sobota, 21 czerwca 2014

Chapter 4

-Blair?
Zerknęłam znad mojej książki i zobaczyłam moją przybraną matkę Jay stojącą nade mną. Ona zawsze podchodzi do mnie uważnie i z dystansem. Zachowuje się tak jakby czuła,że mnie okrada i być może tak jest ,ale to nic z materialnych rzeczy. Co najmniej jedna z nas zasługuje na bycie szczęśliwą z  moim gównianym ojcem.
-Przepraszam,że przeszkadzam...czy mogłabyś popilnować Daisy...na czas mojej nieobecności ,bo chciałam pójść teraz do sklepu -spytała niepewnie -Fizzy i Phoebe są na zajęciach sztuki ,Lottie jest z przyjaciółmi ,twój ojciec jest w pracy ,a Louis jest nie wiadomo gdzie. -zaśmiała się lekko
Nie mam pojęcia czemu mi wszystko tłumaczy.
-Tak,nie ma problemu -odpowiadam zamykając książkę
-Dziękuje Blair, jesteś uroczą dziewczyną -mówi i się uśmiecha
Lekko go odwzajemniłam i zeszłam na dół po schodach do Daisy oglądającej telewizję w salonie. Jay tylko zabrała torebkę z kuchennego blatu i wyszła z domu.
Kiedy mój ojciec oznajmił ,że żeni się z Jay od razu ją znienawidziłam.Jak on mógł po prostu zastąpić moją matkę nią ! Ona nie tylko była jego żoną i matką jego dziecka ,ale i jego najlepszą przyjaciółką. Może i była młoda kiedy umarła ,ale przecież widziałam jak razem się śmiali i żartowali.Byli razem tacy szczęśliwi!
Po jej śmierci moje relacje z ojcem znaczne się pogorszyły. Oddalaliśmy się od siebie coraz bardziej. Miałam tyko Harry'ego ,który wspierał mnie ,kiedy mój ojciec zatapiał smutki w alkoholu.Kiedy tylko uzyskałam pełnoletność wyprowadziłam się z domu ,ale tylko na pewien czas.Mieszkanie było małe i przytulne, idealne dla mnie.Harry je uwielbiał. Dałam mu nawet zapasowy klucz.Mógł mnie odwiedzać od czasu do czasu i siedzieć na swoim ulubionym krześle przy oknie. To były dobre dni.Ale nastał grudzień i wtedy mój ojciec oznajmił mi ,że żeni się po raz kolejny.Byłam wściekła. Nawet nie wiedziałam z kim się umawiał ,ale to spadło na mnie jak bomba i moja reakcje była zrozumiała.Prosił i błagał mnie abym przyszła na ślub,ale nie miałam takiego zamiaru. Niektórych rzeczy po prostu nie da się wybaczyć. Wtedy spotkałam Louisa i jego siostry.Dogadywałam się z nim, ponieważ rozumiał co czuję. Też nie popierał tego ,że jego matka żeni się po raz kolejny. Koniec w końcu postanowiłam pójść na wesele.Nawet mi się podobało.Troszeczkę. Kilka miesięcy potem wprowadziłam się znowu do domu, do taty i jego nowej żony ,ale tylko dlatego ,że nie miałam już czym opłacać czynszu w mieszkaniu.Harry był zdecydowanie przeciwko tej decyzji i nawet zaproponował ,że pomoże mi w opłaceniu mieszkania ,ale odmówiłam. Wiem,że on nie chciał żebym się wprowadziła z powodu Louisa ,ale mnie to nie obchodziło. Więc jestem teraz tutaj i opiekuję się moją młodszą,przyrodnią siostrą w deszczowe sierpniowe popołudnie.
Otwieram ponownie książkę i próbuję nie zwracać uwagi na włączony telewizor. Żałuję, że nie mam wystarczająco dużo pieniędzy. Chciałabym mieć znowu moje własne mieszkanie.
-Dlaczego to robisz ?-pytanie Daisy mnie zaskoczyło
-Niby co takiego ?
-Czytasz! -zadrwiła
 -Bo to dobra zabawa. -powiedziałam
-Telewizje jest fajna, książki nie. -odpowiedziała
-Zrozumiesz kiedy nauczysz się czytać lepiej -nie mogłam powstrzymać się od śmiechu
-Wątpię -powiedziała dziewczynka i odwróciła się z powrotem do telewizora
Zanim przeniosłam się do mojego ojca i Jay byłam jedynym dzieckiem w domu. Rodzeństwo to dla mnie nowość. Nie musiałam dzielić pokoju z Lottie lub z Fizzy pożyczającą bez opamiętania moje kosmetyki. Na początku było dziwnie ,ale teraz nie mam nic przeciwko tak licznemu rodzeństwu. Zdecydowanie najlepiej dogaduje się z Louisem,ale nie tylko dlatego ,że jesteśmy w zbliżonym wieku. On rozumie mnie lepiej niż Lottie ,Fizzy ,Phoebe i Daisy to robią i jestem mu za to wdzięczna.
 Nagle dobiega do mnie odgłos otwieranych i zamykanych drzwi.Chwilę potem Louis pojawia się w salonie.
-Hej -przywitał mnie
-Cześć Lou
-Chcesz pójść ze mną na imprezę?-spytał
Odwróciłam się gwałtownie do niego.Nigdy nie zapraszał mnie wcześniej ,bo wiedział,że ich nie lubię
-Jeśli nie mam zamiaru pójść na imprezę z Harrym to z tobą też nie pójdę-parsknęłam
-Cholera- powiedział Louis
-Niestety
Daisy wstaje w wychodzi z pokoju przewracając oczami .Lottie przechodzi przez pokój rozmawiając przez telefon.Uśmiecha się do mnie, bezgłośnie się ze mną wita i znika w kuchni za wahadłowymi drzwiami.
-Słyszałem Stylesa jak walił tą dziewczynę,Jane -powiedział swobonie siedząc obok mnie.
Zachłysnęłam się powietrzem i zaczęłam kasłać.
-Co?
-Ona jest gruba jak kaszalot -Louis ciągnie- I wygląda jak dziwka z tymi czarnymi włosami i kolczykiem w języku.-brzmi jakby był zazdrosny
-Lubisz ją, nie?-pytam z uśmieszkiem
-Kurwa ,tak jest najgorętszą dziewczyną jaką widziałem
Zaśmiałam się.
-Szkoda ,że Harry ją 'zaliczył'- używam cudzysłowu w powietrzu
-I dlatego chcę żebyś poszła ze mną na imprezę -mówi chłopak odwracając jego niebieskie oczy na mnie
-Co masz na myśli ?-spytałam powoli
-Nie,nie to nie tak.Styles będzie tam z Jane i musisz sprawdzić czy on naprawdę ją lubi ,czy jest tylko dla niego zabawką.
-Louis-jęknęłam
-Proszę,Blair zrób to dla mnie. Jeśli będziesz potrzebowała pomocy z mężczyzną będziesz miała u mnie przysługę
-Dobrze-wzdycham
Jego oczy się zaświeciły.
-Dziękuję,dziękuję!A teraz idź i włóż na siebie coś puszczalskiego i pójdziemy tam -mówi chłopak
-Tam,czyli gdzie ? -pytam
-Do domu Luka -odpowiada Louis
-Myślałam,że go nie lubisz
-Nikt go nie lubi ,ale myślę,że jest w miarę spoko -parsknęłam na jego irracjonalną odpowiedź
-Ona zadaje się z Harrym,wiesz? -spytał
-Harry i ja jesteśmy tym samym typem człowieka-mówi Lou -Mamy do wyboru tych samych przyjaciół. Jedyną różnicą jest to, że on jest pieprzonym dupkiem w odróżnieniu ode mnie.
-Nie mam nic 'puszczalskiego' -mówię do niego
-Więc będziesz wyróżniać się z tłumu -odpowiada
Zirytowana sięgnęłam po moją torebkę.
-Pójdę tak jak teraz jestem ubrana
Miałam na sobie różowy t-shirt ,którego jeden rękaw zsuwał się z mojego ramienia i białe spodenki.Moje włosy układały się w naturalne fale w okół moich ramion, a na oczach miałam cienkie kreski namalowane kredką.Louis pżyjżał mi się i wzruszył ramionami.
-Twój wybór -powiedział Lou
Przewróciłam oczami i poszłam za chłopakiem do jego samochodu po wcześniejszym zapytaniu Lottie czy popilnuje Daisy zanim Jay nie wróci.
-Co takiego jest w tej dziewczynie? Nie jest przecież taka ładna. -mówię przybranemu bratu
-Może to te oczy -mówi -Nie wiem, ale nienawidzę tego ,że teraz jest z Harrym, tym pieprzonym....
Uciszam go. Zawszę tak robię kiedy Louis zaczyna te swoje wykłady na temat Harry'ego i jego osobowości.Tak samo robię gdy Harry postępuje podobnie.
Wkrótce docieramy przed jasny,biały i nowoczeny budynek z dwoma fontannami z przodu.Trawnik jest ładny i równo ścięty.Jestem w szoku ,że to jest dom Luka.
Gdy wychodzę z auta widzę ludzi trzymających czerwone kubki.Słyszę głośną muzykę dobiegającą z domu.Gdy idę dalej zauważam wielki basen.W końcu weszliśmy do dudniącego budynku.
-Louis!
Ktoś woła ,a ja odwracam się i widzę Luka stojącego przed nami.Moje spojrzenie natychmiast ląduje na jego bliźnie. Szybko odwracam wzrok.
-Cześć stary -wita się Louis
Ja tylko kiwam głową i staram unikać z nim kontaktu wzrokowego. Nie mam szczęścia.
-Blair ,myślałem ,że imprezy nie leżą w twoim guście -mówi Luke
-Nie wiem- wzruszam ramionami
-Penny się uśmieje- mówi chłopak -Jest gdzieś tutaj ,pójdę jej poszukać
Luke puszcza do mnie oczko i znika w tłumie.Mam nadzieje,że jej nie znajdzie.
-Blair?
Odwracam się i widzę Harry'ego ,który patrzy się na mnie z zaciekawianiem.Jest oparty na kanapie.Jego zielone oczy są jasne.
-Co ty tu robisz? -pyta
Jego oczy ciemnieją gdy zauważa Louisa. Mój przybrany brat również gromi go spojrzeniem i odchodzi mrucząc coś pod nosem,że dołączy do mnie później.
-Co ty tu robisz?- Harry ponawia pytanie
-Ja....
Dlaczego tu jestem? Pomóc Louisowi zdobyć dziewczynę lub udowodnić,że Harry jej nie chce?
-Harry! -ktoś zawołał
Odwracam się i widzę niedopasowane oczy Jane. Jej czarne loki są podkręcone do perfekcji ,a jej powieki i usta mają kolor mocno wiśniowy.Trzyma kubek z tworzywa sztucznego ,który psuje czerwień warg.Strzela mi uwodzicielski uśmiech.
-Jestem Jane -mówi gładkim głosem
-Blair- przedstawiem się
Ona uśmiech się do mnie ponownie, a potem wspina się na kolana Harry'ego, sprawiając,że lekko się kulę.
-Więc nie poszłaś ze mną na imprezę,ale za to z Louisem tak? -Harry splunął
Nie jest pijany. Widzę to. Jego oczy nie są zaszklone i nie bełkocze. Jane to już inna bajka. Dziewczyna ciągle popija z kubka i dostaje czkawki.
-Poprosił mnie ,żebym z nim poszła- mówię
-Ja zawszę tak robię -Harry odparował
-Nie wiem ,co ci powiedzieć Harry. Jestem przecież tu i teraz na tej imprezie ,czego chcesz więcej?
-Ale dlaczego?
Otwieram usta ,żeby mu odpowiedzieć ,ale słyszę głośny rechot za mną.
-Proszę, proszę, proszę.
Penny zaszydziła ,a na jej twarzy pojawił się pijacki uśmieszek. Ciemny makijaż oczu i jej wodne tipsy wydają się świecić w słabym świetle pomieszczenia. -Zobaczcie kto postanowił się pokazać.
Przełknęłam ślinę posyłając dziewczynie słaby uśmiech.
-Luke powiedział,że przyszłaś ,ale myślałam,że się ze mnie nabija-zaśmiała się -Kto wie czy mówił prawdę- natychmiast poczułam się nieśmiało
-Penny -Harry ostrzegł
-Harry,rozluźnij się,wypij drinka. Boże zachowujesz się jak pieprzony glina czy coś-odparowała mierząc wzrokiem Jane ,która westchnęła
Harry przewrócił oczami i zepchnął Jane z kolan.
-Nie masz przypadkiem jakiegoś faceta do przelecenia, Penny -warknął
-Chciałbyś Styles -fuknęła po czym znowu zwróciła się do mnie
-Co ty na to ,żeby zagrać w prawdę,czy wyzwanie?-spytała
-Muszę teraz porozmawiać z Blair -powiedział Harry
Chwycił mój nadgarstek.
-Harry! -Jane jęknęła
-Przyjdę za minutę- krzyknął w odpowiedzi
Wyszliśmy na dwór.Wzdłuż basenu widziałam ludzi, którzy wymiotowali.Zatkałam nos i spojrzałam w inną stronę.
-Styles!
Grupka chłopaków z tatuażami krzyknęła w jego stronę.Harry tylko kiwnął głową i kontynuował spacer ze mną w jakieś odleglejsze miejsce gdzie moglibyśmy spokojnie porozmawiać.Przechodząc obok grupki osób poczułam silną woń cygar. Wzięłam głęboki wdech.Szliśmy jeszcze przez moment aż w końcu się zatrzymaliśmy.
-Blair,przepraszam cię za Penny. -powiedział chłopak patrząc mi w oczy
Jego oświadczenie zbija mnie całkowicie z tropu. Byłam pewna ,ze nawrzeszczy na mnie za przyjście na imprezę z Louisem.
-W porządku.-powiedziałam -Swoją drogą dlaczego ona jest taka nieuprzejma dla mnie?
-Jest zazdrosna- Harry odpowiedział
Parsknęłam.
-Dlaczego? Kto mógłby być kiedykolwiek zazdrosny o zdepresowaną perfekcjonalistkę?
-Nie ważne-odpowiedział
-Myślę,że wrócę już do domu- powiedziałam -To był zły pomysł ,aby tu przychodzić,po prostu obiecałam Louisowi, że......-cholera
-Obiecałaś Louisowi? Co kurwa? -wkurzył się -Co mu obiecałaś ,że wplątałaś się przy tym w imprezę w pieprzonym domu Luka!
-Nie wiedziałam....
Próbowałam mu wytłumaczyć ,ale chłopak nie dał mi skończyć.
-Nie,nie wiesz co Blair powinnaś już iść i nie przychodzić więcej na żadną imprezę -krzyknął, jego oczy pociemniały
Byłam zszokowana jak szybko potrafi się zezłościć.
-Miałaś rację,to nie jest twoja bajka. Albo jest dopóki pójdziesz z Louisem zamiast ze mną. Jesteś zbyt grzeczna, żeby pójść ze mną ,za to ,to jest tak cholernie świetne ,aby pójść z Louisem!
-Wystarczy!-krzyknęłam do niego -Zaczynasz zachowywać się nienormalnie tylko dlatego ,że  masz jakiś dziwny problem z Louisem i cały czas jesteście o siebie zazdrośni nie znaczy,że nie mogę pójść z nim na głupią imprezę.Jezu!
-Zazdrosny! Ty sobie chyba kurwa ze mnie żartujesz?!
-Słuchaj,wracam teraz do środka aby znaleźć Louisa ,który zabierze mnie w cholerę stąd do domu więc nie będę znosiła ciebie i twoich napadów wściekłości!
Obróciłam się na piętach i poszłam na przód starając przypomnieć sobie jak tu doszliśmy.Usłyszałam jak Harry wypowiada moje imię ,ale tylko przewróciłam oczami i szłam dalej.Szukałam Louisa na zewnątrz,ale bez skutku więc postanowiłam wejść do środka i tam go poszukać.Poszłam do kuchni i natknęłam się tam na Luka.Uśmiechnął się do mnie.Znowu ujrzałam jego bliznę.
-Blair,co u ciebie?-spytał nalewając coś do czerwonego kubka i podając go mnie
-W porządku,szukam Louisa.....
-Louisa? Widziałem jak idzie z jakąś dziewczyną na piętro chwilę temu.
-Oh...wiesz może z kim?-spytałam niepewnie
Chłopak wzruszył ramionami nalewając alkohol do czerwonego kubka.
-Jakaś dziewczyna z czarnymi włosami.Cholera,była gorąca.-powiedział
Zdobył to co chciał bez mojej pomocy. Nawet mnie nie potrzebował.Wykrzywiłam usta w grymasie.
Luke wskazał na kubek w mojej dłoni.
-Napij się -powiedział
-Naprawdę,nie wiem czy powinnam pić....
-Nonsens, jesteś u mnie w domu więc musisz się napić
Luke wziął łyka swojego napoju.
-Nalegam -powiedział chłopak
Zanim zorientowałam się co robię przyłożyłam kubek do ust i napiłam się alkoholu.Był on zaskakująco słodki i palił moje gardło gdy go przełykałam. Luke zachichotał kiedy zmarszczyłam nos.
-Dobre,co?- spytał
Wzruszyłam ramionami.Nie wiem czy to sprawka alkoholu czy po prostu jestem szalona ,ale nagle poczułam się lepiej.Wzięłam kolejnego łyka i zanim się spostrzegłam mój kubek był pusty.Mój umysł stał się rozmyty i dostałam zawrotu głowy.
-Zwolnij kochanie- powiedział Luke,ale dał mi kolejny kubek z napojem
-Nie- mówię mu i znowu piję alkohol
Nagle czuję przypływ odwagi.
-Skąd masz tą bliznę?-pytam Luka
Uśmiech schodzi mu z twarzy
-Spytaj Harry'ego- odpowiada bez ogródek
Moje oczy robią się większe.Luke chichocze i wskazuje coś za mną.
-O wilku mowa
Odwracam się i widzę Harry'ego jak zmierza w naszym kierunku.Widać ,że ciągle jest zły, jego oczy są ciemne.Nic nie mogę na to poradzić,że chichot ucieka z moich ust.
-Wszędzie ciebie szukałem -warczy
-Dlaczego?- zaśmiałam się i nie mogłam przestać ,muszę być naprawdę pijana
-Jesteś pijana !-spytał
-Nie -znowu się zaśmiałam
-Kurwa,Luke upiłeś ją? -Harry przeczesał ręką włosy
Luke wzruszył ramionami.
-Wyluzuj Styles,ona śmieje się jak szalona
Luke szturchnął go łokciem,a ja wybuchłam śmiechem.
-Głupiutki Harry-zachichotałam i oparłam się na nim bawiąc się jego kolczykiem w łuku brwiowym. -Kolczyki nosi się w uszach ,a nie w brwi!
Luke wybuchł śmiechem,a Harry wystawił mu środkowy palec.
-Harry,Luke gramy w prawdę czy wyzwanie !-zawołała Jane jej gładkim głosem
-Super,chodź Blair-powiedział Luke
Podążyłam za nim do miejsca gdzie siedziała Jane, Penny, Louis i jeszcze kilka innych osób, których nie znałam. Harry mamrotał za mną po drodze przekleństwa.
-Tu jesteś Louis -powiedziałam siadając na podłodze obok niego -Szukałam cię wszędzie.-śmieję się
-Jezu, jesteś pijana?-pyta Lou z wyraźnym rozbawieniem w oczach
-Możeeeee- zachichotałam
Harry przez cały czas piorunuje mnie wzrokiem.Siada między Penny, a Lukiem,ale jego oczy nadal skupiają się na mnie.Pokazałam mu język i znowu zaczęłam się śmiać.Boże czemu nie mogę przestać chichotać!
-Dobra, zaczynamy -mówi Jane klaskając w ręce -Ja pierwsza .-każdy kiwa głową ,a jej dwukolorowe oczy omiatają okrąg.
-Luke-mówi -Prawda,czy wyzwanie ?
-Wyzwanie -odpowiada chłopak
-Pomieszaj keczup z wódką i to wypij-mówi dziewczyna
Luke przewraca oczami i maszeruje z powrotem do kuchni pojawiając się minutę później z shotem w kieliszku i czerwoną cieczą pływającą w nim.Marszczę nos kiedy widzę jak chłopak połyka zawartość kieliszka.
-Nieźle -mówi Penny
-Gotowe- mówi Luke wycierając usta -Prawda,czy wyzwanie Penny ?
-Wyzwanie -mówi
-Skocz nago do basenu. -mówi Luke
Penny przewraca oczami i jak przystało na dziwkę jaką jest rozbiera się i wskakuje do basenu wyłącznie w biustonoszu i majtkach. Również przewracam oczami i przyłapuję Harry'ego na głupim uśmieszku.Kiedy wraca nie przejmuje się założeniem ubrań z powrotem. Dziwka.
-Powiedziałem nago,ale myślę,że z mokrą bielizną tak właśnie wyglądasz. -Luke się uśmiechnął ,a Penny wbiła w niego wzrok.
-Harry pytanie,czy wyzwanie? -spytała
-Wyzwanie.-Odpowiedział Harry
Zaczynam myśleć ,że to nie jest gra w prawdę czy wyzwanie tylko w wyzwanie czy wyzwanie. Łał naprawdę muszę być pijana.
-Pocałuj najmniej atrakcyjną dziewczynę -dziewczyna zaśmiała się głupawo i spojrzała na mnie.Kolor spłynął mi z twarzy,ale mój pijany umysł przejął kontrolę i zaczęłam się śmiać razem z Penny.Oczy Harry'ego spoczęły na trzech dziewczynach z okręgu. Zaskoczył nas kiedy pochylił się i złączył usta z Jane.
-Co jest kurwa?!- krzyknęła
-To za to,że przespałaś się z Louisem dziwko-Harry warknął ,a Louis uśmiechnął się głupawo
Harry posłał mu surowe spojrzenie ,a Jane oddaliła się od nas wkurzona
Wiem,że Harry jest nadal zły na mnie kiedy jego oczy wędrują po osobach w okręgu i zatrzymują się na mnie.Chytry uśmieszek rozświetla jego twarz.
-Blair -mówi -Prawda ,czy wyzwanie?
Przełykam ślinę.
-Prawda- mówię
Oczy Harry'ego nigdy nie wywierają na mnie żadnego wrażenia ,za to jego jadowite słowa owszem.
-Daj spokój,Blair -mówi -Nie bądź głupia!
Natychmiast wytrzeźwiałam ,a jego słowa uderzyły we mnie tak,że alkohol spłynął ze mnie w ciągu kilku sekund. Moja głowa zaczyna pracować i przetwarzać to co do mnie powiedział.Chcę krzyknąć na Harry'ego, ale boję się ,że jeśli otworzę usta to zwymiotuję, albo się rozpłaczę więc gwałtownie wstaję, odwracam się i wbiegam w tłum imprezowiczów.Uciekam od śmiechu Penny ,która nawet za milion lat nie dowie się dlaczego jego słowa wywarły na mnie taką reakcję ,jaką zrobiły teraz. Wspinam się po schodach i napotykając najbliższe drzwi wpadam przez nie do pokoju. Zatrzaskuję je i pozwalam dać upust skumulowanym we mnie emocjom.



                                           *****
czytasz = komentujesz :)





czwartek, 17 kwietnia 2014

Chapter 3

-Blair,co to kurwa ma znaczyć!
Otworzyłam oczy i spojrzałam w górę.Louis stał nade mną ,miał zaciśniętą szczękę i po jego oczach widać było,że jest wkurzony.Wtedy uświadomiłam sobie,że Harry nadal mnie trzyma.
-Co on tu nadal robi i dlaczego...-kontynuował
-Shhh!-uciszyłam go wiedząc,że jak Harry się obudzi ,piekło znowu się rozpocznie
-Nie chciałam ,żeby jechał w środku nocy do domu.-wyjaśniłam Louisowi
-Dlaczego nie? Może mógłby zginąć w wypadku samochodowym i ulżyć nam wszystkim.
-Takie myśli? Pewnie masz mnóstwo przyjaciół.-Harry mamrocze nie otwierając oczu
Przejechałam ręką po twarzy.
-Nie chcę,aby on kiedykolwiek więcej tu spał -powiedział Lou ignorując chłopaka
-Jezu,kim ty jesteś,jej ojcem?-Harry  otworzył oczy,które przybrały kolor ciemnozielony
-Nie,ale jestem jej bratem i radzę zabrać tyłek z łóżka zanim obudzę jej ojca- rzucił
-Bratem przyrodnim- poprawia go Harry
-Boże,co ja mówiłam!Czy nie powiedziałam,że jak usłyszę was jeszcze raz kłócących się to wam coś zrobię,teraz naprawdę nie żartuję!Czy wy się nigdy nie pogodzicie?-nie wytrzymałam
 Obydwoje się na mnie gapili.Louis sapnął i wyszedł z pokoju zostawiając mnie z uśmiechającym się głupawo Harrym
-Co za kutas-prychnął,wstał z łóżka i przeczesał ręką włosy
Ty też,to ty go sprowokowałeś-poszłam do łazienki ,aby obmyć twarz
-Ale on odpowiedział.-odgryzł się -Mogę użyć twojej szczoteczki do zębów?
-Nie,kurwa-odpowiadam ,a Harry się śmieje,wie jak bardzo dbam o swoje rzeczy
-Kupię ci nową-mówi
-Dobrze,ale możesz wyłącznie użyć Colgate.Zero grzebienia i absolutnie nie Oral-B .
Harry zaśmiał się jeszcze raz, gdy patrzyłam z obrzydzeniem jak myje zęby moją szczoteczką.Sięgam obok niego chwytając moją buteleczkę z lekami na receptę.Odkręcam zakrętkę i wysypuję tabletki na otwartą dłoń. Biorę kubek,który trzymam w łazience i napełniam go wodą z kranu.Harry obserwuje mnie szczotkując zęby. Łykam pigułki i odkładam buteleczkę na miejsce.Jestem chora.Cóż jestem chora...psychicznie.Mam tak zwaną depresję mniej więcej od dwunastu lat. Pigułki stabilizują mój nastrój dzięki czemu moje życie jest znośne.Harry jest jedyną osobą spoza mojej rodziny, która wie, że są do leki przeciwdepresyjne.
Czasami się dziwię jak ja i Harry możemy być nadal przyjaciółmi. Oglądam jego wytatuowaną skórę, kiedy on nadal myję zęby. Jego kolczyk w brwi lśni od świateł w łazience. Nie chciałabym nawet napisać czegokolwiek na skórze czarnym markerem,a co dopiero zrobić sobie prawdziwy tatuaż. Wystarczająco trudne było dla mnie przebicie uszu. Pamiętam jeszcze te czasy kiedy Harry nie miał tatuaży, nie imprezował i nie pił prze cały weekend.Pamiętam ,że kiedyś był bardziej podobny do mnie.Ale czasy się zmieniły.
Harry przyłapuje mnie jak wpatruję się w niego ,uśmiecha się głupawo i kończy szczotkowanie.
-Podoba się widok- powiedział Harry
-Proszę,nie pochlebiaj sobie-zadrwiłam -Jestem bardziej zdegustowana twoimi tatuażami wyrysowanymi na skórze.
Harry przewrócił oczami. Nigdy nie było sekretem, że nie jestem fanką takich tuszów.
-Zmieniłabyś zdanie gdybyś ,zrobiła sobie jeden. -powiedział chłopak
-Dzień, w którym zrobię sobie tatuaż będzie dniem, kiedy Penny nie założy na siebie czegoś obciskającego. -powiedziałam pewna, że taka sytuacja nigdy nie nastąpi
Harry roześmiał się razem ze mną. Nie może się nie zgodzić.
-Czy możesz mnie podwieźć do pracy-spytałam Harry'ego
Pracuję w lokalnej księgarni. Z otrzymanego wynagrodzenia uzbierałam na samochód,ale mało nim jeżdżę.Lubie spędzać czas z Harrym, jednak ostatnio rzadko się widujemy. On spędza coraz więcej czasu z Penny i Lukiem lub resztą jego przyjaciół.
-Dam ci się przejechać jeśli pójdziesz ze mną na imprezę w ten weekend. -oznajmił
-Nieważne-jęknęłam
Weszłam do pokoju, zabrałam potrzebne rzeczy i zeszłam na dół .Harry szedł za mną do kuchni gdzie siedzieli mój ojciec i macocha.Ich rozmowa umilkła kiedy weszliśmy.
-Dzień dobry Blair -przywitał mnie ojciec
Przytaknęłam mu tylko biorąc jabłko z miski owoców.Harry zesztywniał obok mnie.Nigdy nie podobało mu się ta jak ojciec mnie traktuje.To nie tak,że się nade mną pastwi ,ale zawsze traktował mnie chłodno.Odkąd ponownie wyszedł za mąż za pozornie doskonałą Joannah ,albo Jay, jak kazała się mi do niej zwracać i nabywając nowego członka rodziny,czyli Louisa starał się traktować mnie lepiej, ponieważ wiedział jaki skutek wywarła na mnie śmierć mamy. Jednak mam problemy z przywróceniem go na pierwsze miejsce w moim życiu.
-Dobrze spałaś -ojciec spytał niecierpliwie
Wzruszam ramionami wgryzając się w jabłko.Nie lubię z nim rozmawiać i nie będę. Jay posyła mi uśmiech. Jest miła. Nie mam nic przeciwko niej, ale ona nigdy nie zastąpi mi matki.
-Miłego dnia, Blair- mówi kobieta -Tobie też,Harry-chłopak na te słowa tylko kiwa głową
Wiem, że się go trochę obawia i jest to trochę dla mnie dziwne, bo jej syn również ma tatuaże i kolczyki na ciele.
Wyszłam szybko z kuchni i skierowałam się w stronę samochodu. Harry cały czas był tuż za mną.Sięgnęłam do torebki po kluczyki do samochodu.
-Cholera,gdzie one są
-Tego szukasz?- mówi Harry'
Odwracam się w jego stronę i widzę jak się uśmiech trzymając moją zgubę w ręce.
-Ty idioto.
Sięgam po klucze, ale Harry jest szybszy. Robię krok w przód i sięgam po nie ponownie,ale chłopak nadal trzyma je w górze przede mną. Uważa,że jego wysokość jest zaletą.
-Harry!-skomlę
-Zawiozę cię do pracy-oznajmia
-Jeśli to zrobisz,będę musiała przyjść na imprezę.
-Co w tym złego ?Jedna mała impra nic ci nie zrobi....no chodź! Będę patrzeć na ciebie i dopilnuję,aby nic ci się nie stało -mówi
-Nie obchodzi mnie to, nie pójdę na tą twoją gównianą domówkę i daj mi te pieprzone klucze -powiedziałam podirytowana
Harry przewrócił oczami i oddał mi klucze uśmiechając się do mnie.
-Jak chcesz, tylko opanuj wulgaryzmy
Oboje się roześmialiśmy ,bo wiemy,że Harry ma o wiele gorszy zasób słów ode mnie.
Skierowałam się w stronę samochodu i wsiadłam do niego. Harry pochylił się w stronę okna ,więc opuściłam szybę.
-Czy spotkamy się później? -zapytał
Wzruszyłam ramionami.
-Nie masz zamiaru z kimś pić lub coś ?- spytałam
-Mogę odłożyć-powiedział
-Jest okej,nie trać czasu.
-Myślisz ,że marnuję z tobą czas- Harry spytał
-Cóż, jestem nikim dla ludzi, z którymi się teraz zadajesz. -odpowiedziałaś
-Tak?
-Tak,myślę, że jesteś ze mną ,ale wolałbyś przebywać z kimś ,z kim mógłbyś pójść na imprezę- oznajmiłam
-Blair,więc myślisz ,że po co przyszedłem do ciebie w nocy?
-Aby wkurzyć Louisa -odpowiedziałm
- Gwarantuje ci,że nie. Jesteśmy przyjaciółmi od lat i nie pozbyłbym się ciebie tak po prostu.
-Nie zdziwiłabym się gdybyś tak zrobił. -wzruszyłam
Zranienie biło z jego oczu. Czułam,że posunęłam się za daleko.Może my już nie żartowaliśmy?
-Powinienem iść -powiedział chłodno i odwrócił się od mojego samochodu.
Westchnęłam.Odpaliłam samochód i wyjechałam na drogę.
Czasami posuwam się za daleko w stosunku do Harry'ego i przez to czuję się potem winna.Mogłam tego nie mówić.Powinnam siedzieć cicho, przystać na jego propozycję i zgodzić się spotkać później.
Przyjechałam do pracy punktualnie na moją zmianę. Rano zwykle w księgarni nie ma dużego ruchu. Teraz też tak było. Mój współpracownik Liam leniwie układał alfabetycznie nowo dostarczone książki. Pracował tu przez mniej więcej miesiąc,ale zdążyliśmy się już zaprzyjaźnić. Jesteśmy bardzo podobni. Również jest introwertykiem. Mamy ze sobą wiele wspólnego.
-Co nowego u ciebie?-spytał niespodziewanie
Głos Liama mnie zaskakuje.Jego brązowe oczy wpatrują się we mnie.
-Oh,niewiele,a u ciebie?- pytam
Wzrusza ramionami.
-Tak jak zawsze-odpowiada
Patrzy na mnie chwilę.
-Wydajesz się zdenerwowana.- mówi nagle
-Nie, tylko posprzeczałam się z przyjacielem-mówię
-Nie wyglądasz jakby to była błahostka -stwierdza
Lekko się zaśmiałam.
-Powinna,ale nie jest, być może go zraniłam.
Liam kiwnął głową.
-Mam nadzieję,że wszystko się ułoży. -powiedział i posłał mi uśmiech
Odpowiedziałam tym samym. Resztę dnia spędziliśmy na przyjmowaniu klientów.Około południa przyszedł nasz szef.
-Hej dzieci -przywitał nas
Kiwnęliśmy głowami na przywitanie, jak każdego dnia.Wiemy,że zwykle pije w nocy i chodzi późno spać. Dlatego przychodzi późnym popołudniem.Jesteśmy do tego przyzwyczajeni.
-Blair- powiedział do mnie kiedy wyszłam z magazynu -Jakiś punkowy dzieciak stoi przed sklepem i mówi,że cie zna.Powiedział ,bym ci przekazał ,że czeka na ciebie przed wyjściem.
Westchnęłam.Z opisu to albo Harry ,albo Louis. Kiwam głową wychodząc z klimatyzowanego pomieszczenia na ciepłe powietrze na dworze.
-Harry? -pytam z niedowierzaniem
-Blair...- jego zielone oczy rozszerzają się na mój widok
-Co ty tu robisz ?- pytam i nagle odczuwam silną woń alkoholu -Piłeś?
Nie odpowiedział ,tylko przejechał ręką po włosach.
-Czy ty sądzisz,że kiedykolwiek o tobie zapomnę-pyta
Westchnęłam.
-Tylko po to tu przyjechałeś?
-Odpowiedz mi,Blair -jego oczy płoną
-Nie wiem co sobie myślałam kiedy to mówiłam - powiedziałam mu -Myślałam,że żartujemy.
Jego oczy miękną.
-Jakie to ma w ogóle znaczenie? Jestem teraz w pracy i muszę do niej wracać.
Zaczynam odchodzić.Wiem kiedy jest tak, że nie jest przyjemnie być blisko niego.Czuję jak Harry łapie mnie za nadgarstek. Odwraca mnie w jego stronę.
-Blair,ja...
-Blair, idziesz z powrotem-odwracam się w stronę sklepu i widzę Liama patrzącego na mnie
-Tak ,zaraz przyjdę- mówię mu
Chłopak kiwa głową, uśmiecha się i znika za drzwiami sklepu.Odwracam się w stronę Harry'ego i widzę,że jego o czy znowu płoną.
-Co jest kurwa ?-pyta
-Co?
-Kto to jest ?
-Liam.-odpowiadam
- Dlaczego kurwa....-jest taki wkurzony ,że nie może dokończyć zdania
-To jest mój współpracownik-mówię powoli -Teraz mam zamiar odejść jeśli masz zamiar być taki wybredny.
-Nie jestem kurwa wybredny.-mówi
-Brzmisz jakbyś miał za ciasne spodnie- odparowałam mu
Harry westchnął i spojrzał mi w oczy.
-Masz szczęście,że jesteś dziewczyną-mówi Harry
-Dlaczego?
-Bo jeśli byłabyś facetem to sprałbym cię.
-Pocieszające-mówię
Uśmiech rozprzestrzenia się na jego twarzy.
-Przykro mi,że odeszła-mówi cicho
-Przepraszam,że cię uraziłam,a teraz....czy odpowiesz na moje pierwsze pytanie?-spytałam
 -Co?
-Jesteś pijany ?-spytałam ponownie
-Nie.
-Harry-fuknęłam
-Może małego drinka...no dobra dwa-powiedział
Jęknęłam.
-Chodź-powiedziałam i zaczęłam iść w stronę sklepu
-Dlaczego?
-Przecież nie będziesz prowadził pijany!Już dostałeś dwa mandaty w tym roku. -powiedziałam kręcąc głową
On tylko się zaśmiał i wszedł za mną do środka.
-Zostań tu.-mówię Harry'emu i idę do tyłu sali powiedzieć Shawn że biorę resztę dnia wolnego ,by niańczyć Harry'ego.
Chłopak kiwa głową i opiera się na blacie,posyłając Liamowi mały uśmiech.
-Shawn,czy mogę wyjść wcześniej ?-pytam mojego szefa wchodząc do jego "biura" jeśli tak można nazwać pokój z kanapą ,kilkoma półkami i małym ,płaskim telewizorem przymontowanym do ściany.
Shawn odwraca się w moją stronę trzymając jabłko w buzi i żonglując laptopem.
 -Jasne dzieciaku,gdzie idziesz ?-pyta
-Opiekować się moim pijanym,najlepszym przyjacielem -odpowiadam zgodnie z prawdą
-W porządku,baw się dobrze -mówi posyłając mi dziecięcy uśmiech
Idąc korytarzem przystanęłam na moment słysząc kłócących się Harry'ego i Liama.
-......ona jest zdecydowanie ładna-mówi Liam
-Co to oznacza !?-jego głos jest zimny
-To nic nie znaczy .-odpowiada mój współpracownik
 -Pewnie -Harry mówi z pogardą
-Brzmisz tak ,jakbyś coś do niej czuł  -mówi ostrożnie
Moje mięśnie sztywnieją..
-Co kurwa?- Harry wypalił
-Wydajesz się ,jakbyś chciał ją od wszystkiego uchronić -mówi Liam
-To nie ma znaczenia ,że kurewsko ją lubię. Jest dla mnie jak siostra do cholery.
Postanawiam zachować to w mojej pamięci i na razie nie wspominać o tym co usłyszałam. Idę spokojnym krokiem w stronę Harry'ego i Liama.
-Chodźmy- mówię to przyjaciela
Oczy Harry'ego błysnęły ze strachu,ale ja w spokoju skierowałam się do wyjścia,a on za mną.Dlaczego Harry był taki wkurzony kiedy Liam zapytał go czy mnie lubi?A było tak? Oczywiście,że nie upomniałam siebie. Jak taka osoba jak Harry mogłaby kiedykolwiek się mną zainteresować?
-Gdzie twój samochód ?-spytałam go kiedy dotarliśmy na parking
-Przyszedłem na nogach. -odpowiedział
Teraz jak so tym myślę, nie pamiętam żebym widziała jego samochód.
-Dlaczego?-pytam
-Wiedziałem ,że nakrzyczysz na mnie za jeżdżenie po pijaku. -uśmiechnął się głupawo
-Wejdź do samochodu -mówię przewracając oczami
Jedziemy do domu Harre'go w ciszy. Mogę powiedzieć ,że powoli trzeźwieje. Jego oczy się rozjaśniły, a woń alkoholu bijąca od niego wcześniej słabła. Gdy podjeżdżam pod jego dom wiedzę zaparkowany przy krawężniku czarny samochód.Patrzę na Harry'ego z zaciekawieniem.
-Kilka osób ma klucz ?-odpowiada na moje pytające spojrzenie
-To głupie. -mówię mu
-Nie ,to jest super.Jane powiedziała mi ,że tu będzie.
-Jane? -musi być pewnie nową koleżanką Harry'ego 
Jak na zawołanie dziewczyna wychodzi z domu. Ma kruczoczarne włosy, skórzaną kurtkę ,białą koszulę pod nią i obcisłe dżinsy.Uśmiecha się na widok Harry'ego ,a ja jestem w szoku widząc jej oczy. Prawe jest niebieskie,a lewe zielone.
-Tak...ładna co ?-mówi Harry
Czuję, że moje wnętrzności zostały mi wyrwane i zmiksowane w blenderze.
-Tak..-to wszystko co mogę powiedzieć, mój głos brzmi dziwnie
Harry musiał to zauwarzyć ,bo odwrócił się w moją stronę i wbił we mnie swój wzrok.
-Co jest? -spytał
-Nic, po prostu nie czuję się świetnie. -odpowiadam
-Och,chciałbym cię zaprosić,ale wiesz....-mówi speszony
Oczywiście. Rozumiem.Ma Jane ,z którą może się zabawić.
-Nie, i tak miałam już jechać do domu -skłamałam
Kiwnął głową wyskakując z samochodu i zamykając drzwi.Uśmiechnął się lekko do mnie.
-Do zobaczenia -powiedział
Ja tylko przytaknęłam. Przyglądam się Harry'emu jak idzie ścieżką, chwytając Jane w pasie kiedy dostaje się do drzwi. Dziewczyna chichocze,a ja zauważam kolczyk na jej języku.Marszczę nos i odjeżdżam.

                                                                                                                 *****

czytasz = komentujesz :)
















piątek, 11 kwietnia 2014

Chapter 2

Po niecałych dziesięciu minutach Louis podjechał pod parking przy restauracji.Wysiadł z auta i spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
Jeśli nie znałabym Harry'ego i Louisa mogłabym pomyśleć,że dobrze się dogadują. Są do siebie podobni. Obydwoje mają tatuaże, kolczyki na ciele ,lubią chodzić na imprezy i pić alkohol.
Ale jednak dużo ich różni. Louis nie zachowuje się jak dupek. A przynajmniej nie w większości przypadków. Któregoś razu kiedy Louis do mnie przyszedł, Harry był u mnie w domu i oglądał mecz piłki nożnej.Nie wiedział jeszcze ,że Lou zostanie moim przyrodnim bratem.Kiedy ten wszedł Harry się wkurzył i wybiegł z domu krzycząc,że przyprowadzam obcych ludzi do domu.Wieczorem musiałam zadzwonić do niego i wytłumaczyć,że nasi rodzice są zaręczeni...nie przyjął tego dobrze.
-Co ten dupek znowu zrobił?-zapytał Lou kiedy odjechaliśmy z parkingu.Przewróciłam oczami.
-Harry po prostu...ugh!-powiedziałam patrząc przez okno i krzyżując ręce na piersi
-Wreszcie zrozumiałaś.Mówiłem ci ,że Harry jest kutasem.Lepiej trzymaj się z dala od niego
-Wiem,ale on jest moim najlepszym przyjacielem,potrzebuje mnie- odwróciłam się do Louisa
-Do czego mu jesteś potrzebna?Do tego,żeby sprzątać wymiociny i rozlane alkohole na czyiś porzuconych ubraniach  po imprezie?
-Trochę przesadziłeś-zmarszczyłam noc
-A czy tak nie jest?-wzruszył ramionami
-Nie,nie jest -odburknęłam
-On cię wykorzystuje
-Nie,nie!-krzyknęłam zdenerwowana
Louis zamilkł. Przeczesał ręką włosy i skierował rękę z powrotem na kierownicę.
-Po prostu uważaj ,Blair.On cię zrani-powiedział już spokojniej
-Jezu, co jest z wami ,że tak na siebie naskakujecie?
 -Mówił o mnie?-zacisnął ręce na kierownicy tak,że jego knykcie zbielały
-Nie,nie zupełnie-skłamałam,za każdym razem kiedy któremuś z nich wspominam o drugim obydwoje się denerwują.
-To dobrze,nie chciałabym ,żeby ode mnie oberwał-powiedział
Parsknęłam śmiechem.Widziałam mnóstwo razy jak Harry się bije .Powalał na łopatki większych od siebie po pijaku.U Louise przeciwnie.Nigdy nie widziałam jak się bije.Ale coś podpowiadało mi ,że Harry by go pokonał.
-Co? -Lou zmarszczył brwi
-Nic-podniosłam ręce do góry w geście poddania
-Blair- jego ton jest pretensjonalny
Kiedy dojechaliśmy wyskoczyłam z samochodu
-Nie mów do mnie w tym tone.Boże, nie jesteś moim ojcem
-Jestem trzy lata starszy.-przypomniał mi
-I co z tego ,to nie ma znaczenia !
-Więc jak mam cię traktować ?
-Na równi.
Louis przewróciło czami i wparował do domu zdenerwowany wydarzeniami z dzisiejszego dnia.
 Również nie miałam najlepszego humoru.Najpierw Harry mnie znieważył,a potem Louis potraktował mnie jakbym miała pięć lat.Po prostu świetnie.Trzasnęłam drzwiami od pokoju,który znajdował się na piętrze .Dzieliłam go z Lottie ,moją przyrodnią siostrą .Padłam na łóżko i położyłam ręce na głowie.Jestem bardziej zdenerwowana na Harry'ego niż na Louisa.Może Lou ma rację i Harry wykorzystuje mnie tylko jako bezpłatną usługę sprzątającą. Lottie weszła do pokoju zaraz po mnie i spojrzała znad swojego telefonu.
-Ktoś skopał ci dupę i przez to umarł ?-spytała
-Zamknij się !-krzyknęłam
-Jezu, Blair-powiedziała
-Przepraszam,ciężki dzień.
-Jak Harry?
-Po co pytasz?-burknęłam
-A tak jakoś -wzruszyła ramionami
-Jest głupkiem
-To dlaczego się z nim przyjaźnisz-spytała
Zanim zdążyłam odpowiedzieć mój telefon rozjaśniał.Na ekranie wyświetlił się numer Harry;ego. Zignorowałam to.
-Chcesz obejrzeć jakiś film? -spytała Lottie
Uśmiechnęłam się do niej.Jestem zadowolona,że dzielę z nią pokój.Jesteśmy przyrodnimi siostrami od niecałego roku,ale wiem ,że ona zawsze mnie wysłucha i wesprze.Skinęłam głową w odpowiedzi na jej pytanie,a ona puściła jakąś komedię romantyczną na odtwarzaczu DVD.Resztę wieczoru spędziłyśmy oglądając film śmiejąc się lub rzucając sarkastyczne uwagi.Było świetnie dopóki nie usłyszałyśmy krzyków w na dole.
-Chodźmy zobaczyć co się dzieje-stęknęła
- Nie pójdziesz-powiedziałm
-Proszę-jęknęła
-Okej-westchnęłam ,poddając się pierwszy raz ok kilku godzin
Kiedy zeszłam ze schodów zobaczyłam Louisa i ......Harry'ego.
-Dlaczego do diabła chciałaby z tobą rozmawiać!Zachowałeś się w stosunku do niej jak cholerny dupek!-Louis powiedział
-Odpieprz się!-Harry wycedził przez zęby
-Jesteś w moim  domu -kontynuował Lou
-Nie wyjdę! -zadrwił
Spojrzałam w oczy Harry'ego. Wiedziałam,że muszę zareagować zanim mój tata i moja przybrana mama się obudzą.
-Co do cholery- krzyknęłam i stanęłam między nimi
 -Harry przyszedł tu ,żeby z tobą porozmawiać,powiedziałem mu,że nie chcesz go widzieć po tym jak się zachował -powiedział Lou
-Nie mów czego ona kurwa chce.Potrafi mówić za siebie- wściekł się
-Jestem pewien,że powiedziałaby to samo- Louis odpowiedział
Dziwił mnie ten pogląd zdań.Obydwaj zachowywali się tak jakbym była psem,który nie potrafi się komunikować.Postanowiłam wkroczyć do akcji.
-Wystarczy!Czy wy nigdy nie przestaniecie się kłócić?!Tu śpią dzieci!
-Przepraszam- powiedział Lou do mnie-Nie ciebie! -zwrócił się do Harry'ego
Harry otworzył usta żeby coś powiedzieć,ale spiorunowałam go spojrzeniem i już się nie odezwał.
-Zawiodłam się na obojgu z was.A szczególnie na tobie. -wskazuję Harry'ego,a jego oczy ciemnieją-
-Teraz idę do pokoju i przysięgam na Boga ,jeśli usłyszę jeszcze raz jakieś krzyki między wami zejdę i coś wam zrobię- nie wytrzymałam
Obróciłam się na pięcie i pomaszerowałam po schodach do mojego pokoju zostawiając ich zszokowanych.Zatrzasnęłam drzwi do pokoju. Lottie spojrzała na mnie rozbawiona.
-Milutko- powiedziała
-Słyszałaś to !
-Każde słowo,
Jej oczy nagle zrobiły się większe,a ja odwróciłam się i zobaczyłam Harry'ego w drzwiach.
-Czego chcesz?-
Zignorował moje pytanie,jak zwykle.
 -Naprawdę jesteś mną rozczarowana?-spytał
Westchnęłam.
-Lottie, mogłabyś dać nam chwilkę?
-Oczywiście-odpowiedziała, zeskoczyła z łóżka i opuściła pokój zamykając drzwi.Usiadłam na łóżku i przeczesałam ręką włosy.
-Jesteś?-Harry spytał mnie pnownie
-Tak,jestem. Przychodzisz do mnie do domu o dziesiątej wieczorem i krzyczysz na mojego przyrodniego brata, nie wspominając o moich rodzicach i młodszym rodzeństwie,którzy mogli to wszystko słyszeć!
Usiadł koło mnie na łóżku.Jego oczy były jasno zielone.Spojrzał na mnie łagodnie.
-Przepraszam-powiedział skruszony
-Piłeś?-po tym pytaniu zdałam sobie sprawę jak głupie ono było,oczywiście,że pił
-Nie-odpowiedział
-Ale myślałam,że.....
-Wiem, ale czułem się źle po naszej kłótni i szczerze mówiąc wolałbym oglądać z tobą jakiś głupi film niż upić się z Penny i Lukiem.
-Nie kłam- powiedziałam i uśmiechnęłam się
On również się roześmiał ukazując dołeczki w policzkach.
-Czyli między nami wszystko okej?-spytał Harry
-Chyba tak- westchnęłam
-Więc teraz chciałem cię spytać ,co to jest za gówno co oglądasz?-powiedział opierając się na łokciach
-"Spodziewać się spodziewanego"-powiedziałam odchylając się do tyłu
Harry parsknął.
-Jest fajny -zaprotestowałam
-Niech zgadnę film jest o sukowatych kobietach w ciąży ,którym buzują hormony,tak?
-I właśnie dlatego jest śmieszny -powiedziałam
Nagle telefon Harry'ego zaczął wibrować.Chłopak przewrócił oczami.Odebrał połączenie i przełączył rozmowę na głośnomówiący.
-Harry?-ktoś spytał.Odrazu rozpoznałam nosowy głos Penny.
-Cześć Penny.-odpowiedział
-Gdzie ty kurwa jesteś?Powiedziałeś, że spotkamy się dzisiaj.
-Jestem zajęty -odpowiedział prosto
-Czym?Tą suką z restauracji?
Zarumieniłam się ,a Harry spojrzał na mnie przepraszająco.
-Czekaj,przecież nie możesz być z nią.Zawsze wyłączasz telefon kiedy jesteś zajęty.Teraz sobie przypomniałam.Zaczęła bełkotać różne rzeczy o ich dwojgu.Zorientowałam się,że jest pijana.Spała z Harrym?Coś mnie ukuło w środku.
-Penny!-Harry warknął
-No co wiem,że ci się podobało,powinniśmy to jeszcze kiedyś zrobić.
Pomyślałam ,że nawet jeśli bym się cieła nie wywołałoby to u mnie takiego bólu jak to co przed chwilą usłyszałam.Jeśli byłabym taką ździrą jak Penny wzięłabym telefon Harry'ego i natychmiast ich rozłączyła.Ale nią nie byłam i nie miałam zamiaru zniżać się do jej poziomu.Postanowiłam więc cierpieć w milczeniu obdzierając przy tym moje paznokcie z lakieru.
-Penny,zamknij się kurwa- Harry warknął
-Jesteśmy dzisiaj zadziorni? Luke będzie wkurzony jak nie przyjdziesz.
-Nie obchodzi mnie to-powiedział
-Tylko cię ostrzegam,nie bądź dupkiem, aha i nie przychodź do mnie z płaczem kiedy Luke skopie ci znowu tyłek, Harry -rzuciła i się rozłączyła
Harry przewrócił oczami, odłożył telefon i znowu się oparł na łokciach.
-Suka-powiedział
Skinęłam ciągle przetwarzając, co Penny właśnie powiedziała.Czy Harry naprawdę stoczył się tak nisko i przespał z nią?
-Czy naprawdę z nią spałeś?- wypaplałam
-Dlaczego miałbym ? -odpowiedział prosto
Wzruszyłam ramionami.
-To nie byłoby dobre.Jak już mówiłem ,jest suką.
To sprawiło,że poczułam się lepiej,ale nie wiem czemu tak się tym przejęłam.Przecież Harry mógł spać z każdą dziewczyną ,nawet jeśli byłaby szmatą w turkusowych włosach.
Obejrzeliśmy resztę filmu w ciszy.Lottie napisał mi sms-a ,że może spać u Fizzy, Phoebe i Daisy w pokoju.Podziękowałam jej,a sama poczułam,że odpływam.Powieki zaczęły stawać się coraz cięższe.
Poczułam,że Harry przesunął się obok mnie.Kręcił się po pokoju zabierając swoje rzeczy.Odwróciłam się na krześle i zobaczyłam jak Harry wiąże buty.
-Możesz się zatrzymać.Nie mam nic przeciwko.-powiedziałam sennym głosem
Harry odwrócił się w moją stronę..Światło padające od księżyca przez okno oświetliło jego twarz.Dodało mu to anielskiego blasku.
-Nie sądzę,że to dobry pomysł.-miał na myśli Louisa
-Lou nic nie poradzi na to,że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi,a ja nie pozwolę ci włóczyć się po mieści w w nocy.-odpowiedziałam
-Robiłem w nocy gorsze rzeczy- powiedział cicho i wspiął się z powrotem na łóżko .
-Wiem...i nie mogę cię od tego wszystkiego uchronić,prawda ?-spytałam
Harry nie odpowiedział.Zamiast tego owinął rękę wokół mojej talii i przyciągnął mnie do siebie.Tak samo robił jak byliśmy mali ,kiedy płakałam z powodu kłótni rodziców.Zanurzyłam głowę w zagłębieniu jego szyi. Pachniał miętą i lasem.Odpłynęłam ponownieStarałam się nie myśleć o tym ,co zwykle robi Harry w środku nocy.

                                                                                                           *****
czytasz = komentujesz :)




poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Chapter 1

Zawsze jestem u niego 'dzień po. Harry lubi imprezować ,ale nie cierpi potem sprzątać,dlatego przychodze do niego. Jego dom jest zaśmiecony,czerwone kubki leżał na trawniku,a jego pijani przyjaciele śpią wszędzie. Czasami myślę,że może są martwi więc dotykam ich czubkiem mojego buta,ale potem oni mnie odpychają i wiem już, że są pijani.Jak niehigieniczne jest to,że kurtki i płaszcze imprezowiczów leżą na ziemi pobrudzone wymiocinami i rozlanymi drinkami.Aż musiałam zatkać nos. Przyjaciele Harry'ego jęczą za każdym razem kiedy się o nich potykam.Weszłam do domu i skierowałam się w stronę kuchni.Sięgam pod zlew aby wyjąć sierotki czystości i worek z tworzywa sztucznego.Robię to co sobotę rano.Przychodzę do jego domu aby posprzątać bałagan i 'pielęgnować' jego kaca. Powtarzam mu w kółko i w kółko,że to nie jest dobry sposób,by spędzać wolny czas,ale on mnie nie słucha. Założyłam rękawiczki do mycia naczyń,więc gdy sprzątałam dom nie brudziłam sobie rąk. Złapałam worek na śmieci i zsunęłam do niego wszystkie śmieci, które leżały na kuchennym stole. Chodziłam po domu i zbierałam czerwone kupki i mnóstwo innych rzeczy.Zacisnęłam usta kiedy weszłam do pokoju Harry'ego. Blond dziewczyna leżała na jego torsie,oboje spali. Ściągnęłam rękawiczki i upuściłam torbę na śmieci obok mnie.Starałam się zachowywać się tak jak bym dopiero weszła do pokoju.Chwyciłam klamkę od drzwi i trzasnęłam nimi.Dziewczyna podskoczyła, Harry też.
-O Boże-podniosłam rękę do ust
Moje wymuszone łzy spłynęły po policzku.Starałam wyglądać się na załamaną.
-Nie wierzę!Zdradziłeś mnie!-krzyknęłam
Blondynka spojrzała na niego zaskoczona.
-Terry powiedziałeś,że jesteś singlem.
-Harry-fałszywie jęknęłam poprawiając ją
-Nie,nie powiedziałem tego...właściwie.Blair kochanie czy możemy o tym porozmawiać?-powiedział przecierając oczy
-Porozmawiać o czym!Jak mnie zdradziłeś z tą,tą...zdzirą!!-krzyknęłam tak,że nie zdziwiłoby mnie to jakbym obudziła sąsiadów
-Hej,Terry-jęknęła
-Harry!-odpowiedziałam w tym samym tonie-Wiesz co?Zaręczyny odwołane!-krzyknęłam
-Jesteś...jesteś zaręczony?-dziewczyna nie mogła złapać tchu,chwyciła czarną sukienkę z podłogi
-To nie tak-powiedział Harry
-A jak,Harry!Przyszłam tu po to by ci powiedzieć...zresztą nieważne,zgaduje,że nie to jest teraz najważniejsze .Wydęłam usta i skrzyżowałam ręce na piersi.
-Blair,kochanie uspokój się-fałszywie błagał
-Jestem w ciąży-wrzasnęłam unosząc ręce w górę
-Boże,wy ludzie macie takie problemy.Wiesz co Terry! Nie fatyguj się i nie dzwoń do mnie-blondyna krzyknęła
-Harry!-krzyknęłam razem z nim
-Wy jesteście jacyś nienormalni -odpowiedziała dziewczyna
Dziewczyna wybiegła trzaskając drzwiami.Wraz z Harrym przybiliśmy sobie piątkę,śmiejąc się
-Więc jesteśmy zaręczeni,a ty jesteś w ciąży?Kreatywnie!-powiedział i potrząsnął moją dłonią
-Dostałam twoją wiadomość-powiedziałam mu
-Tak,dzięki za pomoc-zrobił pauze i odwrócił się w stronę lustra aby poprawić włosy-Jak zawsze-stwierdził.
Uśmiechnął się głupawo do mnie w lustrze i podniósł bluzkę leżącą na kredensie i przełożył ją przez głowę.Wziął wodę kolońską i skropił się nią lekko,a potem wziął łyk napoju leżącego na stole.Starał się opanować kaca.Wyszliśmy z pokoju i zaczęliśmy wywalać ludzi z jego domu.Szturchał ich butem do póki się nie obudzili.Stanął przede mną tak,że mogłam dostrzec jego tatuaże spod cienkiej,białej bluzki.Niechętnie odwróciłam oczy wracając z powrotem do pracy.Kontynuowaliśmy sprzątanie.Spryskałam okno środkiem czystości.Gdy spojrzałam na Harry'ego ten popychał kogoś w kierunku frontowych drzwi.Za każdym razem gdy pchał pijanych i na wpół przytomnych ludzi w stronę wyjścia widać było jego idealne mięśnie.Gdy wszyscy wyszli zatrzasnął drzwi.Harry spojrzał na mnie ,a ja odwróciłam się w stronę okna i zaczęłam szorować jeszcze mocniej.Moje policzki płonęły.
-Blair-powiedział
-Hmm?
-Co robisz?
-Myję okno.-odpowiedziałam
-Odświeżaczem do powietrza?
Zarumieniłam się.Spojrzałam na stół ,rzeczywiście,pomyliłam buteleczki .Zamiast płynu do mycia szyb wzięłam odświeżacz do powietrza w spraju.
-Oh...ups-powiedziałam
Harry się roześmiał.
-Teraz przynajmniej okno będzie pachnieć morzem
Roześmiałam się i odłożyłam pomylony przedmiot zamieniając go na płyn do szyb.Harry wziął odświeżacz i psiknął nim w powietrzu,aby zneutralizować zapach alkoholu.
-Więc jak dużo drinków wypiłeś ostatniej nocy?-zapytałam go kontynuując chodzenie po domu i sprzątanie go
-Więcej niż sześć,mniej niż szesnaście-spojrzałam na niego i go szturchnęłam,a on się zaśmiał
-Harry-skarciłam go
-Sorka!Gdybyś poszła chociaż raz ze mną na imprezę mogłabyś mnie monitorować.-powiedział i mrugnął do mnie .Spiorunowałam go spojrzeniem.
-Wiesz,że to nie moja bajka.-powiedziałam wrzucając czerwone kubki do torby na śmieci
-Wiem,ale jesteś moją najlepszą przyjaciółką-powiedział-Powinnaś czasami pokazywać się publicznie,bo ludzie zaczną myśleć,że cię zabiłem-roześmiałam się
-Może...ale jeśli zdejmiesz ten kolczyk w brwi.-dokuczyłam mu
Jego ręka automatycznie dotknęła srebrnego kółka na brwi.
-Jeśli przyjdziesz na następną imprezę, wyjmę ten kolczyk,ale tylko na jeden dzień-powiedział
-Tylko żartowałam-parsknęłam
-Ja nie-odpowiedział
-Nie mam zamiaru przyjść na jedną z tych twoich domówek,żeby następnego dnia obudzić się we własnych wymiocinach-odparowałam
-Ja tak nie mam-uśmiechnął się krzywo
-Masz zawsze kaca w sobotni ranek odkąd skończyłeś szesnaście lat,masz wprawę- powiedziałam mijając go aby wziąć kolejną torbę na śmieci.
Harry wzruszył ramionami nie zadowolony.
-Chodzi mi o to,że powinnaś czasami się rozerwać,nie możesz wiecznie siedzieć w swoim pokoju-powiedział
Z jakiegoś powodu wiem,że ma rację. Spuszczam na niego wzrok. On wie,że mój pokój jest dla mnie najbezpieczniejszym miejscem odkąd moja mam zmarła.
-Blair, przepraszam-westchnął
Wzruszyłam ramionami odwracając się.
-Nieważne-powiedziałam
Resztę domu sprzątaliśmy w ciszy.Tylko czasami słyszałam jak Harry coś mamrocze.Kiedy sprzątałam wokół kominka usłyszałam Harry'ego za mną.Odwróciłam się i stanęłam z nim twarzą w twarz.Był tak blisko mnie, że zobaczyłam jak jego zielone oczy ciemnieją.
-Co?-spytałam
-Co z tobą jest nie tak?
-Nic-chciałam go ominąć, ale złapał mnie za nadgarstek i odwrócił do siebie
-Po prostu powiedz dlaczego jesteś zdenerwowana !
-Nie jestem-odpowiedziałam
-Gówno prawda !-podniósł głos
-Dlaczego to ma takie znaczenie?
-Ponieważ kiedy jesteś zła czuję się niespokojnie -powiedział
-Poradzę sobie-chciałam wyrwać rękę z jego uścisku,ale on tylko go zacieśnił
-Cholera,Blair
Jest zły.Otwiera i zamyka szczękę,jego oczy cały czas wpatrzone są w moje.
-Przepraszam,dobrze?
Napinam szczękę i staram się ,aby łzy nie wyleciały mi z oczu.Nie cierpię płakać.Nie robiłam tego przez parę lat.Staram się przytrzymać łzy. Jestem typem takiej osoby która trzyma emocje wyłącznie dla siebie i raczej nie wychodzą one na światło dzienne.
-Blair,przepraszam-powiedział ponownie tym razem łagodniej, puszczając mój nadgarstek
Minął moment zanim się odezwałam
-W porządku-odpowiedziałam,a on uśmiechnął się lekko do mnie
Harry zawsze taki był.Czasami mówił nie odpowiednie,że czy w złym czasie,ale wiedział,że nigdy nie mogłabym być na niego zła. Przeszliśmy razem wiele. Więcej niż niektórzy dobrzy przyjaciele.Mamy tendencję do spierania się.Można powiedzieć,że jesteśmy całkiem inni.My to wiemy.Harry jest towarzyski,ja jestem nieśmiała.On ma tatuaże, ja ani jednego.On śpi gdzie popadnie,ja nie opuszczam mojego pokoju.Myślę, że te spory między nami są naszym sposobem ,aby rozprawić się z tymi różnicami.
-Jak twój tata?-spytał,kiedy skończyliśmy sprzątać kuchnię
-Dobrze-odpowiedziałam przez zaciśnięte zęby-Nadal mnie denerwuje.
-Myślisz,że mnie przekonasz tą gównianą odpowiedziom-Harry mrugnął
Stłumiłam śmiech.
-Harry!-zaśmiał się, gdy
spojrzałam na niego
-U Louisa też wszystko dobrze.
-Nie pytałem o niego-zmrużył oczy
-On jest moim przyrodnim bratem,Harry- przewróciłam oczami
-Nie obchodzi mnie kurwa kim on jest
-Harry, jaki ty masz właściwie z nim problem?-skarciłam go
Nie odpowiedział.Westchnęłam.
-Mam po dziurki w nosie,że ukrywacie coś przede mną -Harry nadal nie odpowiadał więc postanowiłam więcej go o to dzisiaj nie pytać.Skończyliśmy czyścić dom przed czternastą i postanowiliśmy wyjść razem gdzieś na lunch.
-Więc co to była za dziewczyna, przed którą uratowałam cię dzisiaj?-zapytałam kiedy szliśmy w stronę naszej ulubionej pizzerii
-Umm....-Harry zmrużył oczy -Ash? Ashlin?Ashley? Tak,to była Ashley-uśmiechnął przypominając sobie zeszłą noc
-Jesteś naprawdę okropny-wytknęłam mu
Wzruszył ramionami.Zajęliśmy nasze miejsca.Usiedliśmy bliska okna.Przychodziliśmy tutaj odkąd skończyliśmy szesnaście lat i nie ważne ile razy w tygodniu przychodziliśmy na lunch,obiad ,a czasami nawet śniadanie pizza nigdy nam się nie znudzi.
-Pamiętasz jak przychodziliśmy tu co piątek-wspomniał
-Co piątek- skinęłam głową przypominając sobie,Harry uśmiechnął się.
Po zjedzeniu,Harry dał znak,aby kelnerka podeszła z rachunkiem.Wtedy zobaczyłam blond włosy,które mignęły mi za nim.Oh...
Harry miał kilku przyjaciół, w których towarzystwie tak jakby nie czułam się zbyt komfortowo.Tych dwoje ,którzy stali za nim byli idealnym przykładem.....Penny,blondynka z nieziemsko błękitnymi oczami,kusą spódniczką i sześciocentymetrowymi obcasami.No i oczywiście Luke.Chłopak o ciemnych oczach z blizną na policzku.
-Kogo my tu mamy- uśmiechnął się chłopak
Oczy Harry'ego ściemniały.Wyprostował się na krześle.
-Penny,Luke-przywitał się z nimi
Uśmiechnęłam się lekko.
-Blair,tak?-spytała Penny,na jej powiekach była gruba warstwa eyelinera
Skinęłam, czując się trochę wystraszona.
-Czemu taka piękność jak ty nigdy nie pojawiła się na imprezie?-spytał Luke, jego oczy skanowały mnie, a ja czułam się bardzo niezręczne
-Ja...ja-spojrzałam na Harry'ego oczekując pomocy,ale on unikał mojego wzroku-To nie moja bajka-powiedziałam niepewnie.Penny prychnęła.
-Więc co jest twoją bajką?-zapytała złośliwie-Wiejskie imprezki w pizzerii? Obydwoje uśmiechają się jadowicie.
Staram się wymyślić co mam odpowiedzieć, ale nic nie przychodzi mi do głowy.Patrzę na moje ręce,z którymi nie wiem co zrobić.
-Starczy tego dokuczania,Penny -mówi Luke trącając ją.Kiwa w stronę do Harry'ego
-Idziemy dzisiaj wieczorem na kilka drinków ,idziesz z nami?
-Jasne- mówi Harry -Świetnie-Penny posyła mu uwodzicielski uśmiech
-Do zobaczenia-mówią obydwoje i wychodzą
Ja i Harry milczymy kiedy on płaci za nasz lunch.Wychodzimy z restauracji i kierujemy się w stronę samochodu.W tym czasie przetwarzam w głowie to ,co właśnie się stało.Tym razem nie otwiera mi drzwi do samochodu.Cała jego postawa zmienia się kiedy przebywa w ich towarzystwie.Nie jestem z tego powodu zadowolona.
-Czy naprawdę będziesz pić z nimi wieczorem? -spytałam go
-Tak-odpowiedział
-Ale robiłeś już to wczoraj na imprezie,tak?
-No i...? -Nie wiedział o co mi chodzi
-Alkohol nie jest najlepszym rozwiązaniem dla ciebie!-staram się go przekonać
-Nie bądź taką dokuczliwą suką! -wzdrygnęłam się na jego słowa
Spojrzałam na niego zszokowana.
-Wypuść mnie z samochodu-powiedziałam
-Blair..-nie wiedział jak się zachować
-Powiedziałam coś !- krzyknęłam do niego
Zanim zamknęłam drzwi odwróciłam się do Harry'ego.
-Louis mnie odbierze-powiedziałam oschło,a jego twarz zrobiła się czerwona
-Blair! -krzyknął ,ale zatrzasnęłam drzwi zanim zdążylibyśmy się znowu pokłócić.
Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Louisa. Przeczesałam ręką moje ciemne włosy.Trochę to trwało,ale wreszcie odebrał.
-Blair,wszystko w porządku?-spytał z troską w głosie
-Harry jest gnojkiem więc musisz przyjechać po mnie.Jestem na Melbourne Avenue.
Patrzę w bok,ale samochodu Harry'ego już nie ma.Wzdycham patrząc w dół na moje nogi.
Słyszę również westchnięcie po drugiej stronie telefonu.
-Jestem w drodze-powiedział
-Dziękuję,Lou- powiedziałam z wdzięcznością

                                                                                                *****

czytasz = komentujesz :)
















sobota, 5 kwietnia 2014

Prolog

Blair Price zmaga się z wieloma rzeczami w życiu . Po śmierci jej matki jej ojciec postanowił scalić rodzinę na nowo i stworzyć na pozór jej idealny wzór.Dziewczyna trzyma również w tajemnicy to,że kocha się w swoim najlepszym przyjacielu.
Blair i Harry znają się od ponad piętnastu lat.On jest jej światłem,które chroni ją przed całkowitym pochłonięciem przez ciemność.Ale jest też jej najgorszym koszmarem.Można powiedzieć,że ich dwójka to kompletne biegunowe przeciwieństwa....ale,czyż przeciwieństwa się nie przyciągają ?