostaje mi tylko jedna książka, wpycham ją Harry'emu w ręce.
-To jest dobre -mówię chłodno -Przeczytaj to
-Dobrani -Harry czyta tytuł -Brzmi jak jakieś dziewczęce gówno.
-Przeczytasz to kurwa i będzie ci się podobać -mówię odwracając się w stronę lady
Denerwuje mnie to jak Harry martwi się o to, co jest między mną, a Liam'em. Od dłuższego czasu jest moim przyjacielem i wcześniej nie przeszkadzało to Harry'emu. Aż do teraz.
Otwieram książkę "W Imię Miłości" tam gdzie wcześniej skończyłam i opieram się wygodnie na krześle za ladą i zaczynam czytać. Nie muszę teraz rozpatrywać Harry'ego i jego problemu z zazdrością. Harry siedzi obok mnie miejscu Liama. Kładzie na ladzie książkę którą mu dałam i odchyla się na swoim krześle.
-Fajnie tu masz. -mówi Harry -Rzeczywiście widać stąd cały sklep.
Przewracam oczami na jego słowa i czytam dalej.
-Dlaczego jesteś zła? -pyta
-Bo jesteś dupkiem. -mówię przez zaciśnięte zęby
-Dlaczego? Bo boję się, że zostawisz mnie dla tego mola książkowego, Liama?
Patrzę na niego.
-Tak. Nie masz powodu aby się martwić, dobrze? Kocham cię, dlaczego tego nie zauważasz. -mówię
Harry wzdycha.
-Przepraszam, że zrzuciłem te książki -mamrocze -Wiem, że się złościsz jak maltretuje książki. -uśmiecha się do mnie
Nic nie poradzę na to, że też się uśmiecham, wspominając jak Harry chciał przeprosić książkę kiedy mu kazałam. Uśmiech Harry'ego rośnie wraz z moim aż w jego policzkach pojawiają się dołeczki. Pochyla się i całuje mnie w policzek. Opiera się z powrotem na swoim krześle i bierze książkę.
-Więc to jest dobre, huh? -pyta
Kiwam głową.
-Wszystkie trzy były świetne.- mówię
-Są trzy tomy?
Uśmiecham się.
-A ty przeczytasz każdą, jedną stronę.
Harry jęczy.
-Dlaczego czuje się nagle jak w szkole?
Śmieję się.
-Zacznij czytać -rozkazuję
-Nie mogę. -mówi
-Dlaczego? Straciłeś wzrok?
-Nie -śmieje się Harry -Jeszcze nie skończyłem Kosogłosa.
-Więc?
-Boję się, że pomieszają mi się historie.
Prycham.
-To jest najbardziej absurdalna rzecz jaka kiedykolwiek słyszałam. -mówię z uśmiechem
Harry przewraca oczami i otwiera książkę.
-W porządku, jeśli tak się stanie to będzie twoja wina.
-Dobrze, wezmę całą winę na siebie.
Czytamy przez chwile w ciszy, dopóki kilkoro klientów nie wchodzi do sklepu. Wstaję i podchodzę do nich z uśmiechem oferując im moją pomoc. Cały czas czuję na sobie wzrok Harry'ego. Nigdy nie widział mnie w akcji. Zerkam z ukosa na niego dostrzegając nie pozbawione humoru oczy.
-Ile jeszcze będziemy tu siedzieć? -marudzi Harry
Patrzę na zegar. Jest siódma wieczorem.
-Kończę o dziewiątek -mówię
-Kurwa -narzeka Harry
-Hej, przecież sam zgodziłeś się tu ze mną siedzieć.
-Ja po prostu nie rozumiem jak możesz mieć pracę, która jest taka...statyczna.-mówi
-Co masz na myśli?
-Najbardziej interesującą rzeczą w tej pracy jest odkładanie książek na miejsce i otwieranie kasy fiskalnej.
-Co z tego? Przyzwyczaiłam się już.
- W mojej pracy ja...ozdabiam ludzi. To jest bardziej dynamiczne. Zasługujesz coś lepszego.
Wzruszam ramionami.
-Kocham tą pracę. -mówię
-Ale jest wiele innych, które pokochałabyś bardziej.
-Czy próbujesz mnie przekonać, abym przyjęła pracę u Eda z tobą?
-Nie -śmieje się Harry -Cokolwiek bym nie zrobił, czy powiedział i tak nie podziała abyś przyjęła tam pracę. -mówi, a ja kiwam głową -Ale chodzi mi o to, że mogłabyś znaleźć pracę, która pogłębiałaby twoje umiejętności.
-Moje mocne strony, tak?
-Twoje mocne strony. -potwierdza Harry
-Brzmisz jak pomieszanie Louisa z moim tatą.
Harry przewraca oczami.
-Wiem o co ci chodzi. -mówię -Znaczy...to nie tak, że zamierzam utrzymać tą pracę na zawsze. Niedługo idę na uniwersytet.
Harry kiwa głową.
-Wiem -mówi i wstaje z krzesła -Gdzie tu jest toaleta? -pyta
Wskazuje palcem w stronę korytarza,a Harry kiwa głową i idzie w tamtą stronę.
Opieram się na krześle i przemierzam wzrokiem pustą księgarnię.Patrzę na ladę gdzie Harry zostawił swoje rzeczy. Jego portfel leży na książce, którą mu dałam, a telefon obok niej. Jak na zawołanie jego komórka wydaje dźwięk przychodzącej wiadomości. Ekran rozświetla się i pokazuje mi pasek do jego odblokowania. Przełykam głośno ślinę.
To jest złe.
To jest złe.
To jest złe.
Te trzy słowa zajmują mój umysł kiedy biorę jego telefon w dłoń i przeciągam po pasku odblokowując go.Moje oczy czytają smsa od Luke'a.
Czy ona wie?
Czytam wiadomość trzy razy. Czy ja wiem co? Albo, czy to w ogóle dotyczy mnie? Kim jest ona?
Co ona wie, albo czego nie wie? Milion pytań przelatuje przez mój umysł.
-Powiedz swojemu szefowi, aby posprzątał kurwa te łazienki...
Podskakuję na dźwięk głosu Harry'ego. Komórkę wylatuje z moich dłoni i ląduje na twardej podłodze z głośnym trzaskiem.
Harry patrzy na mnie, a potem na telefon leżący na podłodze. Z jego twarzy mogę wyczytać, że już wie co się stało.
-Co tu się kurwa dzieje? -pyta niskim głosem
-Ja...twój telefon zadzwonił i... -mówię trzęsącym głosem
-I co?
-I sięgnęłam aby go wyłączyć i wypadł mi - kłamię
-Dobrze -mówi Harry -A teraz powiedz mi prawdę.
Piorę powolny wdech.
-Dostałeś wiadomość i ją przeczytałam -mówię szybko
-Dlaczego to kurwa zrobiłaś?
-Przepraszam - mówię zakrywając twarz dłońmi
-Co tam było napisane? -pyta chłodno Harry
-Ja...ja nie pamiętam -ponownie kłamię
Harry schyla się i podnosi telefon. Przez ekran ciągnie się długa rysa. Harry naciska kilka razy przycisk, aby włączyć telefon i przeklina głośno.
-Jest do wyrzucenia -mówi opryskliwie
-Ja...przepraszam
-Nieważne -mówi
Harry podchodzi do lady, bierze swoje rzeczy i kieruje się w stronę wyjścia z księgarni.
-Czekaj! -krzyczę -Przecież nie mam samochodu!
-Zadzwoń do pieprzonego Liama! - warczy -Jestem pewien, że będzie wniebowzięty twoim towarzystwem!
Harry zatrzaskuje za sobą drzwi z głośnym hukiem, zostawiając mnie samą, siedzącą na podłodze.
*****
czytasz = komentujesz <3
-Czy coś się stało? -pytam
-Louis to kutas -mówi
-Już mi to kiedyś wyjaśniłeś -mówię
Harry wzdycha.
-Przepraszam -mówi, a jego wzrok wyraźnie łagodnieje -Po prostu...nie rozmawiajmy o nim, dobrze?
-Okej.
Po kilkunastominutowej jeździe samochodem przyjeżdżamy w końcu do księgarni. Kiedy zmierzam w stronę drzwi wejściowych napotykam Liama, który właśnie wychodzi.
-Hej, Blair -mówi uśmiechając się do mnie i kiwając głową w stronę Harry'ego
-Widzę, że jesteś gotowa na wieczorną zmianę.
-Życz mi szczęścia -mówię
Liam śmieje się.
-Jeśli potrzebowałabyś towarzystwa, jestem przy telefonie -mówi i żegna się ze mną
Wchodzę do księgarni, Harry podąża za mną.
-Wygląda na to, że Shawn też już wyszedł -mówię sprawdzając jego biuro
-Więc jestem tylko ja i...
Zatrzymuję się kiedy odwracam się w stronę Harry'ego.
-Co?-pytam go widząc jego wyraz twarzy
-Towarzystwa? -syczy Harry -On chce ci tu towarzyszyć? -ostatnie słowo wymawia głośniej niż powinien
Przewracam oczami.
-Nie rób tego -mówię
Biorę stos książek z lady i układam je alfabetycznie, stawiając na odpowiednich regałach.
-Czego? -pyta Harry
-Nie bądź zazdrosny. Nie ma powodu.
-On jest w twoim typie. Mądry i pochłonięty cholerną literaturą.
-Harry, pracuję z nim od kilku miesięcy. Jeśli chciałabym z nim chodzić, już dawno bym to robiła. -mówię kładąc kolejną książkę na półce
-Gówno prawda.
-Oh, naprawdę?
-Tak, widzę jak za sobą flirtujecie -mówi
-Flirtujemy?
-Tak, zawsze śmiejecie się ze swoich gównianych żartów.
-Liam jest moi przyjacielem.
-Wygląda na to, że chce być twoim przyjacielem z korzyściami -mówi Harry
Szczęka dosłownie opada mi na ziemię.
-Zachowujesz się nienormalnie.
-Nie, wcale kurwa nie -mówi powoli, w jego głosie słychać złość
-Tak i dobrze o tym wiesz. Przestań zachowywać się jak dziecko. -mówię
Odwracam się , aby odłożyć kolejną książkę, ale Harry łapie mój nadgarstek co powoduje, że upuszczam książki na podłogę.
-Patrz co zrobiłeś! -podnoszę głos -Zaczynasz mnie wkurzać -wyrywam rękę z dłoni Harry'ego i schylam się aby podnieść książki, upewniając się, że nie są zniszczone.
Harry milczy, nawet nie starając się pomóc mi. Stoi ze skrzyżowanymi ramionami obserwując mnie. Podnoszę się i kontynuuję układanie książek na regały. Kiedy zostaje mi tylko jedna książka, wpycham ją Harry'emu w ręce.
-To jest dobre -mówię chłodno -Przeczytaj to
-Dobrani -Harry czyta tytuł -Brzmi jak jakieś dziewczęce gówno.
-Przeczytasz to kurwa i będzie ci się podobać -mówię odwracając się w stronę lady
Denerwuje mnie to jak Harry martwi się o to, co jest między mną, a Liam'em. Od dłuższego czasu jest moim przyjacielem i wcześniej nie przeszkadzało to Harry'emu. Aż do teraz.
Otwieram książkę "W Imię Miłości" tam gdzie wcześniej skończyłam i opieram się wygodnie na krześle za ladą i zaczynam czytać. Nie muszę teraz rozpatrywać Harry'ego i jego problemu z zazdrością. Harry siedzi obok mnie miejscu Liama. Kładzie na ladzie książkę którą mu dałam i odchyla się na swoim krześle.
-Fajnie tu masz. -mówi Harry -Rzeczywiście widać stąd cały sklep.
Przewracam oczami na jego słowa i czytam dalej.
-Dlaczego jesteś zła? -pyta
-Bo jesteś dupkiem. -mówię przez zaciśnięte zęby
-Dlaczego? Bo boję się, że zostawisz mnie dla tego mola książkowego, Liama?
Patrzę na niego.
-Tak. Nie masz powodu aby się martwić, dobrze? Kocham cię, dlaczego tego nie zauważasz. -mówię
Harry wzdycha.
-Przepraszam, że zrzuciłem te książki -mamrocze -Wiem, że się złościsz jak maltretuje książki. -uśmiecha się do mnie
Nic nie poradzę na to, że też się uśmiecham, wspominając jak Harry chciał przeprosić książkę kiedy mu kazałam. Uśmiech Harry'ego rośnie wraz z moim aż w jego policzkach pojawiają się dołeczki. Pochyla się i całuje mnie w policzek. Opiera się z powrotem na swoim krześle i bierze książkę.
-Więc to jest dobre, huh? -pyta
Kiwam głową.
-Wszystkie trzy były świetne.- mówię
-Są trzy tomy?
Uśmiecham się.
-A ty przeczytasz każdą, jedną stronę.
Harry jęczy.
-Dlaczego czuje się nagle jak w szkole?
Śmieję się.
-Zacznij czytać -rozkazuję
-Nie mogę. -mówi
-Dlaczego? Straciłeś wzrok?
-Nie -śmieje się Harry -Jeszcze nie skończyłem Kosogłosa.
-Więc?
-Boję się, że pomieszają mi się historie.
Prycham.
-To jest najbardziej absurdalna rzecz jaka kiedykolwiek słyszałam. -mówię z uśmiechem
Harry przewraca oczami i otwiera książkę.
-W porządku, jeśli tak się stanie to będzie twoja wina.
-Dobrze, wezmę całą winę na siebie.
Czytamy przez chwile w ciszy, dopóki kilkoro klientów nie wchodzi do sklepu. Wstaję i podchodzę do nich z uśmiechem oferując im moją pomoc. Cały czas czuję na sobie wzrok Harry'ego. Nigdy nie widział mnie w akcji. Zerkam z ukosa na niego dostrzegając nie pozbawione humoru oczy.
-Ile jeszcze będziemy tu siedzieć? -marudzi Harry
Patrzę na zegar. Jest siódma wieczorem.
-Kończę o dziewiątek -mówię
-Kurwa -narzeka Harry
-Hej, przecież sam zgodziłeś się tu ze mną siedzieć.
-Ja po prostu nie rozumiem jak możesz mieć pracę, która jest taka...statyczna.-mówi
-Co masz na myśli?
-Najbardziej interesującą rzeczą w tej pracy jest odkładanie książek na miejsce i otwieranie kasy fiskalnej.
-Co z tego? Przyzwyczaiłam się już.
- W mojej pracy ja...ozdabiam ludzi. To jest bardziej dynamiczne. Zasługujesz coś lepszego.
Wzruszam ramionami.
-Kocham tą pracę. -mówię
-Ale jest wiele innych, które pokochałabyś bardziej.
-Czy próbujesz mnie przekonać, abym przyjęła pracę u Eda z tobą?
-Nie -śmieje się Harry -Cokolwiek bym nie zrobił, czy powiedział i tak nie podziała abyś przyjęła tam pracę. -mówi, a ja kiwam głową -Ale chodzi mi o to, że mogłabyś znaleźć pracę, która pogłębiałaby twoje umiejętności.
-Moje mocne strony, tak?
-Twoje mocne strony. -potwierdza Harry
-Brzmisz jak pomieszanie Louisa z moim tatą.
Harry przewraca oczami.
-Wiem o co ci chodzi. -mówię -Znaczy...to nie tak, że zamierzam utrzymać tą pracę na zawsze. Niedługo idę na uniwersytet.
Harry kiwa głową.
-Wiem -mówi i wstaje z krzesła -Gdzie tu jest toaleta? -pyta
Wskazuje palcem w stronę korytarza,a Harry kiwa głową i idzie w tamtą stronę.
Opieram się na krześle i przemierzam wzrokiem pustą księgarnię.Patrzę na ladę gdzie Harry zostawił swoje rzeczy. Jego portfel leży na książce, którą mu dałam, a telefon obok niej. Jak na zawołanie jego komórka wydaje dźwięk przychodzącej wiadomości. Ekran rozświetla się i pokazuje mi pasek do jego odblokowania. Przełykam głośno ślinę.
To jest złe.
To jest złe.
To jest złe.
Te trzy słowa zajmują mój umysł kiedy biorę jego telefon w dłoń i przeciągam po pasku odblokowując go.Moje oczy czytają smsa od Luke'a.
Czy ona wie?
Czytam wiadomość trzy razy. Czy ja wiem co? Albo, czy to w ogóle dotyczy mnie? Kim jest ona?
Co ona wie, albo czego nie wie? Milion pytań przelatuje przez mój umysł.
-Powiedz swojemu szefowi, aby posprzątał kurwa te łazienki...
Podskakuję na dźwięk głosu Harry'ego. Komórkę wylatuje z moich dłoni i ląduje na twardej podłodze z głośnym trzaskiem.
Harry patrzy na mnie, a potem na telefon leżący na podłodze. Z jego twarzy mogę wyczytać, że już wie co się stało.
-Co tu się kurwa dzieje? -pyta niskim głosem
-Ja...twój telefon zadzwonił i... -mówię trzęsącym głosem
-I co?
-I sięgnęłam aby go wyłączyć i wypadł mi - kłamię
-Dobrze -mówi Harry -A teraz powiedz mi prawdę.
Piorę powolny wdech.
-Dostałeś wiadomość i ją przeczytałam -mówię szybko
-Dlaczego to kurwa zrobiłaś?
-Przepraszam - mówię zakrywając twarz dłońmi
-Co tam było napisane? -pyta chłodno Harry
-Ja...ja nie pamiętam -ponownie kłamię
Harry schyla się i podnosi telefon. Przez ekran ciągnie się długa rysa. Harry naciska kilka razy przycisk, aby włączyć telefon i przeklina głośno.
-Jest do wyrzucenia -mówi opryskliwie
-Ja...przepraszam
-Nieważne -mówi
Harry podchodzi do lady, bierze swoje rzeczy i kieruje się w stronę wyjścia z księgarni.
-Czekaj! -krzyczę -Przecież nie mam samochodu!
-Zadzwoń do pieprzonego Liama! - warczy -Jestem pewien, że będzie wniebowzięty twoim towarzystwem!
Harry zatrzaskuje za sobą drzwi z głośnym hukiem, zostawiając mnie samą, siedzącą na podłodze.
*****
czytasz = komentujesz <3
środa, 28 stycznia 2015
Chapter 42
Czuję się okropnie. Zeszła noc nie należała do tych spokojnych.
Wzięłam prysznic, ubrałam się i uczesałam włosy pozostawiając je w moich naturalnych falach. Nałożyłam eyeliner i tusz do rzęs na powieki i byłam gotowa do wyjścia.
Zbiegłam szybko po schodach, chwyciłam jabłko i już byłam w drodze do pracy.
Osuwam się na moim krześle za ladą. Dzisiaj jest tłoczono. Wiele osób podąża wzdłuż półek szukając odpowiednich dla nich książek.
Widzę kątem oka przyglądającego mi się Liama.
-Wszystko w porządku? -w końcu pyta
Wzruszam ramionami.
-Nie wiem. Nie spałam dobrze w nocy.
-Widzę- kiwa głową
Patrzę na niego.
-Masz dziewczynę, Liam? -pytam
Potrząsa przecząco głową.
-Miałem, ale ostro się pokłóciliśmy kilka miesięcy temu i zerwaliśmy.
-Przykro mi -mówię
Wzrusza ramionami.
-Nie ma po co.
Kiwam głową.
-Co się stało, że zerwaliście? Jeśli...mogę wiedzieć. -pytam niepewnie
-Często walczyliśmy ze sobą i żadne z nas po jakimś czasie nie chciało być ze sobą.
-Kochałeś ją?
-Cóż...kiedy chodziliśmy ze sobą, myślałem, że tak jest, ale patrząc na to z perspektywy czasu....myślę, że to co czułem, to nie była miłość.
-Naprawdę? -pytam
-Tak. Myślę, że to było wyłącznie zauroczenie.
-Oh -patrzę na moje paznokcie -Skąd wiedziałeś ,że to zauroczenie,a nie miłość?
Liam wzrusza ramionami.
-To jest coś co spostrzegasz po jakimś czasie-mówi
Kiwam głową.
-Dlaczego to musi być takie skomplikowane. - wzdycham
Liam potrząsa głową.
-Nie wiem. Na wydaje się, że to jest aż tak zagmatwane.
-Zgadzam się...Dzisiaj zaczynam moją zmianę -mówię
-Chcesz żebym z tobą został? -pyta Liam
-Nie musisz, jest w porządku.
-Naprawdę, nie mam nic przeciwko.
-Liam, jest pewna ,że masz lepsze rzeczy do roboty. Możesz zostać innym razem. -uśmiecham się do niego
Chłopak odwzajemnia uśmich.
-Dobrze, ale daj mi znać, jakbyś potrzebowała towarzystwa.
-Dziękuję, Liam.
-Nie ma sprawy.
Reszta dnia mija strasznie powoli. Wyłączyłam swój telefon, wiedząc, że Shawn zrobi się zły jeśli znowu zacznę rozmawiać przez komórkę w trakcie pracy. Liam wychodzi o piątej po południu,a ja opieram się na moim krześle i czekam, aż zegar wskaże dziewiątą wieczorem i będę mogła wyjść.
Otwieram książkę i zaczynam czytać, tracąc kompletnie poczucie czasu. Nie spostrzegam kiedy ktoś wchodzi do sklepu. Książka ląduje na ladzie na przeciwko mnie. Odkładam moją i biorę tą z lady wpisując ją w komputer. Zerkam na tytuł książki ,,Szeptem"
-Dobry wybór -mówię nie podnosząc wzroku, zabieram pieniądze z lady - Kocham tą serię. -wkładam pieniądze do kasy sklepowej
- Czyżby?
Podnoszę głowę i moje oczy spotykają zielone tęczówki Harry'ego.
Przełykam gulę w gardle i przesuwam w jego stronę kupione przez niego książki razem z należącąmu się za nie resztą pieniędzy.
Czy powinnam być na niego zła? Wiem ,że on jest na pewno po tym co powiedziałam mu zeszłego wieczoru.
-Widzę, że skończyłeś Kosogłosa -mówię
-Nie -odpowiada prosto
-Oh -patrzę na dół -Czy...możemy porozmawiać? -patrzę na niego, a jego oczy wyraźnie łagodnieją
-Dobrze -przebiega ręką po ciemnych lokach i bierze książkę
-Kończę o dziewiątej -mówię
-Jest dziewiąta piętnaście.
Moje oczy spoczywają na zegarze na ścianie i widzę, że ma rację. Wstaję i biorę swoje rzeczy unikając przy tym wzroku Harry'ego. Zamykam sklep i wychodzę na parking. Krzyzuję ręce na piersi nie pewna co mam powiedzieć.
-Ja...-zaczynamy oboje w tym samym momencie
-Przepraszam -mówię -Mów pierwszy.
Kręci głową.
-Ty pierwsza.
Biorę głęboki wdech.
-Przepraszam za to co powiedziałam. -mówię powoli -To było nie na miejscu...wiem, że byś tego nie zrobił...z nią...Jane...przepraszam -mówię ponownie
Ku mojemu zaskoczeniu twarz Harry'ego łagodnieje. Chłopak patrzy na dół unikając mojego wzroku.
-Co się stało? -pytam go
-Nie powinienem na ciebie krzyczeć. -mówię -Powiedziałem sobie, że nie będę cały czas na ciebie krzyczał...
Uciszam go pocałunkiem. Oplatam ciasno ręce w okół jego szyi. Harry przyciąga mnie blisko siebie i wiem, że oboje wybaczamy sobie rzeczy powiedziane poprzedniego wieczoru.
-Dlaczego nie...dlaczego nie odpowiadałeś na moje telefony? -pytam cicho
Harry spuszcza wzrok.
-Nie mam zamiaru cię okłamywać, Blair. Poszedłem na imprezę, upiłem się i... -patrzy z dala ode mnie
-Co? I co?
Harry odchrząkuje.
-Nic. Spędzasz noc?
Kiwam powoli, przecząco głową.
-Nie sądzę, aby to był dobry pomysł.
-Dlaczego? -jego oczy poszukują moich
-Ja po prostu...boję się, że znowu się pokłócimy...
-Nie będziemy walczyć -Harry mówi dość głośno i stanowczo
-Słuchaj, już tutaj jesteśmy na pograniczu kłótni -mówię
-Gówno prawda. To nie jest kłótnia.To zwykły spór.
-Naprawdę chcesz mnie zdenerwować? Tutaj?
-Dlaczego tak myślisz?-pyta
Wzdycham,ale nie odpowiadam. Czemu on musi być taki denerwujący?!
Odwracam się i zaczynam iść w kierunku mojego samochodu. Harry łapie mnie za ramię.
-Co? -pytam oschle
-Nie spałaś ostatniej nocy, prawda? -pyta
Odwracam się patrząc na niego z zaciekawieniem.
-N-nie. Skąd wiesz?
-Widzę to w twoich oczach. -moich cicho
Przenoszę ciężar z nogi na nogę.
-Tak?
Harry odwraca wzrok.
-Po prostu zostań u mnie na noc, Blair. -mówi -Proszę -dodaje szeptem
Wzdycham.
-Dobrze -mówię -Ale tylko dlatego, że cierpisz na bezsenność.
Kilka minut później jestem już w domu Harry'ego. Jego samochód jest już na podjeździe. Znowu mnie przegonił. Wchodzę do jego mieszkania i rzucam moje rzeczy na blat kuchenny. Otwieram lodówkę, by znaleźć coś dojedzenia. Marszczę nos na widok pustego kartonu po mleku. Wygiągam go i umieszczam go w koszu do recyklingu.
-Przepraszam, zapomniałem o tym -mówi Harry opierając się o framugę drzwi
-Oczywiście.
-Blair, dlaczego jesteś zła?
-Harry, wiesz dlaczego.
-Blair, przepraszam -mówi chyba po raz setny
-Jestem zmęczona. Idę do łóżka. -przechodzę obok niego i idę po schodach na górę
-Nie wchodź tam -ostrzega mnie Harry
-Dlaczego?
-Tam jest straszny bałagan -mówi szybko unikając mojego wzroku -Daj mi lekko go ogarnąć.
Wzdycham.
-W porządku.
-Idź znaleźć coś do jedzenia. Kupiłem orzechowe batoniki. Są w spiżarni.
Przewracam oczami i idę do kuchni. Nic nie poradzę na to ,że się uśmiecham jak zaspokajam mój głód. Harry wie, że bardzo lubię te batoniki.
Kilka minut później Harry pojawia się na szczycie schodów.
-Dobrze. Jest czysto.
Wchodzę po schodach na piętro, a potem do sypialni Harry'ego. Staję na środku pokoju,a na mojej twarzy pojawia się grymas.
-To nazywasz czystością?
T-shirty i skarpetki leżą pogniecione w otwartej szafie. Natychmiast zabieram się z ich składanie.
-Czysto jak na mnie.
-Jesteś leniem.
Harry pomija moją uwagę. Zdejmuje koszulkę i kładzie się do łóżka. Patrzę jak łapie bierze Kosogłosa z szafki nocnej, otwiera i zaczyna czytać.
Uśmiech pojawia się na mojej twarzy, ale zaraz znika, bo przypomina mi się, że miałam być na niego zła.
-Co? -pyta kiedy zauważa, że się na niego patrzę
-Nic- odwracam się od niego
Podnoszę czarna koszulkę z podłogi.
-Czy to jest czyste, czy brudne? -pytam
-Podaj mi ją -mówi Harry
Wręczam mu ubranie, a on je wącha.
-Nadaje się jeszcze na kilka wyjść.
Marszczę nos.
-Ohyda.
Składam ją i chowam do szafy. Biorę czystą koszulkę Harry'ego i idę do łazienki się przebrać i wymyć zęby. Wracam do pokoju i kładę się na łóżku, obok chłopaka.
Patrzę na jego twarz kiedy czyta.
Jego czoło jest zmarszczone,a usta są ułożone w prostą linię. Przewija delikatnie strony książki.
Odwracam się i postanawiam iść spać.
-Co dzieje się z Peetą?
Słowa Harry'ego wyrywają mnie z zamyślenia.
-Nie mogę ci powiedzieć.
-Dlaczego nie?
-To zrujnuje historię.
-Kurwa. -mówi
Słyszę jak Harry zamyka książkę. Chwilę później gasi światło.
-Masz zamiar gniewać się na mnie przez całą noc?
-Najprawdopodobniej.
-Co mam zrobić żebyś mi wybaczyła?
-Staraj się być mniej kłótliwy.
Harry chichocze. Czuję jak przesuwa się w moją stronę i sekundy później czuje jego ręce owijające się w okół mojego pasa.
-Przestań
-Przestać co? -docieka
-Trzymać mnie.
-Dlaczego?
-To sprawia, że chcę ci wybaczyć -słowa wydostają się z moich ust zanim mogę je powstrzymać
Harry nic nie mówi tylko zacieśnia swój uścisk.
-Kocham cię -szepcze mi do ucha
Dreszcze przebiegają wzdłuż mojego kręgosłupa, a serce podchodzi mi do gardła.
-Powiedz to -szepcze mi ponownie do ucha -Odpowiedz mi.
Z uporem trzymam zamknięte usta.
-Odpowiedz mi kurwa -mówi i zaczyna mnie łaskotać
-Harry -piszczę odpychając jego ręce i odradzając się do niego plecami
-Powiedz to...
-Kocham cię -krzyczę bez tchu -Kocham cię
Uśmiech pojawia się na jego twarzy.
-Dobrze- mówi ciągnąc mnie do siebie -Czyto było aż tak trudne?
-Tak -mówię cicho
Harry odsuwa się ode mnie, aby spojrzeć mi w oczy. Chłopak kładzie dłonie na moich policzkach.
-Kocham cię -mówi poważnie
-Kocham cię -powtarzam
Harry przyciąga mnie do uścisku. Całuje moje czoło i głaszcze moje włosy.
Niedługo potem oboje zapadamy w głęboki sen.
Następnego ranka budzę się i nie otwierając oczu wyciągam rękę na drugą stronę łóżka. Harry'ego nie ma w łóżku. Słyszę głośnie, stłumione głosy pochodzące z dołu. Wyciągam moje ubrania i szybko się w nie ubieram. Wychodzę z sypialni i kieruję się w stronę schodów.
-O co ci do cholery chodzi?!-słyszę krzyk
O nie! Co Jane tu robi? Przełykam gulę w gardle.
Przylegam plecami do ściany tak, że mogę słyszeć całą rozmowę, bez obawy, że zostanę spostrzeżona.
-Chodzi mi o to, że ją kocham!Czy ci się to kurwa podoba, czy nie! -krzyczy Harry
Wstrzymuję oddech.
-Nie kochasz jej! -Jane prawie się śmieje -Ty nie potrafisz kochać!
-Wynoś się -syczy Harry -Wynoś się zanim się obudzi.
-Dlaczego? Jaki masz problem? Boisz się, że cię zniszczy?!
-Zabieraj swoją kurewską dupę z mojego mieszkania!
Jane rechocze.
-Kurewską dupę? -mówi -A żebyś wiedział.
Słyszę trzask drzwi frontowych. Oddycham z ulgą.
Przygryzam wargę w zamyśleniu, ale zaraz ruszam z powrotem do sypialni. Harry nie może wiedzieć, że wszystko słyszałam.
Boi się, że go zniszczę?
Co to do jasnej cholery ma znaczyć? Przemywam twarz chłodną wodę i myję zęby. Gdy jestem już gotowa schodzę cicho na dół.
Harry siedzi na kuchennym blacie z głową w dłoniach.
-Harry? -pytam cicho
Podnosi szybko głowę.
-Dzień dobry -mówi nie patrząc mi w oczy
-Dobrze spałeś? -pytam nie zwracając uwagi na jego zmieszanie
Sięgam do lodówki po mleko i nalewam sobie szklankę.
-Tak, spałem jak zabity -mówi
Biorę łyk mleka i opieram się łokciami na stole, patrząc na Harry'ego.
-Wszystko w porządku? -pytam
Kiwa głową.
-Czuję się dobrze. -mówi
Mrużę oczy widząc jego udawany uśmiech. Harry staje naprzeciwko mnie.
Oplata ręce w okół mojego pasa i całuje mnie w czoło, potem w policzek, a na końcu w usta.
-Kocham cię -mówi desperacko -Tak bardzo cię kocham.
Owijam ramiona w okół jego szyi zastanawiając się, czy ta nagła fala uczuć jest spowodowana wcześniejszą wizytą Jane. Nie kwestionuje tego w tym momencie. Oddaję pocałunek.
-Co dzisiaj robisz? -pyta
Wzruszam ramionami.
-Dzisiaj znowu mam wieczorną zmianę w pracy. -mówię
-Zostanę z tobą. -mówi
Śmieję się.
-Nie chcę abyś mi tam marudził, czy nabałaganił.
-Jestem światowej klasy bałaganiarzem -mówi z uśmiechem
Całuję go ponownie.
-Dobrze -zgadzam się -Możemy rozmawiać o książkach.
Harry przewraca oczami.
-Świetnie -mówi, ale wiem ,że jest tak samo podekscytowany jak ja
-A ty? -pytam -Co robisz do południa?
-Mam pracę -mówi patrząc na mnie -Chciałabyś ze mną pójść?
Kręcę głową.
-Jest w porządku -mówię
-Oh, no dalej .Możesz spędzić czas z Edem i z Niall'em
-Nie, naprawdę Harry. I tak powinnam spędzić trochę czasu w domu.
-Robiąc co?
Wzruszam ramionami.
Harry przewraca oczami.
-Dobrze. -mówi -Ale potem przyjadę i zabiorę cię do pracy.
Kiwam głową.
-Jasne.
Po niecałej godzinie jestem już w domu. Rzucam moje rzeczy na kanapę i siadam na nią biorąc książkę, decydując, że poczytam dla zabicia czasu, dopóki nie zobaczę ponownie Harry'ego.
Wiem,że muszę być w pracy o piątej po południu, ale teraz jest dopiero jedenasta, więc mam jeszcze mnóstwo czasu.
Czytałam książkę przez dobre kilka godzin. Zjadłam obiad i znudzona włączyłam telewizor. Zanim się orientuje jest już trzecia po południu.
-Blair! -mówi zaskoczony Louis jak wchodzi do pomieszczenia
-Hej, Lou. Jak się masz?
-Dobrze -mówi -Naprawdę dobrze.
Chłopak siada naprzeciwko mnie na sofie. Bandaż, który miał na ramieniu zniknął i teraz jego nowy tatuaż jest widoczny. Przedstawia on zwykły zegar, ale ten nie ma wskazówek. Nie jest duży, ale wystarczający abym widziała go z mojej pozycji.
-Co znaczy ten tatuaż? -pytam
Louis patrzy na niego.
-To jest zegar.
-Wiem, ale dlaczego nie ma wskazówek?
Louis uśmiecha się.
-Ponieważ czas płynie swoim tempem i nigdy się nie zatrzymuje.
Przechylam głowę.
-To jest naprawdę...mądre. -mówię
Louis wzrusza ramionami.
-Mam ten tatuaż aby przypominał mi o tym, abym dobrze korzystał z każdej sekundy w życiu, bo czas ucieka bardzo szybko i nie wiadomo gdzie.
Kręcę głową.
-Łał. Louis. Jestem pod wrażeniem.-mówię
Lou uśmiecha się przyjaźnie.
-A co myślałaś? Że tatuaże to tylko smoki i demony?
Śmieję się.
-Tak, rzeczywiście. Nigdy nie myślałam o ty, że tatuaże mogą mieć jakieś znaczenie.
-Cóż, jeśli mam zamiar mieć na ciele coś, co zostanie mi do końca życia, to wole aby tatuaż coś oznaczał. -Louis patrzy na jego nowy tatuaż i się uśmiecha
Robię podświadomie notatkę, aby zapytać kiedyś Harry'ego o znaczenie jego tatuaży. Wyciągam rękę i dotykam tatuażu Louis.
-Czy to coś boli? -pytam
Louis prycha.
-Oh, jak cholera.
-Więc dlaczego masz ich tak dużo?
-To sprawa osobista.Jeśli zamierzasz zrobić sobie tatuaż i chciałabyś żeby miał dla ciebie jakiś znaczenie, to ból nie jest ważny.
Drżę.
-Nigdy nie zrobię sobie tatuażu. -mówię
-Mam nadzieję, że będzie inaczej. Nie chciałabyś mieć czegoś, co przypominałoby ci o czymś ważnym w życiu, bez względu na wszystko?
-Co bym mogła chcieć? Nie mam głowy do takich rzeczy.
Louis się śmieje.
-Wymyślisz coś, Blair -przekonuje mnie
-Oby nie. -wzdycham
Louis ponownie się śmieje.
-Więc... ty i Styles to tak na poważnie, huh? -pyta zmieniając temat
Wzruszam ramionami.
-Nie chcę zaprzeczać, ale nie chcę też mówić tak.
Louis wzdycha.
-Tak bardzo jak go nienawidzę, jestem szczęśliwy.
Patrzę na niego ze zdziwieniem.
-Naprawdę?
-Tak -kiwa głową -Zasługujesz na kogoś, kto sprawi, że będziesz szczęśliwa. Nawet jeśli jest on pieprzonym kutasem.
Uśmiecham się.
-Wiem co stało się między wami -mówię mimochodem
Louis przewraca oczami.
-Oczywiście, że ci powiedział
-Nie, nie zrobił tego. Ktoś inny mi powiedział.
-Oh. Cóż, to stara historia.
-Więc dlaczego się nie pogodzicie? -pytam
-To dużo zabawy nienawidzić go. Przepraszam.
Śmieję się.
-A co z tobą? -pytam -Żadnych dziewczyn, które lubisz?
Louis potrząsa głową.
-Żadnych. Od sprawy z Jane, żadnych. Jest z niej prawdziwa dziwka, wiesz o tym?
Kiwam głową.
-Zaufaj mi, wiem -mówię
Louis uśmiecha się pod nosem.
-Chciałbym kogoś mieć -mówi Louis spuszczając głowę - Kogoś takiego z kim mógłbym być dłużej niż jedną noc. Kogoś takiego jak Perrie i Zayn, albo ty i...Harry.
-Dlaczego wspomniałeś mnie i Harry'ego?
-Widzę jak na niego patrzysz, Blair. Kochasz go i tak bardzo jak nie chcę tego przyznać, to muszę powiedzieć, że on też cię kurwa kocha. -mówi
Moje policzki oblewają się różem.
-I ja chcę tego. -kontynuuje -Chcę, należeć do kogoś.
-Na pewno kogoś znajdziesz. -mówię -Jest tam gdzieś ktoś, kto czeka na ciebie.
-Naprawdę tak myślisz?-pyta patrząc na mnie łagodnie
-Ja to wiem! No może nie zakochasz się już jutro, czy pojutrze, ale w końcu znajdziesz kogoś.
Louis uśmiecha się do mnie.
-Dzięki, Blair. Jesteś najlepsza. -mówi i przytula mnie
Odwzajemniam uścisk. Jestem szczęśliwa na temat tego, co myśli o mnie i o Harrym.
Oglądamy przez jakiś czas telewizję aż wreszcie słyszę dzwonek do drzwi.
Wstaję z kanapy i idę otworzyć drzwi.
-Cześć, Harry -mówię -Pozwól, że wezmę tylko swoje rzeczy...
Harry kiwa głową patrzy przez moje ramię na Louisa. Idę do kuchni gdzie zostawiłam swoje rzeczy, ale zatrzymuję się, kiedy słyszę ściszone głosy Harry'ego i Louisa.
-Mam wszelkie powody, aby jej powiedzieć -słyszę Louisa
-Powiem jej -mówi Harry -W końcu.
-Mam nadzieję, bo ja to zrobię.
-Słuchaj, zrób mi kurwa chociaż raz przysługę i trzymaj gębę na kłódkę. -syczy Harry
-Dobrze, ale jeśli szybko tego nie załatwisz....ja to zrobię.
Przełykam ślinę i wracam do salonu. Dwie pary oczu zwracają się w moim kierunku.
Uśmiecham się udając, że nic nie słyszałam.
-Przegapiłam coś? -pytam widząc ich wpatrujących się w siebie
-Nie -mówi chłodno Harry -Chodźmy.
Żegnam się z Louisem i wychodzę z domu kierując się do samochodu Harry'ego.
*****
czytasz = komentujesz <3
Wzięłam prysznic, ubrałam się i uczesałam włosy pozostawiając je w moich naturalnych falach. Nałożyłam eyeliner i tusz do rzęs na powieki i byłam gotowa do wyjścia.
Zbiegłam szybko po schodach, chwyciłam jabłko i już byłam w drodze do pracy.
Osuwam się na moim krześle za ladą. Dzisiaj jest tłoczono. Wiele osób podąża wzdłuż półek szukając odpowiednich dla nich książek.
Widzę kątem oka przyglądającego mi się Liama.
-Wszystko w porządku? -w końcu pyta
Wzruszam ramionami.
-Nie wiem. Nie spałam dobrze w nocy.
-Widzę- kiwa głową
Patrzę na niego.
-Masz dziewczynę, Liam? -pytam
Potrząsa przecząco głową.
-Miałem, ale ostro się pokłóciliśmy kilka miesięcy temu i zerwaliśmy.
-Przykro mi -mówię
Wzrusza ramionami.
-Nie ma po co.
Kiwam głową.
-Co się stało, że zerwaliście? Jeśli...mogę wiedzieć. -pytam niepewnie
-Często walczyliśmy ze sobą i żadne z nas po jakimś czasie nie chciało być ze sobą.
-Kochałeś ją?
-Cóż...kiedy chodziliśmy ze sobą, myślałem, że tak jest, ale patrząc na to z perspektywy czasu....myślę, że to co czułem, to nie była miłość.
-Naprawdę? -pytam
-Tak. Myślę, że to było wyłącznie zauroczenie.
-Oh -patrzę na moje paznokcie -Skąd wiedziałeś ,że to zauroczenie,a nie miłość?
Liam wzrusza ramionami.
-To jest coś co spostrzegasz po jakimś czasie-mówi
Kiwam głową.
-Dlaczego to musi być takie skomplikowane. - wzdycham
Liam potrząsa głową.
-Nie wiem. Na wydaje się, że to jest aż tak zagmatwane.
-Zgadzam się...Dzisiaj zaczynam moją zmianę -mówię
-Chcesz żebym z tobą został? -pyta Liam
-Nie musisz, jest w porządku.
-Naprawdę, nie mam nic przeciwko.
-Liam, jest pewna ,że masz lepsze rzeczy do roboty. Możesz zostać innym razem. -uśmiecham się do niego
Chłopak odwzajemnia uśmich.
-Dobrze, ale daj mi znać, jakbyś potrzebowała towarzystwa.
-Dziękuję, Liam.
-Nie ma sprawy.
Reszta dnia mija strasznie powoli. Wyłączyłam swój telefon, wiedząc, że Shawn zrobi się zły jeśli znowu zacznę rozmawiać przez komórkę w trakcie pracy. Liam wychodzi o piątej po południu,a ja opieram się na moim krześle i czekam, aż zegar wskaże dziewiątą wieczorem i będę mogła wyjść.
Otwieram książkę i zaczynam czytać, tracąc kompletnie poczucie czasu. Nie spostrzegam kiedy ktoś wchodzi do sklepu. Książka ląduje na ladzie na przeciwko mnie. Odkładam moją i biorę tą z lady wpisując ją w komputer. Zerkam na tytuł książki ,,Szeptem"
-Dobry wybór -mówię nie podnosząc wzroku, zabieram pieniądze z lady - Kocham tą serię. -wkładam pieniądze do kasy sklepowej
- Czyżby?
Podnoszę głowę i moje oczy spotykają zielone tęczówki Harry'ego.
Przełykam gulę w gardle i przesuwam w jego stronę kupione przez niego książki razem z należącąmu się za nie resztą pieniędzy.
Czy powinnam być na niego zła? Wiem ,że on jest na pewno po tym co powiedziałam mu zeszłego wieczoru.
-Widzę, że skończyłeś Kosogłosa -mówię
-Nie -odpowiada prosto
-Oh -patrzę na dół -Czy...możemy porozmawiać? -patrzę na niego, a jego oczy wyraźnie łagodnieją
-Dobrze -przebiega ręką po ciemnych lokach i bierze książkę
-Kończę o dziewiątej -mówię
-Jest dziewiąta piętnaście.
Moje oczy spoczywają na zegarze na ścianie i widzę, że ma rację. Wstaję i biorę swoje rzeczy unikając przy tym wzroku Harry'ego. Zamykam sklep i wychodzę na parking. Krzyzuję ręce na piersi nie pewna co mam powiedzieć.
-Ja...-zaczynamy oboje w tym samym momencie
-Przepraszam -mówię -Mów pierwszy.
Kręci głową.
-Ty pierwsza.
Biorę głęboki wdech.
-Przepraszam za to co powiedziałam. -mówię powoli -To było nie na miejscu...wiem, że byś tego nie zrobił...z nią...Jane...przepraszam -mówię ponownie
Ku mojemu zaskoczeniu twarz Harry'ego łagodnieje. Chłopak patrzy na dół unikając mojego wzroku.
-Co się stało? -pytam go
-Nie powinienem na ciebie krzyczeć. -mówię -Powiedziałem sobie, że nie będę cały czas na ciebie krzyczał...
Uciszam go pocałunkiem. Oplatam ciasno ręce w okół jego szyi. Harry przyciąga mnie blisko siebie i wiem, że oboje wybaczamy sobie rzeczy powiedziane poprzedniego wieczoru.
-Dlaczego nie...dlaczego nie odpowiadałeś na moje telefony? -pytam cicho
Harry spuszcza wzrok.
-Nie mam zamiaru cię okłamywać, Blair. Poszedłem na imprezę, upiłem się i... -patrzy z dala ode mnie
-Co? I co?
Harry odchrząkuje.
-Nic. Spędzasz noc?
Kiwam powoli, przecząco głową.
-Nie sądzę, aby to był dobry pomysł.
-Dlaczego? -jego oczy poszukują moich
-Ja po prostu...boję się, że znowu się pokłócimy...
-Nie będziemy walczyć -Harry mówi dość głośno i stanowczo
-Słuchaj, już tutaj jesteśmy na pograniczu kłótni -mówię
-Gówno prawda. To nie jest kłótnia.To zwykły spór.
-Naprawdę chcesz mnie zdenerwować? Tutaj?
-Dlaczego tak myślisz?-pyta
Wzdycham,ale nie odpowiadam. Czemu on musi być taki denerwujący?!
Odwracam się i zaczynam iść w kierunku mojego samochodu. Harry łapie mnie za ramię.
-Co? -pytam oschle
-Nie spałaś ostatniej nocy, prawda? -pyta
Odwracam się patrząc na niego z zaciekawieniem.
-N-nie. Skąd wiesz?
-Widzę to w twoich oczach. -moich cicho
Przenoszę ciężar z nogi na nogę.
-Tak?
Harry odwraca wzrok.
-Po prostu zostań u mnie na noc, Blair. -mówi -Proszę -dodaje szeptem
Wzdycham.
-Dobrze -mówię -Ale tylko dlatego, że cierpisz na bezsenność.
Kilka minut później jestem już w domu Harry'ego. Jego samochód jest już na podjeździe. Znowu mnie przegonił. Wchodzę do jego mieszkania i rzucam moje rzeczy na blat kuchenny. Otwieram lodówkę, by znaleźć coś dojedzenia. Marszczę nos na widok pustego kartonu po mleku. Wygiągam go i umieszczam go w koszu do recyklingu.
-Przepraszam, zapomniałem o tym -mówi Harry opierając się o framugę drzwi
-Oczywiście.
-Blair, dlaczego jesteś zła?
-Harry, wiesz dlaczego.
-Blair, przepraszam -mówi chyba po raz setny
-Jestem zmęczona. Idę do łóżka. -przechodzę obok niego i idę po schodach na górę
-Nie wchodź tam -ostrzega mnie Harry
-Dlaczego?
-Tam jest straszny bałagan -mówi szybko unikając mojego wzroku -Daj mi lekko go ogarnąć.
Wzdycham.
-W porządku.
-Idź znaleźć coś do jedzenia. Kupiłem orzechowe batoniki. Są w spiżarni.
Przewracam oczami i idę do kuchni. Nic nie poradzę na to ,że się uśmiecham jak zaspokajam mój głód. Harry wie, że bardzo lubię te batoniki.
Kilka minut później Harry pojawia się na szczycie schodów.
-Dobrze. Jest czysto.
Wchodzę po schodach na piętro, a potem do sypialni Harry'ego. Staję na środku pokoju,a na mojej twarzy pojawia się grymas.
-To nazywasz czystością?
T-shirty i skarpetki leżą pogniecione w otwartej szafie. Natychmiast zabieram się z ich składanie.
-Czysto jak na mnie.
-Jesteś leniem.
Harry pomija moją uwagę. Zdejmuje koszulkę i kładzie się do łóżka. Patrzę jak łapie bierze Kosogłosa z szafki nocnej, otwiera i zaczyna czytać.
Uśmiech pojawia się na mojej twarzy, ale zaraz znika, bo przypomina mi się, że miałam być na niego zła.
-Co? -pyta kiedy zauważa, że się na niego patrzę
-Nic- odwracam się od niego
Podnoszę czarna koszulkę z podłogi.
-Czy to jest czyste, czy brudne? -pytam
-Podaj mi ją -mówi Harry
Wręczam mu ubranie, a on je wącha.
-Nadaje się jeszcze na kilka wyjść.
Marszczę nos.
-Ohyda.
Składam ją i chowam do szafy. Biorę czystą koszulkę Harry'ego i idę do łazienki się przebrać i wymyć zęby. Wracam do pokoju i kładę się na łóżku, obok chłopaka.
Patrzę na jego twarz kiedy czyta.
Jego czoło jest zmarszczone,a usta są ułożone w prostą linię. Przewija delikatnie strony książki.
Odwracam się i postanawiam iść spać.
-Co dzieje się z Peetą?
Słowa Harry'ego wyrywają mnie z zamyślenia.
-Nie mogę ci powiedzieć.
-Dlaczego nie?
-To zrujnuje historię.
-Kurwa. -mówi
Słyszę jak Harry zamyka książkę. Chwilę później gasi światło.
-Masz zamiar gniewać się na mnie przez całą noc?
-Najprawdopodobniej.
-Co mam zrobić żebyś mi wybaczyła?
-Staraj się być mniej kłótliwy.
Harry chichocze. Czuję jak przesuwa się w moją stronę i sekundy później czuje jego ręce owijające się w okół mojego pasa.
-Przestań
-Przestać co? -docieka
-Trzymać mnie.
-Dlaczego?
-To sprawia, że chcę ci wybaczyć -słowa wydostają się z moich ust zanim mogę je powstrzymać
Harry nic nie mówi tylko zacieśnia swój uścisk.
-Kocham cię -szepcze mi do ucha
Dreszcze przebiegają wzdłuż mojego kręgosłupa, a serce podchodzi mi do gardła.
-Powiedz to -szepcze mi ponownie do ucha -Odpowiedz mi.
Z uporem trzymam zamknięte usta.
-Odpowiedz mi kurwa -mówi i zaczyna mnie łaskotać
-Harry -piszczę odpychając jego ręce i odradzając się do niego plecami
-Powiedz to...
-Kocham cię -krzyczę bez tchu -Kocham cię
Uśmiech pojawia się na jego twarzy.
-Dobrze- mówi ciągnąc mnie do siebie -Czyto było aż tak trudne?
-Tak -mówię cicho
Harry odsuwa się ode mnie, aby spojrzeć mi w oczy. Chłopak kładzie dłonie na moich policzkach.
-Kocham cię -mówi poważnie
-Kocham cię -powtarzam
Harry przyciąga mnie do uścisku. Całuje moje czoło i głaszcze moje włosy.
Niedługo potem oboje zapadamy w głęboki sen.
Następnego ranka budzę się i nie otwierając oczu wyciągam rękę na drugą stronę łóżka. Harry'ego nie ma w łóżku. Słyszę głośnie, stłumione głosy pochodzące z dołu. Wyciągam moje ubrania i szybko się w nie ubieram. Wychodzę z sypialni i kieruję się w stronę schodów.
-O co ci do cholery chodzi?!-słyszę krzyk
O nie! Co Jane tu robi? Przełykam gulę w gardle.
Przylegam plecami do ściany tak, że mogę słyszeć całą rozmowę, bez obawy, że zostanę spostrzeżona.
-Chodzi mi o to, że ją kocham!Czy ci się to kurwa podoba, czy nie! -krzyczy Harry
Wstrzymuję oddech.
-Nie kochasz jej! -Jane prawie się śmieje -Ty nie potrafisz kochać!
-Wynoś się -syczy Harry -Wynoś się zanim się obudzi.
-Dlaczego? Jaki masz problem? Boisz się, że cię zniszczy?!
-Zabieraj swoją kurewską dupę z mojego mieszkania!
Jane rechocze.
-Kurewską dupę? -mówi -A żebyś wiedział.
Słyszę trzask drzwi frontowych. Oddycham z ulgą.
Przygryzam wargę w zamyśleniu, ale zaraz ruszam z powrotem do sypialni. Harry nie może wiedzieć, że wszystko słyszałam.
Boi się, że go zniszczę?
Co to do jasnej cholery ma znaczyć? Przemywam twarz chłodną wodę i myję zęby. Gdy jestem już gotowa schodzę cicho na dół.
Harry siedzi na kuchennym blacie z głową w dłoniach.
-Harry? -pytam cicho
Podnosi szybko głowę.
-Dzień dobry -mówi nie patrząc mi w oczy
-Dobrze spałeś? -pytam nie zwracając uwagi na jego zmieszanie
Sięgam do lodówki po mleko i nalewam sobie szklankę.
-Tak, spałem jak zabity -mówi
Biorę łyk mleka i opieram się łokciami na stole, patrząc na Harry'ego.
-Wszystko w porządku? -pytam
Kiwa głową.
-Czuję się dobrze. -mówi
Mrużę oczy widząc jego udawany uśmiech. Harry staje naprzeciwko mnie.
Oplata ręce w okół mojego pasa i całuje mnie w czoło, potem w policzek, a na końcu w usta.
-Kocham cię -mówi desperacko -Tak bardzo cię kocham.
Owijam ramiona w okół jego szyi zastanawiając się, czy ta nagła fala uczuć jest spowodowana wcześniejszą wizytą Jane. Nie kwestionuje tego w tym momencie. Oddaję pocałunek.
-Co dzisiaj robisz? -pyta
Wzruszam ramionami.
-Dzisiaj znowu mam wieczorną zmianę w pracy. -mówię
-Zostanę z tobą. -mówi
Śmieję się.
-Nie chcę abyś mi tam marudził, czy nabałaganił.
-Jestem światowej klasy bałaganiarzem -mówi z uśmiechem
Całuję go ponownie.
-Dobrze -zgadzam się -Możemy rozmawiać o książkach.
Harry przewraca oczami.
-Świetnie -mówi, ale wiem ,że jest tak samo podekscytowany jak ja
-A ty? -pytam -Co robisz do południa?
-Mam pracę -mówi patrząc na mnie -Chciałabyś ze mną pójść?
Kręcę głową.
-Jest w porządku -mówię
-Oh, no dalej .Możesz spędzić czas z Edem i z Niall'em
-Nie, naprawdę Harry. I tak powinnam spędzić trochę czasu w domu.
-Robiąc co?
Wzruszam ramionami.
Harry przewraca oczami.
-Dobrze. -mówi -Ale potem przyjadę i zabiorę cię do pracy.
Kiwam głową.
-Jasne.
Po niecałej godzinie jestem już w domu. Rzucam moje rzeczy na kanapę i siadam na nią biorąc książkę, decydując, że poczytam dla zabicia czasu, dopóki nie zobaczę ponownie Harry'ego.
Wiem,że muszę być w pracy o piątej po południu, ale teraz jest dopiero jedenasta, więc mam jeszcze mnóstwo czasu.
Czytałam książkę przez dobre kilka godzin. Zjadłam obiad i znudzona włączyłam telewizor. Zanim się orientuje jest już trzecia po południu.
-Blair! -mówi zaskoczony Louis jak wchodzi do pomieszczenia
-Hej, Lou. Jak się masz?
-Dobrze -mówi -Naprawdę dobrze.
Chłopak siada naprzeciwko mnie na sofie. Bandaż, który miał na ramieniu zniknął i teraz jego nowy tatuaż jest widoczny. Przedstawia on zwykły zegar, ale ten nie ma wskazówek. Nie jest duży, ale wystarczający abym widziała go z mojej pozycji.
-Co znaczy ten tatuaż? -pytam
Louis patrzy na niego.
-To jest zegar.
-Wiem, ale dlaczego nie ma wskazówek?
Louis uśmiecha się.
-Ponieważ czas płynie swoim tempem i nigdy się nie zatrzymuje.
Przechylam głowę.
-To jest naprawdę...mądre. -mówię
Louis wzrusza ramionami.
-Mam ten tatuaż aby przypominał mi o tym, abym dobrze korzystał z każdej sekundy w życiu, bo czas ucieka bardzo szybko i nie wiadomo gdzie.
Kręcę głową.
-Łał. Louis. Jestem pod wrażeniem.-mówię
Lou uśmiecha się przyjaźnie.
-A co myślałaś? Że tatuaże to tylko smoki i demony?
Śmieję się.
-Tak, rzeczywiście. Nigdy nie myślałam o ty, że tatuaże mogą mieć jakieś znaczenie.
-Cóż, jeśli mam zamiar mieć na ciele coś, co zostanie mi do końca życia, to wole aby tatuaż coś oznaczał. -Louis patrzy na jego nowy tatuaż i się uśmiecha
Robię podświadomie notatkę, aby zapytać kiedyś Harry'ego o znaczenie jego tatuaży. Wyciągam rękę i dotykam tatuażu Louis.
-Czy to coś boli? -pytam
Louis prycha.
-Oh, jak cholera.
-Więc dlaczego masz ich tak dużo?
-To sprawa osobista.Jeśli zamierzasz zrobić sobie tatuaż i chciałabyś żeby miał dla ciebie jakiś znaczenie, to ból nie jest ważny.
Drżę.
-Nigdy nie zrobię sobie tatuażu. -mówię
-Mam nadzieję, że będzie inaczej. Nie chciałabyś mieć czegoś, co przypominałoby ci o czymś ważnym w życiu, bez względu na wszystko?
-Co bym mogła chcieć? Nie mam głowy do takich rzeczy.
Louis się śmieje.
-Wymyślisz coś, Blair -przekonuje mnie
-Oby nie. -wzdycham
Louis ponownie się śmieje.
-Więc... ty i Styles to tak na poważnie, huh? -pyta zmieniając temat
Wzruszam ramionami.
-Nie chcę zaprzeczać, ale nie chcę też mówić tak.
Louis wzdycha.
-Tak bardzo jak go nienawidzę, jestem szczęśliwy.
Patrzę na niego ze zdziwieniem.
-Naprawdę?
-Tak -kiwa głową -Zasługujesz na kogoś, kto sprawi, że będziesz szczęśliwa. Nawet jeśli jest on pieprzonym kutasem.
Uśmiecham się.
-Wiem co stało się między wami -mówię mimochodem
Louis przewraca oczami.
-Oczywiście, że ci powiedział
-Nie, nie zrobił tego. Ktoś inny mi powiedział.
-Oh. Cóż, to stara historia.
-Więc dlaczego się nie pogodzicie? -pytam
-To dużo zabawy nienawidzić go. Przepraszam.
Śmieję się.
-A co z tobą? -pytam -Żadnych dziewczyn, które lubisz?
Louis potrząsa głową.
-Żadnych. Od sprawy z Jane, żadnych. Jest z niej prawdziwa dziwka, wiesz o tym?
Kiwam głową.
-Zaufaj mi, wiem -mówię
Louis uśmiecha się pod nosem.
-Chciałbym kogoś mieć -mówi Louis spuszczając głowę - Kogoś takiego z kim mógłbym być dłużej niż jedną noc. Kogoś takiego jak Perrie i Zayn, albo ty i...Harry.
-Dlaczego wspomniałeś mnie i Harry'ego?
-Widzę jak na niego patrzysz, Blair. Kochasz go i tak bardzo jak nie chcę tego przyznać, to muszę powiedzieć, że on też cię kurwa kocha. -mówi
Moje policzki oblewają się różem.
-I ja chcę tego. -kontynuuje -Chcę, należeć do kogoś.
-Na pewno kogoś znajdziesz. -mówię -Jest tam gdzieś ktoś, kto czeka na ciebie.
-Naprawdę tak myślisz?-pyta patrząc na mnie łagodnie
-Ja to wiem! No może nie zakochasz się już jutro, czy pojutrze, ale w końcu znajdziesz kogoś.
Louis uśmiecha się do mnie.
-Dzięki, Blair. Jesteś najlepsza. -mówi i przytula mnie
Odwzajemniam uścisk. Jestem szczęśliwa na temat tego, co myśli o mnie i o Harrym.
Oglądamy przez jakiś czas telewizję aż wreszcie słyszę dzwonek do drzwi.
Wstaję z kanapy i idę otworzyć drzwi.
-Cześć, Harry -mówię -Pozwól, że wezmę tylko swoje rzeczy...
Harry kiwa głową patrzy przez moje ramię na Louisa. Idę do kuchni gdzie zostawiłam swoje rzeczy, ale zatrzymuję się, kiedy słyszę ściszone głosy Harry'ego i Louisa.
-Mam wszelkie powody, aby jej powiedzieć -słyszę Louisa
-Powiem jej -mówi Harry -W końcu.
-Mam nadzieję, bo ja to zrobię.
-Słuchaj, zrób mi kurwa chociaż raz przysługę i trzymaj gębę na kłódkę. -syczy Harry
-Dobrze, ale jeśli szybko tego nie załatwisz....ja to zrobię.
Przełykam ślinę i wracam do salonu. Dwie pary oczu zwracają się w moim kierunku.
Uśmiecham się udając, że nic nie słyszałam.
-Przegapiłam coś? -pytam widząc ich wpatrujących się w siebie
-Nie -mówi chłodno Harry -Chodźmy.
Żegnam się z Louisem i wychodzę z domu kierując się do samochodu Harry'ego.
*****
czytasz = komentujesz <3
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Chapter 41
-Halo?
-Blair, gdzie jesteś?
-Jestem w pracy, Harry. Czegoś potrzebujesz?
-Niczego nie potrzebuje.
Czemu on musi był taki denerwujący
-W porządku, więc czego chcesz?
-Nie wiem -wzdycha
-To po co dzwonisz?
-Ja...nie wiem.
-Okej- robię pauzę -Zachowujesz się trochę dziwnie, Harry, wszystko w porządku?- pytam
-Czy możesz przyjść po pracy? -pyta chłopak
-Tak jasne. Jestem wolna od osiemnastej.
-To dobrze.
Przygryzam wargę.
-Harry...czy aby na pewno wszystko gra?
-Uh...-odchrząkuje -Ja..uh..czułem się źle po naszej sprzeczce kilka dni temu i...ja...uh...tęsknięzatobą. - mówi pośpiesznie ostatnie słowa
-Co to było?
-Ja...tęsknięzatobą.
-Harry, nie rozumiem co mówisz...
-Tęsknię za tobą! -w końcu mówi wyraźnie
-Harry -śmieję się
-Przestań się śmiać.
-Przepraszam. -mówię nadal się uśmiechając
Słyszę jak ktoś chrząka, odwracam się na krześle i dostrzegam Shawna , który gestem wskazuje mi abym wyłączyła telefon.Wzdycham.
-Harry muszę kończyć. Zobaczymy się po pracy, okej?
-Dobrze.
Odkładam telefon do torebki i patrzę na Shawna.
-Przepraszam, ale Harry zadzwonił i ....
-W porządku -mówi przesuwając stos książek w moją stronę -Ale nie ma rozmawiania w pracy, tak
na przyszłość.
-Bez...rozmów.
-Yep.
-Więc nie mogę...mówić? -Liam stara się ukryć swój uśmiech siedząc obok mnie
-Nie.
-W ogóle?
-Blair, jak długo muszę ci to wyjaśniać? -pyta zirytowany
-Więc muszę być cicho przez cały czas...-mówię powoli unosząc moje brwi
Shawn wreszcie orientuje się o czym mówię i przewraca oczami.
-Zero rozmów przez telefon.-wyjaśnia - Posortujcie je alfabetycznie -mówi wskazując na stos książek- mówi do mnie i do Liama
Dzielimy się książkami i idziemy ułożyć je na półkach.
-To było zabawne -mówi Liam
-Shawn jest świetnym szefem, ale czasami jest taki niemądry.
-Słyszę was dzieci! -Shawn krzyczy ze swojego biura
Znowu się śmiejemy.
-Więc Blair -mówi Liam -Zaczyna się miesiąc twojej zmiany.
Jęczę przeciągle.
-Świętnie. Nie mogę się doczekać siedzenia do późnego wieczora w pustej księgarni.
Liam chichocze.
-To naprawdę nie jest takie złe jak się wydaje. A jeśli być chciała to mogę zostać z tobą. Zawsze jest lepiej kiedy masz kogoś z kim możesz porozmawiać.
Uśmiecham się do chłopaka.
-Dzięki. -mówię -Będę ci winna.
Odkładam kolejną książkę na półkę na przeciwko okna. Zawsze przez nie wyglądam aby zobaczyć co dzieje się na zewnątrz. Moje oczy zatrzymują się na znajomym czarnym samochodzie.
-Nie ma kurwa mowy -uśmiecham się do siebie
-Co miało znaczyć Blair! -mówi Liam
-Nic -odpowiadam szybko -Nieważne.
Okno jest uchylone więc dokładne widzę wnętrze samochodu. Harry osunął się w fotelu kierowcy i czyta ,,Igrzyska Śmierci:W Pierścieniu Ognia". Zaśmiałam się pod nosem.
Patrzę na zegar. Jest siedemnasta trzydzieści. Przyjechał pół godziny wcześniej.Staram się nie zwracać uwagi na szybko bijące serce kiedy odkładam kilka ostatnich książek na półkę. Klaszczę w dłonie na znak że skończyłam.
Podchodzę do lady przy wejściu.
-Skończyłam, do czegoś ci jeszcze jestem potrzebna? -pytam mojego szefa
Shawn wzrusza ramionami.
-Nie.
-Więc mogę iść?
-Nie.
-Shawn -skomle
-To za bycie taką mądrą Blairpoo.
-Czy ty właśnie...nazwałeś mnie...-nie mogę powstrzymać się od śmiechu
Shawn się czerwieni.
-Spadaj dzieciaku. -Shawn przewraca oczami
Śmieję się.
-Blairpoo, -mówię przy napadzie chichotów -Nigdy nie słyszałam tego przezwiska od ciebie...
-Idź już, ale nie wspominaj nikomu, że nawałem cię...
-Blairpoo?
-Tak. No idź już. Cześć.
Ciągle się śmieje kiedy zabieram swoje rzeczy i udaje się w stronę drzwi.Macham Liam'owi na pożegnanie. Idę na parking i wchodzę do auta Harry'ego unosząc brwi. Harry podnosi się na fotelu i rzuca książkę na tylne siedzenie. Ma na sobie czarne dżinsy, szarą, luźną koszulę i czarne okulary.
-Harold -karce go -Tak nie postępuje się z książką. -mówię krzyżując ręce na piersi
-Ciebie też miło widzieć.-mówi
-Podnieś książkę.
-To jest tylko pieprzona...
-Podnieś ją i przeproś.
-Ty sobie chyba kurwa...
-Harold
Na jego twarzy pojawia się grymas słysząc jego pełne imię. Sięga ręką na tylne siedzenie i chwyta książkę kładąc ją na desce rozdzielczej.
-Już -mówi
-Przeproś
Przewraca oczami
-Przepraszam.
-Za co? -pytam z uśmieszkiem na twarzy
-Za rzucenie książki -mówi
-Nie przepraszaj mnie, przeproś książkę.-mówię
Harry spostrzega, że się z nim droczę i uśmiecha się.
-Ha ha bardzo śmieszne.
Zaczynam śmiać się jeszcze bardziej.
-Tylko nie mów, że chciałeś....-zaczyna brakować mi powietrza
-Dosyć tego gówna, Blair. -jego ton jest surowy ale na twarzy nadal widnieje uśmiech
Odzyskuję panowanie nad moim śmiechem i wyciągam klucze do mojego auta z torby.
-Dlaczego przyjechałeś tutaj pół godziny wcześniej? -pytam
-Ja nie...
-Harry, cały przód sklepu pokryty jest oknami.Widziałam samochód. -uśmiecham się
-Dobrze, dobrze.Wcześniej kończyłem pracę i pomyślałem, że cię zaskoczę.
Uśmiecham się, a moje serce przyjemnie się ogrzewa.
-To miłe, Harold.
-Kurwa nazwij mnie jeszcze raz Harold...
-Oh, spokojnie. Wiem, że potajemnie to kochasz.
Otwieram drzwi, aby wyjść z auta Harry'ego i dostać się do mojego.
-Wcale kurwa nie!
-Będę jechać za tobą -mówię
-Gdzie?
-Do twojego domu ciemniaku.
Wsiadam do swojego samochodu i odpalam silnik. Chichocze całą drogę do domu Harry'ego.
Prowadzę jak wariat śledząc Harry'ego samochód, który ciągle robi jakieś zakręty. Nie zatrzymuję się na pasach w ślad po Harrym. Ucieka mi z oczu kiedy staje na czerwonym świetle.Przewracam włosy na ramię i słyszę obok mnie dźwięk klaksonu. Odwracam głowę i widzę jak Harry opuszcza szybę w aucie. Na jego ustach maluje się dziki uśmiech.
-Myślisz, że możesz mnie pokonać. -mówi -Ale ja zawsze wygram. -mówi i puszcza mi oczko.
Światło zmienia się na zielone. Harry przyspiesza i wyjeżdża przede mnie.Dojeżdżam do domu Harry'ego i dostrzegam go opierającego się dumnie o swój samochód, jego okulary są zawieszone na koszuli. Parkuje obok niego na podjeździe i wychodzę z auta.
-Miałeś nieuczciwą przewagę.
Chłopak unosi brwi.
-A co to było?
-Ten uśmieszek -wskazuję na jego usta
-Nie możesz winić mojej urody za twoja opłakaną przegraną. -mówi
Moja szczęka opada na jego słowa.
-Napawaj się czym chcesz- mówię obojętnie
Przechodzę obok niego i wyjmuje zapasowe klucze do jego mieszkania, otwieram drzwi i wchodzę do środka.
-Nadal nie przeprosiłeś książki. -odwracam się do niego z uśmiechem na ustach
Harry otwiera usta aby coś odpowiedzieć, ale kładę na nich mój palec.
-Nie możesz zaprzeczyć -mówię
Opuszczam rękę, ale Harry szybko ją łapie.
-I nie można zaprzeczyć,że przegrałaś wyścig, który zainicjowałem.-Harry podnosi swoje brwi.
-W porządku -oddycham kiedy Harry zbliża swoje usta do moich
Śmieję się w jego usta, a on odsuwa się ode mnie patrząc dziwnie.
-Co? -pyta
-Po prostu myślałam... co jeśli mój ojciec zobaczyłby nas przekraczających prędkość w promieniu trzech mil.
Harry również zaczyna się śmiać.
-Dałbym ci mandat -mówi znowu się do mnie przybliżając -A mi upomnienie.
Znowu się śmieję.
-To brzmi absurdalnie.
Harry śmieje się i mnie całuje.
-Jesteś głodna? -pyta
-Mogłabym coś zjeść -mówię wzruszając ramionami
-Poszedłem dzisiaj do sklepu spożywczego -mówi Harry podchodząc do lodówki -I wyrzuciłem puste kartony po mleku.
-Łał -mówię widząc zawartość lodówki -Kupiłeś...owoce. -udaję zszokowaną
Harry przewraca oczami.
-Jestem z ciebie dumna Har...
-Powiedz do mnie Harold,a moja lodówka będzie składowiskiem pustych butelek po mleku. -mówi Harry pochylając się w moją stronę -Będę w nich hodować kolonie bakterii i...
-Ew, ew przestań -zakrywam usta Harry'ego dłonią -Nie chcę sobie tego wyobrażać.
Harry śmieje się w moją dłoń. Chwilę potem czuje ciepły język chłopaka na mojej dłoni.
-EW! -krzyczę wycierając ośliniona rękę w spodnie -To jest obrzydliwe!
Harry zgina się ze śmiechu.
-Tak samo reagowałaś jak mieliśmy po osiem lat. O Boże, a to dobre.
-Jesteś dupkiem -macham na niego ręką
Harry kontynuuje nabijanie się ze mnie kiedy zamykam lodówkę.
-Wiesz, nagle straciłam apetyt. -mówię posyłając Harry'emu miażdżące spojrzenie
-No weź. Pozwól mi coś ci ugotować.
-Prawdopodobnie zrobisz coś obrzydliwego żeby mi dokuczyć. -krzyżuję ręce na piersi
-No dalej Blair.Możemy zrobić pizze.
-Naplujesz do niej, czy coś...
-Obiecuję, że na nią nie napluje -mówi Harry i robi znak "x" na piersi -Słowo honoru.
Wzdycham.
-W porządku.
Dziecięcy uśmiech pojawia się na jego twarzy.
-Dobrze.Sos pomidorowy jest w spiżarni.- kiedy nie poruszam się z miejsca, Harry patrzy na mnie -Idź i przynieś.
Przewracam oczami i idę do spiżarni. Wracam do kuchni i widzę jak Harry kładzie wyrobione ciasto na desce.
-Gdzie masz wałek?
-Gdzie mam co?
Patrzę na niego.
-No wiesz wałek...do...wałkowania różnych rzeczy.
-Aaa ta rzecz.- mówi i wskazuje na szufladę obok mnie
Po przekopaniu się przez zawartość szuflady w końcu znajduję to czego szukałam. Oddaje wałek do ciasta Harry'emu a on zaczyna je przygotowywać.
Patrzę jak jego mięśnie łatwo radzą sobie z rozwałkowaniem ciasta.
-Zrób z tego kółko -mówię
-To jest...
-Nie. To ma dziwny i owalny kształt.
Harry przewraca oczami
-Czy ty sobie kurwa żartujesz? -pyta chłopak
Patrzę się na niego z ukosa.
-Czy wyglądam jakbym żartowała?
Harry prycha i rozwałkowuje ciasto w lepiej wyglądający okrąg. Harry kładzie gotowe ciasto na blachę. Obydwoje wylewamy na nie sos pomidorowy, wierzch posypujemy serem i wreszcie wkładamy je do piekarnika.
-Patrz -mówi Harry patrząc na mnie po posprzątaniu kuchni -Nie starałem się robić niczego głupiego.
Rzucam w niego ścierką.
-Ośliniłeś moją rękę -przypominam mu
-Podobało ci się.
-Wręcz przeciwnie.-mówię
Harry szybko łapie mój nadgarstek i przyciąga mnie do siebie.
-Nie lubisz mojego języka na twojej ręce, ale z pewnością lubisz go w swoich ustach -mówi patrząc na mnie z błyskiem w oku
Moje policzki oblewają się różem. Próbuje wyrwać się z jego uścisku, ale jest za silny i trzyma mnie w miejscu. Harry uśmiecha się pod nosem.
-Jesteś obrzydliwy. -mówię
Harry wzrusza ramionami.
-Nie zaprzeczam, ze nie.
Kiedy jego usta są milimetry od moich słyszę pikanie piekarnika.
-O patrz pizza jest gotowa -mówię i wyrywam się z jego uścisku
Harry uśmiecha się i kręci głową kiedy ja otwieram piekarnik i ostrożnie wyjmuje z niego pizzę.
-Nóż do pizzy -mówię do Harry'ego
Chłopak podaje mi nóż. Kroję pizzę na kawałki i kiedy mam zamiar wziąć jeden orientuję się, że przywarł do blachy.
-Harry -mówię słodko
-Tak?
-Czy posypałeś blachę mąką kukurydzianą aby ciasto nie przywarło?
-Czym kurwa?
-Brawo panie "jestem idiotą" -przewracam oczami
-Przepraszam?! Jeśli nie byłabyś taka zajęta dramatyzowaniem tym ,że polizałem twoją dłoń...
-Dramatyzowaniem!
-Cóż...-zaczyna Harry
-Podaj mi pieprzoną łopatkę!
-Łopatkę?
-Jezu Chryste, Harry! Czy ty wiesz coś o gotowaniu?
-Hej, ja nie gotuję -mówi kiedy sięgam do szuflady obok niego aby wyjąć z niej łopatkę - Albo wychodzę zjeść coś na mieście, albo znajomi mi gotują. -dokańcza
-Świetny sposób na życie. -drwię z niego
-Oh, daj spokój. Chyba nie myślisz, że byłbym dobrym kucharzem? -pyta Harry
-uśmiecham się i przekładam nasze kawałki na talerze.
-Może powinnaś mnie nauczyć?
-A może lepiej wyszukaj sobie w internecie jakie istnieją naczynia do gotowania? -mówię unosząc brwi
-Nuda.
Śmieję się i wracam do jedzenia.
-Ta pizza to i tak nieźle jak na faceta, który nie wie co to jest mąka kukurydziana. -mówi Harry
-Jest w porządku- mówię
-No dalej, przyznaj, że to jest cholernie dobra pizza.
-Dobrze.
-Dobrze co? -pyta Harry
-Ta pizza jest dobra.
-Ona nie jest tylko dobra, ta pizza jest...
-Cholernie dobra -mówię
Harry śmieje się.
Po zjedzeniu zmywam nasze talerze, kiedy Harry wkłada resztę pizzy do lodówki.
-Dlaczego jesteś w takim dobrym humorze? -pytam go
-Dlaczego ty nie?
-Bo jesteś durny.
-Przepraszam- śmieje się Harry
-Poważnie! Byłeś w złym humorze, a teraz cały czas się uśmiechasz.
Harry przestaje się uśmiechać.
-Wcale nie.
Śmieję się.
-Oh, Harry. -mówię zakładając ręce za głowę chłopaka -Nie zaprzeczysz.
W policzkach Harry'ego ukazują się dołeczki,a ja znowu zaczynam się śmiać.
-Może jestem zadowolony, że spędzasz ze mną noc.
-Kto powiedział, że zostaję na noc? -unoszę brwi
-Oh -strach i rozczarowanie przemykają przez twarz Harry'ego
-Żartuję, Harry -śmieję się
-Wiedziałem -mówi przewracając oczami
-Powiedz to swojej twarzy.-mówię
-Kupiłem ci szczoteczkę do zębów -mówi
-Nie! -mówię zdziwiona
-A właśnie, że tak. Jest różowa.
Śmieję się.
-Pokarz mi.
Harry bierze mnie za rękę i prowadzi po schodach do łazienki.
-Patrz. -mówi -Tylko dla ciebie.
Uśmiecham się na ten miły gest.
-Dziękuję, Harry- mówię -Miło z twojej strony.
-Nieważne -mówi Harry przewracając oczami
-Mam też coś dla ciebie. -mówię -Ale to jest w moim samochodzie.
-W porządku -mówi
Wychodzę szybko z domu i idę do samochodu.Wyciągam z niego prezent i wracam do mieszkania. Idę do sypialni, gdzie Harry siedzi na łóżku, odchylony do tyłu na rekach. Wyciągam rękę zza moich pleców i wręczam prezent Harry'emu.
-Kosogłos -czyta tytuł książki
-Zabrałam ją dzisiaj z pracy -mówię siadając obok niego -Widziałam, że kończysz już ,,W Pierścieniu Ognia".
-To jest najbardziej gówniany prezent jaki kiedykolwiek dostałem -mówi, ale na jego twarzy pojawia się uśmiech
Prycham z pogardą.
-Mówi to chłopak,który dał mi szczotkę do zębów.
Harry śmieje się i oplata ręką moją talię.
-Niech ci będzie.
-Myślę,że,,Kosogłos" jest najlepszy -mówię do Harry'ego
Chłopak wzrusza ramionami.
-Myślę, że wszystkie są do dupy.
-Wiesz,że je kochasz.
Przewraca oczami i całuje mnie w policzek.
-Nie- szepcze mi do ucha -Bo kocham ciebie.
Drżę na jego oddech na mojej skórze i jego słodkie słowa.Harry obniża usta do mojej szyi i zostawia wzdłuż niej mokre pocałunki.
-Harry -mówię popychając go -Jest późno.
Harry spogląda na zegarek.
-Przecież jest dopiero dziesiąta.
-Spałeś w nocy? -pytam go
Uśmiech znika z jego twarzy.
-Nie -mówi odwracając głowę
-Więc lepiej idź do łózka -mówię mu
-Blair...-skomle
-Jesteś zmęczony?
-Tak, ale...
-Harry, po prostu mnie posłuchaj...proszę.
Chłopak wzdycha.
-W porządku. -mówi
Wstaje i ściąga koszulkę rzucając ją na podłogę. Patrzy na mnie przez ramię i wzdycha. Posyłam mu surowe spojrzenie, a on schyla się po bluzkę i składa ją chowając do szafy.
Podaje mi t-shirt i spodenki, w których będę mogła spać i a sam zakłada spodnie dresowe.Szybko się przebieram i po kilku minutach, po umyciu zębów leżymy już w łóżku, w ciemnym pokoju.
-Harry -mówię
-Mmmm.
-Mówiłeś, że twój umysł nie może przestać pracować w nocy.
-Tak
-O czy w tedy myślisz?-pytam
Milczy przez chwilę, ale zaraz odpowiada.
-O wielu różnych rzeczach.-mówi cicho -Czasami o pracy, czasami o rodzinie, ale głównie myślę o tobie. -przerywa - Myślę też, o powrocie do szkoły.
Siadam na łóżku, patrząc na Harry'ego ze zdziwieniem.
-Naprawdę? -pytam
Kiwa głową.
-Nie wiem.Nie rozmyślałem nad tym tak dużo.
Z powrotem się kładę i nakrywam pościelą.
-Jeśli...miałbyś wrócić. -mówię - Jak myślisz, co chciałbyś studiować?
Wzrusza ramionami.
-Może prawo, albo sztukę.
Śmieję się.
-Lubisz się kłócić...wyobrażam sobie ciebie jako prawnika.
-Nie ekscytuj się tak.Jeszcze nie podjąłem żadnej decyzji i nie zamierzam w najbliższym czasie.
-Wiem- mówię patrząc na niego
Harry całuje mnie w czubek głowy.
-Kocham cię, Blair- szepcze
-Też cię kocham, Harold.
Harry unosi brwi.
-Chyba się przesłyszałem. -mówi -Powtórz.
Chichoczę.
-Kocham cie, Harry.
-Lepiej.
Zasypiam w ramionach Harry'ego i mogę mieć tylko nadzieję, że on prześpi całą noc w mojej obecności.
-Blair, obudź się
Jęczę i przewracam się na brzuch, chowając twarz w poduszce.
-Starałem się być miły -Harry odchrząkuje -Blair, podnieś kurwa swój tyłek...-krzyczy
-Jezu -jęczę i siadam na łóżku
Moje oczy spoczywają na uśmiechniętym od ucha do ucha Harrym.
-Jak można przeklinać tak wcześnie rano?!
-Jest w pół do jedenastej.
-Jasna cholera...
Wstaję z łóżka i idę do łazienki. Wysypuję kilka tabletek na moją dłoń i szybko je połykam, następnie myję zęby szczoteczką, którą dostałam od Harry'ego.
Chłopak opiera się o framugę drzwi i patrzy na moje poczynania z uśmiechem na twarzy.
-Jakie masz palnie na dzisiaj? -pyta
-Nie mam. -mówię wycierając mokrą twarz w ręcznik
-Dobrze, więc pójdziesz ze mną do pracy.
-Co?! Nie ma mowy!
Prawię zakrztusiłam się powietrzem na jego słowa.
-Daj spokój. Pokażę ci, że tatuowanie naprawdę jest sztuką.
-Nie wiem, Harry. Nie czuję się komfortowo w takich miejscach...
-Będę tam przez cały czas, Blair. No dalej. Proszę?
-Dobrze -wzdycham
Harry się uśmiecha.
-Okej, więc idź się ubierz, bo muszę tam być za dziesięć minut.
-Dziesięć minut! Jezu Chryste! -zaczynam miotać się po pokoju
Harry znowu się śmieje i schodzi na dół, aby dać mi się przebrać w jego sypialni.
Kiedy przeczesuję włosy palcami dostrzegam na szafce nocnej otwartą książkę, którą dałam wczoraj Harry'emu. Widzę, że przeczytana jest już mniej więcej połowa. Wzdycham. Czy znowu nie spał w nocy?
-Harry -wołam go kiedy schodzę na dół
Wchodzę do kuchni i widzę jak Harry wsypuje do mleka płatki śniadaniowe. Chłopak podaje mi ją kiedy usadawiam się na kuchennym blacie.
-Spałeś w nocy/ -pytam biorąc łyżkę z płatkami do ust
-Bardo dobrze -kiwa głową
-Kłamiesz? -pytam
Wygląda na zdziwionego.
-Nie -odpowiada -Dlaczego pytasz?
-Widziałam książkę na szafce...była przeczytana prawie w połowie.
Harry spuszcza głowę, tak jakby był zawstydzony.
-Wstałem dzisiaj o ósmej. -mówi -I chciałem...móc o czymś z tobą porozmawiać kiedy będziemy w samochodzie. -unika mojego wzroku
-Naprawdę? -uśmiecham się
-Tak, choć nie zaszedłem zbyt daleko. Nie czytam tak szybko jak ty. -patrzy na zegarek -Cholera, nie chcę się spóźnić. Chodźmy.
Kieruję się za Harrym do jego samochodu cały czas myśląc co przed chwila mi powiedział. Moje serce znowu zaczyna szybciej bić.
-Więc -mówię jak jesteśmy już w drodze. -Jest coś co powinnam wiedzieć zanim przekroczę próg twojej siedziby artysty?
-Tak- mówi Harry ignorując mój złośliwy komentarz -Ed jest pojebany i ...
-Dobrze, wystarczy.
Podjeżdżamy do usytuowanego miedzy blokami studia z wiszącym nad drzwiami neonem z napisem ,,Tatuaże Eda". Wychodzimy z samochodu i Harry natychmiastowo sięga po moją dłoń.
Kiedy wchodzimy w pomieszczeni rozbrzmiewa dźwięk dzwonka. Chłopak z blada skórą i rudymi włosami podnosi głowę znad lady patrząc na nas. Jedna z jego rak pokryta jest kolorowymi tatuażami. Powstrzymuję się od zmarszczenia nosa.
-Spóźniłeś się, Styles- mówi
-Ugryź mnie -mówi Harry na odczepkę
-Z przyjemnością
Chłopak wystawia zęby, a Harry klepie go żartobliwie po plecach.
-Blair, to jest Ed -przedstawia mnie Harry kiwając do chłopaka -To jest Blair -mówi wskazując w moją stronę
-Ach -Ed chwyta moją dłoń i przyjaźnie się uśmiecha
Potrząsam nią niepewnie.
-To ty musisz być tą piękną dziewczyną, o której kiedy Harry opowiada ma wytrysk- mówi Ed
PRZEPRASZAM MUSIAŁAM
Harry posyła piorunujący wzrok Ed'owi
-To nie prawda -mówi
-Tak, jasne. A pamiętasz jak zapłaciłeś mi abym pozawieszał te pieprzone lampki na drzewach w lesie? -Ed mruga do mnie
- To było tylko jednorazowo. -warczy Harry
Ed przewraca oczami.
-Widzę, że nie masz żadnych tatuaży kochanie.
Kręce głową.
-Nie interesują mnie tatuaże. -mówię
Harry i Ed wymieniają między sobą spojrzenia i oboje wybuchają śmiechem.
-Powiedziałeś to -mówi Ed do Harry'ego wręczając mu banknot
-Co? -pytam
-Harry założył się ze mną ,że powiesz te słowa jak tu wejdziesz -tłumaczy mi Ed -Cholera, nie wiedziałem,że wygra. Dobra robota, Styles.
Krzyżuje ręce na piersi.
-Naprawdę, masz ładną skórę. Kilka tatuaży tu i tam, nie zrobiło by nic złego. -mówi Ed
Śmieję się.
-Nie, dziękuję.
-Boże, Ed odczep się od niej -mówi Harry -Powiedziała, że nie interesują jej tatuaże.
Znowu się śmieją.
-Stary, naprawdę, czuje to w duszy. -mówi Ed- Ona jest stworzona aby mieć jakiś tatuaż.
Harry opiera się o blat.
-Po pierwsze, wciskasz ten kit wszystkim, którzy tu wchodzą. -mówi Harry -Po drugie jesteś rudzielcem, Ed. Nie masz duszy.
Cała nasza trójka wybucha śmiechem.
-Wiem, ze kłamiesz -mówi Ed przejeżdżając ręką po włosach -Mam śliczną fryzurę.
-Przypomina mi ogień- mówi Harrry
-Wracaj do pracy -zbywa go Ed -Twoja zmiana już się zaczęła.
Harry kiwa głową i wchodzi do innego pomieszczenia.
-Więc, Blair - Ed odwraca się w moją stronę -Opowiedz mi coś o sobie.
-Cóż, Harry wkurza mnie już od piętnastu lat -mówię z uśmieszkiem
-Łał -mówi -Cokolwiek, co mogłabyś mi o nim powiedzieć?
-Nienawidzi jak nazywam go Harold.
Ed patrzy na mnie przez chwilę zanim odrzuca głowę do tyłu i wybucha śmiechem
-A to dobre -mówi -Harold...co za dupne imię. -śmieję się z nim
-Nie słyszałeś tego ode mnie -mówię
-Oczywiście, że nie -mówi Ed kiwając głową
-A co z tobą? -pytam -Teraz ty mi coś o sobie powiedz.
Ed opiera się o ladę, krzyżując swoje wytatuowane ręce na piersi.
-Cóż, mam dwadzieścia dwa lata i jedyne co mam i jest dla mnie ważne to ten gówniany salon tatuażu. Moja dziewczyna jest suką i cały czas muszę pilnować jej zdzirowatego, zachlanego tyłka. Sam z resztą piję o wiele za dużo niż powinienem...i jestem rudy. Czy ta odpowiedź cie zadowala?
-Wystarczająco dobra -śmieję się
Patrzę w kierunku pokoju, w którym zniknął Harry.
-Jak długo to zwykle zajmuje? -pytam kiwając głową w kierunku drzwi
-Zależy od tatuażu -odpowiada Ed -Ten zajmie sporo czasu. Jest na całe plecy.
Marszczę nos.
-Fuj
-Tak, ale Harry jest świetny w rysunkach. Będziesz zaskoczona.
Kiwam głową.
-Taa -mówię bez przekonania
Słysze głośny dzwonek i odwracam się w stronę drzwi wejściowych dostrzegając Nialla, przyjaciela Louisa.
-Ej, Sheeran -wita Eda -Mam ogromny, pieprzony ból głowy. O której zaczyna się maja zmiana? -mówi a jego oczy spoczywają na mnie -Oh, hej, Blair -uśmiecha się
-Cześć- mówię -Pracujesz tutaj?
-Tak -odpowiada -Cztery razy w tygodniu z płacą minimalną -mówi i patrzy na Eda
-Nie obwiniaj mnie, obwiniaj gospodarkę. -mówi Ed -Gospodarka to cholerna suka.
-Jakbym nie wiedział- mówi Niall i przejeżdża dłonią po blond włosach.
Nagle przypominam sobie jak ja ich dotykałam kiedy byłam pijana. Potrząsam głową aby pozbyć się wspomnienia.
-Masz klienta o jedenastej trzydzieści -mówi Niall'owi Ed
-Świetnie. Idę się zdrzemnąć w twoim gabinecie zanim przyjdzie.
-Tylko nie wypij mojej wódki -mówi Ed
-Dlaczego miałbym kurwa wypić twoją wódkę, jak mam pieprzony ból głowy? Jezu, Sheeran.
Ed posyła Niall'owi środkowy palec zanim chłopak odchodzi
-Jeśli ktoś chce zrobić sobie tatuaż musi się najpierw umówić, dobrze rozumiem? -pytam
-Yep -mówi Ed -To jest najlepsze studio tatuażu i piercingu w całym Londynie. -mówi z dumą -No cóż, może w jego zachodniej części.
Śmieję się.
-To jest naprawdę fajne miejsce.
-Dzięki, wynajmuje je.
Śmieje się ponownie.
-Masz dobre poczucie humoru -komplementuje go
-Nie -mówi Ed - Jestem po prostu brutalnie szczerym dupkiem, a ludzie myślą, że żartuję.
Parskam.
-Wygląda na to ,że ty i Harry macie wiele wspólnego. -mówię
-Oh, ale Blair, miałaś chyba na myśli mnie i Harolda ? -mruga do mnie
Uśmiecham się. -mówi ktoś za nami
Odwracamy się oboje i widzimy stojącego w drzwiach Harry'ego.
Wyskoki, łysy mężczyzna wychodzi zaraz za nim.
-Hej, Brent -wita go Ed - Wyglądasz ostro.
-Moje plecy tak bolą, jakby kurwa płonęły. -mówi głębokim głosem mężczyzna
-Cóż, wzór jaki zamówiłeś był w kształcie płomieni ognia -mówi Harry -Jak włosy Eda.
-Dobrze, koniec z żartami na temat mojej fryzury, Harold -mówi Ed
Harry zaciska szczękę.
-Jeszcze raz dzięki, stary -mówi Brent do Harry'ego klepiąc go w plecy -Myślę nad zrobieniem sobie czegoś wkrótce na łydce, więc będziemy w kontakcie.
-Przyślij mi swoje pomysły i zobaczę co da się zrobić.-mówi Harry
-Dzięki -mówi mężczyzna -Do zobaczenia.
Kiwa głową w moją stronę i wychodzi.
-Jezu, to był jeden, wielki i meczący projekt. mówi Harry
-Ogień, huh? -pytam unosząc brwi
-Artystyczny ogień. -odpowiada Harry opierając się o ladę
Zostaję jeszcze w studio i rozmawiam z Edem i Niallem, któremu spóźnia się klient.
Po jakimś czasie Ed informuje Harry'rgo, że jego zmiana dobiegła końca.
Żegnam się i wychodzę ze studia z Harrym, który już oplótł swoja rękę wokół mojego torsu. Zimne, wieczorne powietrze uderza we mnie jak opuszczamy budynek.
-Więc...-mówi Harry jak wsiadamy do jego samochodu -Co o tym wszystkim myślisz?
-Ed wydaje się miły
-Jest pieprzonym dupkiem -mówi
Jego ton głosu jest lekki,a na ustach widnieje uśmiech więc wiem, że żartuje.
-Widzę, że bardzo lubisz tu pracować -mówię łagodnie
-Tak?
-Tak...nawet jeśli to nie jest sztuka -uśmiecham się
-Oh, Blair- mówi Harry kręcąc głową - Co muszę jeszcze zrobić, aby cię przekonać, że to jest sztuka?
-Pozwól mi nazywać cię Harold przez rok. -mówię z uśmiechem
-W twoich snach -śmieje się Harry
Patrzę jak Harry opiera się krześle, prowadząc jedną ręką. Wygląda tak beztrosko, co sprawia,że się uśmiecham.
Harry odwraca się do mnie łapiąc mój wzrok.
-Co? -pyta
-Nic -mówię speszona odwracając wzrok
-Chcesz abym zawiózł cię do domu?
-Mój samochód jest u ciebie więc...nie. -odpowiadam
Harry uśmiecha się.
-Znowu zostajesz na noc?
Kręcę przecząco głową.
-Przepraszam -mówię
-Mogłabyś, jeślibyś chciała...
-Nie robisz żadnej imprezy? -pytam
Harry wzrusza ramionami.
-A chcesz iść?
-Nie. -mówię
-Więc nie robię.
-Harry, nie musisz planować swojego życia w okół mnie -chichoczę
-Nie robię tak -jego chłodny głos pozostawia ciarki na moim ciele
Odwracam wzrok.
-W porządku...przepraszam.
Resztę drogi do jego domu pokonujemy w milczeniu. Karcę się psychicznie za to ,że powiedziałam to Harry'emu. Kiedy dojeżdżamy na miejsce wychodzę z samochodu chłopaka i kieruję się w stronę mojego auta. Harry idzie za mną.
-Słuchaj Harry, przepraszam za to co powiedziałam -mówię odwracając się do niego
-Dlaczego? Masz rację. -jego oczy są ciemnozielone i ma zaciśnięte pięści
-Harry...
-Nie muszę układać swojego życia w okół ciebie -mówi - Nie powinienem planować tak życia!
-Nie rób tego! Zawsze to kurwa robisz! -krzyczę
-Co? Robię co? -Harry robi duży krok do przodu, a ja przywieram do zamkniętych drzwi samochodu
-Zachowujesz się jak pieprzony dupek!
-Oh, jestem dupkiem?!
-Tak! -krzyczę mu w twarz
-Cóż, jestem tylko dupkiem ,a ty jesteś cholernie upierdliwa.
-Dzięki! Powiedz mi coś czego nie wiem!
Odwracam się i chcę otworzyć drzwi do mojego auta, ale Harry łapie mój nadgarstek i trzyma mnie, tak mocno,że nie mogę się poruszyć.
-Nie mówi mi, że kurwa nie kochasz tego jak planuję swoje życie w okół ciebie. Nie mówi mi, że ta uwaga, którą tobie poświęcam nie jest dla ciebie na rękę, bo jesteśmy więcej niż przyjaciółmi.
Moja szczeka opada.
-Nie wierzę -spluwam -Mogę zostawić cię każdego pieprzonego dnia i jeśli dasz mi do tego powód to tak zrobię. -mówię
Nie zauważyłam nawet kiedy przemieściliśmy się w stronę jego domu, tak że Harry stał metr od betonowej ściany budynku.
Harry patrzy na mnie urażony, zanim jego wściekłość przejmuje nad nim kontrolę.
-To idzie w dwie strony. -mówi zniżając głos i ja już wiem ,że jego słowa mnie zranią -Mogę cię zostawić tak samo, jak ty możesz zostawić mnie. W rzeczywistości jeśli miałbym wziąć pod uwagę to co dzieje się teraz, to mogę zacząć się nad tym zastanawiać!
Czuję się jakby ktoś mnie spoliczkował. Gniew formuje się we mnie. Popycham mocno Harry'ego na betonową ścianę jego domu, tak że chłopak przywiera do niej plecami.
-Świetnie! -krzyczę -Świetnie, zostaw mnie! Śmiało, powiedz to! No powiedz!
-Blair...-chce złapać mój nadgarstek, ale ja nie daję za wygraną i ponownie, z dużą siłą popycham go na ścianę budynku. Mój gniew dodaje mi dużo siły w organizmie.
-Powiedz to! -krzyczę, łzy formują się w moich oczach - Powiedz, że mnie nie chcesz! Powiedz, że mnie nienawidzisz!
-Blair, wystarczy! -krzyczy Harry
Jego głos jest o wiele głośniejszy niż mój. Łapie mocno moje nadgarstki jedną dłoń, a drugą dłonią chwyta mój podbródek. Unosząc moją głowę zmusza mnie abym spojrzała w jego oczy.
-Przestań kurwa.Teraz.
Łzy strumieniem płyną po moich policzkach.Mam wrażenie ,że zaraz rozpadnę się na tysiące kawałków. Biorę drżący oddech.
-Dlaczego po prostu nie pójdziesz pieprzyć Jane, która z łatwością zaspokoi twoje potrzeby? Zostaw mnie i nie walcz ze mną. Idź do niej. -syczę
Harry robi krok w tył. Na jego twarzy widnieje złość. Odwraca się i zaczyna iść w kierunku drzwi wejściowych. Wchodząc do domu zamyka drzwi z przeraźliwym hukiem.
Panika rośnie we mnie kiedy zdaję sobie sprawę z tego co powiedziałam.
-Nie, Harry -błagam uderzając pięścią w zamknięte drzwi
-Harry, nie miałam tego na mysli, nie chciałam...
Słyszę odgłosy dochodzące z mieszkania i chwilę później Harry wychodzi z niego z kurtka na ramieniu. Przechodzi obok mnie bez żadnego słowa i kieruje się w stronę swojego samochodu.
-Gdzie jedziesz? -pytam
-Nie twój pieprzony interes. -odpowiada chłodno
Wzdycham z porażką i wycieram dłońmi mokrą od łez twarz, rozmazując przy tym makijaż.
Odwracam się i idę ścieżką do mojego auta.
Wina dosłownie pozera mnie żywcem jak jadę do domu.
Parkuję na podjeździe i wchodząc do budynku kieruje się prosto do mojego pokoju.
Rzucam się na łóżko i pozwalam moim myślom zająć całą moją głowę.
Zależy mi na Harrym, naprawdę. Ale on bawi się moimi uczuciami...choć wiem ,że nie robi tego celowo. Nie mogę uwierzyć w to co powiedziałam mu o Jane. Wiem, że to nie było na miejscu. Ale to była tylko zwykła kłótnia, jak zawsze. Jutro do niego zadzwonię i wszystko będzie dobrze.
Prawda?
Wzdycham i włączam telewizor w moim pokoju.Przełączam każdy kanał, nie znajdując nic ciekawego. Czuje się okropnie winna więc postanawiam do niego zadzwonić. Wybieram jego numer i czekam.
Pik...
Pik...
Pik...
Pik...
Gryzę z niecierpliwości wargę. Gdzie on mógł pójść?
Jęczę kiedy słyszę pocztę głosową.
-Cześć Harry -mówię -Tu...tu Blair. Przykro mi z powodu tego co stało się wcześniej...naprawdę. Zadzwoń do mnie, dobrze? Jeśli chcesz żebym przyszła, tak zrobię. Po prostu do mnie zadzwoń, proszę. -odkładam telefon wzdychając
-Blair? -słyszę głos Jay
-Co?
Jay otwiera drzwi od mojego pokoju trzymając kosz prania
-Mam czyste ubrania dla ciebie -informuje mnie
-Dziękuję -kiwam głową
Kobieta stawia kosz na podłodze.
-Wszystko w porządku?
Kiwam niepewnie głową, chcąc aby wyszła, ale Jay stoi na środku pokoju i widzę, ze chce mi pomóc.
-Nie -wzdycham
Siada na łóżku obok mnie.
-Chcesz o tym porozmawiać? -pyta przyjaźnie
Uważam ,że rozmowa z doktorem Stone jest bardziej pomocna, ale może nadszedł czas aby porozmawiać z Jay. Wiem,że stara się dla mnie jak najlepiej, a ja tego nie doceniam.
Przytakuję powoli.
-Myślę, że wszystko zawaliłam -mówię powoli
Jay przechyla głowę na bok
-Harry nie odpowiada na moje telefony -kontynuuję -Nie chcę być jedną z tych dziewczyn, które są wścibskie, irytujące i naprzykrzające się ,ale nie chcę aby Harry był na mnie zły. - marszczę brwi
-Powiedziałam do niego jakieś gówniane rzeczy.
-Tylko dlatego, że martwisz się ,że nie odbiera telefonu nie oznacza, że jesteś natarczywa. -mówi Jay -To znaczy, że ci zależy. Jestem pewna ,że Harry przyjedzie. Może po prostu ma wyłączony telefon.
Kiwam głową.
-Prawdopodobnie.
Jay uśmiecha się do mnie i zabiera swój kosz z praniem i opuszcza mój pokój.
Dzwonie jeszcze raz do Harry'ego.
Pik...
Pik...
Pik...
Pik...
-Cześć, Harry. To znowu ja. Przepraszam, jeśli ci przeszkadzam...umm...tak. Cześć -wyłączam się
Kładę się na łóżku i przejeżdżam rękoma po swojej twarzy. Dlaczego jesteś taka upierdliwa, Blair? Jezu.
Leżę w łóżku przy cicho działającym telewizorze. Wiem ,że powinnam przestać martwić się o Harry'ego. On wychodził w nocy cały czas, kiedy byliśmy najlepszymi przyjaciółmi i nie martwiłam się wtedy o niego. Dlaczego robię to teraz?
Bo jestem cholernie upierdliwą suką.
Wiercę się i przewracam z boku na bok całą noc. Mój umysł cały czas wraca do wydarzeń z poprzedniego wieczoru. Patrzę na zegar na ścianie. Czwarta w nocy. Patrzę na łóżko obok i dostrzegam w nim Lottie pogrążoną w głębokim śnie. Schodzę do kuchni i nalewam sobie szklankę wody. Wracam do pokoju i siadam na łóżku, biorąc pierwszą lepszą książkę z mojej szafki, starając się coś przeczytać.
Czy to jest to, co czuje Harry co noc? Czy tak czują się ludzie cierpiący na bezsenność?
Odkładam książkę i kładę się z powrotem do łóżka. Zamykam oczy i wyrównuje oddech.
W końcu zasypiam, licząc na to, aby następny dzień odbył się bez kłótni.
*****
Notka od autorki: Przepraszam za to, że rozdział nie pojawiał się przez ponad miesiąc. Był naprawdę długi i mnóstwo czasu zajęło mi tłumaczenie go. ALE W KOŃCU JEST! Miłego czytania <3
czytasz= komentujesz <3
-Blair, gdzie jesteś?
-Jestem w pracy, Harry. Czegoś potrzebujesz?
-Niczego nie potrzebuje.
Czemu on musi był taki denerwujący
-W porządku, więc czego chcesz?
-Nie wiem -wzdycha
-To po co dzwonisz?
-Ja...nie wiem.
-Okej- robię pauzę -Zachowujesz się trochę dziwnie, Harry, wszystko w porządku?- pytam
-Czy możesz przyjść po pracy? -pyta chłopak
-Tak jasne. Jestem wolna od osiemnastej.
-To dobrze.
Przygryzam wargę.
-Harry...czy aby na pewno wszystko gra?
-Uh...-odchrząkuje -Ja..uh..czułem się źle po naszej sprzeczce kilka dni temu i...ja...uh...tęsknięzatobą. - mówi pośpiesznie ostatnie słowa
-Co to było?
-Ja...tęsknięzatobą.
-Harry, nie rozumiem co mówisz...
-Tęsknię za tobą! -w końcu mówi wyraźnie
-Harry -śmieję się
-Przestań się śmiać.
-Przepraszam. -mówię nadal się uśmiechając
Słyszę jak ktoś chrząka, odwracam się na krześle i dostrzegam Shawna , który gestem wskazuje mi abym wyłączyła telefon.Wzdycham.
-Harry muszę kończyć. Zobaczymy się po pracy, okej?
-Dobrze.
Odkładam telefon do torebki i patrzę na Shawna.
-Przepraszam, ale Harry zadzwonił i ....
-W porządku -mówi przesuwając stos książek w moją stronę -Ale nie ma rozmawiania w pracy, tak
na przyszłość.
-Bez...rozmów.
-Yep.
-Więc nie mogę...mówić? -Liam stara się ukryć swój uśmiech siedząc obok mnie
-Nie.
-W ogóle?
-Blair, jak długo muszę ci to wyjaśniać? -pyta zirytowany
-Więc muszę być cicho przez cały czas...-mówię powoli unosząc moje brwi
Shawn wreszcie orientuje się o czym mówię i przewraca oczami.
-Zero rozmów przez telefon.-wyjaśnia - Posortujcie je alfabetycznie -mówi wskazując na stos książek- mówi do mnie i do Liama
Dzielimy się książkami i idziemy ułożyć je na półkach.
-To było zabawne -mówi Liam
-Shawn jest świetnym szefem, ale czasami jest taki niemądry.
-Słyszę was dzieci! -Shawn krzyczy ze swojego biura
Znowu się śmiejemy.
-Więc Blair -mówi Liam -Zaczyna się miesiąc twojej zmiany.
Jęczę przeciągle.
-Świętnie. Nie mogę się doczekać siedzenia do późnego wieczora w pustej księgarni.
Liam chichocze.
-To naprawdę nie jest takie złe jak się wydaje. A jeśli być chciała to mogę zostać z tobą. Zawsze jest lepiej kiedy masz kogoś z kim możesz porozmawiać.
Uśmiecham się do chłopaka.
-Dzięki. -mówię -Będę ci winna.
Odkładam kolejną książkę na półkę na przeciwko okna. Zawsze przez nie wyglądam aby zobaczyć co dzieje się na zewnątrz. Moje oczy zatrzymują się na znajomym czarnym samochodzie.
-Nie ma kurwa mowy -uśmiecham się do siebie
-Co miało znaczyć Blair! -mówi Liam
-Nic -odpowiadam szybko -Nieważne.
Okno jest uchylone więc dokładne widzę wnętrze samochodu. Harry osunął się w fotelu kierowcy i czyta ,,Igrzyska Śmierci:W Pierścieniu Ognia". Zaśmiałam się pod nosem.
Patrzę na zegar. Jest siedemnasta trzydzieści. Przyjechał pół godziny wcześniej.Staram się nie zwracać uwagi na szybko bijące serce kiedy odkładam kilka ostatnich książek na półkę. Klaszczę w dłonie na znak że skończyłam.
Podchodzę do lady przy wejściu.
-Skończyłam, do czegoś ci jeszcze jestem potrzebna? -pytam mojego szefa
Shawn wzrusza ramionami.
-Nie.
-Więc mogę iść?
-Nie.
-Shawn -skomle
-To za bycie taką mądrą Blairpoo.
-Czy ty właśnie...nazwałeś mnie...-nie mogę powstrzymać się od śmiechu
Shawn się czerwieni.
-Spadaj dzieciaku. -Shawn przewraca oczami
Śmieję się.
-Blairpoo, -mówię przy napadzie chichotów -Nigdy nie słyszałam tego przezwiska od ciebie...
-Idź już, ale nie wspominaj nikomu, że nawałem cię...
-Blairpoo?
-Tak. No idź już. Cześć.
Ciągle się śmieje kiedy zabieram swoje rzeczy i udaje się w stronę drzwi.Macham Liam'owi na pożegnanie. Idę na parking i wchodzę do auta Harry'ego unosząc brwi. Harry podnosi się na fotelu i rzuca książkę na tylne siedzenie. Ma na sobie czarne dżinsy, szarą, luźną koszulę i czarne okulary.
-Harold -karce go -Tak nie postępuje się z książką. -mówię krzyżując ręce na piersi
-Ciebie też miło widzieć.-mówi
-Podnieś książkę.
-To jest tylko pieprzona...
-Podnieś ją i przeproś.
-Ty sobie chyba kurwa...
-Harold
Na jego twarzy pojawia się grymas słysząc jego pełne imię. Sięga ręką na tylne siedzenie i chwyta książkę kładąc ją na desce rozdzielczej.
-Już -mówi
-Przeproś
Przewraca oczami
-Przepraszam.
-Za co? -pytam z uśmieszkiem na twarzy
-Za rzucenie książki -mówi
-Nie przepraszaj mnie, przeproś książkę.-mówię
Harry spostrzega, że się z nim droczę i uśmiecha się.
-Ha ha bardzo śmieszne.
Zaczynam śmiać się jeszcze bardziej.
-Tylko nie mów, że chciałeś....-zaczyna brakować mi powietrza
-Dosyć tego gówna, Blair. -jego ton jest surowy ale na twarzy nadal widnieje uśmiech
Odzyskuję panowanie nad moim śmiechem i wyciągam klucze do mojego auta z torby.
-Dlaczego przyjechałeś tutaj pół godziny wcześniej? -pytam
-Ja nie...
-Harry, cały przód sklepu pokryty jest oknami.Widziałam samochód. -uśmiecham się
-Dobrze, dobrze.Wcześniej kończyłem pracę i pomyślałem, że cię zaskoczę.
Uśmiecham się, a moje serce przyjemnie się ogrzewa.
-To miłe, Harold.
-Kurwa nazwij mnie jeszcze raz Harold...
-Oh, spokojnie. Wiem, że potajemnie to kochasz.
Otwieram drzwi, aby wyjść z auta Harry'ego i dostać się do mojego.
-Wcale kurwa nie!
-Będę jechać za tobą -mówię
-Gdzie?
-Do twojego domu ciemniaku.
Wsiadam do swojego samochodu i odpalam silnik. Chichocze całą drogę do domu Harry'ego.
Prowadzę jak wariat śledząc Harry'ego samochód, który ciągle robi jakieś zakręty. Nie zatrzymuję się na pasach w ślad po Harrym. Ucieka mi z oczu kiedy staje na czerwonym świetle.Przewracam włosy na ramię i słyszę obok mnie dźwięk klaksonu. Odwracam głowę i widzę jak Harry opuszcza szybę w aucie. Na jego ustach maluje się dziki uśmiech.
-Myślisz, że możesz mnie pokonać. -mówi -Ale ja zawsze wygram. -mówi i puszcza mi oczko.
Światło zmienia się na zielone. Harry przyspiesza i wyjeżdża przede mnie.Dojeżdżam do domu Harry'ego i dostrzegam go opierającego się dumnie o swój samochód, jego okulary są zawieszone na koszuli. Parkuje obok niego na podjeździe i wychodzę z auta.
-Miałeś nieuczciwą przewagę.
Chłopak unosi brwi.
-A co to było?
-Ten uśmieszek -wskazuję na jego usta
-Nie możesz winić mojej urody za twoja opłakaną przegraną. -mówi
Moja szczęka opada na jego słowa.
-Napawaj się czym chcesz- mówię obojętnie
Przechodzę obok niego i wyjmuje zapasowe klucze do jego mieszkania, otwieram drzwi i wchodzę do środka.
-Nadal nie przeprosiłeś książki. -odwracam się do niego z uśmiechem na ustach
Harry otwiera usta aby coś odpowiedzieć, ale kładę na nich mój palec.
-Nie możesz zaprzeczyć -mówię
Opuszczam rękę, ale Harry szybko ją łapie.
-I nie można zaprzeczyć,że przegrałaś wyścig, który zainicjowałem.-Harry podnosi swoje brwi.
-W porządku -oddycham kiedy Harry zbliża swoje usta do moich
Śmieję się w jego usta, a on odsuwa się ode mnie patrząc dziwnie.
-Co? -pyta
-Po prostu myślałam... co jeśli mój ojciec zobaczyłby nas przekraczających prędkość w promieniu trzech mil.
Harry również zaczyna się śmiać.
-Dałbym ci mandat -mówi znowu się do mnie przybliżając -A mi upomnienie.
Znowu się śmieję.
-To brzmi absurdalnie.
Harry śmieje się i mnie całuje.
-Jesteś głodna? -pyta
-Mogłabym coś zjeść -mówię wzruszając ramionami
-Poszedłem dzisiaj do sklepu spożywczego -mówi Harry podchodząc do lodówki -I wyrzuciłem puste kartony po mleku.
-Łał -mówię widząc zawartość lodówki -Kupiłeś...owoce. -udaję zszokowaną
Harry przewraca oczami.
-Jestem z ciebie dumna Har...
-Powiedz do mnie Harold,a moja lodówka będzie składowiskiem pustych butelek po mleku. -mówi Harry pochylając się w moją stronę -Będę w nich hodować kolonie bakterii i...
-Ew, ew przestań -zakrywam usta Harry'ego dłonią -Nie chcę sobie tego wyobrażać.
Harry śmieje się w moją dłoń. Chwilę potem czuje ciepły język chłopaka na mojej dłoni.
-EW! -krzyczę wycierając ośliniona rękę w spodnie -To jest obrzydliwe!
Harry zgina się ze śmiechu.
-Tak samo reagowałaś jak mieliśmy po osiem lat. O Boże, a to dobre.
-Jesteś dupkiem -macham na niego ręką
Harry kontynuuje nabijanie się ze mnie kiedy zamykam lodówkę.
-Wiesz, nagle straciłam apetyt. -mówię posyłając Harry'emu miażdżące spojrzenie
-No weź. Pozwól mi coś ci ugotować.
-Prawdopodobnie zrobisz coś obrzydliwego żeby mi dokuczyć. -krzyżuję ręce na piersi
-No dalej Blair.Możemy zrobić pizze.
-Naplujesz do niej, czy coś...
-Obiecuję, że na nią nie napluje -mówi Harry i robi znak "x" na piersi -Słowo honoru.
Wzdycham.
-W porządku.
Dziecięcy uśmiech pojawia się na jego twarzy.
-Dobrze.Sos pomidorowy jest w spiżarni.- kiedy nie poruszam się z miejsca, Harry patrzy na mnie -Idź i przynieś.
Przewracam oczami i idę do spiżarni. Wracam do kuchni i widzę jak Harry kładzie wyrobione ciasto na desce.
-Gdzie masz wałek?
-Gdzie mam co?
Patrzę na niego.
-No wiesz wałek...do...wałkowania różnych rzeczy.
-Aaa ta rzecz.- mówi i wskazuje na szufladę obok mnie
Po przekopaniu się przez zawartość szuflady w końcu znajduję to czego szukałam. Oddaje wałek do ciasta Harry'emu a on zaczyna je przygotowywać.
Patrzę jak jego mięśnie łatwo radzą sobie z rozwałkowaniem ciasta.
-Zrób z tego kółko -mówię
-To jest...
-Nie. To ma dziwny i owalny kształt.
Harry przewraca oczami
-Czy ty sobie kurwa żartujesz? -pyta chłopak
Patrzę się na niego z ukosa.
-Czy wyglądam jakbym żartowała?
Harry prycha i rozwałkowuje ciasto w lepiej wyglądający okrąg. Harry kładzie gotowe ciasto na blachę. Obydwoje wylewamy na nie sos pomidorowy, wierzch posypujemy serem i wreszcie wkładamy je do piekarnika.
-Patrz -mówi Harry patrząc na mnie po posprzątaniu kuchni -Nie starałem się robić niczego głupiego.
Rzucam w niego ścierką.
-Ośliniłeś moją rękę -przypominam mu
-Podobało ci się.
-Wręcz przeciwnie.-mówię
Harry szybko łapie mój nadgarstek i przyciąga mnie do siebie.
-Nie lubisz mojego języka na twojej ręce, ale z pewnością lubisz go w swoich ustach -mówi patrząc na mnie z błyskiem w oku
Moje policzki oblewają się różem. Próbuje wyrwać się z jego uścisku, ale jest za silny i trzyma mnie w miejscu. Harry uśmiecha się pod nosem.
-Jesteś obrzydliwy. -mówię
Harry wzrusza ramionami.
-Nie zaprzeczam, ze nie.
Kiedy jego usta są milimetry od moich słyszę pikanie piekarnika.
-O patrz pizza jest gotowa -mówię i wyrywam się z jego uścisku
Harry uśmiecha się i kręci głową kiedy ja otwieram piekarnik i ostrożnie wyjmuje z niego pizzę.
-Nóż do pizzy -mówię do Harry'ego
Chłopak podaje mi nóż. Kroję pizzę na kawałki i kiedy mam zamiar wziąć jeden orientuję się, że przywarł do blachy.
-Harry -mówię słodko
-Tak?
-Czy posypałeś blachę mąką kukurydzianą aby ciasto nie przywarło?
-Czym kurwa?
-Brawo panie "jestem idiotą" -przewracam oczami
-Przepraszam?! Jeśli nie byłabyś taka zajęta dramatyzowaniem tym ,że polizałem twoją dłoń...
-Dramatyzowaniem!
-Cóż...-zaczyna Harry
-Podaj mi pieprzoną łopatkę!
-Łopatkę?
-Jezu Chryste, Harry! Czy ty wiesz coś o gotowaniu?
-Hej, ja nie gotuję -mówi kiedy sięgam do szuflady obok niego aby wyjąć z niej łopatkę - Albo wychodzę zjeść coś na mieście, albo znajomi mi gotują. -dokańcza
-Świetny sposób na życie. -drwię z niego
-Oh, daj spokój. Chyba nie myślisz, że byłbym dobrym kucharzem? -pyta Harry
-uśmiecham się i przekładam nasze kawałki na talerze.
-Może powinnaś mnie nauczyć?
-A może lepiej wyszukaj sobie w internecie jakie istnieją naczynia do gotowania? -mówię unosząc brwi
-Nuda.
Śmieję się i wracam do jedzenia.
-Ta pizza to i tak nieźle jak na faceta, który nie wie co to jest mąka kukurydziana. -mówi Harry
-Jest w porządku- mówię
-No dalej, przyznaj, że to jest cholernie dobra pizza.
-Dobrze.
-Dobrze co? -pyta Harry
-Ta pizza jest dobra.
-Ona nie jest tylko dobra, ta pizza jest...
-Cholernie dobra -mówię
Harry śmieje się.
Po zjedzeniu zmywam nasze talerze, kiedy Harry wkłada resztę pizzy do lodówki.
-Dlaczego jesteś w takim dobrym humorze? -pytam go
-Dlaczego ty nie?
-Bo jesteś durny.
-Przepraszam- śmieje się Harry
-Poważnie! Byłeś w złym humorze, a teraz cały czas się uśmiechasz.
Harry przestaje się uśmiechać.
-Wcale nie.
Śmieję się.
-Oh, Harry. -mówię zakładając ręce za głowę chłopaka -Nie zaprzeczysz.
W policzkach Harry'ego ukazują się dołeczki,a ja znowu zaczynam się śmiać.
-Może jestem zadowolony, że spędzasz ze mną noc.
-Kto powiedział, że zostaję na noc? -unoszę brwi
-Oh -strach i rozczarowanie przemykają przez twarz Harry'ego
-Żartuję, Harry -śmieję się
-Wiedziałem -mówi przewracając oczami
-Powiedz to swojej twarzy.-mówię
-Kupiłem ci szczoteczkę do zębów -mówi
-Nie! -mówię zdziwiona
-A właśnie, że tak. Jest różowa.
Śmieję się.
-Pokarz mi.
Harry bierze mnie za rękę i prowadzi po schodach do łazienki.
-Patrz. -mówi -Tylko dla ciebie.
Uśmiecham się na ten miły gest.
-Dziękuję, Harry- mówię -Miło z twojej strony.
-Nieważne -mówi Harry przewracając oczami
-Mam też coś dla ciebie. -mówię -Ale to jest w moim samochodzie.
-W porządku -mówi
Wychodzę szybko z domu i idę do samochodu.Wyciągam z niego prezent i wracam do mieszkania. Idę do sypialni, gdzie Harry siedzi na łóżku, odchylony do tyłu na rekach. Wyciągam rękę zza moich pleców i wręczam prezent Harry'emu.
-Kosogłos -czyta tytuł książki
-Zabrałam ją dzisiaj z pracy -mówię siadając obok niego -Widziałam, że kończysz już ,,W Pierścieniu Ognia".
-To jest najbardziej gówniany prezent jaki kiedykolwiek dostałem -mówi, ale na jego twarzy pojawia się uśmiech
Prycham z pogardą.
-Mówi to chłopak,który dał mi szczotkę do zębów.
Harry śmieje się i oplata ręką moją talię.
-Niech ci będzie.
-Myślę,że,,Kosogłos" jest najlepszy -mówię do Harry'ego
Chłopak wzrusza ramionami.
-Myślę, że wszystkie są do dupy.
-Wiesz,że je kochasz.
Przewraca oczami i całuje mnie w policzek.
-Nie- szepcze mi do ucha -Bo kocham ciebie.
Drżę na jego oddech na mojej skórze i jego słodkie słowa.Harry obniża usta do mojej szyi i zostawia wzdłuż niej mokre pocałunki.
-Harry -mówię popychając go -Jest późno.
Harry spogląda na zegarek.
-Przecież jest dopiero dziesiąta.
-Spałeś w nocy? -pytam go
Uśmiech znika z jego twarzy.
-Nie -mówi odwracając głowę
-Więc lepiej idź do łózka -mówię mu
-Blair...-skomle
-Jesteś zmęczony?
-Tak, ale...
-Harry, po prostu mnie posłuchaj...proszę.
Chłopak wzdycha.
-W porządku. -mówi
Wstaje i ściąga koszulkę rzucając ją na podłogę. Patrzy na mnie przez ramię i wzdycha. Posyłam mu surowe spojrzenie, a on schyla się po bluzkę i składa ją chowając do szafy.
Podaje mi t-shirt i spodenki, w których będę mogła spać i a sam zakłada spodnie dresowe.Szybko się przebieram i po kilku minutach, po umyciu zębów leżymy już w łóżku, w ciemnym pokoju.
-Harry -mówię
-Mmmm.
-Mówiłeś, że twój umysł nie może przestać pracować w nocy.
-Tak
-O czy w tedy myślisz?-pytam
Milczy przez chwilę, ale zaraz odpowiada.
-O wielu różnych rzeczach.-mówi cicho -Czasami o pracy, czasami o rodzinie, ale głównie myślę o tobie. -przerywa - Myślę też, o powrocie do szkoły.
Siadam na łóżku, patrząc na Harry'ego ze zdziwieniem.
-Naprawdę? -pytam
Kiwa głową.
-Nie wiem.Nie rozmyślałem nad tym tak dużo.
Z powrotem się kładę i nakrywam pościelą.
-Jeśli...miałbyś wrócić. -mówię - Jak myślisz, co chciałbyś studiować?
Wzrusza ramionami.
-Może prawo, albo sztukę.
Śmieję się.
-Lubisz się kłócić...wyobrażam sobie ciebie jako prawnika.
-Nie ekscytuj się tak.Jeszcze nie podjąłem żadnej decyzji i nie zamierzam w najbliższym czasie.
-Wiem- mówię patrząc na niego
Harry całuje mnie w czubek głowy.
-Kocham cię, Blair- szepcze
-Też cię kocham, Harold.
Harry unosi brwi.
-Chyba się przesłyszałem. -mówi -Powtórz.
Chichoczę.
-Kocham cie, Harry.
-Lepiej.
Zasypiam w ramionach Harry'ego i mogę mieć tylko nadzieję, że on prześpi całą noc w mojej obecności.
-Blair, obudź się
Jęczę i przewracam się na brzuch, chowając twarz w poduszce.
-Starałem się być miły -Harry odchrząkuje -Blair, podnieś kurwa swój tyłek...-krzyczy
-Jezu -jęczę i siadam na łóżku
Moje oczy spoczywają na uśmiechniętym od ucha do ucha Harrym.
-Jak można przeklinać tak wcześnie rano?!
-Jest w pół do jedenastej.
-Jasna cholera...
Wstaję z łóżka i idę do łazienki. Wysypuję kilka tabletek na moją dłoń i szybko je połykam, następnie myję zęby szczoteczką, którą dostałam od Harry'ego.
Chłopak opiera się o framugę drzwi i patrzy na moje poczynania z uśmiechem na twarzy.
-Jakie masz palnie na dzisiaj? -pyta
-Nie mam. -mówię wycierając mokrą twarz w ręcznik
-Dobrze, więc pójdziesz ze mną do pracy.
-Co?! Nie ma mowy!
Prawię zakrztusiłam się powietrzem na jego słowa.
-Daj spokój. Pokażę ci, że tatuowanie naprawdę jest sztuką.
-Nie wiem, Harry. Nie czuję się komfortowo w takich miejscach...
-Będę tam przez cały czas, Blair. No dalej. Proszę?
-Dobrze -wzdycham
Harry się uśmiecha.
-Okej, więc idź się ubierz, bo muszę tam być za dziesięć minut.
-Dziesięć minut! Jezu Chryste! -zaczynam miotać się po pokoju
Harry znowu się śmieje i schodzi na dół, aby dać mi się przebrać w jego sypialni.
Kiedy przeczesuję włosy palcami dostrzegam na szafce nocnej otwartą książkę, którą dałam wczoraj Harry'emu. Widzę, że przeczytana jest już mniej więcej połowa. Wzdycham. Czy znowu nie spał w nocy?
-Harry -wołam go kiedy schodzę na dół
Wchodzę do kuchni i widzę jak Harry wsypuje do mleka płatki śniadaniowe. Chłopak podaje mi ją kiedy usadawiam się na kuchennym blacie.
-Spałeś w nocy/ -pytam biorąc łyżkę z płatkami do ust
-Bardo dobrze -kiwa głową
-Kłamiesz? -pytam
Wygląda na zdziwionego.
-Nie -odpowiada -Dlaczego pytasz?
-Widziałam książkę na szafce...była przeczytana prawie w połowie.
Harry spuszcza głowę, tak jakby był zawstydzony.
-Wstałem dzisiaj o ósmej. -mówi -I chciałem...móc o czymś z tobą porozmawiać kiedy będziemy w samochodzie. -unika mojego wzroku
-Naprawdę? -uśmiecham się
-Tak, choć nie zaszedłem zbyt daleko. Nie czytam tak szybko jak ty. -patrzy na zegarek -Cholera, nie chcę się spóźnić. Chodźmy.
Kieruję się za Harrym do jego samochodu cały czas myśląc co przed chwila mi powiedział. Moje serce znowu zaczyna szybciej bić.
-Więc -mówię jak jesteśmy już w drodze. -Jest coś co powinnam wiedzieć zanim przekroczę próg twojej siedziby artysty?
-Tak- mówi Harry ignorując mój złośliwy komentarz -Ed jest pojebany i ...
-Dobrze, wystarczy.
Podjeżdżamy do usytuowanego miedzy blokami studia z wiszącym nad drzwiami neonem z napisem ,,Tatuaże Eda". Wychodzimy z samochodu i Harry natychmiastowo sięga po moją dłoń.
Kiedy wchodzimy w pomieszczeni rozbrzmiewa dźwięk dzwonka. Chłopak z blada skórą i rudymi włosami podnosi głowę znad lady patrząc na nas. Jedna z jego rak pokryta jest kolorowymi tatuażami. Powstrzymuję się od zmarszczenia nosa.
-Spóźniłeś się, Styles- mówi
-Ugryź mnie -mówi Harry na odczepkę
-Z przyjemnością
Chłopak wystawia zęby, a Harry klepie go żartobliwie po plecach.
-Blair, to jest Ed -przedstawia mnie Harry kiwając do chłopaka -To jest Blair -mówi wskazując w moją stronę
-Ach -Ed chwyta moją dłoń i przyjaźnie się uśmiecha
Potrząsam nią niepewnie.
-To ty musisz być tą piękną dziewczyną, o której kiedy Harry opowiada ma wytrysk- mówi Ed
PRZEPRASZAM MUSIAŁAM
Harry posyła piorunujący wzrok Ed'owi
-To nie prawda -mówi
-Tak, jasne. A pamiętasz jak zapłaciłeś mi abym pozawieszał te pieprzone lampki na drzewach w lesie? -Ed mruga do mnie
- To było tylko jednorazowo. -warczy Harry
Ed przewraca oczami.
-Widzę, że nie masz żadnych tatuaży kochanie.
Kręce głową.
-Nie interesują mnie tatuaże. -mówię
Harry i Ed wymieniają między sobą spojrzenia i oboje wybuchają śmiechem.
-Powiedziałeś to -mówi Ed do Harry'ego wręczając mu banknot
-Co? -pytam
-Harry założył się ze mną ,że powiesz te słowa jak tu wejdziesz -tłumaczy mi Ed -Cholera, nie wiedziałem,że wygra. Dobra robota, Styles.
Krzyżuje ręce na piersi.
-Naprawdę, masz ładną skórę. Kilka tatuaży tu i tam, nie zrobiło by nic złego. -mówi Ed
Śmieję się.
-Nie, dziękuję.
-Boże, Ed odczep się od niej -mówi Harry -Powiedziała, że nie interesują jej tatuaże.
Znowu się śmieją.
-Stary, naprawdę, czuje to w duszy. -mówi Ed- Ona jest stworzona aby mieć jakiś tatuaż.
Harry opiera się o blat.
-Po pierwsze, wciskasz ten kit wszystkim, którzy tu wchodzą. -mówi Harry -Po drugie jesteś rudzielcem, Ed. Nie masz duszy.
Cała nasza trójka wybucha śmiechem.
-Wiem, ze kłamiesz -mówi Ed przejeżdżając ręką po włosach -Mam śliczną fryzurę.
-Przypomina mi ogień- mówi Harrry
-Wracaj do pracy -zbywa go Ed -Twoja zmiana już się zaczęła.
Harry kiwa głową i wchodzi do innego pomieszczenia.
-Więc, Blair - Ed odwraca się w moją stronę -Opowiedz mi coś o sobie.
-Cóż, Harry wkurza mnie już od piętnastu lat -mówię z uśmieszkiem
-Łał -mówi -Cokolwiek, co mogłabyś mi o nim powiedzieć?
-Nienawidzi jak nazywam go Harold.
Ed patrzy na mnie przez chwilę zanim odrzuca głowę do tyłu i wybucha śmiechem
-A to dobre -mówi -Harold...co za dupne imię. -śmieję się z nim
-Nie słyszałeś tego ode mnie -mówię
-Oczywiście, że nie -mówi Ed kiwając głową
-A co z tobą? -pytam -Teraz ty mi coś o sobie powiedz.
Ed opiera się o ladę, krzyżując swoje wytatuowane ręce na piersi.
-Cóż, mam dwadzieścia dwa lata i jedyne co mam i jest dla mnie ważne to ten gówniany salon tatuażu. Moja dziewczyna jest suką i cały czas muszę pilnować jej zdzirowatego, zachlanego tyłka. Sam z resztą piję o wiele za dużo niż powinienem...i jestem rudy. Czy ta odpowiedź cie zadowala?
-Wystarczająco dobra -śmieję się
Patrzę w kierunku pokoju, w którym zniknął Harry.
-Jak długo to zwykle zajmuje? -pytam kiwając głową w kierunku drzwi
-Zależy od tatuażu -odpowiada Ed -Ten zajmie sporo czasu. Jest na całe plecy.
Marszczę nos.
-Fuj
-Tak, ale Harry jest świetny w rysunkach. Będziesz zaskoczona.
Kiwam głową.
-Taa -mówię bez przekonania
Słysze głośny dzwonek i odwracam się w stronę drzwi wejściowych dostrzegając Nialla, przyjaciela Louisa.
-Ej, Sheeran -wita Eda -Mam ogromny, pieprzony ból głowy. O której zaczyna się maja zmiana? -mówi a jego oczy spoczywają na mnie -Oh, hej, Blair -uśmiecha się
-Cześć- mówię -Pracujesz tutaj?
-Tak -odpowiada -Cztery razy w tygodniu z płacą minimalną -mówi i patrzy na Eda
-Nie obwiniaj mnie, obwiniaj gospodarkę. -mówi Ed -Gospodarka to cholerna suka.
-Jakbym nie wiedział- mówi Niall i przejeżdża dłonią po blond włosach.
Nagle przypominam sobie jak ja ich dotykałam kiedy byłam pijana. Potrząsam głową aby pozbyć się wspomnienia.
-Masz klienta o jedenastej trzydzieści -mówi Niall'owi Ed
-Świetnie. Idę się zdrzemnąć w twoim gabinecie zanim przyjdzie.
-Tylko nie wypij mojej wódki -mówi Ed
-Dlaczego miałbym kurwa wypić twoją wódkę, jak mam pieprzony ból głowy? Jezu, Sheeran.
Ed posyła Niall'owi środkowy palec zanim chłopak odchodzi
-Jeśli ktoś chce zrobić sobie tatuaż musi się najpierw umówić, dobrze rozumiem? -pytam
-Yep -mówi Ed -To jest najlepsze studio tatuażu i piercingu w całym Londynie. -mówi z dumą -No cóż, może w jego zachodniej części.
Śmieję się.
-To jest naprawdę fajne miejsce.
-Dzięki, wynajmuje je.
Śmieje się ponownie.
-Masz dobre poczucie humoru -komplementuje go
-Nie -mówi Ed - Jestem po prostu brutalnie szczerym dupkiem, a ludzie myślą, że żartuję.
Parskam.
-Wygląda na to ,że ty i Harry macie wiele wspólnego. -mówię
-Oh, ale Blair, miałaś chyba na myśli mnie i Harolda ? -mruga do mnie
Uśmiecham się. -mówi ktoś za nami
Odwracamy się oboje i widzimy stojącego w drzwiach Harry'ego.
Wyskoki, łysy mężczyzna wychodzi zaraz za nim.
-Hej, Brent -wita go Ed - Wyglądasz ostro.
-Moje plecy tak bolą, jakby kurwa płonęły. -mówi głębokim głosem mężczyzna
-Cóż, wzór jaki zamówiłeś był w kształcie płomieni ognia -mówi Harry -Jak włosy Eda.
-Dobrze, koniec z żartami na temat mojej fryzury, Harold -mówi Ed
Harry zaciska szczękę.
-Jeszcze raz dzięki, stary -mówi Brent do Harry'ego klepiąc go w plecy -Myślę nad zrobieniem sobie czegoś wkrótce na łydce, więc będziemy w kontakcie.
-Przyślij mi swoje pomysły i zobaczę co da się zrobić.-mówi Harry
-Dzięki -mówi mężczyzna -Do zobaczenia.
Kiwa głową w moją stronę i wychodzi.
-Jezu, to był jeden, wielki i meczący projekt. mówi Harry
-Ogień, huh? -pytam unosząc brwi
-Artystyczny ogień. -odpowiada Harry opierając się o ladę
Zostaję jeszcze w studio i rozmawiam z Edem i Niallem, któremu spóźnia się klient.
Po jakimś czasie Ed informuje Harry'rgo, że jego zmiana dobiegła końca.
Żegnam się i wychodzę ze studia z Harrym, który już oplótł swoja rękę wokół mojego torsu. Zimne, wieczorne powietrze uderza we mnie jak opuszczamy budynek.
-Więc...-mówi Harry jak wsiadamy do jego samochodu -Co o tym wszystkim myślisz?
-Ed wydaje się miły
-Jest pieprzonym dupkiem -mówi
Jego ton głosu jest lekki,a na ustach widnieje uśmiech więc wiem, że żartuje.
-Widzę, że bardzo lubisz tu pracować -mówię łagodnie
-Tak?
-Tak...nawet jeśli to nie jest sztuka -uśmiecham się
-Oh, Blair- mówi Harry kręcąc głową - Co muszę jeszcze zrobić, aby cię przekonać, że to jest sztuka?
-Pozwól mi nazywać cię Harold przez rok. -mówię z uśmiechem
-W twoich snach -śmieje się Harry
Patrzę jak Harry opiera się krześle, prowadząc jedną ręką. Wygląda tak beztrosko, co sprawia,że się uśmiecham.
Harry odwraca się do mnie łapiąc mój wzrok.
-Co? -pyta
-Nic -mówię speszona odwracając wzrok
-Chcesz abym zawiózł cię do domu?
-Mój samochód jest u ciebie więc...nie. -odpowiadam
Harry uśmiecha się.
-Znowu zostajesz na noc?
Kręcę przecząco głową.
-Przepraszam -mówię
-Mogłabyś, jeślibyś chciała...
-Nie robisz żadnej imprezy? -pytam
Harry wzrusza ramionami.
-A chcesz iść?
-Nie. -mówię
-Więc nie robię.
-Harry, nie musisz planować swojego życia w okół mnie -chichoczę
-Nie robię tak -jego chłodny głos pozostawia ciarki na moim ciele
Odwracam wzrok.
-W porządku...przepraszam.
Resztę drogi do jego domu pokonujemy w milczeniu. Karcę się psychicznie za to ,że powiedziałam to Harry'emu. Kiedy dojeżdżamy na miejsce wychodzę z samochodu chłopaka i kieruję się w stronę mojego auta. Harry idzie za mną.
-Słuchaj Harry, przepraszam za to co powiedziałam -mówię odwracając się do niego
-Dlaczego? Masz rację. -jego oczy są ciemnozielone i ma zaciśnięte pięści
-Harry...
-Nie muszę układać swojego życia w okół ciebie -mówi - Nie powinienem planować tak życia!
-Nie rób tego! Zawsze to kurwa robisz! -krzyczę
-Co? Robię co? -Harry robi duży krok do przodu, a ja przywieram do zamkniętych drzwi samochodu
-Zachowujesz się jak pieprzony dupek!
-Oh, jestem dupkiem?!
-Tak! -krzyczę mu w twarz
-Cóż, jestem tylko dupkiem ,a ty jesteś cholernie upierdliwa.
-Dzięki! Powiedz mi coś czego nie wiem!
Odwracam się i chcę otworzyć drzwi do mojego auta, ale Harry łapie mój nadgarstek i trzyma mnie, tak mocno,że nie mogę się poruszyć.
-Nie mówi mi, że kurwa nie kochasz tego jak planuję swoje życie w okół ciebie. Nie mówi mi, że ta uwaga, którą tobie poświęcam nie jest dla ciebie na rękę, bo jesteśmy więcej niż przyjaciółmi.
Moja szczeka opada.
-Nie wierzę -spluwam -Mogę zostawić cię każdego pieprzonego dnia i jeśli dasz mi do tego powód to tak zrobię. -mówię
Nie zauważyłam nawet kiedy przemieściliśmy się w stronę jego domu, tak że Harry stał metr od betonowej ściany budynku.
Harry patrzy na mnie urażony, zanim jego wściekłość przejmuje nad nim kontrolę.
-To idzie w dwie strony. -mówi zniżając głos i ja już wiem ,że jego słowa mnie zranią -Mogę cię zostawić tak samo, jak ty możesz zostawić mnie. W rzeczywistości jeśli miałbym wziąć pod uwagę to co dzieje się teraz, to mogę zacząć się nad tym zastanawiać!
Czuję się jakby ktoś mnie spoliczkował. Gniew formuje się we mnie. Popycham mocno Harry'ego na betonową ścianę jego domu, tak że chłopak przywiera do niej plecami.
-Świetnie! -krzyczę -Świetnie, zostaw mnie! Śmiało, powiedz to! No powiedz!
-Blair...-chce złapać mój nadgarstek, ale ja nie daję za wygraną i ponownie, z dużą siłą popycham go na ścianę budynku. Mój gniew dodaje mi dużo siły w organizmie.
-Powiedz to! -krzyczę, łzy formują się w moich oczach - Powiedz, że mnie nie chcesz! Powiedz, że mnie nienawidzisz!
-Blair, wystarczy! -krzyczy Harry
Jego głos jest o wiele głośniejszy niż mój. Łapie mocno moje nadgarstki jedną dłoń, a drugą dłonią chwyta mój podbródek. Unosząc moją głowę zmusza mnie abym spojrzała w jego oczy.
-Przestań kurwa.Teraz.
Łzy strumieniem płyną po moich policzkach.Mam wrażenie ,że zaraz rozpadnę się na tysiące kawałków. Biorę drżący oddech.
-Dlaczego po prostu nie pójdziesz pieprzyć Jane, która z łatwością zaspokoi twoje potrzeby? Zostaw mnie i nie walcz ze mną. Idź do niej. -syczę
Harry robi krok w tył. Na jego twarzy widnieje złość. Odwraca się i zaczyna iść w kierunku drzwi wejściowych. Wchodząc do domu zamyka drzwi z przeraźliwym hukiem.
Panika rośnie we mnie kiedy zdaję sobie sprawę z tego co powiedziałam.
-Nie, Harry -błagam uderzając pięścią w zamknięte drzwi
-Harry, nie miałam tego na mysli, nie chciałam...
Słyszę odgłosy dochodzące z mieszkania i chwilę później Harry wychodzi z niego z kurtka na ramieniu. Przechodzi obok mnie bez żadnego słowa i kieruje się w stronę swojego samochodu.
-Gdzie jedziesz? -pytam
-Nie twój pieprzony interes. -odpowiada chłodno
Wzdycham z porażką i wycieram dłońmi mokrą od łez twarz, rozmazując przy tym makijaż.
Odwracam się i idę ścieżką do mojego auta.
Wina dosłownie pozera mnie żywcem jak jadę do domu.
Parkuję na podjeździe i wchodząc do budynku kieruje się prosto do mojego pokoju.
Rzucam się na łóżko i pozwalam moim myślom zająć całą moją głowę.
Zależy mi na Harrym, naprawdę. Ale on bawi się moimi uczuciami...choć wiem ,że nie robi tego celowo. Nie mogę uwierzyć w to co powiedziałam mu o Jane. Wiem, że to nie było na miejscu. Ale to była tylko zwykła kłótnia, jak zawsze. Jutro do niego zadzwonię i wszystko będzie dobrze.
Prawda?
Wzdycham i włączam telewizor w moim pokoju.Przełączam każdy kanał, nie znajdując nic ciekawego. Czuje się okropnie winna więc postanawiam do niego zadzwonić. Wybieram jego numer i czekam.
Pik...
Pik...
Pik...
Pik...
Gryzę z niecierpliwości wargę. Gdzie on mógł pójść?
Jęczę kiedy słyszę pocztę głosową.
-Cześć Harry -mówię -Tu...tu Blair. Przykro mi z powodu tego co stało się wcześniej...naprawdę. Zadzwoń do mnie, dobrze? Jeśli chcesz żebym przyszła, tak zrobię. Po prostu do mnie zadzwoń, proszę. -odkładam telefon wzdychając
-Blair? -słyszę głos Jay
-Co?
Jay otwiera drzwi od mojego pokoju trzymając kosz prania
-Mam czyste ubrania dla ciebie -informuje mnie
-Dziękuję -kiwam głową
Kobieta stawia kosz na podłodze.
-Wszystko w porządku?
Kiwam niepewnie głową, chcąc aby wyszła, ale Jay stoi na środku pokoju i widzę, ze chce mi pomóc.
-Nie -wzdycham
Siada na łóżku obok mnie.
-Chcesz o tym porozmawiać? -pyta przyjaźnie
Uważam ,że rozmowa z doktorem Stone jest bardziej pomocna, ale może nadszedł czas aby porozmawiać z Jay. Wiem,że stara się dla mnie jak najlepiej, a ja tego nie doceniam.
Przytakuję powoli.
-Myślę, że wszystko zawaliłam -mówię powoli
Jay przechyla głowę na bok
-Harry nie odpowiada na moje telefony -kontynuuję -Nie chcę być jedną z tych dziewczyn, które są wścibskie, irytujące i naprzykrzające się ,ale nie chcę aby Harry był na mnie zły. - marszczę brwi
-Powiedziałam do niego jakieś gówniane rzeczy.
-Tylko dlatego, że martwisz się ,że nie odbiera telefonu nie oznacza, że jesteś natarczywa. -mówi Jay -To znaczy, że ci zależy. Jestem pewna ,że Harry przyjedzie. Może po prostu ma wyłączony telefon.
Kiwam głową.
-Prawdopodobnie.
Jay uśmiecha się do mnie i zabiera swój kosz z praniem i opuszcza mój pokój.
Dzwonie jeszcze raz do Harry'ego.
Pik...
Pik...
Pik...
Pik...
-Cześć, Harry. To znowu ja. Przepraszam, jeśli ci przeszkadzam...umm...tak. Cześć -wyłączam się
Kładę się na łóżku i przejeżdżam rękoma po swojej twarzy. Dlaczego jesteś taka upierdliwa, Blair? Jezu.
Leżę w łóżku przy cicho działającym telewizorze. Wiem ,że powinnam przestać martwić się o Harry'ego. On wychodził w nocy cały czas, kiedy byliśmy najlepszymi przyjaciółmi i nie martwiłam się wtedy o niego. Dlaczego robię to teraz?
Bo jestem cholernie upierdliwą suką.
Wiercę się i przewracam z boku na bok całą noc. Mój umysł cały czas wraca do wydarzeń z poprzedniego wieczoru. Patrzę na zegar na ścianie. Czwarta w nocy. Patrzę na łóżko obok i dostrzegam w nim Lottie pogrążoną w głębokim śnie. Schodzę do kuchni i nalewam sobie szklankę wody. Wracam do pokoju i siadam na łóżku, biorąc pierwszą lepszą książkę z mojej szafki, starając się coś przeczytać.
Czy to jest to, co czuje Harry co noc? Czy tak czują się ludzie cierpiący na bezsenność?
Odkładam książkę i kładę się z powrotem do łóżka. Zamykam oczy i wyrównuje oddech.
W końcu zasypiam, licząc na to, aby następny dzień odbył się bez kłótni.
*****
Notka od autorki: Przepraszam za to, że rozdział nie pojawiał się przez ponad miesiąc. Był naprawdę długi i mnóstwo czasu zajęło mi tłumaczenie go. ALE W KOŃCU JEST! Miłego czytania <3
czytasz
poniedziałek, 1 grudnia 2014
Informacja
Przepraszam za brak nowych wpisów na blogu, ale przez dwa tygodnie nie miałam dostępu do przeglądarki internetowej i nie mogłam też tłumaczyć rozdziałów. Niestety rozdziały nie pojawią się w przeciągu następnych kilku dni, bo muszę przygotowywać się do próbnego egzaminu gimnazjalnego, jednak obiecuję, że zaraz po testach rozdziały znów zaczną pojawiać się regularnie tzn. w każdy poniedziałek tygodnia. Jeszcze raz przepraszam :(
Subskrybuj:
Posty (Atom)