niedziela, 24 sierpnia 2014

Chapter 28

Schodzę w dół po schodach na śniadanie, czując jeszcze skutki niewielkiej ilości alkoholu. Naprawdę powinnam przestać pić. To rzuca się w oczy że nie radzę sobie z tym dobrze. Mam potem zawroty głowy i mdłości i nie czuję się sobą.
-Dzień dobry, Blair. -wita mnie Jay zza kuchennego stołu
Kobieta ma a na sobie szlafrok mocno zawiązany w okół pasa, trzyma kubek parującej kawy w jednej ręce i gazetę w drugiej.
-Jak tam noc? -pyta Jay
-Dobrze- odpowiadam nalewając sobie szklankę soku pomarańczowego.
-Twój ojciec powiedział, że poszłać na konkurencję w grze w bilarda. Jak poszło? -pyta uprzejmie
Tak jak nie lubię prowadzić częstych rozmów z Jay nic nie poradzę na to, że mówię jej o moim wygrywającym strzale.Uśmiecham się triumfalnie.
-To wspaniale -woła -Powtarzam Connor'owi, że powinniśmy kupić stół bilardowy abyś nauczyła się świetnie grać.
Kiwam głową.
-Byłoby wspaniale. -mówię szczerze
Jay uśmiecha się od ucha do ucha najwyraźniej zadowolona ,że zgadzam się z nią.
-Blair, słuchaj -mówi -Wiesz, że twój ojciec bardzo ciężko pracuje aby naprawić wasze relacje.
Kiwam powoli głową.Do czego ona zmierza?
-Chciał żebym cię spytała, czy miałabyś ochotę wybrać się z nim w tym tygodniu nad jezioro?  -odstawiła kubek na blat -Wiem, że to nie moja rola i miejsce na taką rozmowę, ale....myślę, że to byłoby dobre dla was obojga. -uśmiecha się do mnie przyjaźnie, wstaje od stołu i kieruje się w stronę wyjścia z kuchni
Ten weekend? Jezioro? Chodziłam tam zanim mama zmarła. Przełykam głośno ślinę. Muszę to zrobić. Nie dla taty, nie dla mnie...dla mamy.
-Jay! -wołam ją i wychodzę z kuchni zastając ją na schodach -Powiedź mojemu tacie, że....pójdę.
Jay uśmiecha się szeroko.
-Powiem mu -mówi kobieta - Lepiej się pakuj.Chciał wyjechać dziś, późnym popołudniem.
Idę po schodach do mojego pokoju i biorę szybki prysznic.Sięgam po moje tabletki z przyzwyczajenia, ale zaraz je odkładam przypominając sobie, że nie muszę już ich brać.Już ze mną lepiej,prawda? Nie muszę ich brać. Ubieram się w mój stały i najbardziej lubiany strój, czyli dżinsy i t-shirt. Wiem dokładnie co spakować nad jezioro. Zabieram dodatkowe szorty, dżinsy i stroje kąpielowe wrzucając je do walizki. Kiedy siedzę na niej, aby ją zamknąć dzwoni mój telefon na którego dźwięk podskakuje wystraszona.
-Halo? -mówię próbując dopiąć torbę podróżną
-Blair -odzywa się Harry na drugiej linii -Mogę do ciebie wpaść? -pyta
-Nie -odpowiadam, a mój głos jest spięty kiedy próbuję szarpać zamek błyskawiczny walizki prawie go urywając -Jestem teraz zajęta. Przepraszam.
Słyszę oddech Harry'ego.
-Jesteś zła? -mówi chłopak
-Dlaczego miałabym? -pytam
-Nie wiem...po zeszłej nocy wydawałaś się....nieobecna.
-Nic mi nie jest. -zapewniam go
-Czy powiedziałem coś....-zaczyna
-Harry, wszystko w porządku. -mówię prawie ze śmiechem na dźwięk niepokoju w jego głosie. Przeczesuję ręką włosy. -Przestać się martwić, dobrze? Stajesz się coraz bardziej podobny do twojej matki.
Harry chichocze.
-A jeśli tak ? -mówi
-Blair! -słyszę głos moje ojca z parteru
-Harry, muszę iść. Porozmawiam z tobą później. -mówię i rozłączam się
Chwytam walizkę i znoszę ją ze schodów krzywiąc się pod wpływem jej ciężaru. Kiedy zdążyłam tyle spakować? Mój ojciec podnosi się z krzesła kiedy widzi mnie znoszącą ogromną walizkę.
-Pomogę ci z tym. -mówi i zabiera ją ode mnie za co jestem mu wdzięczna - Jezu Chryste w niej masz? Cegły?
-Książki -odpowiadam, a mój ojciec kręci głową
-Wyjeżdżamy na dwa dni, Blair.Ile książek zapakowałaś? -pyta mój ojciec
Wzruszam ramionami.
-Straciłam rachubę. -odpowiadam
Wkładamy nasze rzeczy do samochodu mojego ojca, który jeszcze pachnie nowością.Wiem,że to co najmniej dwie godziny jazdy więc wyciągam losowa książkę z mojej torby i siadam na miejscu pasażera. Pomimo moich obecnych uczuć jakie ma względem mojego ojca jestem podekscytowana wyjazdem. Może Jay miała rację. Potrzebujemy spędzić trochę czasu razem.
-Co to za książka? -pyta mój ojciec jak ruszamy z podjazdu
Patrzę na niego, anastepnie w dół na moją książkę.
-Pakt- odpowiadam
-Ah -mówi -nie czytałem tej. Dobra?
-Tak,bardzo. -odpowiadam -Czytałam ją już wcześniej.
-Więc dlaczego czytasz ją jeszcze raz?
Wzruszam ramionami.
-Za każdym razem kiedy ją czytam dostrzegam więcej szczegółów.
-O czym jest?
-Niby samobójstwo -odpowiadam
-To okropne! -mówi mój tata
Znowu wzruszam ramionami.
-Jest wiele powodów kryjących się za tym.
Muszę powiedzieć, że mój ojciec jest podekscytowany rodzajem rozejmu jaki na razie mamy, kiedy nie naskakuję na niego za bycie złym ojcem. Poza tym nie przeszkadza mi to. Ostatni raz kiedy tak rozmawialiśmy bez kłótni, krzyków i oskarżeń był...lata, lata temu. To wydaje się nieprawdopodobne, ale to prawda.
-Jak się miewa Harry? -pyta mój ojciec po kilku minutach ciszy
-W porządku -mówię
-Dobrze cię traktuje?
Powstrzymuję się przed przewróceniem oczu.
-Nie chodzimy razem, tato.
Patrzy na mnie zdziwiony.
-Nie?
Potrząsam wolno moją głową.
-Więc dlaczego do cholery on patrzy na ciebie w ten sposób? -pyta
-W jaki sposób?
-Jakby chciał z tobą stanąć na ołtarzu każdego dnia?
Krztuszę się powietrzem.
-Harry nie ma nawyku zobowiązywania się do ludzi.
-On był oddany tobie przez te wszystkie lata. -mówi mój ojciec
-Jesteśmy trochę związani przez moją mamę. -mówię -To jedyny powód, dlaczego przebywa w pobliżu. -mówię
Wiem, że kłamię. Okłamuję mojego ojca i samą siebie.
-Bzdura -mówi mój ojciec -Jest blisko, bo cię potrzebuje.
Wywracam oczami.
-Harry nie jest taki sam jaki był lata temu jako dziecko. -mówię -On nie potrzebuje nikogo.
-Widzę. -mówi mój tata -Dlatego obawiałem się kiedy zdałem sobie sprawę, że zbliżacie się coraz bardziej do ciebie....nie wydawał się osobą która się troszczy o kogokolwiek.Przypominał trochę mnie kiedy byłem młody. -mój ojciec wzdycha -Nie chcę, aby historia się powtórzyła.
-I się nie powtórzy. -mówię -Ja i Harry się nie umawiamy.
-To tak jak my się nie umawialiśmy-mówi mając na myśli siebie i moją mamę
-Czy możemy porozmawiać o czym innym? -bełkoczę
Mój ojciec przytakuje i oboje milkniemy.Przeczesuję ręką moje włosy i skupiam ponownie moją uwagę na książce.Wiem, że przy prędkości jaką jedziemy na autostradzie za chwilę stracę zasięg w telefonie komórkowym.Naciskam przycisk ''off '' i wyłączam urządzenie. Nagle czuję falę zawrotów głowy i przytrzymuję się poręczy auta, ale mdłości przechodzą zaraz jak się pojawiają.

                                                       *****

czytasz = komentujesz <3


sobota, 23 sierpnia 2014

Liebster Awards

Ogromnie dziękuję za nominację do Liebster Awards, którą otrzymałam od: http://imaginy-o-jednokierunkowych.blogspot.com/

Pytania,które otrzymałam:
1. Jak masz na imię?
2. Do jakich fandomów należysz?
3. Jesteś Directioner?
4. Ile masz lat?
5. W jakich językach umiesz mówić?
6. Jakie jest twoje hobby?
7. Co w sobie lubisz?
8. Jaki masz cel w życiu?
9. Masz osobę, której możesz zaufać w 100% ?
10. W jakim województwie mieszkasz?
11. W jakim mieście mieszkasz?

A to moje odpowiedzi:
1.Dominika
2.PLLfamily, Sheeranator i Rihannanavy
3.Myślę, że jeśli chodzi o mnie to Directioner jest zbyt wielkim określeniem. Jestem ich ogromną fanką. Kocham tych pięciu chłopaków i wszystko co z nimi związane. Można powiedzieć, że jestem taką pół Directioner i może kiedyś stanę się nią w całości ,ale na razie jeszcze nie można mnie nią nazwać.
4.piętnaście
5.Angielski,niemiecki i podstawy hiszpańskiego
6. Główną moją pasją sa sporty. Nie posiadam jednego hobby,ale jeśli miałabym wybrać to byłoby to pływanie.Lubię też jeździć na rolkach, łyżwach, nartach, rowerze.
7.Jestem skromna i nie lubię pisać o sobie. Jednak w odpowiedzi na pytanie uważam, że moim atutem są oczy. ;*
8.Nie mam konkretnego. W życiu staram się czerpać przyjemność ze wszystkiego co robię i nie przejmować się błahostkami.
9.Jasne. Posiadam wiele takich osób, jak chociażby moi przyjaciele, czy rodzina.
10. Zachodniopomorskim
11. W Kołobrzegu.

Jeszcze raz dziękuję za nominację. Ja natomiast nie nominuję żadnego bloga. :)

czwartek, 21 sierpnia 2014

Chapter 27

Chłopakom opadają szczęki, przy wiwatach i okrzykach mojego zespołu.
-Jak kurwa...-Zayn patrzy na mnie z niedowierzaniem
-Dobra robota, Blair -mówi Jane z szerokim uśmiechem -Czy możemy postawić ci drinka?
-Jasne -mówię -Dzięki.
-Nie, ja dziękuję. -odpowiada klepiąc mnie po ramieniu zanim podchodzi do baru
-Zdaje się, że cię nie doceniałem. -mówi Harry
-To zawsze była twoja wada. -mówię
-Dobry starzał. -mówi do mnie Louis -Bardzo dobry.
-Dzięki, Lou. -uśmiecham się
Przyrodni brat patrzy przez kilka sekund na Harry'ego, ac potem idzie do baru.
-Gotowa do wyjścia? -pyta Harry
Patrzę na niego z udawanym zaskoczeniem.
-Ale dopiero co skopałam ci tyłek. -mówię -Muszę nacieszyć się tym trochę dłużej.
Harry potrząsa na mnie głową.Słyszę wołanie Perrie ,która siedzi przy barku.Wślizguję się na krzesło obok niej i Ashley.Penny przesuwa po blacie piwem i podaje mi napój.
-Nadal nie sądzę,że to była uczciwa gra. -mówi Niall
Wzruszam na niego i biorę łyk piwa.Alkohol pali mnie w gardło jak go przełykam, ale staram się nie pokazywać tego na mojej twarzy.
-Okej, Blair-mówi Ashley -Opowiedz nam o sobie.
Wzruszam ramionami.
-Naprawdę nie ma wiele do powiedzenia. -mówię
-Oh, oczywiście, że jest.-mówi Jane przejeżdżając palcami po obrzeżach jej szklanki z piwem
-Więc dorastałam w Londynie i wybieram się na uniwersytet jednoroczny na jesieni.- znowu wzruszam ramionami
-Oh, ładnie. -mówi Luke -Słyszałam,że mają tam niezłe imprezy.
-Oooo, tak -mówi Penny
-To brzmi nieźle.- Perrie zwraca się do mnie. -Co studiujesz? -pyta
-Chcę pójść na lekcję z literatury lub pisania.Coś w tym kierunku.
Spodziewałam się,że Jane zakpi ze mnie i spojrzy krzywo, ale nic takiego nie nadchodzi.Może ma jakiś nowy szacunek do mnie odkąd pomogłam drużynie wygrać w bilarda.
-Więc zakładam,że żyjesz na własną rękę? -pyta Penny
Kręcę głową.
-Mieszkam z tatą i jego żoną. -odpowiadam
-Ona nie jest twoją mamą? -pyta dziewczyna ponownie
Otwieram usta aby odpowiedzieć, ale Harry nie pozwala mi dojść do głosu.
-Dość już o Blair -mówi
Posyłam mu spojrzenie pełne ulgi,a on kiwa głową. Rozmowa schodzi na temat imprezy, która odbędzie się w pustym magazynie w ten weekend.
-Słyszałem,że ktoś zamierza zatrudnić wróżki. -Perrie mówi podekscytowana
-Naprawdę? -pyta Ashley -Chore!
-Harry, przyjdziesz?- pyta Luke
Chłopak kiwa głową.
-Jasne.-odpowiada
Oczy Luke'a spoczywają na mnie.
-Co z tobą ,Blair? -pyta
-Absolutnie nie -mówi za mnie Harry
Posyłam mu mordercze spojrzenie.
-Ona może odpowiedzieć za siebie. -Louis warczy na Harry'ego
-Och, więc ona obchodzi cię, kiedy jest blisko mnie,ale kiedy ma iść na pieprzoną imprezę w magazynie to już nie!?-warczy Harry
-Zamknij się.-mówi Louis
Przez mój umysł przelatuje wspomnienie rozmowy z Perrie i od razu, bez namysłu patrzę na bliznę Luke'a.Przełykam ślinę.
-Wystarczy chłopaki.-mówię -Przemyślę to. -odpowiadam Luke'owi
Chłopak kiwa głową i się uśmiecha.
Harry wstaje od stołu z oczami przepełnionymi wściekłością kiedy patrzy na Louisa.
-Chodźmy, Blair. -mówi
Nie kwestionuję jego decyzji.Wstaję, żegnam się ze wszystkimi i zaczynam iść za Harrym do samochodu.
Jedziemy w milczeniu. Chcę, aby Harry ochłonął zanim powie coś czego będzie żałował.
-Nie ma absolutnie mowy, abyś poszła na tą piekielną imprezę. -mówi w końcu,a jego głos jest niski od gniewu.
Oczywiście, że  nie ochłonął.Nie odpowiadam. Patrzę przez szybę nie chcąc angażować się z nim w walkę.
-Mówię do ciebie.
-Wiem. -odpowiadam -Słyszę cię.
-Nie masz nic do powiedzenia? -pyta chłopak
-Nie. - patrzę na ulicę przez okno
-Bzdura,. -mówi Harry
-Nie będę się angażować z tobą w kolejną kłótnie, Harry. -mówię do niego
-Nie robię tego!
-Racja- mówię kpiąco nadal na niego nie patrząc, chociaż wiem, że to doprowadza go do szału.
-Kurwa!- słyszę przekleństwo Harry'ego
Znam go na tyle dobrze, że wiem ,że teraz ściska mocniej kierownicę, a jego oczy ciemnieją z gniewu. Nadal trzymam gębę na kłódkę.On nienawidzi tego.Robiłam tak wcześniej kiedy byliśmy mali i wiem, że milczenie jest dla niego najgorszą karą.On nie wie co powiedzieć, jeśli nie obarczam go jakimiś zarzutami.
Więc jedziemy w stosunkowej ciszy. Harry bez przerwy wypowiada pod nosem nie kończący się ciąg przekleństw.Nie spuszczam wzroku z szyby samochodowej.
-Blair- mówi w końcu kiedy parkuje samochód na podjeździe prowadzącym do mojego domu. -Obiecaj że nie pójdziesz na tą imprezę w magazynie.
Zaciskam usta.
-Niczego ci nie obiecam.- mówię po kilku sekundowym milczeniu
-Cholera, Blair! -krzyczy chłopak
Tak dzieje się zawsze jak chce zmusić mnie do rozmowy.Zaczynając cicho i łagodnie,a kończąc na krzyku.
-Dlaczego nie bierzesz tego pod uwagę -kontynuuje Harry -Miesiąc temu kiedy zapytałbym cię o przyjście na jakąkolwiek imprezę nie poszłabyś. Gówno cię to obchodziło!
Nadal nie odpowiadam.
-Spójrz na mnie, co najmniej! -krzyczy
Nie robię tego. Chłopak wzdycha.Jego oddech jest chwiejny.
-Blair. -mówi dużo spokojniej -Spójrz na mnie.
W końcu odwracam się w jego stronę i patrzę mu głęboko w oczy. Mają pusty wyraz. Chłopak podnosi rękę, aby położyć mi ją na policzku. W moim brzuchu wybuchają motyle, ale zachowuję neutralny wyraz.
-Nie chcę, abyś poszła na tą imprezę. -mówi Harry
-Już mi to wyjaśniłeś. -odpowiadam
-Obiecaj mi....
-Nie powiedziałam, że pójdę.Powiedziałam ,że się zastanowię.
Harry wypuszcza powietrze, które uderza w  moją twarz.
-Chcę ,abyś była bezpieczna.Złe rzeczy dzieją się na imprezach w magazynach, rozumiesz....wtedy, kiedy mocno zraniłem Luke'a...to stało się w magazynie.
Staram się zamaskować szok na mojej twarzy.Perrie nie wspominała, że to było w magazynie.
-Proszę- szepcze Harry -Dla mnie.
Odwracam wzrok.
-Zastanowię się.-odpowiedam
Harry zostawia na moich ustach pocałunek, a jego język odnajduje mój.Łapię oddech w gardle i odsuwam się od niego.
-Dobranoc, Harry. -mówię wychodząc z auta, kiedy chłopak odsuwa szybę.
-Blair, poczekaj. -woła mnie kiedy jestem w połowie drogi do drzwi wejściowych.
Patrzę na niego wyczekująco.
 -Nie jesteś zła, prawda? -pyta
Kręcę przecząco głową. Harry kiwa swoją na potwierdzenie i wyjeżdża z podjazdu w ciemną noc.
 
                                                       *****

notka od autorki:Ogromnie przepraszam za nie wstawianie rozdziałów na bloga przez długi okres czasu,ale miałam ku temu powody. Pod koniec lipca wyjechałam z miasta i nie miałam dostępu do internetu prawie przez całą moją nieobecność, która wynosiła 5 tygodni. Jeszcze raz przepraszam i dopóki trwają wakacje postaram się wstawiać rozdziały najczęściej jak potrafię.Muszę ostrzec też, że regularność dodawania rozdziałów spadnie wraz z rozpoczęciem się roku szkolnego.Będzie to dla mnie rok pełen nauki i obowiązków, ale nie ma mowy, abym zrezygnowała z bloga. Życzę wam wszystkim, abyście wykorzystali te ostatnie dni wakacji najlepiej jak możecie. :)

czytasz = komentujesz <3

wtorek, 15 lipca 2014

Chapter 26

-Blair! Blair!
-Co? -pytam jak poprawiam włosy w lustrze
Zdecydowałam,że ubiorę się w prostą, białą bluzkę i obcisłe, czarne dżinsy.Zrobiłam minimalny makijaż i teraz tylko czekam aż Harry ruszy swój tyłek i przyjedzie po mnie.Wiem,że Harry nie pała radością,że jadę z nim to tego baru i jeśli on po mnie nie przyjedzie o określonej godzinie, pojadę tam swoim samochodem choć jestem trochę zaniepokojona z powodu wcześniejszych ostrzeżeń Harry'ego dotyczących tej części miasta.Fizzy wpada do mojego pokoju z szeroko otwartymi oczami.
-Harry jest tutaj. -szepcze -Jest tutaj dla ciebie.
Przewracam oczami.
-Nie idę z Harrym na randkę! -jęczę
-On wygląda ładnie.-mówi -Jest ubrany w t-shirt.
-On zawsze nosi t-shirt.
-Tak, ale teraz wygląda...ekstra ładnie.-mruga do mnie
Uderzam ją w ramię.
-Baw się dobrze. -mówi śpiewnie
Chwytam swoje rzeczy z łóżka i schodzę w dół ze schodów.
Mój ojciec i Harry stali w korytarzu i rozmawiali.Przestali kiedy mnie spostrzegają.Oczy Harry'ego się rozszerzają się, jak patrzy na mnie z góry na dół,a ja nic nie mogę poradzić na to ,że się rumienię.
-Cześć- witam Harry'ego
On chrząka.
-Gotowa? -pyta
Kiwam głową.
-Więc gdzie dokładnie idziecie? -pyta mój ojciec
-Do baru po drugiej stronie miasta.Odbędzie się tam konkurencja gry w bilarda. -chłopak odpowiada płynnie
-Ach, bilard.Brzmi fajnie. -mówi ojciec
-Przywiozę ją o dwunastej. -mówi Harry
Zmierzam Harry'ego wzrokiem.Obiecywanie godziny policyjnej nie jest w stylu Harry'ego.
-Nonsens-  mówi mój tata -Ufam wam. Bawcie się dobrze.
Uśmiecha się do nas ,a mi prawie opada szczęka.Od kiedy on ufa nam kiedy jesteśmy razem?
Wychodzimy z domu.Kiedy Harry otwiera drzwi do samochodu ponownie mierzę go spojrzeniem.
-Co? -pyta
-Czy już kompletnie przełączyłeś swój włącznik osobowości od czasu naszej rozmowy w samochodzie kilka godzin temu? -pytam
- Co? Dlaczego?
-Bo zachowujesz się....inaczej.Jesteś miły.
Harry przewraca oczami.
-Wsiadaj do pieprzonego samochodu.
-To jest Harry jakiego znam. -mówię uśmiechając się i wsiadając do auta
Harry gryzie wargę, odpala samochód i wyjeżdża na drogę.Włosy Harry'ego są w jego naturalnym stylu.Koloru czekoladowego i kręcone. Jego oczy wydają się jaśniejsze, ale nie wiem dlaczego.Powiedział, że nie sypia. Jak on to robi, że wygląda jakby sypiał nawet więcej niż powinien?! W końcu podjeżdżamy pod bar gdzie byliśmy na początku tygodnia.Wychodzę z samochodu i zaczynam iść w kierunku budynku, kiedy Harry nagle mnie zatrzymuje.Chwyta mój nadgarstek i przyciąga do jego klatki piersiowej.Patrzę na niego z zaciekawieniem.
-Blair -mówi mi do ucha niskim głosem -Obiecaj, że nie zrobisz nic pochopnego na złość mnie.
Szydzę z niego.
-A czy kiedykolwiek tak zrobiłam?
On unosi na ,nie brwi.
-Dobrze -mówię -Będę grzeczna.
On uśmiecha się, a w jego policzkach pojawiają się dołeczki.
-Dziękuje -mówi puszczając mnie i zmierza w stronę baru.
Gdy wchodzimy idę za Harry i w końcu zauważam Zayna i Perrie, którzy już siedzą przy zatłoczonym stole bilardowym.Spostrzegam też Penny, Jane, Luke'a, Niall'a i Louis'a. Mój przyrodni brat patrzy na mnie z zaciekawieniem.
-Blair, co ty tu robisz? -pyta
Wzruszam ramionami.
-Jestem dobra w bilarda. -odpowiadam
Louis uśmiecha się i bierze łyk piwa.
-Dlaczego przyszłaś z Harrym? -pyta bardziej powarznie
-Hej, spierdalaj -warczy Harry kiedy podnosi kij do bilarda
Louis patrzy na niego i odwraca się opierając się o stół obok Luke'a.
-Hej, przyniosłam więcej....
Odwracam się i spostrzegam blondynkę z niebieskimi oczami i czarną, obcisłą sukienką.Natychmiast ją rozpoznaję. To ona była w łóżku Harry'ego. Musiałam ją w tedy przekonywać ,że jestem zaręczona z Harrym i jestem w ciąży....przełykam ślinę.Jej oczy zatrzymują się na mnie jak stawia piwo na stole.
-Znam cię -mówi poruszając mocno różowymi ustami -Jesteś zaręczona z Harrym, prawda?
Ona unosi brwi.
-Um...zabawna historia.....-zaczynam
Jane wykrzywia usta.
-Zaręczona? -pyta krztusząc się piwem
-Odpierdol się -mówi do niej Harry, potem odwraca się do blondynki -Ashley. Miło cię widzieć.
Dziewczyna prycha.
-Proszę, nie rozśmieszaj mnie. Przecież jesteś zaręczony i spodziewasz się...
Harry przewraca oczami.
-Nie mów mi ,że byłaś na tyle głupia ,aby w to wszystko uwierzyć.-mówi
Ashley mierzy Harry i mnie wzrokiem.
-Widzę. -mówi krótko
Przenoszę wzrok na Perrie ,która podaje mi kij bilardowy.
-Ashley jest zazdrosna. -mówi mi do ucha -Po prostu to zignoruj.
Kiwam głowa.
-Dobra tworzymy zespoły! -krzyczy Luke klaszcząc w dłonie
-Perrie, Harry i Blair są ze mną -mówi Zayn -Zdecydowaliśmy o tym wcześniej
Kiwam głową i staję bliżej Perrie.Dziewczyna uśmiecha się do mnie przyjaźnie.Czuję się bardziej komfortowo kiedy jestem niedaleko niej pomimo tych fioletowych włosów i jej wytatuowanego chłopaka.Chociaż sądzę, że nie jestem dużo lepsza.Harry nie jest moim chłopakiem,prawda? A może...NIE. Wyrzucam tą absurdalną myśl z głowy.
-Zróbmy tą grę bardziej interesującą -mówi Penny -Co wy na to ,aby dziewczyny zagrały przeciwko chłopakom? Walka płci.
Oczy Jane błyszczą.
-Podoba mi się ten pomysł. -mówi i spogląda na mnie
-Perrie, Blair, Ashley, Jane i ja -mówi Penny biorąc kij bilardowy w dłoń -Przeciwko Harry'emu, Zayn'owi, Louis'owi, Niall'owi i Luke'owi.
-Może być -mówi Niall wzruszając ramionami
Przełykam ślinę.Jedyną osobą, której mogę ufać ,albo rozmawiać w tym zespole jest Perrie.
Nie przepadam za reszta.
-Narada- mówi Jane
Wszystkie dziewczyny zbierają się w okół niej.
-Dobra, dziwki. -mówi -Musimy wygrać.Pięćdziesiąt dolarów wisi na włosku i naprawdę moge je zdobyć.
Ashley prycha.
-Po co? Aby kupić nową bieliznę? -mówi
Jane posyła jej piorunujące spojrzenie.
-Zamknij się Ashley, albo tak mocno skopię ci tyłek, że nie będziesz mogła chodzić.
Unoszę brwi na jej groźbę. Ashley jedynie się śmieje.
-Jestem pierwsza- mówi Penny
Harry patrzy na mnie,ale nie potrafię odczytać jego wyrazu twarzy.Gdybym tylko potrafiła czytać w jego myślach.
-Hej -ktoś mówi obok mnie
Odwracam się spodziewając się ujrzeć Perrie ,ale zamiast niej spostrzegam Ashley. Przełykam ślinę.
-Bez urazy, okej? -mówi -Jestem pewna,że był dobry powód ,aby skłamać dla Harry'ego.
-Ja..on jest moim najlepszym przyjacielem. -mówię
-Oczywiście- mówi Ashley -Wiem jak czasami trudno jest  być lojalnym przyjacielem.
Uśmiecha się ponownie i ponownie skupia się na grze.Wiem ,że ten rozejm ze mną nie był szczery, ale to lepsze niż bycie obrażoną.Luke kończy swoją kolej i cofa się do tyłu.Penny pochyla się nad stołem mrużąc oczy.Przewracam oczami kiedy widzę jak dziewczyna pochyla się nad stołem ukazując rąbek swojej bielizny.Perrie gromi wzrokiem Zayna. Penny uderza i trafia białą kulą w dwie inne ,które wpadają idealnie do dołka.Dziewczyna uśmiecha się z satysfakcją.
-To nie było złe- mówi Niall
-Ale też nie było bardzo dobre -mówi Harry
Zayn przechodzi obok niego.Fachowo pochyla się nad stołem i zbija cztery kule.
-Panie, bilard jest męską grą. -mówi Zayn
-Zobaczymy -odzywa się Jane podnosząc kij bilardowy
Celuje ,ale zbija tylko jedną bilę.
-Kurwa! -przeklina dziewczyna
Kątem oka widzę uśmiechającego się Harry'ego.Luke w ich drużynie jest następny.Chłopak zbija dwie kule. Słyszę za mną przekleństwa dziewczyn.
-Pójdę następna- zgłaszam się na ochotnika -Jestem całkiem dobra.....
-Perrie idzie następna, -Jane mówi chłodno
-Nie, mogę iść po niej. -mówi Perrie -Możemy zdobędziemy przewagę.
Jane wreszcie kiwa głową i podaje mi kij bilardowy.Strzelam jej najszczerszy uśmiech na jaki potrafię się zdobyć i odwracam się w stronę stołu.Cały czas czuję na sobie oczy Harry'ego.
Studiuję układ bil na stole.Są tam trzy kule które stoją w jednym rogu na przeciwko białej bili.Jeśli strzeliłabym czysto mogłabym zbić trzy bile na raz.Wiele ryzykuję ,ale postanawiam tak zrobić.Mrużę oczy i strzelam.Trafiam w białą kule, która idealnie uderza w pierwszą,a ta następnie zagarnia dwie pozostałe do dołka.Uśmiecham się triumfalnie, kiedy za moimi plecami słyszę okrzyki dziewczyn z drużyny.Oczy Harry'ego 'tańczą' wesoło.
-Jestem mile zaskoczony Blair. -mówi Luke -To był dobry strzał.
Uśmiecham się i wzruszam ramionami.
-Skopałam Harry'emu nie raz tyłek w tej grze, więc mam doświadczenie. -mówię, a Harry krzyżuje ręce na piersiach
-To był szczęśliwy strzał. -mówi naburmuszony
-Jeśli masz na myśli logiczne planowanie i zrealizowanie tego, to tak, miałam szczęście. -posylam przyjacielowi uśmieszek
Harry podchodzi do stołu.Jego zielone oczy ciemnieją kiedy się koncentruje.Strzela ,a do dołka wpada jedna bila.
-Tylko jedna, Harry? -mówię potrząsając głową. -Zawiodłeś mnie.
Harry patrzy na mnie z humorem.
-Bo pojadę z tobą Waffle House -mówi
Moje oczy się zwężają, a Harry zaczyna śmiać się z własnego żartu.
-Kto następny? -pytam zespołu
-Ty -odpowiada Ashley
-A mogę? -pytam
-Nie widzę powodu, dla którego byś nie mogła. -mówi Jane
Wzruszam ramionami.
-W porządku. -mówię i zwracam się do stołu bilardowego
-Chwilę -mówi Niall- Ona nie może znowu iść.
-Kto tak powiedział? -pyta Ashley
-Są zasady -odpowieda Niall
-Gdzie są wypisane? -pytam
Harry obserwuje mnie uważnie. Niall otwiera usta.
-Po prostu są zasady.
-Pokaż mi gdzie są napisane, a będę ich przestrzegać. Do tego czasu uważam ,że jest moja kolej. -mówię uśmiechając się
Patrzę na stół bilardowy.Widzę dwie kulki pozostawione na stole. Jeśli uda mi się je zbić wygramy. Zwężam oczy. Mogę strzelić kijem bilardowym w kolorową bilę, a przy tym trafiając też drugą. Mój kij przesuwa się nisko nad stołem.Uśmiecham się schylając nad stołem i realizując mój strzał.Rozgrywam to doskonale trafiając obie bile, które sekundę później trafiają do dołka.

                                                        *****

czytasz = komentujesz <3





piątek, 11 lipca 2014

Chapter 25

Podczas naszego jedzenia przeprowadzamy małą rozmowę, głównie dokuczamy sobie na wzajem.Lubię kiedy ja i Harry jesteśmy w stanie rozmawiać ze sobą w taki sposób bez walki pomiędzy sobą, bez sporów.Nie mam pojęcia na jakim etapie stoimy -jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, czy coś więcej.Harry nic o tym nie wspomniał, a ja wiem ,że jeśli zacznę ten temat skończymy go kłótnią, dlatego też nic się nie odzywam.Nie chcę zniszczyć teraz naszych dobrych nastroi.
-Więc słuchaj -mówi Harry -Dzisiaj jest bilard....czy zgadzasz się?
-Oh -kończę jeść i rzuca serwetkę na mój talerz -Okej.
-Myślałem,że zadzwonię do Zayna i powiem mu, że jesteś chora....
-Czekaj.... co? -siadam prościej -Chcę z wami iść.
Harry wypuszcza powietrze z frustracją.
-Blair, nie możesz iść.
-Dlaczego?
-Bo nie.
-To jest całkiem gówniany powód.-mówię
-Blair...to nie jest dobre miejsce dla ciebie.-ostrzega mnie Harry
-Byłam tam już. -przypominam
-I wybiegłaś zdenerwowana. Nie pamiętasz ?
-Harry, jestem dorosła i mogę o siebie zadbać.
-Nie, nie możesz.Nie w ten sposób w jaki myśli.sz i ty to wiesz.
-Przecież ty tam będziesz.
-Jestem przyzwyczajony do tych osób. Ty nie. -mówi Harry
-Moja mama nie żyje, a ojciec jest dupkiem.Myślę, że dam radę.
Harry wydaje się zszokowany na takie wspomnienie mojej rodziny, ale wie ,że nie może się teraz ze mną kłócić, bo mam rację.
-Dobrze -mówi
Wzywa kelnerkę i płacimy rachunek.
Harry odwozi mnie do domu w ciszy.
-Jesteś zły?
-A czy wyglądam na takiego według ciebie? -pyta spokojnie
-Trochę tak.
-No cóż jestem tak jakby cholernie wkurzony.
-Czemu nie chcesz, abym z tobą poszła?
Harry ściska mocniej kierownicę.
-Nie chcę ,abyś stała się taka jak ja, okej?
Patrzę w jego stronę.
-Co masz na myśli?
-Nie chcę cię widzieć pijaną i z tatuażami.To nie jest dobre...dla ciebie.Czuję ,że im więcej przebywasz w moim towarzystwie i moimi przyjaciółmi, sądzę ,że prędzej, czy później staniesz się taka jak my, a ja tego nie chcę.Zadowolona? -mówi nie patrzą na mnie
Zadzieram lekko głowę,aby spojrzeć na chłopaka.
-Harry, ja nie zamierzam mieć tatuaży i tego wszystkiego....nie będę się dla nikogo zmieniać.Zwłaszcza dla ciebie.-mówię
Uśmiecham się lekko.
-Kiedy zobaczyłem cię na ostatnim przyjęciu...piłaś. Myślałem,że nigdy nie nadejdzie ten dzień i wtedy zdałem sobie sprawę,że nie chcę aby tak się stało.
Patrzy przed siebie trzymając mocno ręce na kierownicy.
-Harry, czy ci się to podoba, czy nie tu i tam się napiję. Ale nie zamierzam farbować włosów i zacząć ubierać się jak dziwka.Obiecuję- mówię i się uśmiecham
Harry wjeżdża na podjazd przy moim domu i wypuszcza głośno powietrze.
-W porządku -mówi -Będę po ciebie o siódmej trzydzieści.Zero sukienek powyżej kolan i absolutnie żadnego dekoltu.
-Tylko,że ja miałam zamiar zadzwonić do Penny i poprosić ją o jedną z jej obcisłych sukienek, ciasnych jak rury kanalizacyjne....
-Blair Price, przysięgam,że....
-Żartuję Harry, wyluzuj -mówię
Opieram się o pulpit sterowniczy w samochodzie i przyciskam swoje usta do warg Harry'ego składając mu krótki pocałunek.
-Do zobaczenie później. -mówię
Wysiadam z samochodu i idę ścieżką prowadzącą do domu, zamykając chwilę potem drzwi wejściowe.

                                                    *****

czytasz = komentujesz <3

Chapter 24

Praktycznie wyskakuję z samochodu Harry'ego kiedy dojeżdżamy na miejsce. Tak szybko jak siadamy w niebieskiej kabinie w IHOP dostajemy menu.
-Boże, nie wiem co wziąć -mówię przeglądając menu -Naleśniki, czy gofry? Bekon, czy kiełbaski? Jajecznicę, czy jajka na miękko?
Harry patrzy się na mnie.
-Kiedy ostatni raz byłaś w IHOP?
-Około trzech lat temu.Daj mi spokój,dobra?
Kelnerka przychodzi do naszego stolika i ostrożnie patrzy na tatuaże Harry'ego. W końcu pyta się o nasze zamówienie.Nadal wpatruję się w menu.
-Ja nie...-zaczynam
-Weź naleśniki -mówi Harry
-Ale ich gofry....
-Blair, restauracja nazywa się International House of Pancakes. Jeśli nazywała bu się International House of Waffles to wyszłoby IHOW, a to nie brzmi tak dobrze jak IHOP więc weź te cholerne naleśniki. -Harry uśmiecha się do mnie głupawo
-Dobrze -mówię -Wezmę naleśniki. -mówię do kelnerki, która pisze coś w notatniku, następnie patrzy na Harry'ego.
-A ty? -pyta ospale
-Wezmę kawę -mówi i oddaje kelnerce menu -Proszę z cukrem i śmietanką.
-Bzdura -mówię -On też weźmie naleśniki. -mówię kelnerce
Ona bazgroli coś na warstwie papieru i patrzy na chłopaka.
-W porządku -mówi
-Za chwilę podam wasze jedzenie -mówi monotonnie kobieta i odchodzi
-Ja po prostu chciałem się tylko napić kawy. -mówi
Drwię z  Harry'ego.
-Jesteśmy w IHOP, Harry International House Of Panakes. Jeśli bylibyśmy w International House Of Coffee to wyszłoby IHOC ,a to nie brzmi tak dobrze jak IHOP. -unoszę na niego brwi uśmiechając się
Harry przewraca na mnie oczami.
Nie pozwalaj sobie -mówi Harry z przekąsem
-Ale jesteśmy w IHOP, International House Of Pancakes -nadal go drażnię,a on się uśmiecha
-Nie każ mi cię zabierać do Waffle House -grozi mi -Pamiętasz co tam się stało?
Otwieram szeroko oczy.
-Nie mów o tym nigdy więcej.
-Znalazłaś robaka w syropie -Harry mówi ,rozszerzając oczy ze śmiechu -Duży, gruby....
-Harry, zamknij się! -prawię płaczę na to wspomnienie, zatykam rękoma uszy -Zamknij się, zamknij się!
Harry się śmieje ,a jego oczy tańczą. -Sama się prosiłaś.
-Hej Blair, misiaczku -słyszę
Patrzę w górę i widzę Shawna i jego dwójkę dzieci podchodzących do naszego stolika.Patrzą na mnie gorączkowo.
-Cholera -mówię pod nosem i zmuszam się do uśmiechu
-Dzieci, pamiętacie Blair? -pyta Shawn
-Tato,widzieliśmy się z nią poprzedniego wieczoru. -mówi Katie -Oczywiście,że ją pamiętamy.
Harry prycha ,a ja kopię go w goleń pod stołem.
-Za co to? -syczy przez zaciśnięte zęby
Mierzę go spojrzeniem.
-Więc, jak się masz? -pyta Shawn -Co sprowadza cię do uroczego IHOP?
-Cóż, nie mogliśmy pójść do Waffle House. -odpowiada za mnie Harry i się uśmiecha
-Harry! -syczę
-Dlaczego, co złego jest w Waffle House? -pyta Bryce
Harry otwiera usta, aby im powiedzieć ,ale wciskam się przed niego.
-Nic, po prostu chcieliśmy naleśniki.Czyż nie, Harry?
Chłopak przygryza wargę starając się nie roześmiać ,a jak kopię go raz jeszcze pod stolikiem.
-O kurwa. -mówi z bólu
Kopię go ponownie i chłopak się poprawia.
-Kurwa...znaczy kura. Widzieliśmy kury w parku któregoś dnia.
Shawn patrzy na Harry'ego z zaciekawieniem.
-Masz świetnego chłopaka -mówi mój szef
-Oh, on nie jest moim.....-zaczynam
-Tak, wiem jestem prawdziwym zwycięzcą -uśmiecha się Harry
Moja szczęka opada w dół, a dzieci chichoczą.
-Okej, cóż my już będziemy się zbierać. Do zobaczenia jutro, Blair- mówi Shawn
Żegnam się z szefem i jego dzieci i daję Harry'emu jeszcze jeden kopniak pod stołem.
-Jezu Chryste, przestaniesz z tym kopaniem? Kurwa!
-Nie miałeś na myśli kury? -pytam i się śmieję
Harry też się uśmiecha.
-Zamknij się. -ostrzega
Nadal się śmieję kiedy kelnerka przynosi nasze jedzenie.Harry otwiera zębami papierową paczuszkę cukru, a orientując się, że na niego patrzę wściekle się rumienię.Szybko patrzę na mój stos naleśników.

                                                      *****

czytasz = komentujesz <3

czwartek, 10 lipca 2014

Chapter 23

-Blair? -słyszę jak Harry mnie pyta
Jego głos jest spokojny.
-Poszła, możesz już wyjść.
Odblokowuję zamek w drzwiach łazienki wpadając od razu w ramiona Harry'ego.Przytulam się do niego mocno jak on głaszcze moje włosy.
-Przepraszam,że musiałaś tego słuchać -mówi w moje włosy
Odpycham się od niego.
-Harry,ty.... powiedziałeś, że nie chcesz jej zrobić czegoś po czym mógłbyś trafić do więzienia -patrzę w jego oczy -Proszę, powiedz,że nigdy nie uderzyłbyś kobiety.
Harry potrząsa głową.
-Nie -mówi -To była pusta groźba.
Kiwam głową.
-To dobrze -uśmiecham się do niego -Idę wziąć prysznic.
Harry kiwa głową.
-Dobrze, proszę bardzo.
Kiedy nie rusza się z miejsca wywracam na niego oczami.
-Wynoś się -mówię
-Daj spokój, Blair.
-Harry -ostrzegam -Bo zdradzę ci co wydarzyło się w trzeciej części 'Igrzysk Śmierci' jeśli nie wyjdziesz.
-Oh,czy ty mi grozisz? -uśmiecha się
-Dobra, to powiem ci, że Prim....
-Dobra, dobra, w porządku, tylko...nic mi nie mów. -Harry przykłada dłoń do moich ust ,aby mnie uciszyć
Śmieję się.Popycham go i zamykam drzwi do łazienki zaraz jak wychodzi.Biorę szybki prysznic.Wyciągam moje tabletki z torebki i czytam sto razy receptę.Jestem szczęśliwa...pigułki działają.Jestem dorosła i potrafię podejmować własne decyzje.Może nie potrzebuje lekarstw.Tak długo jak jestem z Harrym jestem szczęśliwa.Odstawiam buteleczkę na ladę.Wymyłam się szybko i jestem całkowicie zdegustowana tym w jakim stanie znajduje się prysznic.Ubieram się w moje ubrania i robię z włosów warkocz.Prześwietlam wzrokiem łazienkę w poszukiwaniu środków czystości.Nic nie znajduję więc wychodzę z łazienki.Idę do kuchni gdzie zastaję Harry'ego opartego o kuchenny blat. Kiedy mnie zauważa zamyka książkę.
-Gdzie trzymasz środki czystości? -pytam uprzejmie
-Po co ci one? -chłopak marszczy brwi
-Twoja łazienka wygląda jak gówno,w którym mieszka Szatan.
Harry przewraca oczami
-I?
-Tak długo jak tu jestem, wyczyszczę ci ten cholerny prysznic. -krzyżuję ręce na piersi
Harry wzdycha i sięga do szafki pod zlewem wyciągając pojemnik detergentów.Wręcza mi go z uśmieszkiem.
-Świetnie- mówię odwracając się na pięcie i skacząc po schodach
Harry idzie za mną do łazienki i patrzy jak zabieram się do czyszczenia przygryzając wargę w skupieniu.Opieram się o obrzydliwą wannę i i wsypuję żrący proszek do odpływu brodzika.Włączam wodę i biorę narzędzi do usunięcia zanieczyszczeń z drenażu.
-Kiedy ostatni raz czyściłeś ten prysznic? -pytam marszcząc nos kiedy powoli zaczynam opróżniać odpływ
Harry patrzy na mnie tępo.
-Myślałaś,że go kiedyś czyściłem?
-Tak, dupek!
Harry podnosi ręce do góry w geście poddania.
-Przepraszam, przepraszam -mówi z głupim uśmieszkiem na twarzy
Wyciągam zanieczyszczenia z drenażu i prawie krzyczę.
-Jezu Chryste, to dziecko?
Ogromna kępa włosów spoczywa na narzędziu.Nawet Harry marszczy nos jak wyrzucam to do kosza.
-Jak można tak żyć? -pytam Harry'ego kiedy z odpływu wyjmuję jeszcze więcej włosów.
Harry otwiera usta aby coś powiedzieć ,a le ostatecznie wzrusza ramionami.
-Nie wiedziałem, że tam było tyle...śmieci.
Staram się nie zwymiotować jak ponawiam poprzednią czynność i czyszczę prysznic.W  końcu wstaję i myję ręce w umywalce.Harry opiera się o framugę drzwi od łazienki, któe zlewają się z jego biały t-shirt'em.
-Musisz naprawdę postarać się być mniej niechlujny. -mówię uśmiechając się -Można się zmęczyć i wzmocnić mięśnie w rękach. -mówię zachęcająco
-Przykro mi ,że nie mam takiego nawyku jak ty. -mówi przewracając oczami
-Chodź tu i powiedź,czy łazienka nie wygląda teraz czyściej. -mówię
Podnoszę brwi ,a Harry uśmiecha się i podchodzi do mnie rozglądając się po łazience.
-Nie jest źle -mówi
-Oh, proszę -mówię -Jest bosko.
Harry wzrusza ramionami.Uśmiech nadal widnieje na jego twarzy.Zabieram moje rzeczy z sypialni i schodzę z Harrym na dół.Nagle mój telefon dzwoni.Jęczę gdy widzę kto wyświetla się na ekranie.Dzwoni mój ojcic.Harry patrzy na mnie kiedy przykładam komórkę do ucha.Otwieram lodówkę i szukam czegoś apetycznego do zjedzenia na śniadanie.
-Halo?
-Blair, wszystko w porządku? Próbowałem się do ciebie dodzwonić całą noc!
Odsuwam telefon od ucha i to wystarczy,aby zobaczyć dwadzieścia nieodebranych połączeń od mojego ojca i Jay.
-Jestem u Harry'ego.
-Twój samochód został odholowany na podjazd dzisiaj rano.
-Zabrakło mi paliwa gdy byłam na autostradzie.
Ojciec wzdycha.
-Dobrze, dobrze cieszę się ,że z tobą wszystko w porządku.
Rozłączam się i rzucam telefon na ladę.Nie mam ochoty na rozmowę teraz z moim ojcem.
-Poważnie, nie masz nic dobrego do jedzenia? -pytam Harry'ego
Wzrusza ramionami.
-Nie jadam rano śniadań.
Patrzę na niego z przerażeniem.
-Jak można ich nie jeść? Nie jesteś potem przez cały godny?
-Jem obiad -mówi Harry -W każdym razie jeśli jesteś naprawdę głodna to możemy gdzieś iść.Wiesz IHOP* lub coś w tym stylu.
Uśmiecham się.
-IHOP!
Harry odwzajemnia uśmiech i chwyta kluczyki do auta.
-Wezmę tą odpowiedź za tak.

IHOP*-(International House Of Pancakes) restauracje specjalizująca się w śniadaniach, przeważnie naleśnikach

                                                        *****

czytasz = komentujesz <3